poniedziałek, 30 września 2013

Jak poprawić przemianę materii?

Osoby chcące pozbyć się zbędnych kilogramów i nadmiaru tłuszczyku często narzekają na wolny metabolizm. Bardzo łatwo można go zatrzymać jeszcze bardziej. Jak się przed tym chronić? Jak pobudzić organizm do większego spalania kalorii? Oto kilka rad.

1. Pamiętaj o śniadaniu!

Dzięki pierwszemu posiłkowi dostarczysz energii na cały dzień. Śniadanie jest niezmiernie ważne międy innymi dlatego, że pobudza metabolizm do działania po całonocnym spoczynku. To właśnie w trakcie pierwszego posiłku nie powinniśmy stronić od węglowodanów uzupełniając zapas glikogenu. Dietetycy zalecają spożycie 1/4 dziennej porcji kalorii. Jeśli rano zapomnimy o śniadaniu metabolizm pozostanie uśpiony. Również przeprowadzone badania potwierdzają - jedząc śniadania spada ryzyko nadwagi.






2. Pamiętaj by jeść regularnie.

Staraj się co 3-4 godziny zjeść posiłek. Wtedy przyzwyczaisz organizm do spalania kalorii, a nie ich gromadzenia. Jeśli starasz się jeść rzadko i mało to niestety osiągniesz przeciwny skutek - organizm włączy tryb przetrwania - tryb oszczędny i każdą zjedzoną przez Ciebie kalorię zamini w tłuszcz. Dzięki temu unikniejsz również podjadania, bo nie będziesz czuć się głodna.

3. Nie zapominaj o białku.
Znalazłam informację, że białko korzystnie wpływa na przemianę materii, spala się wolniej niż tłuszcze i węglowodany. Dlatego im więcej białka w diecie, tym więcej energii z tłuszczu zużywa organizm do jego trawienia i przyswajania. - Jakie jest Wasze zdanie? Niewątpliwie białko jest ważne do budowy mięśni. 

4. Kwasy omega-3

Nienasycone kwasy tłuszczowe usprawniają pracę wątroby, która bierze czynny udział w pracy układu pokarmowego. Dobrym ich źródłem są tłuste ryby - np. łosoś, makrela, halibut, rośliny strączkowe i oleje roślinne.







5. Polub zieloną herbatę i kawę - zielona herbata działa moczopędnia, dzięki czemu szybciej pozbędziesz się toksyn. Zawarta w kawie kofeina przyspiesza metabolizm i wpływa na pracę nerek. Jednak należy zachować umiar, zwłaszcza w piciu kawy i uważać by nie wypłukać się z magnezu i żelaza.


6. Pij więcej wody - organizm musi być regualarnie nawadniany, gdy brakuje mu wody, metabolizm zaczyna spadać. Badania dowodzą, że regularnie picie wody podnosi metabolizm nawet o 30%.



7. Przypraw to!
Niektóre z przypraw dodawane do posiłków pobudzają wydzielanie soków trawiennych, wspomagają prcoes trawienia i zwiększają metabolizm. Najskuteczniej działają przyprawy ostre i korzenne - pieprz, chilli, imbir, kurkuma, cynamon. Podobne właściwości mają również chrzan czy musztarda. 


8. Więcej ruchu!
 Każdy kilogram mięśni zużywa ok 100 kcal dziennie. Postaw więc na regularne treningi siłowe. Pobudzisz układ trawienny do działania. Po dobrym treningu siłowym połączonym z cardio spalasz kalorie jeszcze długo po nim.


Ja stawiam na siłówkę i trening cardio, przyprawiam, piję wodę i kawę, zimą wrócę do zielonej, jem często łososia i suplementuję omege-3. Popracować muszę nad regularnością i niezapominaniu o śniadaniu ;)

A Wy jakie macie sposoby na przyspieszenie metabolizmu?


czwartek, 26 września 2013

Trening nóg w greckim Nafplio - 2600 schodów.

Do mojego treningu siłowego - który wciąż jest w fazie eksperymentalnej - dołożyłam we wtorek wykroki z hantlami 2x4kg. Zrobiłam 3 serie po 12 powtórzeń. Moje nogi płoną, moje pośladki palą. Niesamowite - jedno ćwiczenie, a zostawia po sobie taki ślad. Pokochałam wykroki.

