niedziela, 30 listopada 2014

Dzbanek filtrujący wodę.

Gdy tylko wypłata zasiliła nasze konta bankowe, postanowiliśmy wybrać się na zakupy i zacząć powoli kompletować sprzęty do mieszkania. Od dłuższego czasu planowałam zakup filtra do wody i wreszcie piękny, z czerwonym uchwytem dzbanek filtrujący kupił ... Rafał ;D Jak dobrze podzielać z kimś pasje, mieć ten sam pomysł na życie.


Dzbanek filtrujący Laica zakupiliśmy w jednym ze sklepów ze sprzętem RTV i AGD. O co tyle szumu z filtrowaniem wody? Po pierwsze jest to forma oszczędności. Po drugie ekologicznie - nie kupujemy plastikowych butelek i nie zaśmiecamy środowiska. Spotkałam opinie ludzi, którzy mówią, że nie filtrują, tylko piją wodę prosto z kranu, ponieważ jest badana epidemiologiczne i nie ustępuje w niczym wodom butelkowanym. Natomiast należy brać również pod uwagę stan rur wodociągowych - którymi woda jest doprowadzana. Rury mogą być stare, zardzewiałe, miedziane, może się na nich rozwijać biofilm- bakterie, grzyby, których z pewnością nie chcielibyśmy pić.



Do zakupionego przez nas dzbanka, filtry należy zmieniać po przefiltrowaniu 150 litrów wody - mamy do tego taki fajny wskaźniczek, ewentualnie po 3-4 tygodniach używania. Filtr ma za zadanie zatrzymywać metale ciężkie, osad, a także dzięki zawartości srebra działa bakteriostatycznie.

Polecam ;)

czwartek, 27 listopada 2014

Moja włosowa historia - a raczej włosowa destrukcja.

Dzisiaj opowiem Wam jak dokonałam zbrodni na moich włosach. Przygotowując zdjęcia, aż mi się przykro zrobiło, że byłam taka głupia i uparta. Zmian mi się zachciało - bo jak nie teraz to kiedy - myślałam. I takim oto sposobem od marca 2013 zaczęłam moje wielkie zmiany mające na celu wprowadzenie olbrzymiej poprawy, w ogóle miał być łał szał, a w rezultacie na głowie jest miotła. Żeby było ciekawiej kolorowa miotła.


Zacznijmy od koloru zbliżonego do mojego naturalnego - ciemny brąz. Włosy miałam dość długie, zapuszczałam je odkąd skończyłam studia. Kolor ze zdjęcia numer 1 najbardziej mi się podoba - tak patrząc na nie teraz. I jakościowo włosy wyglądały na prawdę dobrze.


Wiosną 2013 roku postanowiłam zrobić pierwszą dekoloryzację. Początkowo myślałam o kolorze karmelowym, jakimś jasnym brązie z refleksami, palona kawa, mleczna czekolada - coś z tej palety barw. Dałam się jednak namówić na kolor zupełnie inny - który podobno miał do mnie pasować idealnie. Delikatnie podcięłam końcówki.


Przez długi czas włosy były w dobrej kondycji - nawilżałam je, nosiłam maski, chodziłam na nawilżanie parą wodną, stosowałam olejek arganowy. Rudy kolor nosiłam od marca do sierpnia.


W sierpniu wróciłam do brązu - i tu już widać zmianę. Włosy są bardziej spuszone, wysuszone, łamliwe, zakręcone. W brązie chodziłam od sierpnia do grudnia. W grudniu zrobiłam największą głupotę i pomalowałam się na czarno. Dodałam sobie lat, wyglądałam jak czarownica. Szybciutko podjęłam decyzję o drugiej dekoloryzacji.



Po trzech miesiącach postanowiłam na dobre wrócić do brązu.


Ostatnie zdjęcie zrobione jest jakoś w sierpniu i widać na nim już inny kolor włosów. Ale od marca nie nakładałam na włosy nowego koloru. Po takich zabiegach to cud, że w ogóle je jeszcze mam. Ale są w tragicznej kondycji. Zresztą zobaczcie same.



Jest dramatyczna różnica. Kolor mi schodzi cały czas i siłą rzeczy znów chcąc czy nie wróciłam do rudawego odcienia. Boję się nałożyć kolejną farbę więc chodzę w takim trochę nieudanym ombre. Ale prawdopodobnie przed świętami coś na nie położę, bo aż robi się od siwych babyhair. Żeby wyjść do ludzi i wyglądać w miarę dobrze muszę prostować włosy, nakładam olejek arganowy, żeby je wygładzić.




















Szczerze to nie wiem już co z nimi robić. Moja pielęgnacja nie pomaga. Ani olejowanie, ani maski, ani płukanki. Dodatkowo włosy zaczęły wychodzić, puszą się - wyglądam jak miotła. Jedynie użycie prostownicy mnie ratuje. Aha, jak by tego było mało to jeszcze w między czasie, gdzieś po drodze zrobiłam sobie grzywkę, którą ponosiłam dwa dni. Nie chcę ich obcinać jakoś mocno... Jeśli jesteście w stanie coś podpowiedzieć to będę wdzięczna. Zastanawiam się czy keratynowe prostowanie włosów będzie w stanie pomóc, macie jakąś wiedzę na ten temat?

Jak Wy dbacie o swoje włosy? 

środa, 26 listopada 2014

7 krasnoludków ratuje śpiącą królewnę - i to ma być bajka dla dzieci?

Zeszły weekend spędziłam głównie z nosem w książce, w sosie, ewentualnie w telewizorze tudzież ekranie kinowym. Czas spędzony w sobotę został mi zaplanowany już około dwóch tygodni temu przez moją młodszą siostrę - kuzynkę ściśle mówiąc. Mała, mimo 7 lat ma dość dobrze rozwiniętą zdolność posługiwania się smartfonem czy tabletem - prawdopodobnie to znowu żaden wyczyn, ale pamiętam, że gdy ja miałam siedem lat karą było nie wyjście na dwór, a nie wyłączenie komputera. Także moja kuzynka najpierw wymusiła na mnie zabranie jej do kina, a później sprytnie mnie nagrała swoim tabletem. Oczywiście wygłosiłam monolog, że na to jest paragraf, bo nagrywanie i rozpowszechnianie wizerunku bez wiedzy osoby nagrywanej jest karalne. Wybuchła salwą śmiechu i na tym się skończyło. Wybrana została bajka 7 Krasnoludków ratuje Śpiącą Królewnę. Stwierdziłam, że nie jest najgorzej - lepsze to niż jakieś Siostry Wampirki oO. Ależ się rozczarowałam...



