czwartek, 25 lutego 2016

Jak zmieniło się moje ciało w ciąży?

Organizm kobiety w czasie ciąży zmienia się totalnie. Nie chodzi mi  tylko o wygląd zewnętrzny, każdy może zaobserwować pewne zmiany. Nie tylko związane z przybieraniem na wadze - chociaż nie zawsze kobietki wyglądają jak baloniki, ale można wyłapać subtelne zmiany w rysach twarzy. Moje przyjaciółki po dłuższym ''niewidzeniusię'' stwierdziły, że twarz wygląda jakoś inaczej - tak dojrzalej, bardziej mamusiowo :) Rośnie brzuszek, rosną piersi, zdobyte kilogramy rozkładają się równomiernie, albo kumulują w jednej wybranej części ciała. Jednak to wszystko widzimy. Są pewne zmiany nie uchwytne, o których istnieniu wie tylko przyszła mama. Zmiany dotyczą układu oddechowego, pokarmowego,  krążenia, moczowego, mięśniowo-szkieletowego gospodarki hormonalnej, piersi, macicy, skóry.

Na początku czułam się tak samo. Odczuwalne zmiany nastąpiły po 20 tygodniu ciąży. Zaobserwowałam, że mój oddech stał się płytszy i częstszy. Zwłaszcza po dłuższym spacerze, czy w trakcie oglądania filmu - leżąc na plecach. Jeśli chodzi o układ krążenia - zmiany niewidzialne pojawiły się w 24 tygodniu - w badaniach krwi. Spadł hematokryt, hemoglobina, liczba erytrocytów, stopniowo zaczęła wzrastać ilość leukocytów. Jest to wszystko normalne, wynikające z fizjologii. Należy pamiętać, że normy laboratoryjne są inne dla kobiety i dla kobiety w ciąży. Zmiana jest o tyle istotna, by nie popaść w panikę. To co wydaje się być zaniżone, często znajduje się w normie biorąc pod uwagę normy dla ciężarnych. Od niedawna pojawiły się u mnie lekkie obrzęki w nogach - krewka ma problemy - macica uciska żyłę główną. Nie martwimy się tym. O zmianach w układzie pokarmowym piszę niemalże cały czas - zwolniony metabolizm, zaparcia, rozluźnienie jelit itd. Dodatkowo rosnąca macica wypycha żołądek ku kurze i może pojawić się zgaga - ja nie mam tego problemu. Słyszałam zabobon - że jeśli kobietka ma zgagę to dzidzia będzie miała długie włoski - no cóż, w takim razie Jasiek będzie łysolkiem ;) Wiele zmian spowodowanych jest rosnącą dzidzią i macicą, która uciska na poszczególne narządy. Kości zaczynają się rozchodzić - bioderka, miednica, kość łonowa. Czasami jest to odczuwalne, czasami dzieje się poza naszą świadomością. Wszystko to ma ułatwić przyjście na świat maleństwu. Hormony szaleję -dzisiaj kocham, jutro nienawidzę, hormonalna karuzela, jazda bez trzymanki - zwłaszcza dla ludzi w naszym otoczeniu. Teraz jest godzina śmiechu, za chwileczkę będzie kwadrans czarnej rozpaczy - o co mi chodzi? A skąd ja mam wiedzieć? Są takie okresy, czasami dłuższe, czasami krótsze. Śmieszne to wszystko. Na szczęście ciążowy baby blues minął szybciej niż przyszedł. Nastały spokojne czasy :) Skóra u mnie raz się pogarsza, raz poprawia. Obecnie przechodzę okres wysuszenia - mimo stosowania licznych kremów nawadniających, nawilżających, ochronnych od wiatru i mrozu. Łuszczę się na brodzie, kąciki ust pękają, pojawiają się przeokropne przebarwienia. Bez podkładu mogłabym straszyć w tanim horrorze. No nic - mamuśka zacznie wracać do formy po porodzie.