Ten ból przypomniał mi jedną z wycieczek w trakcie tegorocznych wakacji.Zdecydowaliśmy się wybrać do pierwszej stolicy Grecji  - Nauplion (Nafplio). Wiedzieliśmy, że jedna z atrakcji będzie dość wymagająca - nie sądziłam, że aż tak bardzo.

Historia

Nauplion z powodu strategicznego położenia w kieszeni Zatoki Argolidzkiej był początkowo - obok Argos - jednym w ważniejszych miast portowych Argolidy. Wepoce klasycznej nastąpił powolny upadek miasta, aż zostało ono opuszczone w II wieku p.n.e.. Do naszych czasów dotrwały starożytne ruiny, widoczne na niewielkim stanowisku archeologicznym w mieście.
W czasach Bizancjum miasto zostało założone ponownie, na tutejszym akropolu wzniesiono twierdzę obronną. We wczesnym średniowieczu Nauplion było często najeżdżany przez krzyżowców. W XIV i XV wieku należał doWenecji, która zbudowała tu obronny zamek Bourtzi na wysepce przy brzegu. Następnie miasto przeszło na własność Turków osmańskich. Między 1686 a 1715 rokiem, podczas drugiej okupacji weneckiej, na wzgórzu sąsiadującym z Akronauplią wzniesiono rozległą twierdzę Palamidi.
Po odzyskaniu przez Grecję niepodległości, Nauplion był w latach 1829 do 1834 pierwszą stolicą nowożytnego państwa greckiego. W 1831 r. został tu zamordowany premier Joanis Kapodistrias.

             Twierdza Palamidi na wzgórzu po lewej stronie. Widok z rejsu statkiem do zamku Bourtzi. 

Tak. Zdecydowaliśmy się wejść na sam szczyt twierdzy - do wejścia do twierdzy do pokonania mieliśmy  1000 schodów. Kolejne 300 zrobiliśmy w trakcie wchodzenia na wyższe partie. Z zejściem pokonaliśmy w 2 godziny 2600 schodów :)


                                                                   W tle zamek Bourtzi.

W środku twierdzy znów były....schody. Myślałam, że wspinaczka nie będzie miała końca. Upał również robił swoje, chciało się pić i schronić przed słońem. Drzewo było jedno :D  - jednak cień przez nie rzucany nie dawał odpowiedniego schronienia. Postanowiliśmy czym prędzej schodzić i coś zjeść.



W trakcie schodzenia poinformowałam tatę, że trzęsą mi się nogi i nie jestem w stanie stać i zbyt szybko schodzić. Tata stwierdził, że to ze strachu, bo zachciało mi się extrymalnych zdjęć. Oj nie, nie - taka strachliwa to ja nie jestem. To ze zmęczenia - czułam drżenie i wzmożone napięcie. Taki stan utrzymywał się jeszcze godzinę po zejściu z twierdzy. Z zakwasami doskonale poradziłam sobie w trakcie pływania wieczorem w morzu.
Po wykrokach czułam się tak samo. Dodatkowo skorzystałam z bieżni :)))) pobiegłam 30 minut, kolano mocno nie dokucza, ale nie chcę go zbytnio forsować, więc jeśli bieg to krótki, spokojny i rzadko. Lubię czuć nogi :)
Przeglądając zdjęcia uświadomiłam sobie, że nie wiele pisałam o wakacjach. Dlatego też od czasu do czasu wrzucę coś słonecznego :) 

środa, 25 września 2013

Challenge Yourself - wyzwanie na październik.

W październiku postanowiłam dołączyć do wyzwania- chociaż jak pewnie zauważyliście rzadko to robię. Zawsze z głową wybieram akcję do których chcę dołączyć. Niektóre mnie nie interesują, do innych się nie nadaję. Październikowe wyzwanie organizowane na blogu How to become perfect! będzie fajnym uzupełnieniem akcji 121 dni.

W październiku będziemy starać się na dobre wyrzucić z naszej diety napoje gazowane, słodkości i słone przekąski. To właśnie z tymi ostatnimi mam największy problem - paluszki z sezamem mogłabym jeść tonami, tłumacząc sobie, że przecież mają dobry sezam, więc nie do końca są takie shitowe ;D

Warto miesięczne wyzwanie przeciągnąć dalej. Może to być dobry czas na obserwację złych nawyków i systematyczne eliminowanie ich.


Macie trudności w zaprzestaniu spożywania wymienionej trójki? Może dołączycie do wyzwania? :)


wtorek, 24 września 2013

Akcja: Psychologia zdrowego stylu życia.

