czwartek, 11 sierpnia 2016

Lekcja numer 1 - nie planuj następnego dnia, jeśli nie wiesz jaka czeka cię noc.

Dzisiaj jest TEN dzień. 
Wczoraj miałaś mnóstwo planów: zrobisz obiad - nawet pamiętałaś by wyjąć mięso z zamrażalnika, ogarniesz mieszkanie, bo istnieje wysokie ryzyko złamania nogi, tudzież zaliczenia gleby, ( najgorszy scenariusz z dzieckiem na rękach) bo wszędzie leżą zabawki, grzechotki, książeczki. Chwila konsternacji - przecież on jeszcze nie chodzi, więc jak te zabawki mogą być dosłownie WSZĘDZIE... no tak...

Jeszcze przydałoby się dzisiaj zrobić trening - mąż też chce dzisiaj wieczorem mieć czas dla siebie, więc najlepiej gdybym zrobiła go do południa. Tak w ogóle to wstanę przed 7.00 - wtedy na pewno zrobię wszystko i jeszcze zostanie mi trochę czasu - może jakieś domowe SPA? 

WAŻNA LEKCJA : NIE PLANUJ NASTĘPNEGO DNIA, JEŚLI NIE WIESZ JAKA CZEKA CIĘ NOC.

Jasiek nie chciał spać. Po prostu. Szczęśliwa, że go uśpiłam - bez smoka, bez noszenia, tylko się tuliliśmy na pleckach, a on zasnął. No nie wierze, nie może być! No nie mogło. 40 minut mija a on leży już na brzuchu ( dość szybko posiadł umiejętność przekręcania się przez bok - dobrze, że narazie tylko prawy) i gada do przekaźnika niani - której zapomniałaś włączyć, może gdybym włączyła i usłyszała pierwsze oznaki wybudzania mogłabym zapobiec katastrofie? OjgupiaojgupiaTY! 
Masz wyobrażenie, że o tej 21.00 będzie chociaż troszkę senny. Gdzie tam! Twarzyczka wypoczęta, radosna, uśmiech przyklejony 24/24 - zapowiada się ciekawie. O 22.30 padł, żeby o 24.00 znów powstać....i tak CAŁĄ NOC. Co godzinę, co pół godziny, co 15 minut. Jakimś cudem zasypia nad ranem. Mamę zombie z łóżka wyciąga potrzeba kofeiny. Patrzysz na mieszkanie, zerkasz w kalendarz na listę TO DO IT - którą sama stworzyłaś, nikt Cię nie zmuszał, otwierasz lodówkę...przeciąg, zamykasz lodówkę. I uświadamiasz sobie, że poród przy tym wszystkim to był pikuś. Chce mi się płakać, bo wiem, że po południu będę musiała jeszcze wyjść z domu, a to jest ten dzień kiedy nie chce Ci się wyjść z domu. Dobra nie ma co! Koniec marudzenia, koniec narzekania! Szybka kawa i do boju matkopolko! 

Trach - niania się uaktywnia...oj dobra, może to tylko fałszywy alarm, więc czekasz,,,,jednak odgłosy z sypialni przybierają na sile. Wchodzisz a on już oczy otwarte, uśmiech na twarzy, obśliniony z ręką w dziobie próbuje przeturlać się przez lewy bok, nie może być! Ale Ty jesteś mądry chłopiec, a jaki silny! I znikam. Czasoprzestrzeń szaleje. Turlamy się razem, gugugamy, przytulamy, on się przekręca, a ja ze stoickim spokojem próbuje zmienić mu pieluchę. Gdzie to zmęczenie? Nie ma. To lepsze jak kofeina, to lepsze jak najlepszy pobudzacz neuronów! UŚMIECH DZIECKA. 

Mam szczęście mieć na prawdę pogodne i uśmiechnięte dziecko. Rodzina mówi, że on nawet jak płacze to się uśmiecha. Niektóre z mam pytają mnie - jak to zrobiłaś, że on jest taki radosny? No nie wiem, może się już z tym urodził? Taki temperament? A może to zasługa tego, że ON jest NAJWAŻNIEJSZY? Może dlatego jest taki pogodny, bo od pierwszej godziny życia był przy rodzicach, zapewniany o miłości, czuł się bezpiecznie i wie, że jego potrzeby zostaną zaspokojone? Może to dlatego, że najważniejsze było dla mnie to, by wyspał się na mamiemateracu, gdy miał gorsze chwile? Może to dlatego, że wstawaliśmy do niego zanim wpadł w czarną rozpacz? Może, może, może. Wiem, że nie ochronię syna przed całym złem świata, że musi doświadczać różnych bodźców - również tych nieprzyjemnych, by rozwijać się harmonijnie. Więc nie jest tak, że on wcale nie płacze. Oj drze się - uwierzcie mi, drze się prawie jak jego mama. A w dniu dzisiejszym stękadło level hard. Znacie to? Chcę jeść, ale nie będę jadł. Chcę spać, ale nie będę spał. Chcę kopę, ale się nie zesram. A u nas jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o gówno. Więc lejemy hektolitry espumisanu i dajemy probiotyki ( w dawce zaleconej na opakowaniu!), masujemy brzuszek, robimy wygibasy. A gówno wyjdzie kiedy? NA SPACERZE.

Dzisiaj na spacer idzie tata - sasasasasasasa! 





3 komentarze:

  1. Hej :) czytam Twojego bloga juz od daaawna, bardzo lubie twoj styl pisania, ale nigdy nie odwazylam sie skomentowac ;) kiedy tak piszesz o Twoim synku to przypominam sobie siebie sprzed roku, pöltora. Pierwsze 6 m-cy z dzieckiem wspominam jak przez mgle, daj wam czas Kama. Spacery to sport jaki na teraz jest dla was najfajnieszy, ja wychodzilam 2-3 razy dziennie, dziecko w nosidlo i szlam. Regularne obiady zaczelismy jesc kiedy moje dziecko zaczelo jesc cos wiecej poza mlekiem. I masz racje, usmiech dziecka jest najlepszy na cale zmeczenie i stres. Pozdrawiam, trzymajcie sie cieplo! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, typowe :) Oj, niektóre niemowlęce zachowania zostały mi do dzisiaj ;) Moim zdaniem lepiej jest zaplanować kilka niezbędnych rzeczy, bez których sobie nie poradzimy (np. zrobienie sobie obiadu do pracy lub opłacenia części rachunków), a reszta powinna być opcjonalnie. Bo wiadomo, że np. danego dnia nie będzie nam się chciało ćwiczyć lub po prostu będziemy chcieli pospać dłużej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem to sobie w stanie mniej więcej wyobrazić, bo zdarzało mi się opiekować malutkimi, porzuconymi kotami :-). Wiem, że to nie to samo, dlatego o wyobrażaniu sobie mówię.

    OdpowiedzUsuń