Uwielbiam oglądać bajki. Krainę Lodu, Piękną i Bestię, Zakochanego Kundla, Króla Lwa czy inne bajki Disney'a - gdy najdzie mnie ochota to często do nich wracam. One są takie uniwersalne, napisane językiem dostosowanym przede wszystkim do wieku dziecka, mają fabułę, puentę, niesamowitą grafikę, piękną muzykę i co najważniejsze bawią, zachwycają, wzruszają - wzbudzają emocję. Nie lubię czegoś miałkiego, nijakiego, coś może być brzydkie, ale ma wzbudzać emocje tak silne, że będę czuć je całą sobą. 

7 Krasnoludków ..... nuda, żenada, kiepskie teksty, durne dialogi, Voldemorta - zła czarownica z ryjem Monster High, która przypominała mi histeryczkę z zaburzeniami osobowości, która dopiero co uciekła z psychiatryka. Darła gębę, śmiała jak skrzypiąca szafa i miała romans z ojcem Śpiącej Królewny. A, że ten jej nie chciał to zdecydowała się na uśpienie jego córki i pokrycie lodem całego królestwa, wraz z jego mieszkańcami - yhyyy - bo zemsta ma być zimna jak lód - piosenka fatalna! Postać przypominała bardzo Bellatrix Lestrange - jedną z postaci Harry'ego Potter'a. Królewna Śnieżka wykreowana na ekskluzywną ździrę, najpiękniejsza, najzgrabniejsza... ogrom popkultury - dialogi nie zrozumiałe dla dzieci - które z założenia mają być głównymi odbiorcami produkcji. Teksty typu : zaraz cię zgesleruje, tu panuje ebola, dodasz mnie na fejsa i wiele innych, nie dość, że były kiepskie, to bardziej żenowały niż śmieszyły. Ponadto ciągłe słychać było pytania dzieci : mama co to fejsbuj, a ebola to jakieś zwierze? Cichutki śmiech w sali kinowej słychać było raz - i co jest straszne - nie mogę sobie w tej chwili przypomnieć tego momentu. W niemieckiej produkcji nie ma nic dobrego. Ani muzyki, ani grafiki, ani historii, ani bohaterów. Miałam również problem w zrozumieniu niektórych dialogów  - nawet nasz polski dubbing mnie rozczarował. A akcja ze smokiem, który próbuje popełnić samobójstwo - no fantastyczna... Jedyny plus dla postaci Bobo - małego, nieporadnego krasnala, który ciągle przewraca się o rozwiązane sznurowadło. Jego wywrotki powodują lawinę niespodziewanych zdarzeń, które w finale dobrze się kończą. Najsympatyczniejsza postać, którą da się zapamiętać z tej dobrej strony. Gdy zapytałam siostrę o czym była bajka, miała kłopot, żeby mi ją opowiedzieć, co oznacza, że ona jej w ogóle nie zrozumiała. NIE POLECAM. Stara czasu.

wtorek, 25 listopada 2014

3 szybkie, pyszne i pełne zdrowia propozycje na obiad !

Przeważnie gdy wracam z pracy, to już za oknem jest ciemno, a w domu cicho i pusto. Po zdjęciu butów moje pierwsze kroki kieruję na kanapę - jeśli jestem mocno zmęczona zasypiam, jeśli nie zabieram się za zrobienie obiadu. U mnie w domu nie gotuje się ''na następny'' dzień. Obiady robione są na bieżąco i nawet jeśli coś zostanie, to zabieram to następnego dnia do pracy. Więc gdy jestem głodna zależy mi głównie na czasie. Dlatego dzisiaj moje propozycje obiadów, które zrobicie max. w 30 minut :) Do tego lekkie i zdrowe.
Zapraszam!


1. Propozycja vege - warzywa z kaszą gryczaną 


Warzywa : cukinia, por, cebula, czerwona fasola
Przyprawy: papryka chilli, pieprz,

2.  Propozycja vege - spaghetti z warzywami, z serem grana padano


Warzywa: pomidory, zielone oliwki, cukinia, cebula
Przyprawy: pieprz, suszone chilli, bazylia

3. Tagliatelle z łososiem - wersja łagodna


Składniki : łosoś, makaron, śmietana 200 ml, koper
Przyprawy: gałka muszkatołowa, pieprz biały
W wersji ostrej: suszone chilli, czosnek

Bardzo szybko i bardzo prosto. Czuję, że przytyłam kilka kilogramów od tego nicnietrenowania i folgowania sobie. Brrr, Wrrr.


PS. JEŚLI JEŹDZICIE AUTEM TO NOGA Z GAZU. MNIE JEDEN POŚLIZG JUŻ TEJ JESIENIO-ZIMY WYSTARCZY.

niedziela, 23 listopada 2014

Omlet dla dwojga.

Niedzielny poranek - mglisty, szary, chłodny. Jednak budzą mnie jesienne promienie słońca i zapach świeżo zaparzonej kawy. Wkładam na stopy ciepłe wełniane skarpety i otulam się ulubionym, szarym swetrem. Patrząc jednym okiem, podążam za zapachem kawy, ale również czegoś jeszcze. Smażone jajka, zapach ostrej, świeżo pociętej cebuli. On mówi, że idealnie zsynchronizowałam się z czasem podania śniadania. Uwielbiam takie poranki. Leniwe, spokojne, powolne. Poranki kiedy wita mnie Jego szeroki uśmiech i w jednej chwili mam wszystko, co sprawia, że również się uśmiecham i jestem szczęśliwa.

Omlet dla dwojga

Składniki
6 jajek
30 ml mleka
czerwona cebula
połówka awokado
łosoś wędzony drobno pocięty
olej do smażenia


Jajka roztrzepujemy z mlekiem i przelewamy na patelnię. Na wierzch kładziemy drobno pokrojone awokado, łososia i cebulę. Gdy jajka się już zetną omlet składamy na pół i jeszcze chwile trzymamy na ogniu. Zdejmujemy i jemy ;)


Pyszne, syte śniadanie, pełne wszystkich potrzebnych wartości odżywczych. A zjedzone w miłym towarzystwie - plus sto do szczęścia ;))

piątek, 21 listopada 2014

Chrupiąca, zdrowa przekąska - marchewka słodko-ostra.