Na naszą samoocenę składają się wszelkie emocje dotyczące obrazu własnego ciała, a także sądy i przekonania na temat samego siebie. Emocje są ogromną siłą, która w naszym codziennym życiu gra pierwsze skrzypce. Choć wielu osobom może wydawać się, że świadomie kontrolują obraz siebie, okazuje się, że samoocena zależy od wielu czynników, którymi niekoniecznie możemy zarządzać. Często nawet nie mamy świadomego wglądu w nasze zachowanie. Samoocena nie zależy także tylko od nas. Wpływ na nią ma także nasze otoczenie - zwłaszcza osoby nam bliskie, bo to ich słowa i zachowanie odczuwamy najsilniej i największe piętno zostawiają one w naszej głowie - chcąc tego czy nie. 


Badania dowiodły, że u kobiet samoocena ma silny związek z wyglądem i postrzeganiem obrazu własnego ciała. I u mnie nie było inaczej. Kiedyś byłam osobą otwartą, duszą towarzystwa, lubiącą wychodzić do ludzi i nawiązywać nowe znajomości. Dobrze czułam się w swoim ciele, cokolwiek bym na siebie nie włożyła wyglądałam dobrze. Mogłam stanąć przed lustrem, uśmiechnąć się do siebie i powiedzieć, że jest na prawdę bardzo dobrze. Nigdy nie rozumiałam, jak można dopuścić do tego, by nie mieścić się w rozmiar 36, góra 38. 

Wszelkie zmiany, które stopniowo wprowadziłam i wciąż wprowadzam w moje życie przyczyniły się do tego, że na nowo odnalazłam siebie. Spojrzałam na siebie łaskawszym okiem. Skoro innym się udało, to czemu mnie ma się nie udać? Podeszłam do tego na spokojnie, emocje odstawiłam na bok. Mało tego, te malutkie zmiany zaczęły mi sprawiać radość, mimo braku spektakularnych efektów. Zaczęłam lubić to co i jak robię. Myślę, że do poprawy myślenia o sobie przyczyniło się także to, że udowodniłam przede wszystkim sobie, że jestem w stanie kontrolować swoje życieJestem w staniewprowadzać zmianymówić nie, jednocześnie popełniając błędy i czegoś się z nich uczyć. Dobrze, że gdzieś po drodze pojawiły się wspierające i szczerze wierzące we mnie osoby.

Zaczęłam lubić się na nowo. Stojąc przed lustrem, zamiast mówić: jestem gruba i mam duży brzuch, mówiłam: mam piękne oczy i ponętne piersi (które teraz zniknęły ... :). Koncentrowałam się na ciele jako całości, patrzyłam na to co chcę zmienić, ale również doceniałam to, co docenić trzeba. Zaczęłam się częściej uśmiechać, widząc, że moja ciężka praca przyczynia się do poprawy nie tylko wyglądu ciała ale i samopoczucia. Nie zrozumcie mnie źle, to czy się lubię czy nie, nie jest uzależnione od tego czy chudnę czy też tyję. 

Stałam się bardziej pewna siebie.
Sport sprawił, że jestem bardziej charakterna.
Zadziorna, Mam problem z odpuszczeniem, z poddaniem się.
Nauczyłam się sama wyznaczać sobie granice, przekraczać je i poszerzać.
Dojrzałam.

Więc myśl pozytywnie! Rób cudowne rzeczy każdego dnia, wprowadzaj się w zachwyt a innych w zdumienie. Pracuj ciężko, ale nie przemęczaj się. Dużo się śmiej, gdy trzeba płacz. Możesz też wrzeszczeć. Bądź z siebie dumna. To nie będzie łatwa droga, ale warta swej ceny.

poniedziałek, 23 września 2013

Placek owsiany na bogato.


Nie jest tajemnicą, że pasję do siłowni i świadomego jedzenia zaszczepił we mnie mój narzeczony, który dołożył wiele od siebie w mojej metamorfozie. Nie tylko pomagał, pokazywał i uczył, ale cierpliwie wysłuchiwał moich stęków i jęków.
To on pokazał i nauczył mnie przygotowywać śniadanie, dzięki któremu zawsze mam energię na cały dzień - i nie są to ciasteczka Belvity :)

Zapraszam na placka owsianego w bogatszej wersji ;) Wersję podstawową znajdziecie tutaj.

płatki owsiane, banan, słonecznik, siemię lniane, sezam, żurawina



Do suchych produktów dodajemy jajka. W wersji dla dwoja - 4 jaja, dla mężczyzny - 3 jaja, dla kobiety 2 jaja ;)


Całość bełtamy i na patelnię ;)


My smażymy placka na patelni do naleśników na niewielkiej ilości oleju.


