czwartek, 17 marca 2016

Gdybym nie była leniwa - pomocy! Tekst życiowy, bez ściemy.

Jestem leniwa. Gdybym nie była, nowy obrus w wiosennym, lawendowym klimacie leżałby na stoliku, a nie w plastikowym opakowaniu. Gdybym nie była leniwa pisałabym częściej na blogu, bo przecież mam o czym mówić, a może mam mniej, bo z lenistwa przestałam interesować się sprawami, które kiedyś zajmowały moją głowę. Gdybym była mniej leniwa tworzyłabym smaczne potrawy, co miałoby drugą korzyść - mąż byłby zadowolony, nie stękał i nie jękał. A wiadomo - zadowolony mąż  = zadowolona żona. Gdybym była mniej leniwa moje mieszkanie zawsze byłoby gotowe na przyjęcie (nie)spodziewanych gości, pachniało by kwiatami, a nie zaschniętym obiadem z dnia wczorajszego, albo przedwczorajszego. Gdybym była mniej leniwa to nie marnowałabym tyle czasu w ciągu dnia.

 Podobno pierwszym krokiem do wyjścia z tego błędnego koła jest zdanie sobie sprawy z problemu, powagi sytuacji. Pojawia się też chęć zmiany - na lepsze. Mocne postanowienie - NIE BĘDĘ LENIWA. No cóż - kilka lat starań i z czasem wracam do dawnego stylu bycia, życia. Przeglądanie zdjęć na instagramie, pintereście, tumblr i jaranie się ludźmi. I marzenie - kurde - chciałabym to, chciałabym tamto, to takie fajna, a ta jaką ma świetną fryzurę. Wiecie - w tym momencie zerkam w lustro i widzę gniazdo na głowie. Motywacja spada do poziomu zerowego, no bo po co wstać i poszukać czegoś konstruktywnego - np. jak dbać o całkowicie zniszczone włosy. Gdybym nie była leniwa już dawno wykończyłabym zapas maseczek do twarzy - oczyszczających, tonizujących, ujędrniających, nawilżających, rozświetlających, relaksujących, ściągających, rozluźniających sratata - cały zespół do walki z niedoskonałościami. Ale PO CO? Lepiej pomarudzić, że się ma przebarwienia, plamy, że skóra za sucha, a że tutaj coś odstaje. Dramat skórny, życiowy, w ogóle.

Ogląda się te piękne istoty w sieci, te modne stylizacje, piękne dodatki, wysportowane ciała, zadbane twarze, perfekcyjne fryzury, dalekie podróże. I w pewnym momencie zastanawiasz się - co Ci to daje? Życie życiem innych ludzi - tak trochę? Nie każdy przecież tak robi. Z drugiej strony by się chciało - mieć modną sukienkę i dobrze w niej wyglądać. Później myślisz sobie, że nie trzeba mieć wszystkiego, teraz, tutaj, natychmiast. Lenistwo nie pomaga. Wpędza Cię w beznadziejność. Bezużyteczność. Sprawia, że jesteś bierny. Pozwalasz by życie przepłynęło Ci między palcami. Nie tworzysz, nie działasz, nie spełniasz się - gnijesz, umierasz - na kanapie, z pilotem w ręku. Bo pogoda kiepska, bo mnie boli coś, nie wiem co, bo jestem w ciąży i nie mogę się ruszyć, bo teraz to już za późno, bo teraz to już nie ma sensu. Znajdzie się tysiąc wymówek.

To dlatego ludzie poddają się w procesie zmiany - jakiejkolwiek. Szukają wymówek, usprawiedliwiają swoje słabości, pragną pozbyć się za wszelką cenę dysonansu poznawczego, stosują mechanizmy obronne, wszystko po to by chronić swoje jakże nieidealne ego. Nigdy nie będziesz człowiekiem sukcesu. Bez nakładu pracy nic nie przyjdzie samo - może tak się działo gdy było się dzieckiem. Ja to wiem i Ty to wiesz.

Z drugiej storny po co mi bycie popularnym? Po co ktoś ma lajkować moje zdjęcia, komentować moje wpisy. No cóż - tutaj sprawę zostawiam otwartą. Każdy ma inną osobowość i inne potrzeby. Jednym pomaga to w walce ze swoimi kompleksami, chorymi przekonaniami na swój temat. Inni mając troszkę z osobowości narcystycznej upajają się ilością obserwatorów. Z kolei pewne osoby - kreatywne - chcą tworzyć, a są na tyle dobre w tym co robią, że ilość obserwatorów i owa popularność staje się produktem ubocznym. Dla jednych to hobby, dla innych sposób na życie. Próbowałam sobie odpowiedzieć na pytanie - o co mi chodzi w tym wszystkim. Dlaczego inni potrafią a ja nie? W czym jestem gorsza? I znów psychologia i znów jakieś rozkminy o życiu, bezowocne. Do zastanowienia, ale głębszego, Jestem do naprawienia. I dochodzi do mnie, że mam tak wiele. Tak wiele powodów do radości, do bycia szczęśliwą. Że codziennie dzieją się w okół mnie rzeczy niezwykłe, tylko nie zawsze chcę albo mogę je zauważyć. I zdaję sobie sprawę, że moje życie wcale nie jest takie jakieś leniwe. I pojawia się moc, chęć, zapał.