Bardzo lubię pieczone warzywa, ale rzadko robię je na słodko. Dzisiaj postanowiłam trochę poeksperymentować w kuchni i spróbować smaku słodko-ostrego. Skoro mięso smakuje fajnie, to marchewka powinna być równie smaczna ;) Fantastyczna przekąska, zamiennik słonych, niezdrowych, chrupiących umilaczy czasu.



Składniki na jedną porcję

2 duże marchewki
2 łyżki miodu
2 łyżki oliwy z oliwek z chilli
1 łyżka oliwy

Przygotowanie

Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. W między czasie przygotowujemy marynatę - łączymy wszystkie składniki. Marchewkę kroimy na średniej wielkości słupki. Układamy w naczyniu żaroodpornym, polewamy marynatą i dokładnie mieszamy, żeby nasza marchewka w całości została pokryta. Zakrywamy folią aluminiową i wkładamy do piekarnika na 30 minut. Po tym czasie zdejmujemy folię i pieczemy jeszcze przez 15 minut. Można dodać również sezam.





Marchewka jest słodka, ale pod koniec czuć ostrość papryczek chilli. Chrupiąca, szybka i zdrowa przekąska ;)


Ja wracam do lektury drugiego tomu Trylogii Czasu - Rubin pochłonęłam wczoraj wieczorem ;)  A Wam życzę udanego, spokojnego weekendu :)

czwartek, 20 listopada 2014

Oswajamy jesień i pobudzamy wyobraźnię! # listopadowy stosik książkowy

Gdy na zewnątrz pada deszcz, albo śnieg - tak jak dzisiaj, wieje zimny, porywisty wiatr, jest wilgotno i ciemno nie sposób mnie wyciągnąć z mieszkania. Przemieszczam się gdy muszę zrobić zakupy czy dotrzeć na basen, ale pokonuję dość krótki dystans, bo auto parkuje zazwyczaj pod klatką. Jedynie spaceruję z psem, choć jest to raczej marszobieg - zarówno mój jak i mojego czworonoga. Późną jesień i zimę traktuje jak okres regeneracji organizmu po intensywnej wiośnie i lecie. Staram się robić rzeczy na które zwykle brakuje mi czasu, rozwijam swoje pasje, poznaje nowe rzeczy, gotuję i piekę. Znowu coraz więcej czytam książek, co mnie cieszy, bo okres letni był raczej okresem martwym. Ale przecież takie ''lenienie się'' ma wiele korzyści. Czytanie książek pomaga rozwijać język i wzbogaca słownictwo.Dodatkowo książki rozwijają myślenie, rozszerzają poglądy, pobudzają wyobraźnie, dostarczają dużo wiedzy z dziedzin nam nieznanych. Książki niosą również wraz z sobą rozwój duchowy - grają na emocjach, wzruszają nas, uczą empatii, pozwalają zobaczyć nam nas samych w którymś z bohaterów. Relaksują, uczą i bawią. A tak mało czytamy!

Badania z 2012 roku pokazują, że jedynie 11 % Polaków czyta siedem książek lub więcej rocznie. Przestają czytać ludzie z wyższym wykształcenie oraz nastolatki. Aż 34 procent Polaków z wykształceniem wyższym przyznaje, że przez 12 miesięcy nie sięgnęło po żadną książkę! Ten wynik jest niewiarygodny i przerażający. 
Poprawny trochę statystyki i czytajmy! Dokarmianie naszego mózgu to też zdrowy styl życia!



1. Książka autorstwa prof. Iwony Wawer. Póki co jedynie ją przekartkowałam, ale jest bez wątpienia skarbnicą wiedzy.
2. Miasto Kości - dużo pozytywnych opinii czytałam w sieci, więc postanowiłam sięgnąć po pierwszą część cyklu.
3. Trylogia czasu - trylogię znalazłam w dziale dla młodzieży ;D 
4. Kaznodzieja - druga część cyklu szwedzkich kryminałów Camilli - o Księżniczce z Lodu kilka słów niebawem.


Pierwszą część Trylogii Czasu - Czerwień Rubinu - już prawie pochłonęłam - w zaledwie dwa wieczory. Czytając, faktycznie traci się poczucie czasu i przestrzeni. Niech dowie się o tej serii każdy młody człowiek - może zmieni stosunek do książek.

Znacie którąś z tych pozycji? 

środa, 19 listopada 2014

Oswajamy jesień i pobudzamy kreatywne myślenie! - # Decoupage

Zawsze marzyłam, by zrobić jakąś dekorację do mieszkania. Rok temu była to próba zrobienia wstążkowych bombek na choinkę - ale po jednej mój zapał opadł. Podejście zakończyło się pokaleczonymi palcami, ale bombka choć krzywa i średnio udana zajmowała centralnie miejsce na choince. Brakowało mi cierpliwości i odpowiedniego nastawienia. Z reguły chcę robić wszystko jednocześnie szybko i dobrze, ale przez ten rok czasu nauczyłam się spokoju - tego w głowie przede wszystkim. Odkryłam, że skupienie się na wykonywanej czynności - zwłaszcza artystycznej - pozwala mi się zdystansować zarówno do siebie jak i ludzi. A jak się człowiek przyłoży to może robić cuda ;)

Postanowiłam zacząć od decoupage - czyli skok trochę na głęboką wodę, ale jak mówią jak spadać to z wysokiego konia - czy jakoś tak. Miałam w domu małe, drewniane lusterko, które nijak pasowało do mojego pokoju, w którym dominuje biel, pastelowy róż, fiolet i szarość. Stwierdziłam, że pomaluję je farbą na biały kolor i zawieszę. Ale znalazłam w szafce fajny, różany motyw serwetkowy. Popytałam, postękałam koleżance do ucha i metodą prób i błędów się nauczyłam.

Lusterko przed. Smutne, surowe, zimne. Całkowicie nie mój klimat.



A po metamorfozie.... tadam!



Klej który warstwami nakładałam okazał się  błyszczący, a nie matowy, więc nie jest to dokładnie taki efekt jaki chciałam uzyskać. Ale wygląda całkiem fajnie. W głowie mam kolejne pomysły, które mam nadzieję zrealizować w  deszczowo-śniegowe wieczory. Fantastyczny czasopochłaniacz, przy którym można się doskonale zrelaksować i wyciszyć. Podobno ryby to takie wrażliwe istoty twórcze, może faktycznie coś w tym jest? :)


poniedziałek, 17 listopada 2014

The Body Shop, Hemp Hand Protector - perfekcyjne nawilżanie.