Teraz najciekawsza część wpisu - jak zmieniło się moje ciało w czasie ciąży. Jest już 30 tydzień, więc myślę, że mogę o tym pisać. Chciałam o tym wspomnieć dopiero po połogu, ale co tam. Żałuję, że nie zrobiłam pomiarów centymetrem w dniu gdy dowiedziałam się, że będę mamą. Zatem odwoływać się będę ( plus/minus) do pomiarów gdy ważyłam 80 kilogramów. Przyznam szczerze, że sama jestem ciekawa tych cyferek.

Jeszcze taka fajna grafika wstępna.



poniedziałek, 22 lutego 2016

Szybki kurczak curry.

Kilka tygodni temu w Biedronce był tydzień azjatycki. Fanką kuchni azjatyckiej jestem od dawna, lubię jadać w dobrych, chińskich knajpach ''na mieście''. Coraz częściej próbuję swoich sił w kuchni. Przyrządzam proste dania, nie zawierające wielu skomplikowanych składników, które nie są również czasochłonne. W trakcie trwania tygodnia azjatyckiego kupiłam kilka produktów, które obecnie z uporem maniaka dodaję do potraw.

Nie mając pomysłu na obiad, ale za to posiadając w lodówce cycki kurze zdecydowałam się zrobić kurczaka curry. Danie szybkie, smaczne, aromatyczne i troszkę podobne do tych, serwowanych w barach. Na pewno lepsze od tych z polskich bud z pseudochińską szamką.


Zapraszam po przepis :)




czwartek, 18 lutego 2016

Gówniany temat - zaparcia - problem XXI wieku.

Dzień dobry bardzo!

Od rana optymistycznie, naładowana pozytywną energią - działam. Kuchnia błyszczy, pokój sprzątnięty, pranie wstawione. Korzystając z wolnej godziny postanowiłam napisać na blogu, bo zaraz znowu muszę gdzieś lecieć. Pojawiają się kolejne ptaszki na liście rzeczy do wyprawki, myślę, że do końca marca będziemy w zupełności gotowi na pojawienie się Janka. A jeśli już o synku mowa, to nie sądziłam, że można z taką siłą obijać żebra - niesamowite doświadczenie.

Ale ja dzisiaj troszkę z takim....gównianym tematem. Ale ważnym - bardzo. Ważnym dla naszego zdrowia zarówno fizycznego jak i psychicznego. Ważnym, bo poruszony problem można obserwować coraz częściej. Dotyka ludzi w każdym wieku, coraz częściej osoby młode, żyjące szybko.

Czym są. Dlaczego się pojawiają. Jak je zwalczyć. Czemu istotna jest zmiana stylu życia. ZAPARCIA - bo o nich mowa - są problemem wstydliwym, nie chce się o tym pisać, mówić, przyznać, że problem dotyczy nas samych.




Zaparcia jako konsekwencja nieprawidłowego stylu życia 

W literaturze możemy przeczytać, że zaparcia dotyczą od 6 % do 23 % ludzi dorosłych, w krajach europejskich. Aż 20 % regularnie - bądź też okresowo - sięga po środki przeczyszczające, które prowadzą do istotnych powikłań zdrowotnych. Zaparcia stały się bardzo istotnym problemem zdrowotnym, zwłaszcza w krajach rozwiniętych. Można pokusić się o stwierdzenie, że są dolegliwością cywilizowanego społeczeństwa

Z punktu widzenia lekarskiego o zaparciach mówimy wtedy, gdy wypróżnianie występuje rzadziej niż 2 razy na tydzień, lub też, gdy zmianie ulega konsystencja masy kałowej - jest ona twarda, zbita, oddawana z niemałą trudnością. Umownie określa się, że w warunkach zdrowia oddawanie stolca powinno odbywać się co najmniej 2 razy w tygodniu, oraz nie więcej niż 3 wypróżnienia dziennie.

Jeśli zastanowić się nad przyczynami zaparć - pomijając czynnik chorób, w tym chorób jelita grubego (zespół nadwrażliwego jelita, nowotwór jelita, choroby tarczycy, choroby psychiczne, cukrzyca) za głównie uważa się nieprawidłowy styl życia. Nieprawidłowy czyli taki, w którym brakuje ruchu, występuje nieprawidłowe żywienie - duża zawartość tłuszczów zwierzęcych w diecie, duże spożycie węglowodanów prostych, małe spożycie produktów bogatych w błonnik pokarmowy, rezygnacja z owoców itp.

wtorek, 16 lutego 2016

O mojej ciąży po raz pierwszy.