Wszyscy mi mówią - za chwilę będziesz mamą! Zapomnisz co to lenistwo, odpoczynek, przespane noce i wyjście na zakupy. Staniesz się zorganizowana jak nigdy dotąd!  Będziesz miała supermocne! Dobrze, wyczekuję tego momentu.

Jednak mam pytanie, albo dwa. Co Wy o tym wszystkim myślicie? W sensie o tych wszystkich portalach społecznościowych, wspomnianych wcześniej pięknych istotach. Motywuje Was to, czy dołuje? Inspiruje do zmian? Wywołuje poczucie zazdrości? Wzbudza chęć rywalizacji? A może nie wywołuje to żadnych odczuć - chociaż w to nie wierzę. Co Wam to daje?
Jak wyrwać się z pętli lenistwa?




My dzisiaj z Jankiem poszliśmy do sklepu - hura! Wyszłam z domu, mimo kiepskiej pogody.
Drugie hura - zrobię obiad, nawet składniki przygotowałam. Trzecie hura - pozmywam zaraz gary. Czwarte hura - nie nałożyłam mejkapu ( swoją drogą, to wybór świadomy, na malowanie nigdy nie jestem zbyt leniwa, ale wiadomo to wynika z innego faktu- tu odstaje, tam się łuszczy, trzeba to zaszpachlować) nałożę maseczkę! Jaką? Taką, której żywot się nieuchronnie kończy.


Jak widać rośnie mama, rośnie synek.

I jeszcze skoro o portalach społecznościowych:

SNAPCHAT : @kama_kameaa


20 komentarzy:

  1. Ekstra post ! Czasem tez czuje sie taka leniwa, innym razem za to mam mnóstwo energii do działania :) co do popularności to lubie jak ktoś zajrzy na mojego bloga, Instagram, FanPage ale robie to przede wszytkim dla siebie :) Lubie oglądać inne blogi, czasem cos podpatrze, czasem mnie motywują a czasem dołują. Wszytko zależy od tego co akurat dzieje sie w moim życiu i jak sie czuje. Ogólnie nie wyobrażam sobie teraz mojego życia bez blogów :) lubie to ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nienawidzę u siebie tych napadów lenistwa! Staram się do takich dołków aktywności nie dopuszczać, ale też nie zmuszam się do bycia na pełnych obrotach non stop - czasem każdemu należy się dzień nic nie robienia. Ważne jednak, żeby nie przyciągnęły się one w tygodnie lub miesiące.

    P.S. Pięknie wyglądasz! Ciąża Ci służy :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę życiowy tekst. Piszesz o prawdziwej rzeczywistości, bo przecież ten cały perfekcjonizm i kult idealnosci w naszym życiu nie istnieje. Blogi czy portale czasem mnie motywują, a czasem zasmucaja. Ważne jest rozsądne podejście do tego i dystans :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo motywujący tekst! Trzymam za Was kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja od dziecka często jestem na przekór, to znaczy - taki dobry przekór - nikomu nieszkodzący. Także… kiedy zaczynam czuć, że nic mi się nie chce … na przekór sobie zaczynam, po prostu, coś robić. Męczę się nic nierobieniem. Jak wpadnę w wir robienia czegoś to nie chcę przerywać, robię kolejne rzeczy i narzekam tylko, że dzień jest za krótki, a ja muszę naładować snem baterie na kolejny dzień. Jak jednak znajdę chwilę, gdzie nic nie robię, to czasem tego przerywać się też nie chce, ale, przekornie, jednak się za coś zabieram.