Placka jemy z ulubionym dżemem ;)
Czemu placek? Placek owsiany jest doskonale zbilansowanym posiłkiem - zawiera węglowodany proste - z banana, suszonej żurawiny i ewentualnie dżemu, węglowodany złożone o niskim IG - płatki owsiane, białko z jaj, tłuszcze z jaj, pestek oraz nasion.

Znacie?Lubicie?Smażycie?

niedziela, 22 września 2013

Trening siłowy - dolne partie ciała.

Dziś druga część postu o moim treningu. Skupię się teraz na dolnej połowie ciała. Ogólne zasady są takie same jak to opisałam w poprzednim poście. Należy pamiętać, że dolna połowa ciała to  nasz atut - nasz, czyli pań:) Siła mięśni nóg, którą my możemy rozwinąć sięga 70 a nawet 80% tego co mogą zbudować panowie. Nie możemy też zapomnieć, uda i pośladki  to duże partie mięśni i szybciej możemy zastosować tam większe obciążenie, ale nie możemy tego robić bez opanowania prawidłowej techniki i dobrej rozgrzewki przed treningiem. 


  7. Prostowanie nóg siedząc - czworogłowe - to duże mięśnie prostujące nogę. Prostowanie nóg należy wykonywać dokładnie, w górnej fazie ruchu na sekunde czy dwie zatrzymać ciężar mocno spinając mięśnie, a następnie wolno opuszczać. Należy pamiętać o progresie ciężaru z treningu na trening w granicach wzrostu siły oczywiście, ale będzie ona rosła szybciej niż w innych partaich. Jeśli o tym zapomnimy mięśnie dość szybko się zaadoptują i nie będą się rozwijać.


  8. Uginanie nóg leżąc - dwugłowe - to grupa mięśni zginająca nogę w stawie kolanowym. Ich trenowanie równolegle z czworogłowymi odpowiednio stabilizuje ten staw, nie mówiąc już o wyglądzie nóg i pupy od tyłu. Pamiętajmy o maksymalnym spinaniu mięśni na szczycie ruchu, co nie oznacza wcale bicie się wałkiem maszyny po pośladkach:P należy również wolno opuszczać ciężar tak, aby napięcie nie przenosiło się na kolana, a cały czas było w mięśniach. Ciężko, ale warto:)


  9. Przywodziciele na ginekologu - maszyna również na duży mięsień przywodzący udo. Zasady treningu jak zawsze, przytrzymać w napięciu, wolno opuszczać ciężar:)

10. Wspięcia na palce stojąc - ćwiczenie na łydeczki, warto robić na lekkim podwyższeniu, by dobrze rozciągać mięśnie. Lepiej robić dużo powtórzeń, jako że łydki są dużo użuwane i bardzo wytrzymałe. 20 - 30 ruchów to optimum, ale UWAGA na piekielne zakwasy po zbyt intensywnum treningu:P


Jest to tylko wstęp do bardziej wyczerpujących treningów na wolnych ciężarach, jednak z racji tego, że są to ćwiczenia ciężkie technicznie i kontuzjogenne, warto w pierwszej kolejności nieco zwiększyć siłę mięśni nóg, a dopiero potem brać się za ciężkie ćwiczenia. Rezultaty na pewno będą lepsze.


sobota, 21 września 2013

Orbitek-orbiter!?

Z powodu kontuzji kolana, bieżnię zamieniłam na orbitek. Początkowo podchodziłam do tej maszyny dość sceptycznie, uważałam, że zbyt dużo na niej nie osiągnę, że się nie zmęczę. Jak bardzo się pomyliłam. W pierwszym dniu w 30 minut zrobiłam 5 kilometrów, ale już trzeciego dnia na siłowni w 34 minut przebiegłam 6 kilometrów, ze średnią prędkością 11km/h.
Kolano nie boli, pot się leje.



Po treningu wyglądam tak:


No to znalazłam sposób, nie wymówkę :))


czwartek, 19 września 2013

O ćwiczeniach na górną partię ciała słów kilka.

Dziś odniosę się do wpisu na temat mojego treningu, ponieważ było tam kilka wątpliwości.