Cudownie być w domu! Cudownie popijać gorące kakao, nie przejmując się złem panującym za oknem. Nawet w sumie fajnie, że tak pada, czasami taka mroczna aura pozytywnie wpływa na moją kreatywność. A jeszcze cudowniej pachnieć marihuaną, no prawie.


Hemp Hand Protector to propozycja od The Body Shop, którą od dawna chciałam wypróbować. Od znajomych słyszałam same pozytywne opinie, ale w związku z tym, że zazwyczaj kosmetyki kupuję, a później one robią za ozdobę szafek, półek i stolików, troszkę czasu minęło zanim go pierwszy raz użyłam. Jeśli można pokochać jakiś kosmetyk od pierwszego użycia, to ten krem niewątpliwie takim jest.

Po pierwsze: skład!

Składniki (wg INCI): Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Myristyl Myristate, Cannabis Sativa Seed Oil, Ricinus Communis Seed Oil, Dimethicone, C12-15 Alkyl Benzoate, Glyceryl Stearate, PEG-100 StearateCera Alba, Panthenol, Methyl Soyate, Phenoxyethanol, Parfum, Sodium BenzoateAllantoin, Citric Acid, Potassium Sorbate,Xanthan GumHydrogenated Castor OilRetinyl Palmitate, Copernicia Cerifera Cera, Disodium EDTA,Tocopherol, Talc, CI 77288, CI 77492, CI 77491, CI 77499.

Po drugie: działanie!

Krem przeznaczony jest dla osób ze skórą suchą, zniszczoną, potrzebującą regeneracji i silnego nawilżenia. Spełnia swoje zadanie w 100%. Skóra po użyciu jest miękka, gładka, nawilżona. Niewątpliwie będzie to mój krem numer jeden w okresie zimowym, gdy dłonie będą potrzebować intensywnej pielęgnacji. Kolejnym plusem jest konsystencja oraz szybkie wchłanianie.




Kolor lekko zielonkawy, zapach przypomina mi trawę z domieszką ziół. Na pewno nie jest to zapach marihuany, ale jest w nim coś ciekawego.  Przypomina mi troszkę zapach Karma- Komba - szamponu w kostce od Lusha, choć nie jest aż tak intensywny. Idealny na okres jesienno-zimowy, latem preferuję raczej zapachy lżejsze - owocowe, kwiatowe, energetyzujące, orzeźwiające. Dodatkowo produkt jest wydajny - wystarczy niewielka ilość na pokrycie powierzchni całych dłoni. 

Po trzecie: opakowanie!

Jestem wielką fanką kremów w metalowych tubkach. Są poręczne, nie narzekam na uciekający korek - bo mi korek zawsze ucieka - bez względu na opakowanie produktu. Ten póki co nie jest mocno złośliwy i jeszcze nie zniknął na dobre.

Jak dla mnie same zalety:

- długotrwały efekt
- extra nawilżanie
- wydajność
- szybkie wchłanianie
- gęsta konsystencja
- od pierwszego użycia skóra miękka, elastyczna
- fajny zapach
- poręczna tubka

Cena: 25 zł 30 ml 

Poleeeeeeeeeeecam!

Robi się późno, więc kończę wieczorne rozpieszczanie podniebienia i czytanie książki, o której niebawem Wam opowiem, bo jest przefantastyczna. 




 





















Dobranoc. 

niedziela, 16 listopada 2014

Słodka niedziela - batoniki musli.

Dzisiaj obiecany przepis na zdrowe batoniki musli. Nic trudnego, a za to jakiego dobrego!
Robiłam je po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni. Robi się je dość szybko, są dobrym rozwiązaniem na szybkie śniadanie, gdy zaspało się do pracy ;)

Składniki których użyłam do moich batoników

50 g orzechów pekan - do kupienia tutaj
50 g posiekanych orzechów brazylijskich
200 g płatków owsianych
Garść jagód goji
2 łyżki siemienia lnianego
2 łyżki sezamu
50 g suszonej żurawiny
1 całe jajko
3 białka
3 łyżki oleju kokosowego
syrop daktylowy - na oko

Przygotowanie
Wszystkie składniki łączymy ze sobą i mieszamy. Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Mieszankę musli wykładamy na blachę - wcześniej wyłożoną papierem do pieczenia. Pieczemy 25 minut.



Mieszankę mocno ugniatamy.

Po upieczeniu wygląda tak:



Później masę kroimy na równe kawałki i batoniki gotowe ! :D


Batoniki zabieram do pracy albo rozgniatam i zalewam jogurtem.
Pyszne, zdrowe, energetyczne i bez mąki.

Smacznego! :)


sobota, 15 listopada 2014

Schudła? A no bo się głodzi . I nie wychodzi z domu. Bo się boi, że przytyje. Te i inne bzdury.

