środa, 14 września 2016

Co jem by wrócić do formy - same oczywistości.

Pytacie mnie czy stosują jakąś dietę. Postanowiłam o tym napisać obszerny i wyczerpujący post. Nie lubię słowa dieta i często używając go dodaję cudzysłów. Nie lubię tego słowa bo kojarzy mi się z restrykcją, obsesyjnym przestrzeganiem i ciągłym analizowaniem tego co się je. Nie mówię, że analizowanie nie jest ważne - jest - na samym początku. Musisz dokonać selekcji tego co jest dla Ciebie dobre, a co Ci nie służy. Jednak gdy fiksujesz się na DIECIE w pewnym momencie możesz się pogubić. Nie lubię zakazów, nie jest to dla mnie motywacją. Dlatego moja DIETA to nic innego jak odżywianie się w sposób zdrowy. Posiłki zbilansowane pod względem składników odżywczych. Można by w tym miejscu postawić kropkę, bo to takie przecież oczywiste. No nie do końca. Jak wiecie nie stosuję DIETY MATKI KARMIĄCEJ, bo takowej nie ma. Mój sposób odżywiania to eliminacja - nie tego co zdrowe, odżywcze, pełne witamin. Eliminuję to co w MOIM przekonaniu mi nie służy i myślę, że Tobie również. Co to takiego?



1. Alkohol

2. Słodycze

3. Fast food

4. Napoje gazowane

5. Białe pieczywo

6. Cukier i sól

7. Produkty wysoko przetworzone

8. Mąka - zwykłą mąkę białą, zastępuję mąką kokosową, razową.

Czyli same oczywistości. Co w takim razie jem i czy nie pozwalam sobie na malutkie grzeszki?
Oczywiście, że sobie pozwalam, bo jestem tylko człowiekiem i lubię jeść. Co nie znaczy, że zamieniłam się w śmieciarkę i pochłaniam wszystko jak leci. Po porodzie problem stanowiło nie to CO jem, ale ILE jem. Na zdrowym jedzeniu też można się spaść. Tak więc teraz zjadam 5 posiłków dziennie. Czasami cztery - wiadomo - jak jest czas. To co na stałe jest w moim jadłospisie: jajka, jogurt naturalny, ser żółty, mleko, drób, wołowina, ryby - łosoś, tuńczyk, makrela - makarony, ryż, kasze, quinoa, płatki owsiane, suszone owoce, orzechy, warzywa i owoce (choć tych drugich jem znacząco za mało), sosy pomidorowe, zupy, ziarna, pestki. Nie trzymam się rozpiski, jem to na co mam w danym dniu ochotę, albo na co pozwala mi stan lodówki ;) Dzisiaj np. na drugie śniadanie nie miałam ani zbytnio czasu, ani pomysłu, więc wrzuciłam na talerz kilka produktów z lodówki i wyszedł mały posiłek - bez węglowodanowy co prawda, ale jest okiej.


jajka, zółty ser, suszone pomidory, pestki dyni i kiełki rzodkiewki 

No i woda - minimum 2 litry w takie upalne dni. 

Raz w tygodniu będę wrzucać foty tego co zjadłam, może stworzy się jakiś fajny jadłospis, dla tych, którym w ten sposób będzie łatwiej. 


Jak widać jest nad czym pracować, ale mam wrażenie, że już przez te dwa tygodnie brzuch wygląda inaczej. Ale to sprawa drugorzędowa - eliminując śmieciowe żarcie, czuję się znacznie lepiej.  Mam więcej energii, moja skóra wygląda zdrowiej. Nie wstydzę się tej masakrycznej ilości tłuszczu, który pozostał po ciąży. Myślę, że do końca roku +/- 100 dni - forma będzie znacznie lepsza. A co ćwiczę? Jutro Ci pokażę! :)

5 komentarzy:

  1. Najważniejsze żeby nie przesadzać z węglowodanami, a zwłaszcza tymi prostymi. Powoli, smacznie i do celu. Pozdrawiamy! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Również nie lubię słowa dieta i zawsze próbuję jeść tak jak ty - zdrowo. Wciąż od nowa. Bo kilka dni jem super zdrowo, a potem przychodzi taka chwila, że napotykam ciastko na swojej drodze i wracam do starych nawyków :D No straszne to jest, ale cały czas próbuję od nowa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Najważniejsze jest rozsądne podejście do diety i życia, widać, że tak właśnie robisz :) Na pewno szybko zrzucisz pociążowe kilogramy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super też jestem ciekawa posiłków.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jakoś nie mogę wrócić do formy, ciągle mam 10 kg za dużo:( postaram się zastosować do Twoich rad, zobaczymy co tym razem z tego wyjdzie. Poza tym, fajny blog - tak trzymaj. Gratuluję efektów.

    OdpowiedzUsuń