Nawet nie wiadomo kiedy wkroczyliśmy w III trymestr ciąży. Obecnie jest środek 29 tygodnia. Nie pisałam za wiele o tym okresie, ale myślę, że warto coś skrobnąć :) Na samym początku byłam aktywną mamą - marsze, spacery, wyjazd w góry, poranna gimnastyka i wieczorne rozciąganie. Po drodze zaliczyłam 5-dniowy pobyt w szpitalu. Nie mogę narzekać - nie wymiotowałam, jedynie pojawiły się lekkie mdłości. Wszystkie wyniki badań USG i z krwi są prawidłowe. Janek od początku zdrowo rośnie. W 18 tygodniu poczułam pierwsze ruchy, które przypominały lekkie muskanie od środka, takie delikatne bąbelki. Po jakimś czasie okazało się, że szyjka zaczyna się przedwcześnie skracać i musiałam ograniczyć swoją aktywność. Nie tylko z powodu uporczywych skurczy i bólu podbrzusza, ale zaczynałam odczuwać duże zmęczenie. Początkowo myślałam, że to taka atrakcja ciążowa. Jednak 4 tygodnie temu w badaniach wyszła mi lekka niedokrwistość. Suplementuję żelazo i energia powróciła. Na dzień dzisiejszy ograniczamy przejmowanie DHA MAMA PREMIUM - jedna tabletka co drugi dzień. Nie mamy  niedoborów, odżywiam się zdrowo i wszystkie niezbędne substancje odżywcze dostarczam z pożywienia. Maluszek wesoło dokazuje, ruchy są z każdym dniem coraz silniejsze - nie sądziłam, że dostanę takiego strzała, że się zegnę w pół :D Na chwilę obecną synek waży ok 1410 gramów :) Brzuszek jest już całkiem konkretny, bolą plecy, coraz trudniej o wygodną pozycję w trakcie snu, w trakcie szybszego marszu łapie zadyszka i ciężko nabrać powietrza w płuca. Ale się nie skarżę, wiem, że tak być musi i na swój sposób sobie z tym wszystkim radzę. Przytyłam tysiąc kilogramów, ale wagą zupełnie przestałam się przejmować. Ciekawie się będzie działo na blogu po porodzie :) Pamiętacie moją pierwszą metamorfozę ? Na pewno popularne posty, po prawej stronie nie dadzą o niej zapomnieć. Myślę, że tym razem będzie równie spektakularnie :D  Do porodu zostało maksymalnie 11 tygodni - aczkolwiek myślę, że zobaczymy się nieco wcześniej. Coraz częściej gdzieś z tyłu głowy pojawiają się myśli jak to będzie wyglądać. Nie myślę o bólu i się go nie boję. Jestem przygotowana, że nie będzie kolorowo, ale pojawia się taki lęk przed tym co nie do końca znane. Nic nie planuję, nie układam schematów i scenariuszy wydarzeń, bo i tak wszystko potoczy się spontanicznie. Aby być na bieżąco - śledźcie Instagram'a, ale spokojnie nie będzie fotorelacji :P  Spoko - nie będę też opisywać tego, co działo się na porodówce :D

Powoli kompletuję wyprawkę. Dopiero po zrobieniu listy zdałam sobie sprawę z tego, ile jest do kupienia. A my daleko w lesie. Kurier odwiedza nas codziennie, dostarczając nowe gadżety. Gdy już wszystko skompletuję napiszę o tym, co wg mnie jest niezbędne dla mamy i dla maluszka.
Fajnie odnalazłam się w roli pani domu i żony. Wiadomo - dużo się jeszcze uczę - np. tego by pamiętać o podlewaniu kwiatów minimum raz w tygodniu. Czy też nabierania codziennych chęci do posłania wyra. Więc teraz jak na dobrą żonę przystało - idę do garów! A Wam życzę udanego dnia i dobrego samopoczucia mimo paskudnej pogody.


czwartek, 11 lutego 2016

Zdrowe przekąski w ciąży.