Na początek trochę podstaw. Przede wszystkim musimy wiedzieć, które mięśnie poddajemy treningowi wykonując poszczególne ćwiczenia. To bardzo ważne, bo to że ciężar wędruje w górę i dół wcale nie oznacza, że dajemy solidny wycisk naszym mięśniom:) Skupienie się na mięśniu, który ćwiczymy jest bardzo istotne ze względu na połączenie nerwowo - mięśniowe, które z treningu na trening będzie działało coraz efektywniej (oczywiście przy prawidłowej technice i odpowiednim skupieniu). Mięśnie kurczą się dzięki impulsom nerwowym, które docierają do nich przez tzw. płytkę nerwowo - mięśniową. Im więcej pracujemy, tym mięśnie stają się silniejsze, jednak bardzo ważna jest komponenta nerwowa całego połączenia. Jakość tego połączenia uzyskujemy własnie dużym skupieniem podczas wykonywania ruchu i koncentracją na pracy mięśnia. Pamiętajcie, trzeba czuć ćwiczony mięsień, na początku będzie to trudne, ale z czasem będzie coraz łatwiej. 
Na siłowni obowiązuje taka zasada, jak jest lekko to zapewne nieskutecznie:P      

Poszczególne mięśnie i ćwiczenia na nie podam opierając się na swoim treningu, wraz z jego ewolucją będę uzupełniać informację, żeby było jaśniej:)




 1. Rozpiętki na maszynie - tzw. butterfly, ćwiczymy na niej mięśnie piersiowe, które przywodzą nasze ramiona do tułowia i dokładnie tak wygląda to ćwiczenie. Pamiętajmy o prawidłowym oddychaniu, wdech kiedy opuszczamy ciężar, wydech podczas fazy pozytywnej (kiedy używamy naszej siły).

  2. Przyciąganie drążka wyciągu górnego do klatki nachwytem - to ćwiczenie na mięsień najszerszy grzbietu, to duży mięsień pleców, z grubsza mówiąc jeden koniec przyczepia się do kręgosłupa, a drugi do ramienia. Dlatego tak ważne jest ograniczenie pracy łokci i ogromne skupienie na napinaniu mięśni w trakcie wykonywania ruchu (drążek ściągamy mięśniami pleców a nie bicepsami).

  3. Prostowanie tułowia na ławeczce - to ćwiczenie rozwija prostowniki grzbietu czyli nasze schabiki:P w dolnej części pleców po obu stronach kręgosłupa (w uproszczeniu:), są one bardzo ważne dla zachowania prawidłowej postawy ( razem z mieśniami brzucha). Przed rozpoczęciem ćwiczeń, musimy prawidłowo ustawić ławkę, powinniśmy się opierać górną, przednią powierzchnią ud. Ruch w dół powinien odbywać się wolno wraz z wdechem, a w górę szybciej podczas wydechu. W szczytowym momencie watro choć na chwilę zatrzymać pozycję. 


  4. Wyciskanie sztangielek siedząc - to ćwiczenie rozwija mięśnie naramienne, głównie przednią ich głowę. Musimy zwrócić uwagę na zachowanie prawidłowych krzywizn kręgosłupa i technikę, ponieważ łatwo można nabawić się kontuzji (staw barkowy jest bardzo złożony, co za tym idzie delikatny), nie szalejmy z obciążeniem, barki lubią sporo powtórzeń 12 - 15 będzie ok. Podczas wyciskania robimy wydech i pamiętajmy, nie prostujemy łokci do końca co pozwoli utrzymać napięcie mięśni przez całe ćwiczenie. Ciężar opuszczamy wolno, robiąc wdech. 


  5. Ugninanie ramion ze sztangielkami - to ćwiczenie na biceps, to mały mięsień dlatego na początek 2 serie wystarczą, zależy mi bardziej na jędrności niż rozbudowaniu mięśnia. Ciężar wędruje w górę, a w szczytowym momencie staramy się maksymalnie spiąć mięsień, po czym wolno go opuszczamy żeby tego napięcia całkowicie nie utracić.


  6. Wyciskanie francuskie jednorącz - ćwiczymy tu triceps czyli antagonistę bicepsa. Prostuje on nasze przedramię w odróżnieniu od poprzednika. W tym ćwiczeniu najważniejsze jest nieruchome utrzymywanie ramienia w pionie tak, aby ruch wykonywało tylko przedramię. Opuszczamy ciężar wolno, unikamy przeprostu ramienia w górze, a w szczytowej fazie ruchu spinamy mocno mięsień. 



