poniedziałek, 28 lipca 2014

Lato, idealny czas na zmiany!

Przez ostatnie miesiące wiele się u mnie zmieniło. Niestety niekoniecznie na lepsze. Faktycznie cel który sobie założyłam został osiągnięty. Z wagą zeszłam do 58 kilogramów, ale coraz częściej mam wrażenie, że zafundowałam sobie skinny fat, a nie osiągnęłam sylwetkę o której zawsze marzyłam. Przestałam zatem ćwiczyć bo przecież po co się męczyć skoro jest już tak dobrze. Jedynie nawyki żywieniowe nie zmieniły się aż tak bardzo, chociaż ostatnio coraz częściej dopuszczalne się małych i większych grzeszków.  Czuję, że na zdrowiu nieco podupadłam. Wczoraj po 20 minutach intensywnej gry w siatkówce na plaży czułam jak uchodzi ze mnie energia, brakowało oddechu, robiło się ciemno przed oczami. No i zasłabłam. O rety co za fatalne uczucie. Już jakiś czas temu czułam się wiecznie zmęczona, senna, snu było mało. Źle, źle, wszystko źle.

Na pewno mój nałóg w tym wszystkim nie pomaga, wręcz przeciwnie - szkodzi. Ma wpływ na każdy aspekt mojego życia. To fatalne uczucie być niewolnikiem 'czegoś', co działa na Ciebie w sposób destrukcyjny. Myślę, że w końcu - na nowo - przewartościowałam swoje życie, zwolniłam i paradoksalnie w tej całej bieganinie odnalazłam czas by coś napisać. By znowu zacząć, próbować...

Zdjęcie z 19 lipca.

Dzisiaj brzuch jakiś wzdęty, napompowany, bolesny. Chyba czas coś zmienić...