niedziela, 22 czerwca 2014

Pomidory i rower.

Cały czas przewija się szczęście, jego poczucie, miara. I niech się przewija. Próbuję przypomnieć sobie siebie sprzed dwóch lat, roku, analizuję jak to wtedy było. Jak przez tak krótki czas z radosnej, uśmiechniętej, sympatycznej dziewczyny stałam się wrzeszczącą, warczącą, nerwową, smutną, labilną emocjonalnie histeryczką?
Zmęczenie, eksploatacja organizmu, brak wystarczającej ilości snu, witamin, świeżego powietrza, stres i o.
Przestałam biegać, spacerować, jeździć na rowerze, gotować. Zamykałam się w 4 ścianach, robiłam solidny trening, mocno uważałam z dietą, a raczej z ilością pokarmu. Osiągnęłam co chciałam. Ale ta radość gdzieś się ulotniła. I jakby energia opuściła.

Dlatego postanowiłam znów robić to, co się sprawdzało.
Zaczęłam gotować. Przyrządzać potrawy, kolorowe, pachnące, zdrowe i smaczne.
Na początek coś łatwego - caprese.


Zawsze wychodzi. Zawsze smakuje. Zawsze wygląda wyśmienicie. Bazylia z domowego ogródka, pomidory pachnące i soczyste od zaprzyjaźnionego dostawcy warzyw.

A Rafał przygotował dla mnie włoską zapiekaną bułę :) Niby taka prosta, taka zwyczajna... ale jaka smaczna!


W ogóle mój narzeczony jest mistrzem w kuchni, muszę się od niego jeszcze dużo nauczyć. A najlepiej człowiek się uczy poprzez obserwację i doświadczenie. Więc od dzisiaj obiecuję być bardziej aktywna w kuchni :) Czasami pomagałam, ale jednak szczerze mówiąc, gdy już moja lepsza połowa zabierała się za gotowanie, ja starałam się po prostu nie przeszkadzać, wspierać, podpowiadać i nie podjadać :)
Obecnie niemal całkowicie zrezygnował z mięsa i mówi, że czuje się doskonale - ale o tym w weekend :)

Kolejną rzeczą, która sprawiła mi radość była samotna wycieczka rowerowa. Piękne, wiejskie widoki, płynący z nich spokój, harmonia. Bliskość natury. W uszach ulubiona muzyka, we włosach wiatr i robaki :)
16 kilometrów zrobiłam dość szybko, mój miejski rower dał radę.



Mam wrażenie, że bardzo się postarzałam przez te dwa lata. Mam nadzieję, że od lipca moje życie się zmieni :)

niedziela, 8 czerwca 2014

Krok po kroku...

Za tydzień będę dyplomowanym psychodietetykiem, wow, jak to szybko zleciało. Praca podyplomowa napisana, na 5 oceniona. Wiedza dużo większa, zwłaszcza z bloku psychologicznego. Będę ten czas wspominać dobrze, aczkolwiek był to bardzo kiepski i męczący etap w życiu. Nie wiele wolnego w weekendy, tydzień po tygodniu wstawanie o 5.00. Jedzenie gdzieś w pośpiechu, każda wolniejsza chwila wykorzystywana na sen. Chciałabym by już wszystko wróciło do normalności....

Cierpię fizycznie. Cierpi moje ciało, cierpią moje włosy, skóra...
Cierpię psychicznie...

Za dwa miesiące planujemy urlop. Dobry moment by zacząć troszkę nad sobą popracować. Ale to już może jutro coś więcej w tym temacie. Dzisiaj znów jestem przemęczona, nogi mam spuchnięte jak u słonia, ale jeden raz w życiu jedna z najlepszych przyjaciółek wychodzi za mąż :)


Wszystko powoli wraca do normy. Krok po kroku...

Chcę być szczęśliwa. Muszę wrócić do tego, co szczęście mi dawało...każdego dnia.