Nogom poświęcę oddzielny wpis.
Mój trening prawdopodobnie zostanie podzielony na dwa, bo całość wraz z aeorobami zajmuje mi dużo czasu. Mam nadzieję, że z każdym treningiem moja technika będzie coraz lepsza i cały trening będzie przebiegał sprawniej. 

środa, 18 września 2013

Płyn micelarny Tołpa - recenzja.

W chwili gdy przedłużyłam sobie rzęsy, musiałam zdecydować się na płyn miceralny. Pierwszy raz stanęłam przed wyborem micerala i padło na Tołpę.


Usuwa makijaż i zanieczyszczenia. Jest delikatny i ma fizjologiczne pH, dzięki czemu można go używać również do demakijażu oczu. Łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Pozostawia uczucie komfortu (szczególnie po zabiegach dermatologii estetycznej, nadmiernej ekspozycji słonecznej). Jest przeznaczony do stosowania bez użycia wody.

Nie mam porównania, ale muszę przyznać, że miceral spełnia swoje funkcje. Dobrze zmywa maikjaż oczu - przykładam wacik z płynem do dolnych rzęs, trzymam przez krótką chwilę, nie muszę mocno pocierać oka. Dobrze radzi sobie również w demikjażu całej twarzy. Nie wysusza skóry, nie pozostawia uczucia ściągnięcia, łagodzi podrażnienia, zapach jest przyjemny choć intensywny. Ma bardzo poręczną butelkę, przez otworem wylewa się tyle płynu ile chcemy.

Zdecydowanie polecam :)

wtorek, 17 września 2013

Plan treningu siłowego.

Dobry wieczór :)

Obiecałam moją rozpiskę treningu siłowego, więc ją wrzucam.

- Rozgrzewka 10 minut
- Trening siłowy:
  1. Rozpiętki na maszynie
  2. Przyciąganie drążka wyciągu górnego do klatki nachwytem
  3. Prostowanie tułowia na ławeczce
  4. Wyciskanie sztangielek siedząc
  5. Ugninanie ramion ze sztangielkami - naprzemiennie
  6. Wyciskanie francuskie jednorącz
  7. Prostowanie nóg siedząc - czworogłowe
  8. Uginanie nóg leżąc - dwugłowe
  9. Przywodziciele na ginekologu
10. Wspięcia na palce stojąc
11. Wznosy nóg
12. Spięcia
- Aeroby - 40 minut / orbiter - może bieżnia <szatan>

Zrezygnowałam z odwodzicieli na ginekologu, ale niestety w trakcie wykonywania ćwiczenia odczuwam ból i dużą niestabilność w kolanie.

Będę wykonywać trzy serie, po minimum 10 powtórzeń, z ciężarem takim aby móc poprawnie technicznie wykonać powtórzenia, ale nie do maksymalnego zmęczenia, tak żeby czuć zapas 2-3 powtórzeń.

Dzisiaj choć był wolny dzień zrobiłam dodatkowo kilka serii spięć. Na siłowni mi nie idą, nie ma ławki z podporą dla nóg i po tak długiej przerwie było mi ciężko trzymać nogi w powietrzu, moje mięśnie brzucha są dramatyczne :D



To jedno z moich ulubionych ćwiczeń z fit ball, w sobotę pokażę Wam więcej :)
A jutro wyjaśnię czemu wybrałam taki trening a nie inny :)

A Wy ćwiczycie siłowo? Pewnie na znacznie wyższym poziomie :)

poniedziałek, 16 września 2013

Kama wraca na pakiernie:D

16 września jest dniem kiedy po długiej przerwie wróciłam na siłownię. Karnet wykupiłam na miesiąc i planuję chodzić cztery razy w tygodniu. Przez dwa tygodnie toważyszy mi mój narzeczony, a później będę chodzić już tylko z przyjaciółką.
Pierwszy dzień - wiadomo jak to jest - zaklimatyzowanie się, rozeznanie w rozmieszczeniu, poznanie dostępnego sprzętu. Jest dużo maszyn, ale brakuje mi kilku rzeczy, które mogły by być przydatne kobietom. Nie ma np. piłek, na których fajnie się robi spięcia i ćwiczenia na grzbiet. Mam wrażenie, że siłka jest raczej dostosowana pod panów, ale to nic, na pewno się odnajdę :)

Dzisiaj na spokojnie:
15 minut rower spinningowy
40 minut trening siłowy:
- 3x15/10 kg czworogłowe
- 3x15/10 kg dwugłowe
- 3x15/20 kg odwodziciele
- 3x15/20 kg przywodziciele
- 3x15/10 kg rozpiętki
- wznosy nóg 3x7
- spięcia 3x15
30 minut bieganie na orbiterku - średnio dawało mi to fun'u, ale się zmęczyłam.

