wtorek, 31 maja 2016

Jestem mamą!

Ostatnie 4 tygodnie to życiowy rollercoaster. Janek w końcu po drugiej stronie brzuszka!
Sam poród wspominam dobrze, serio! Może dlatego, że nie cierpiałam kilka godzin, tylko uwinęliśmy się w 2 godziny od odejścia wód, a II faza porodu trwała zaledwie 10 minut. Mama spięła pośladki i spisała się na medal - podobno.  A może przede wszystkim dlatego, że był przy mnie mój mąż, który dawał mi olbrzymie wsparcie. Nienachalnie, był tam gdzie go potrzebowałam. Przeszliśmy przez to wszystko razem, od samego początku. A może to też kwestia nastawienia? Porodu nie bałam się ani przez chwile, mimo tego, że nie wiedziałam co mnie czeka. Nie nastawiałam się na nic, niczego nie oczekiwałam, nie planowałam. Wiedziałam, że w tej sytuacji nie mam na nic wpływu i życie napisze własny scenariusz. Zamiast krzyczeć, godziłam się w myślach z bólem, zbierając siły na finał. Modliłam się o Jaśka, by poród nie wymęczył go zbyt mocno. Mimo modlitw mój syn wyglądał jak po walce na śmierć i życie, jeśli się tak głębiej zastanowię, to faktycznie tak było... Miał ważyć 3700, okazało się, że urodziłam silnego, zdrowego chłopca ważącego 4260 kg i mierzącego 60 cm. Poród szybki, ale ciężki - tak mówią, ja nie wiem, nie mam porównania. Cieszymy się sobą. Karmimy, przytulamy, całujemy. Jasiek z chęcią sika na mamę i tatę w trakcie zmiany pieluchy. Jest charakterny i jak nie ma cycka natychmiast - daje temu jasny sprzeciw. Podnosi główkę. Przekręca główkę w kierunku z którego płynie głos taty. Uwielbia spać na brzuchu - w rodziców. I nie ma, że na boku. Skupia już wzrok na twarzy mamy i pokochał czarno-białą zebrożyrafę, którą bawi się najchętniej z tatą. Mama jest stołówką. Mama jest materacem. Na mamę się rzyga, sika i sra. Ale nigdzie nie zasypia tak szybko jak w ramionach mamy, czując bicie serducha. Jest cudownym chłopcem.  Nie wyobrażałam sobie nigdy takiego poziomu miłości. Troski, obawy. Nieprzespane noce? Rekompensuje je jeszcze nieświadomy uśmiech tuż po opróżnieniu cycka. Zresztą wschody słońca są takie piękne! Życie nabrało innego wymiaru. Priorytety uległy zmianie w ciągu kilku chwil. Życie cieszy jak nigdy dotąd, mimo, że w głowie kołtun, pod oczami sine worki, a bluzka obrzygana.

Tworzymy rodzinę. Kochamy się.

A mama zaczyna powrót do formy.... :) Witajcie !