Wpisu o zdrowych batonach nie było i dzisiaj również nie będzie. Cały weekend zwariowany, cały w podróży, intensywny. Ale dzisiaj o czymś innym. W przeciągu trzech lat, bo właśnie mniej więcej tyle wynosi okres wprowadzanych sukcesywnie zmian w moje życie, nasłuchałam się wielu rzeczy na temat osób do grupy których również się zaliczam. Głównie jest to stek bzdur, na które z czasem się uodporniłam, ewentualnie śmiałam w głos. Chociaż czasami można było siąść i zapłakać - nad głupotą, nad ograniczeniami umysłowymi, płytkimi horyzontami i w ogóle jakimś takim zaściankowym myśleniem. To co jakoś tak wybitnie utkwiło mi w pamięci to stwierdzenie, że wyglądam tak jak wyglądam bo się głodzę. Większość dziewczyn, którym udało się zredukować wagę i masę tkanki tłuszczowej się głodzi. No tak to już jest, że im bardziej się bronisz i próbujesz tłumaczyć, tym bardziej w oczach innych odbieranym się jest za wariatkę. Faktem jest, że w sytuacjach stresowych mój organizm różnie reaguje - głównie mam blokadę i nie jestem w stanie za wiele przełknąć w ciągu dnia. Zdaję sobie z tego sprawę, wprowadzam strategie radzenia sobie ze stresem i nie narzekam, ale wniosek, że się głodzę może wyciągnąć jedynie osoba, która mnie kompletnie nie zna. Uwielbiam jeść. Uważam, że nie ma bardziej oddanej miłości, niż miłość do jedzenia. Nawet teraz, po powrocie z konferencji, nie przeszkadza mi godzina 22.22 - jem odgrzane spaghetti z dużą ilością sera - bo właśnie tym skusiła mnie dzisiaj lodówka.  Kolejną rzeczą z jaką się spotykam ja oraz inne blogerki z którymi mam przyjemność korespondować  to to, że osoby wprowadzające pozytywne, zdrowe zmiany w swoje życie odbierane są za te wiecznie odchudzające się - to ta co ciągle na diecie, to ta co ciągle czyta o produkcie zanim wsadzi go do koszyka, to ta co liczy kalorie itd. Wciąż panuje przekonanie, że skoro jesz lepiej, to głównym motywatorem tego jest zrzucenie wagi, redukcja tkanki tłuszczowej, czy też poprawa wyglądu. Ciągle wygląd, wygląd i wygląd. Gdzieś na margines całkowicie spychane jest dobre nadrzędne - czyli zdrowie.  Ale nie ma co się dziwić - ostatnio odnoszę wrażenie, że fit blogami również rządzą dupa, cycki i więcej odkrytego niż zakrytego. Nie wiem taki trend, takie to fajne, mam fantastyczne ciało to zapozuje dość wygięta z przepyszną owsianką z owocami - która wygląda niezwykle bajecznie - w koszulce ledwie zasłaniającej pośladki, przy czym uwagę skupia wymalowana twarz z karaibską opalenizną. No ale wracając do poprzedniego wątku, wciąż społeczeństwo błędnie odbiera zdrowy styl życia - powtarzam - nie o odchudzanie chodzi, lecz o zachowanie odpowiedniego poziomu sprawności, komfortu fizycznego i psychicznego, zdrowia, lepszego samopoczucia, o zachowanie sprawności poznawczej. Dobry wygląd to pozytywny efekt uboczny. I mój ulubiony stereotyp - osoby aktywne fizycznie i trzymające dietę są nudne i sztywne :D Zwłaszcza uwielbiam argumenty typu : nie udzielają się towarzysko, bo wychodząc do pubu pije się alkohol i je słone przekąsi - a to ZuŁO. Albo, że po treningu nie zdecydują się na spotkanie, bo kieliszek wina czy innego alkoholu zaburzy ich plan treningowy. Na litość - nie wiem jak Wy, ale ja nie jestem wyczynowym sportowcem przygotowującym się do olimpiady. Poza tym wino zawiera cenne flawonoidy, więc jego picie jest nawet wskazane. Tak mnie jakoś dzisiaj wzięło. Obserwuje jednak pewną prawidłowość - głównie te treści wypowiadają osoby, które paradoksalnie są wiecznie na diecie, ale niezbyt wiele udaje im się osiągnąć.

Mam nadzieję, że kierunek myślenia jeszcze dość pokaźnej grupy ulegnie zmianie. Tak na prawdę niczym złym jest wyjście na spotkanie ze znajomymi, wypicie jednego drinka czy trzech. Przecież życie trzeba przeżyć, a nie wegetować ;)





Kręgle stały się jedną z ulubionych form spędzania wolnego czasu. Chociaż zazwyczaj przegrywam ;) Jednak z gry na grę idzie mi coraz lepiej. Dużo śmiechu, dużo zabawy, fajny czas spędzony z fajnymi ludźmi.

A Wy z jakimi nonsensami dotyczącymi zmian, których dokonujecie w swoim życiu się spotkaliście?

środa, 12 listopada 2014

Wasze pytania, moje odpowiedzi ;)

Kama została nominowana do Liebster Award, więc macie niepowtarzalną okazję dowiedzieć się czegoś więcej o mnie. Bez zbędnych sratatatów przejdźmy do rzeczy.

1. Kto jest dla Ciebie inspiracją do zdrowego stylu życia?
Gdy tak zaczęłam się zastanawiać nad powyższym pytaniem zdałam sobie sprawę, że nie umiem na nie odpowiedzieć. Niezły początek :D Występują sezonowe trendy - a to Ewa Chodakowska, a to Anna Lewandowska, czy też inna mega super ekstra turbo petardo gwiazda. Jakoś cały ten szum, niewyobrażalny marketing i promocja tylko mnie odstraszają. Z Chodakowską rozstałam się już dawno temu, a na Anię lubię patrzeć, bo ładna z niej kobieta :) Natomiast inspiracją są zwykli blogerzy, którzy wkładają w swoje przemiany wiele serca i wysiłku. Tak, oni chyba najbardziej mnie motywują. Poza tym sama w sobie jestem inspiracją ;D - wiem, że brzmi to być może nieco snobistycznie, ale mam charakter wojowniczki - jak nie oknem, to kominem, jak coś jest źle trzeba to ponaprawiać. I co z tego, że może zajmie mi to nieco więcej czasu niż innym? Nie lubię się spieszyć.
2. Jaka jest Twoja ulubiona zdrowa potrawa?
Ojej, ciężko się zdecydować tylko na jedną. Lubię ryby. Lubię naleśniki. Lubię krem z dyni. Lubię pieczone jabłka. Ogólnie lubię jeść więc lubię prawie wszystko - oprócz: czarniny, szczawiowej, grzybowej i krupniku. I nie lubię podrobów - żołądków, mózgów, serców, płucków ;D
3. Co Cię motywuje do działania?
Goniące terminy. Zawsze odkąd pamiętam wszystko zostawiam na ostatnią chwilę. Pracę magisterską, pracę podyplomową, naukę na egzamin, zmianę opon z letnich na zimowe - chociaż w tym roku jestem szybsza niż świąteczna reklama Coca-Coli. Swoją drogą wiecie, że zmarł aktor grający mikołaja w tejże reklamie? What a shame. Także tak, deadline motywuje mnie do działania.
4. Co lubisz robić gdy nie ćwiczysz?
Lubię spać. Lubię jeździć rowerem, albo samochodem. Lubię czytać książki, gotować, albo nic nie robić lubię ;)
5. Jakie jest Twoje ulubione ćwiczenie?
Przysiady i wykroki. 
6. Z czego najtrudniej było Ci zrezygnować decydując się na zdrowe odżywianie?
Do dzisiaj ciężko mi zrezygnować z coca-coli. Może nie piję już trzech puszek dziennie i nie popijam ich red bullem, ale dwie- trzy w tygodniu się trafią. Poza tym bez większych problemów. 
7. Gdzie byś się wybrał/wybrała na wymarzone wakacje?
Na Zanzibar. 
8. Czy próbujesz zachęcić do uprawiania sportu osoby z Twojego otoczenia?
Już nie. Kiedyś jak fanatyczka rozprawiałam o zdrowym odżywianiu, bieganiu, aktywności fizycznej. No to zaczęłam uchodzić za dziewczynę, która wygląda dobrze, ale wciąż gada o jednym - wariatka - czego ona od siebie chce. Ludziom jeszcze ciężko zrozumieć, że biegać i jeść lepiej nie równa się odchudzać. Dlatego robię swoje, piszę bloga, myślę, że i tak wiele osób udało się zmotywować.
9 Twoja ulubiona książka to?
Czytać lubię, czytam dużo, więc ciężko mi podać jeden, konkretny tytuł. Jeszcze chyba nie trafiłam na książkę, która w jakiś sposób wpłynęłaby na mnie i moje życie. Często wracam do biografii Marilyn Monroe, ze względu na jej złożoną, zaburzoną osobowość. I uwielbiam Śniadanie u Tiffany'ego. Ale też twórczość Agathy Christie, szwedzkie kryminały czy też amerykańskie romansidła.