Jak widać, pokatowałam troszkę nogi, chcę by kolejne treningi miały formę FBW. Aczkolwiek tak jak mówię, w akcji 121 dni moim priorytetem są nogi, pośladki i brzuch.

Jest fajnie :)


niedziela, 15 września 2013

O tym jak dynia sprawiła, że dojrzałam. Zapraszam na jesienny krem z dyni :)

Wczoraj doszłam do wniosku, że to gotowania jak do wielu spraw w życiu trzeba dojrzeć. To niezwykłe, ale dojrzałam do gotowania zup. Zupa zawsze mi się kojarzyła z babcią, albo z mamą. A co za tym idzie z gotowaniem dla kogoś - dla rodziny, dla dziecka. Nie chciałam gotować zup, bo uważałam to za stratę czasu. Dynia dokonała we mnie metamorfozy, sprawiła, że zaczęłam poważnie myśleć o pewnych aspektach, które mają się wydarzyć w przyszłości. W trakcie krojenia i wydłubywania pestek z miąższu dyni wyobrażałam sobie siebie za 3 może 5 lat. Nie stałam sama w kuchni, przy stoliku siedziała mała istotka i radośnie grzebała w dyni, wesoło pokrzykując, za każdym razem gdy znalazła pestkę. I się popłakałam :) Nie wiem czy nie za wcześnie o tym mówić i czy to nie głupie, ale dynia obudziła we mnie instynkt macierzyński. Omatko, podobno jesień to okres w którym pojawia się najwięcej ciężarówek :)


Zapraszam na krem z dyni i pieczonych warzyw  :)

Składniki:
- kilogram dyni
- 5 pomidorów
- 1 cebula
- 1 ząbek czosnku
- 500 ml bulionu ( ja użyłam warzywno-drobiowego)
- 2 łyżki oliwy z oliwek
- 60 ml mleczka kokosowego
- 1/2 łyżeczki ostrej papryki
- 1/2 łyżeczki kurkumy
- kawałek startego imbiru
- pestki dyni
- sól, pieprz do smaku

Przygotowanie:

1. Pozbywamy się miąższu i pestek z dyni, następnie ją kroimy i obieramy ze skórki; pomidory myjemy o kroimy poziomo na pół; cebulę kroimy na pół - zostawiamy ją w łupince; Dynię i pomidory - rozcięciem do góry, cebulę i czosnek wykkładamy na blachę i wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 170 stopni na 70 minut.



Na dowód, że dynia była doskonale mięciutka...


2. Po wyjęciu z piekarnika dynię kroimy na mniejsze części, cebulę i czosnek obieramy, obieramy również pomidora, pozbywamy się pestek (zachować sok) - warto obierać pomidory nad miseczką, bo są mięciutkie i soku będzie na prawdę dużo.
3. Warzywa włożyć do pojemnika z blenderem, dodać bulion, oliwę, mleczko kokosowe, przyprawy i dokładnie zmiksować.
4. Całość przerzucamy do garnka i podrzgewamy do momentu zagotowania. Dodajemy starty imbir.
5. Dekorujemy, podajemy i ze smakiem zjadamy.



Mój debiut. Uważam, że udany :)

sobota, 14 września 2013

Moje sposoby na jesień :)

Nie oszukujmy się. Jesień już nie tylko puka do drzwi, ale beszczelnie przepycha się ramionami. A co za tym idzie? Nostalgia. Chandra. Zaduma. Lenistwo :) Jak się nie dać, jak nie zwariować, jak zachować energię? Podzielę się z Wami moimi sposobami.

1. Długie jesienne spacery. Dla zachowania aktywności fizycznej na świeżym powietrzu. Biegać nie mogę, to chociaż sobie spaceruję. Sama. Z psem. Z narzeczonym. Po coś i bez celu. Gdy pada i gdy świeci słońce.