    Tekst bardzo fajny, głównie przez to, że piszesz to, co sama czujesz i chcesz przekazać, a nie przez to, żeby wyidealizować i przypodobać się ludziom. Nikt nie jest idealny, poza tym zima, brzydka pogoda itd. to taki czas, gdzie faktycznie łatwiej lenia złapać. :D Wyjdzie słonko, wraca ochota do życia. :D Każdy w jakimś aspekcie może być leniuchem. W sumie, jak tak pomyślę, to czasem i ja jestem. Kiedy mam coś zabrać z salonu do pokoju, jestem w kuchni, to zdarza się, że po tę rzecz nie chce mi się iść, mimo że i tak do swojego pokoju idę. :D

    PS. Piękny brzuszek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym działać na przekór.... może to jakieś rozwiązanie :)

      Usuń
  6. nie jesteś leiwa, może po prostu chwilowo zmęczona? Nigdy nie byłam w ciąży, wiem, że to nie choroba ale i zupełnie inny stan, w którym wszystko w ciele i w głowie potrafi się zmieniać z minuty na minutę. nie usprawiedliwiam Cię, p prostu myślę, że już niedługo obudzisz się z letargu:) i dodam, że nit tylko Ty tak masz:) ja ostatnio też robię sobie wyrzuty że za mało się staram i za dużo czasu marnuję.
    Co do stron społecznościowych- ładne zdjęcia mnie motywują, zdjęcia produktów zachęcają do wupróbowania czegoś nowego- ale instagram mnie nie wciąga a na fb jestem przelotem- bo to tylko zdjęcia, prawdziwe życie jest po mojej stronie monitora:)
    3majcie się cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I takie podejście jest najzdrowsze!

      Usuń
  7. Ja lubię patrzeć na ludzi, lubię oglądać ich stylówki, podglądać jak żyją, co sobie kupili itd. Czy im zazdroszczę? Może trochę ale myślę, ze to zdrowa zazdrość. Chciałabym być popularna (lubiana, podziwiana - tu chyba się odzywa moja potrzeba akceptacji przez innych albo narcyzm :P ), chciałabym pisać wszystkie moje mądrości życiowe i rozkimy na blogu i wstawiać te wszystkie piękne zdjęcia... ale czuję blokadę. To chyba trochę przez moją pracę w której ciągle piszę i później już mi się nie chce :P może trochę przez lenistwo które ostatnio się ostro rozwinęło ;) Jeśli chodzi o organizację po porodzie to różnie z tym jest, ja mam dwójkę i do dzisiaj nie mogę się zorganizować ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego nie wierzę w te wróżby :P Zobaczymy :)

      Usuń
  8. A ja myślę, że to zmęczenie Cię dopadło, a nie lenistwo. ;)
    Mnie ostatnio dopadło zmęczenie i niechęć do wszystkiego - pomógł mi wyjazd w góry. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może faktycznie zmęczenie, tylko, że czym ja się męczę jak ciągle jestem w domu...? Wysypiam się, dobrze jem, dużo odpoczywam. Odpoczywanie weszło mi już w krew :D

      Usuń
  9. Serwisy społecznościowe wykreowały kult pięknych, zadbanych, wysortowanych, dobrze ubranych, bogatych ludzi. A to nie prawda. Myślę, że ludzie, którzy ciągle podglądają innych nie zdają sobie sprawy, że cześć z tych rzeczy to jest fikcja. Doba ma 24 godziny i choć ja nie nalezę do osób leniwych czasami nie jestem w stanie wyrobić się ze wszystkim z czym powinnam, żeby mieć takie życie jak ci ludzie. Ktoś kiedyś znacznie młodszy ode mnie powiedział, że pokolenie, które używa społęcznościówek, żyje w ciągłej schizofrenii, pomiędzy realem i życiem na pokaz. A to powoduje, że czasami oni sami się gubią co jest fikcją a co prawdą. Oglądając różne instagramy oglądam je obojętnie, coś podejrzę, podpatrzę, ale nigdy nie w sposób muszę mieć coś takiego. Chyba już wyrosłam z tego młodzieńczego dążenia do wszystkiego za wszelką cenę.
    A myślę, że każdego od czasu do czasu złapie leń i to też jest pożyteczne, bo można odpocząć i przemyśleć niektóre sprawy i zabrać się do roboty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To samo powtarza mój mąż. Wyimaginowane życie, które słabsze jednostki wprowadza w znaczne kompleksy. Łatwo się jednak do tego uzależnić.

      Usuń
  10. Ja mam dokładnie tak samo. Albo skrajnie leniwa albo skrajnie pracowita ;) Choć czasem mam wrażenie, ze to lenistwo jest jedynie skutkiem ubocznym pracowitości albo bynajmniej tak próbuje to sobie wytłumaczyć :D Czasem mała zmiana robi wielka różnicę. Niekiedy wystarczy spojrzeć na dobry tekst motywujący i wszystko się zmienia, nagle człowiek ma chęci :) Pewnie ten stan minie. Zawsze przychodzą lepsze czasy :)

    Pozdrawiamy i zapraszamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ostatnio nie mam etapów pracowitości - niestety... ale czekam na te lepsze dni :D

      Usuń