A juuuuutro! Przepis na zdrowe batoniki ! :D





wtorek, 11 listopada 2014

Citrosept - moc w grejpfrucie!

Grejpfruty uwielbiam! Po tym jak koleżanka z pracy pokazała mi szybki sposób na ich obieranie, w sezonie jesienno- zimowym jem ich kilogramy. Soku używam również do marynat mięs na słodko, czy do smoothie. Zawierają dużo witamin - głównie witaminę C, która korzystnie wpływa na naszą odporność, a także bioflawonoidy, które przyczyniają się do prawidłowego stanu naczyń włosowatych. Dodatkowo są orzeźwiające i jeśli wierzyć przeprowadzonym badaniom posiadają również działanie antydepresyjne ;)

Wiele z cennych substancji zawartych w grejpfrucie można znaleźć w produkcie, który dzisiaj chcę Wam przedstawić ;)



Citrosept Organic został wyprodukowany z owoców uprawianych ekologicznie. Citrosept Forte dodatkowo został wzbogacony koncentratem aceroli, co mnie niezmiernie cieszy, bo na moje chore oczy jest jak znalazł ;)

Paczkę rozpakowałam dopiero dzisiaj i nie miałam okazji spróbować nowego suplementu w mojej diecie. Grejpfrut zamknięty w buteleczce będzie fajnym rozwiązaniem, gdy pod ręką nie będę miała grejpfruta ;)


Od początku września niemalże cały czas jestem przeziębiona. Moja odporność jest kiepska, czuję się przemęczona, a kawa którą próbuję się ratować tylko dodatkowo wypłukuje ze mnie magnez i koło się zamyka. Mam nadzieję, że Citrosept pomoże mi odbudować moją odporność i kolejne dni spędzę bardziej aktywnie ;)

Więcej o produkcie możecie przeczytać tutaj.  Moja opinia już wkrótce ;)

Znacie? Suplementujecie?


niedziela, 9 listopada 2014

Chipsy z jarmużu.

Jarmuż to kolejne odkrycie tej jesieni. Warzywo należące do rodziny kapustowatych, już w starożytności uprawiana jako roślina ozdobna i jadalna. Jedzono go również w średniowieczu, był jednym z głównych składników pożywienia chłopów. Jest składnikiem tradycyjnych potraw holenderskich, portugalskich i brazylijskich. W Japonii sok z jarmużu zwany aojiru jest popularnym suplementem diety.

Jeśli chodzi o właściwości odżywcze to zawiera on dużo wapnia, antyoksydantów, witaminy C, karetonoidów ( luteiny). Jest również bogatym źródłem żelaza i sulforafanu. Kolejny produkt, który warto włączyć do swojej codziennej diety.

Jarmuż można jeść na surowo - w sałatkach, robić z niego sok, koktajle, krótko smażyć, przygotować na parze, gotować i piec.

Wczoraj na wieczór przed telewizorem przygotowałam smaczne i zdrowe chipsy z jarmużu.


Składniki
- jarmuż ok. 80 g
- oliwa z oliwek -  3 łyżki
- ostra papryka - 1 łyżeczka
- słodka papryka - 1 łyżeczka
- sól


Przygotowanie

Jarmuż myjemy, suszymy i odcinamy twarde końce. Piekarnik nastawiamy na 180 stopni. W między czasie mieszamy oliwę z oliwek z przyprawami. Na papierze do pieczenia układamy zamoczony w oliwie jarmuż. Pieczemy w rozgrzanym piekarniku przez 10 minut. Ja do chipsów przygotowałam również sos czosnkowy z jogurtu naturalnego i dwóch ząbków czosnku.





Zostało mi jeszcze trochę jarmużu, więc zrobię sobie pierwszy w życiu koktajl warzywno-owocowy. Podoba mi się też przepis na kaszę jaglaną z jarmużem i jajkiem sadzonym. Mam trochę więcej czasu na eksperymenty w kuchni. Łagodniejszą wersją chipsów zajadał się również mój pies ;) Smakują wszystkim. Idealnie smakują zarówno na ciepło jak i na zimno, więc można zapakować je w lunchbox i wziąć do pracy. Doskonała przekąska w podróży i zdrowa alternatywa dla tych, którzy w trakcie czytania, oglądania, pisania, pracy lubią mieć coś chrupiącego pod ręką.

sobota, 8 listopada 2014

SOTI Natural - doskonała, zielona herbata w butelce!

I w końcu mamy upragniony weekend! Czas spokoju i odpoczynku. Pogoda nie zachęca do aktywności fizycznej poza domem. Poza tym wciąż walczę z przeziębieniem, więc jedyne co mogę zrobić to prosty trening siłowy w domu. A po treningu, dla zaspokojenia pragnienia....


Tematem dzisiejszego postu jest odkrycie, jakiego dokonałam w zeszłym tygodniu. SOTI Natural - prawdziwie parzona herbata w butelce. Napój bez dodatków cukru, słodzików, stewii, konserwantów i barwników. Bogata w antyoksydanty, katechiny, garbniki i l-teanine.

Katechiny - cenne substancje chemiczne, które nalezą do polifenoli. Jest to jeden z najmocniejszych przeciwutleniaczy. To właśnie ich cierpki i gorzki smak odczuwamy w zielonej herbacie. Katechiny jak i inne związki należące do polifenoli mają silne właściwości antyoksydacyjne, wpływają na przyspieszenia tempa metabolizmu. Dodatkowo opóźniają, spowalniają proces starzenia się. Jednym z najcenniejszych źródeł katechin jest zielona herbata. 