2. Stawiam na kolor. Jesienią nie zmieniam gamy kolorostystycznej lakierów. Stawiam na wszelkie odcienie czerwieni, fioletu, różu, ale nie odrzucam głębokich granatów i spokojonych beżów :)


3. Jem cytrusy - zwłaszcza grejpfruty. Nie dość, że są wskazane w codziennej diecie, podobno sprzyjają redukcji cellulitu, to także są orzeźwiające, soczyste i dodają energii. Sezon na nie rozpocznie się niebawem - trzeba korzystać ;)



4. Gotuję. Latem bardzo rzadko można mnie spotkać w kuchni, a to z powodu panujących temperatur. Po prostu nie chce mi się stać przy kuchence, nie mam na to ochoty. Co innego jesienią i zimą. W tym okresie kręcenie po kuchni sprawia mi ogromną radość. I eksperymentuję :)


5. Nie rezygnuję z ćwiczeń w domu. Dla zachowania sprawności i energii. Choć mój repertuar ćwiczeń jest delikatnie mówiąc ograniczony - nie mogę skakać i muszę oszczędzać kolano. Całe szczęście, że dzięki firmie ortopedyczne24 mam możliwość testowania fitball. Jak tylko będę w stanie wykonać pełne zgięcie w kolanie wskakuję na piłeczkę :)

6. Palę woski i świece. Kolejna rzecz, która wraca po przerwie wakacyjnej. Jest jeszcze dużo wosków do spróbowania, więc to będzie pachnąca jesień :)


7. Tworzę. W chwili obecnej zaczęłam wykonywać dekorację na Święta Bożego Narodzenia - nie, wcale nie jest jeszcze dużo czasu :) Mam mnóstwo pomysłow i inspiracji. Zaczęłam już robić odlewy z gipsu. Przy ręcznych robótkach czas leci bardzo szybko, sprawiają dużo radośći i przyjemności. Są czasochłonne i pracochłonne.


8. Piję gorące napoje - herbatę z cytryną, herbatę zielonę, białą, czerwoną. I kakao. Uwielbiam kakao. Jest to mój smak dzieciństwa. Zawsze przygotowywała je dla mnie moja mama, gdy wracałam do domu z czerwonym, zmarźniętym nosem, niejednokrotnie wściekła i zmęczona. Kakao uspokajało.

9. Gdy dopada mnie nicmisięniechcizm przeglądam zdjęcia z wakacji, tak dla przypomnienia, że już przecież niedługo znów będzie lato :)


10. Oddaję się różnym urodowym przyjemnościom. Czy to domowe SPA, nowa maseczka na twarz, długa, ciepła kąpiel w wannie.

11. Czytam i oglądam ulubione seriale. Pod kocykiem, jest ciepełko, jest fajniutko :)

12. Wędruję po lesie, zbieram grzyby,a potem? A potem je pożeram :)




Ej no, nie taka jesień straszna, co?

A jakie są Wasze sposoby na jesień?

Pan Łosoś i Pani Rukola.

W tym tygodniu bardzo często jadłam rybę,aż cud, że nie pokryłam się łuskami :) W piątek zajadałam się sushi z wędzonym łososiem, w sobotę u przyjaciół spróbowałam pierwszy raz suma w galarecie - genialna ryba. Bardzo delikatna, miękka, rozpływająca się w ustach. W sobotę objadłam się również sałatką z krewetkami - którą koniecznie muszę odtworzyć. Justyna zainspirowała mnie wieloma przystawkami, które świetnie spisują się na domówkach, jak i w trakcie śniadań typu szwedzki stół.
W poniedziałek za namową mamy zrobiłam sałatkę z tuńczyka, którą powtórzyłam w środę. We wtorek zostałam poczęstowana domowym paprykarzem z łososia. W piątek na kolację również zjadłam rybę - znów łososia.

Nie wiem skąd ta dzika ochota na ryby :)


Jeśli chodzi o łososia to często eksperymentuję zmieniając temperaturę, czas pieczenia, ale także składniki, przyprawy, dodatki.

O łososiu pisałam tutaj i tutaj.

Wczorajszego łososia przyprawiłam kolorowym czosnkie, solą ziołową i świeżo mielonym kolorowym pieprzem. Wieerzch obsypałam płatkami migdałów. Całość piekłam w piekarniku z termoobiegiem, pod folią aluminiową, w 200 stopniach przez 30 minut. Po wyjęciu ryby skropiłam ją sokiem cytrynowym LiMMi.

Do ryby uwielbiam sałatkę z rukolą, pomidorem, czosnkiem, słonecznikiem, skropioną oliwą z oliwek i kremem balsamicznym.



Ta sałatka chyba nigdy mi się nie znudzi :)

A Wy co najczęściej robicie z łososia?