Do porodu zostało 85 dni! Czasu coraz mniej, więc powoli zaczynamy kompletować wyparkę. O ile ciuszków mamy już całkiem sporo - przeróżnych rozmiarów, to brak produktów pościelowych oraz pielęgnacyjnych. Łóżeczko będziemy mieć po świętach wielkanocnych, ale wszystko inne musimy zacząć ogarniać w nieco szybszym tempie. Całe szczęście, że istnieją sklepy internetowe. Ale dzisiaj nie o zakupach dla maluszka - o tym innym razem. Dzisiaj znowu będę zanudzać o żywieniu kobiet ciężarnych ;D No cóż, myślę, że za jakiś czas wpisy te mogą się przydać.
Grafika poniżej jest genialnym zbiorem najważniejszych informacji. Znaleziona na Pintereście - strasznie, żałuję, że nie jest ona większa.

Więc może kilka najważniejszych informacji.
Po pierwsze pamiętamy o tym, że jemy dla dwojga, a nie za dwoje. Wszędzie o tym trąbią, jednak znaczna część przyszłych mam wciąż zdaje się o tym zapominać. Gdy słyszę o tych 20, ba nawet 30 kilogramach na plusie to zaczynam się zastanawiać ile trzeba pochłonąć by osiągnąć taki wynik. My tyjemy wydaje mi się zdrowo, pod koniec II trymestru 8 kilogramów na plusie. Z wagi 67 -wskoczyłam na 75. Teraz na początku III trymestru przybrałam chyba najwięcej na masie :D  Myślę, że do końca ciąży zatrzymam się na tych 12 - 14 kilogramach. Większość poszła w brzuszek, troszkę mniej w tyłek i uda, co by masę miało co utrzymać. Zresztą ja tak zawsze tyłam - wielki belo, wielka dupa i kołkowate udziska. Na twarzy szczur, ręce jak u kościotrupa.Cellulit wszędzie :)  Wygląd zszedł na dalszy plan, nie dajemy się depresji ciążowej, najważniejsze zdrowo rozwijające się maleństwo. Ze względu na lekką niedokrwistość która przypałętała się po drodze, zaczęłam jeść więcej mięsa.

EDIT

Co by dobrze zrozumieć. Nie chodzi mi o kilogramy wynikające z fizjologii - same ''ciążowych" kilogramów jest ok.10. Składa się na nie masa dziecka, łożyska, biustu, ilość płynu owodniowego, zwiększona ilość krwi, zatrzymanie wody itp. Pozostale 2-4 kilogramy to zgromadzony tłuszcz. Natomiast jeśli ilość samego tłuszczu odpowiada 14 kilogramom, to wiedz, że coś się stało. Tu nie chodzi o to, by w ciąży się odchudzać, mieć restrykcyjną dietę, pilnować i ograniczać się. Tutaj chodzi o świadome podejmowanie wyborów. Lody zjedzone raz w tygodniu są ok, natomiast chyba każdy się ze mną zgodzi, że kubełek litrowy lodów na łebka 7/7 to już przeginka? Często słyszę, czy czytam komentarze: jestem w ciąży, więc mogę tyć. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nie sposób przewidzieć ile jeszcze przytyje. W końcu to jeszcze 10 tygodni. Ale wolę przytyć na domowym burgerze niż na pompowanej bułce z maca. Wolę przytyć od owoców, niż od kilograma czekoladowych cukierków.

Zapotrzebowanie na kalorie wzrasta dopiero w II trymestrze - o 300 kcal, w III gdy następuje najintensywniejszy wzrost maleństwa o 500 kcal.

Jak widzimy niżej 300 kcal to tak na prawdę dodatkowa przekąska - o czym będzie w dalszej części posta. Na pozostałych ilustracjach orientacyjne porcje danych produktów. Nam już to weszło w krew i nie muszę korzystać ze ściągawki - poza tym bezsensowne jest też ciągłe pilnowanie, czy oby zjadłam dzisiaj trzy a nie dwie porcje produktów dostarczających np. wapnia. Tak jak do wszystkiego - głowa na karku, zdrowy rozsądek. Niemniej jednak grafika ciekawa.