Garbniki - inaczej nazywane taninami, również należą do grupy polifenoli. Ich cechą jest zdolność do trwałego wiązania się z białkiem. Posiadają  właściwości ściągające skórę. Również w smaku są gorzkawe i cierpkie.

L-teanina - aminokwas występujący wyłącznie w zielonej herbacie, zyskuje popularność jako alternatywa dla środków uspokajających i relaksujących. 

O szczególnych właściwościach zielonej herbaty naukowcy wiedzą nie od dziś. Jej wpływ na długowieczność przetestowano m.in na muszkach owocówkach, te które miały podawany napar żyły dwa razy dłużej niż muszki którym podawano wodę. Ważne jest by umieć w 100% czerpać z prozdrowotnych właściwości zielonej herbaty. Jej odpowiednie zaparzenie wymaga nie tylko odpowiedniej ilości czasu, ale również przygotowania. Ogromną rolę stanowi dobór liści tak, by były one bogate w substancje antyoksydacyjne. Pożądane właściwości zawierają liście japońskie Gyokuro czy też Kokicha. Herbaty z mniej znanych gatunków mogą zawierać odpadki z procesu suszenia liści. Ważna jest również temperatura parzenia herbaty, dostosowana do wybranego typu liści, a także długość i głębokość parzenia.

Zielona herbata w butelce SOTI Natural przygotowywana jest według opracowanego dwa lata temu w Azji procesu parzenia, dzięki któremu liście zawierają pożądane substancje, a do butelki nie dodawane są substancje konserwujące

























   




Same plusy

 # Krótka lista składników - woda, 100 % zielonej herbaty - nie ekstrakt z zielonej herbaty , sód.
#  Bez cukru, bez aspartamu, bez innych substancji słodzących, bez pustych kalorii.
#  Bez sztucznych ulepszaczy. 
#  Fajny smak, mimo, że cierpki i gorzki to pijąc herbatę mam wrażenie, że jakoś blisko obcuję z naturą - nawet te plantacje herbaty widzę oczyma wyobraźni. 

Cena za butelkę 530 ml od 8 zł.
Więcej informacji na stronie producenta. Niestety dzisiaj mają chyba jakiś problem z serwerem, bo wejście na stronie nie jest możliwe. 


czwartek, 6 listopada 2014

Zdrowe i ekologiczne nowości od Fitness- Food.

Dzisiejszy dzień był dniem kiepskim. Powrót z pracy do domu z awarią auta w tle, złe samopoczucie fizyczne, zmęczenie... a wszystko zwieńczone samotnym wieczorem z butelką wina. Ale chociaż czuję, że odpoczywam.

Miłą niespodzianką była przesyłka ze sklepu internetowego ze zdrową i ekologiczną żywnością - Fitness-Food. 

W paczce znalazły się: orzechy pekan, orzechy brazylijskie, suszone jagody goji, syrop daktylowy i gratis przyprawa do drobiu. Bardzo dziękuję za paczuchę :)



Z pośród tych produktów znam jedynie jagody. Pozostałe chętnie spróbuję, a nawet mam kilka pomysłów na ciekawe ich wykorzystanie. Naleśniki pełnoziarniste z syropem daktylowym będą idealne na sobotni obiad.

Sklep Fitness Food ma bardzo fajną ofertę, wiele ciekawych produktów, które warto spróbować włączyć do swojej codziennej diety. Myślę, że każdy znajdzie tam coś dla siebie. W chwili obecnej dużo promocji, bogaty wybór zdrowej i ekologicznej żywności. Osoby zainteresowane bio czystkiem ciętym, o którym więcej pisałam tutaj, znajdą go w zakładce herbaty.


Dla wszystkich tych, którzy mają w planach dokonanie zakupów w sklepie mam niespodziankę ;) Kod rabatowy obniżający o 7% wartość zamówienia.  Po dodaniu zakupów do koszyka w miejscu na kod rabatowy wystarczy wpisać; 7KAMA2014.  Kod możecie wykorzystać do 23 listopada.


Życzę Wam udanych zakupów !

wtorek, 4 listopada 2014

A mam stresa, a mam doła, eee to depresja - idę na basen.

Albo przedawkowanie życia. Wszystko mnie przerasta. Nie poradzę sobie. Mam dość wszystkiego i wszystkich... Hasła dość często słyszane w ostatnim okresie - nie tylko wśród moich bliskich, ale również dalszych znajomych. Mnie samą wielokrotnie dosięga stres, smutek, rozpacz. Ostatnio zaczynam sobie z tym lepiej radzić, bo gdybym nie zmieniła swojego myślenia prawdopodobnie wylądowałabym w kaftanie bezpieczeństwa w najlepszym wypadku w szpitalu psychiatrycznym. Długo szukałam i w gruncie rzeczy wciąż odkrywam formy aktywności, które sprawiają, że się uspokajam. Bo hasło oddychaj poooooowoli jakoś mnie nie przekonuje ;)


1.       Pływanie. Obecnie jest to jedyna forma aktywności fizycznej, którą toleruje moje kolano.  Rozwija mięśnie całego ciała, doskonale wpływa na kręgosłup, który przy moim siedzącym trybie pracy jest mocno przeciążony,  a mięśnie barków spięte.  Dodatkowy plus to kształtowanie ramion i mięśni klatki piersiowej.  Pływam odkąd pamiętam, gdy pytam rodziców kiedy i w jakich okolicznościach nauczyłam się pływać, mówią, że nie było żadnego przełomowego momentu. Już jako dziecko potrafiłam godzinami siedzieć w wodzie nad zalewem, jeziorem czy w morzu. Po prostu weszłam do wody i zaczęłam się w niej poruszać, bez nauki, bez lęku przed głębokością.  Jak na zodiakalną rybę przystało – według horoskopu żywiołem ryb jest woda i to ona wpływa na kształtowanie ich charakteru. Medytacje i ćwiczenia związane z tym żywiołem mają uzdrawiające działanie w stanach lękowych, gdyż woda relaksuje, rozluźnia, odpręża. Spalanie, modelowanie i odprężenie w jednym.
Taka mała dygresja:  Woda jest symbolem nieskończoności, odrodzenia, nowego życia. Kojarzy się z morzami, rzekami, jeziorami, z deszczem i śniegiem, również ze łzami, z krwią, limfą. Jest płynna, a zatem również zmienna, nieprzewidywalna. Raz opada, innym razem wzbiera, raz jest łagodna, jakby uśpiona, innym razem wzburzona, groźna. Zupełnie jak kobiece emocje. To za nie właśnie odpowiada, ale też za podświadomość. Ma właściwości oczyszczające, lecznicze. Kontroluje sny.