W ciąży częściej niż zazwyczaj sięgam po przekąski.
1. Orzechy - ostatnio głównie włoskie i nerkowce. Wcześniej z dużą intensywnością pekan i laskowe. Mają wysoką zawartość witaminy B i E, mimo, że są bardzo kaloryczne i zawierają dużo tłuszczu - jest to tłuszcz zdrowy, dostarczający ważnych nienasyconych kwasów tłuszczowych. Poza tym zawierają żelazo - bardzo nam potrzebne, magnez, fosfor.



poniedziałek, 8 lutego 2016

Przepisy do wypróbowania w tym tygodniu.

Często na blogach trafiam na inspirujące, motywujące wpisy. Jakiś czas temu założyłam nawet tumblr by gromadzić tam inspirujące fotografie. Miałam taki okres, że byłam takim gromadzeniem wręcz pochłonięta, zafascynowana.  Dzisiaj postanowiłam zrobić wpis obrazkowy. Niżej pojawią się zdjęcia potraw, zup, deserów wraz z linkami do przepisów, które mam zamiar przygotować w tym tygodniu.

Tarta oreo - przepis.  Miałam okazję spróbować jej w sobotę - genialna. Koniecznie do zrobienia na następny weekend.



czwartek, 4 lutego 2016

Healthy Burger.

Za rzecz niezwykłą uważam to, że w czasie ciąży nie mam jakiś konkretnych zachcianek. Owszem - na początku miałam olbrzymią ochotę na coś kwaśnego. Ogórek kiszony, a najlepiej szklanka zalewy wypita duszkiem sprawiały, że czułam się w pełni zaspokojona. Jednak nie budziłam męża w nocy o północy coby mi coś kupić, albo co gorsza zaczął pichcić. Nawet tak słodycze mnie mocno nie kręcą, chociaż z racji, że dzidziusie lubią słodki smak wód płodowych - zjem coś słodszego. Najczęściej jest to łyżka czy dwie miodu, ale wpadnie jakiś batonik czekoladowy - no cóż - ciążą to stan odmienny :) Myślałam, że zniszczą mnie fast foody, a tu niespodzianka - wcale mi się nie chce kebaba z budy. Kilka dni temu poczułam jednak smaka na hamburgera. Z racji, że w moim mieście nie ma miejsca gdzie można zjeść zdrowo - nad czym ubolewam - jakiś greenway albo inna knajpa by się przydała. . Ba! W moim mieście nie ma nawet takiego ścierwa jak Mc Donald's :D Jest za to pełno kebabowni, pizzeri i banków.  Postanowiliśmy burgera zrobić w domowym zaciszu z konkretną porcją mięsiwa :)

Zapraszam po przepis :)



środa, 3 lutego 2016

Dziegciowa maseczka do twarzy - Bania Agafii - cud oczyszczający.

Jak widzicie na blogu całkowita zmiana. Wydaje mi się, że teraz jest mniej chaotycznie, bardziej czytelnie i dojrzale. Jeszcze pozostało mi stworzyć odpowiednie etykiety i pooznaczać starsze wpisy. Fajnie jeśli będzie do nich lepszy dostęp, bo kilka artykułów jest na prawdę ciekawych. Blog ma już 4 lata, więc troszkę się tego uzbierało. Mam nadzieję, że Wam się podoba :) Do socialmediów odnośnik znajdziecie w pasku po prawej stronie. Jest też kilka wyróżnionych postów - widzę, że te najpopularniejsze dotyczą mojej metamorfozy :) Dłuższa nieobecność spowodowana była przeprowadzką do nowego mieszkania. Sporo mieliśmy pracy, ale na szczęście już dzisiaj jest całkiem domowo i powoli wszystko zaczyna nabierać odpowiednich kształtów. Do porodu zostało nam 93 dni - nie wiem kiedy ten czas poleciał :)

To by było na tyle jeśli chodzi o sprawy organizacyjne.  Zapraszam Was na dalszą część wpisu. Dzisiaj troszkę o jednej z moich ulubionych maseczek do twarzy.