2.       Formą relaksu jest dla mnie również zmywanie naczyń. Woda mnie uspokaja, przynosi harmonię, wyostrza zmysły. Działa oczyszczająco. Gdy jestem porządnie wkurzona nierzadko w trakcie zmywania tłukę naczynia przez zbyt energiczne rzucanie np. szklanek, co bywa również niebezpieczne, ale dla mnie jest raczej formą większego uświadomienia sobie swojego stanu psychicznego. Płacząca Kama w trakcie zmywania naczyń to widok dość powszechny ;)


Także Kama ruszyła na pływalnie. Po wczorajszym wieczornym treningu czułam się fantastycznie, zmęczona ale jednocześnie rozluźniona, z lekką głową :) Pływanie trzy razy w tygodniu ;)






poniedziałek, 3 listopada 2014

Niedobory magnezu.

Jest jesień, jest dużo kawy i jest drgająca powieka, kciuk i palec wskazujący, są skurcze mięśni twarzy, rozdrażnienie i jest wypadanie włosów. Od trzech lat, jak zawsze o tej porze borykam się z niedoborem magnezu. Oczywiście zaczynam zdawać sobie z tego sprawę, gdy już zaobserwuję u siebie pierwsze oznaki niedoboru.

Magnez jest bardzo ważnym pierwiastkiem. W naszym organizmie znajdują się 24 g magnezu. 50 % zawartości magnezu magazynowane jest w kościach, 45 % w płynie wewnątrzkomórkowym i 5 % w płynie zewnątrzkomórkowym. Magnez jest niezbędny do procesu translacji - syntezy białek, tworzenia rybosomów, syntezy kwasów nukleinowych, procesów detoksykacji i prawidłowego funkcjonowania układu immunologicznego.

Jest on ważnym składnikiem kości i głównym kationem  wewnątrzkomórkowym. Stąd zapewnia on prawidłową mineralizację i powstawanie bardziej stabilnej formy fosforanu wapnia osadzając się na powierzchni kryształów.
Niedobory powodują obniżenie aktywnej witaminy D, co zmniejsza wchłanianie wapnia, negatywnie wpływając na mineralizację kości. Czyli magnez ma ścisły wpływ na niedobory w organizmie witaminy D!  Niedobory zmniejszają również właściwości mechaniczne oraz zaburzają homeostazę wapnia. Czyli prosta droga do osteoporozy.

Ponadto  magnez zwiększa wydzielanie żółci i stymuluje wydzielanie adrenaliny, działa antymiażdżycowo i chroni przed przerostem prostaty.

Niedobór magnezu może przez dłuższy czas przebiegać bezobjawowo i jego rozpoznanie może być bardzo trudne. Dla dorosłych zapotrzebowanie na magnez wynosi 420 mg, dla dzieci 240 - 410 mg. Kobiety karmiące 450 - 500 mg. 

Niepokojące objawy:
- nagłe zawroty głowy
- drganie powiek
- drętwienie kończyn
- wypadanie włosów
- szybkie męczenie się podczas wysiłku fizycznego
- bóle głowy, kołatanie serca, czasami również bezsenność

Możemy suplementować magnez, albo dostarczać go wraz z pożywieniem. Niżej lista produktów, które zawierają najwięcej tego pierwiastka.



Najwięcej magnezu zawierają:
- Pestki dyni - 540 mg/100 g
- Otręby pszenne - 490 mg/100 g
- Naturalne, gorzkie kakao - jedna łyżka 10 g - 42 mg. 420 mg/100 g
- Migdały - 270 mg/ 100 g
- Kasza gryczana - 218 mg/100 g
- Soja - 216 mg/ 100 g
- Biała fasola - 170 mg/ 100 g
- Czekolada gorzka - 165 mg w tabliczce czekolady. Jedna kostka od 7 mg do 9 mg.
- Orzechy pistacjowe - 158 mg/ 100 g
- Orzechy laskowe - 140 mg/ 100 g
- Szpinak - 53 mg/ 100 g - ale zróbmy z nim sałatkę z żurawiną, migdałami, dynią ... więcej ? :)
- Banan - 66 mg/ 200 g



Więcej wpisów o magnezie znajdziecie tutaj i tutaj.

A Wy wspomagacie się suplementami czy dostarczacie sobie wystarczające ilości magnezu wraz z pożywieniem?

niedziela, 2 listopada 2014

Mój wolny czas - leniwa niedziela.

W drugim dniu fitfotowyzwania dodajemy zdjęcie pod hasłem czas wolny. Całkiem dobrze, że wypadło akurat na niedzielę, bo niedziela to jedyny dzień w tygodniu kiedy faktycznie czasu wolnego mam dość dużo. Jedyny dzień w którym odpoczywam, nigdzie się nie spiszę, zbieram siły na kolejny tydzień. W tym dniu czas płynie jakoś wolniej, doba trwa jakby dłużej, a rano słychać błogą ciszę. Nikt nie biega, budzik nie wrzeszczy, nie trzeba biegać i stawać na rzęsach by zrobić coś na czas. W tygodniu głównie pracuję, zajmuję się domem i o 21.00 padam nieżywa w łóżku.

Po pierwsze aromaterapia. Odpalam świeczki. Wcześniej zakochana byłam w woskach Yankee Candle, teraz przeważnie palę świeczki z Ikei. Taki duży słoiczek palę w pokoju przez długi czas.Zapachy są subtelne, delikatne, nienachalne, lekkie. Obecnie poziomka i słodka czekolada.



Po zjedzeniu śniadania, wypiciu kawy sięgam po książkę. Ostatnio bardzo mało czytam, no właśnie... brak czasu, brak czasu, brak czasu....A w czytaniu i leżeniu :) wiernie towarzyszy mi mój pies, który stale domaga się o odrobinę zainteresowania i głaskania. Jeśli tego nie robię, nachalnie zaczepia mnie łapką i pacza :) Czytam nie tylko książki dla rozrywki, ale również te poszerzające moją wiedzę.


Dzisiaj zrobiłam sałatkę do obiadu. Nie pamiętam kiedy ostatnią coś kucharzyłam. Wyszła całkiem smaczna :)


Jeśli mam okazję być na świeżym powietrzu z aparatem to fotografuję.



Dzisiaj wybraliśmy się na dłuuuuuuuuuuuugi spacer. Nogi bolą, ale przynajmniej będzie się dobrze spało :)


A Wy jak najchętniej spędzacie swój wolny czas?