poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Odpoczynek.

Moja przerwa w blogowaniu spowodowana jest....urlopem :) Od wszystkich ziemskich spraw :)
Dużo spaceruję, dużo pływam i dużo się śmieję :)

Piję mniej kawy, za to w ładnym kubku :) Dużo czytam i się uczę.

Podróżuję. Smakuję. I nawet troszkę tworzę.

Cieszę się. Odpoczywam. I niedługo do Was wracam.

;)




środa, 24 kwietnia 2013

Dlaczego biegam?

Bo kocham. Bo mogę. Ale to za mało. Więc dlaczego?

Bieganie sprawia, że wpadam w zupełnie inny stan - fizyczny i mentalny. Odkrywam nową siebie.

Bieganie stało się moim stylem życia, gdzieś na stałe w moje życie wpisane. To sposób na siebie. Aktywność w trakcie której moja kreatywność wznosi się na wyżyny swoich możliwości i tworzę. Do głowy przychodzą mi różne pomysły, rozwiązania, marzę, planuję, a potem się wyłączam....przechodzę na wyższy poziom.

Bieganie kształtuje mój charakter, sprawia, że mogę mierzyć się z samą sobą, bo nic nie daje mi większej przyjemnościa jak rywalizacja z własnymi słabościami. A myśl, że wyjdę z tej walki zwycięsko sprawia, że dostaję skrzydeł. Nie potrzebuję RedBulla. Skrzydła wyrastają jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki.

Sprawia, że jestem silniejsza. Że mogę wszystko. Że ja decyduję. Sprawia, że czuję się wolna, niezależna. Sprawia, że muszę, że mogę, że potrzebuję.

Bieganie jest moją terapią. Złe emocje ulatują z każdym krokiem. Patrzę na historie z innego punktu widzenia. Pozwala mi się wyżyć, dać upust złej energii.

Kocham gdy cierpię, bo mam zły dzień treningowy. Czuję satysfakcję, gdy dobiegam do końca, gdy daję radę. Po każdym biegu przepełnia mnie szczęście i choć nie należę do armii go go endorfinki, to jednak lubię ten stan.

Przyjemny ból w nogach, który sprawia, że wiesz,że żyjesz.

Kocham biegać, bo dzięki wielkiej pasji pokonałam swoje ciało. Oszukuję lekarzy, zdejmuję psychiczną barierę. Przestaję generalizować i zniekształcać swoje myśli, nie stosuje samospełniającego się proroctwa, więc w tym wszystkich dążę do samorozwoju. Mądrze, wsłuchując się w swoje ciało, spokojnie dawkując sobie wysiłek.

Każdego dnia dziękuję. Dziękuję za to, że mogę.


wtorek, 23 kwietnia 2013

Igrzyska śmierci - trylogia - wrażenia.

Wszystko co pisaliście o trylogii to prawda. Książki wciągają od pierwszych słów. Historia jest na tyle interesująca, że nie sposób przerwać lektury. Nie rzadko skutkowało to zarwaną nocą, niewyspaniem i wyglądem zombie dnia następnego.

UWAGA SPOJLERY!


Długo zastanawiałam się nad sposobem przelania moich wrażeń. Czy zrobić to w jednym wpisie, czy spojrzeć na Igrzyska jako całość, czy jak na każdą część oddzielnie. Prawdą jest, że jedynka i dwójka mnie zachwyciły. Sam pomysł na fabułę zaczerpnięty z czasów starożytnego Rzymu, gdzie liczyły się chleb, igrzyska i dobra zabawa - jak najbardziej trafiony. W starożytności ludzie żyli zupełnie inaczej niż my. Chodzili w togach, gardzili łączonością a ich hobby z obowiązku była walka - niemal o wszystko. O ciepły posiłek, o miłość kobiety, o teryterium. Do tego wszystkiego doszło zabijanie dla zabawy, ku uciesze ludu. Zadaniem gladiaorów było dokładne przygotowanie się do zawodów na arenie, ćwiczyli wszystko niezbędne do walki. Zasada była prosta : wygrywa jeden, najlepszy - którego wielbić będzie cały Rzym. Czasami wygrywała para przyjaciół, jednak prędzej czy później, dla wzrostu dramaturgii, władza upominała się o swoje - jeden musiał wykończyć drugiego. Jak widać inspiracja tamtejszymi czasami jest dość mocna, ale to nie szkodzi. Akcja doskonale obsadzona w przyszłości, gdzie na arenie nie biegają tylko lwy i przeciwnicy, ale znadjuje się cały arsenał, doskonale obmyślonych, śmiercionośnych pułapek.

Rzadko kiedy lubię kobiece bohaterki powieści. Głównie irytują mnie swoją głupotą. Autorzy coraz częściej kreują obraz kobiety słabej, niewinnej, naiwnej, przeciętnej a jednocześnie totalnie odlotowej, zdolnej do łamania najbardziej niedostępnych serc. Bajka. Mnie to nie przekonuje. Być może dlatego, że lubię kobiety z chraktem, z silnie zarysowaną osobowością, mające ciemną stronę, silne, odważne, niezależne, zadziorne, z jednoczesnym ogromnym pokładem niewymuszonej wrażliwości. Taka właśnie jest Katniss (czy też Johanna). Katniss podbiła moje serce. Była dla mnie postacią wiarygodną - miała coś w sobie z królowej Elżbiety I. W trzeciej części trochę mnie irytowała, ale myślę, że to takie subiektywne uczucie pokieorwane tym, że Kosogłosa uważam za najsłabszą z części. Czemu?

Jeśli już jesteśmy przy bohaterach trylogii - pokochałam Finnicka, pokochałam Cinnę, Joahnę i Peetę. Dwójka z nich została zabita ( co to w ogóle za fatalny pomysł z ciężarną Annie?!) Do samego końca miałam głęboką nadzieję, że Cinna przetrzymywany jest w lochach czy coś - to byłby element zaskoczenia. Niestety nic takiego się nie stało. Autorka zabiła niemal wszystkie ważne dla Katniss osoby - wspomniany Finnick, Cinna, Boogs, Prim - co uważam za totalnie nieporozumienie - nie wiem co tym chciała osiągnąć. Trohę to dziwne - najpierw rozwodzi się nad ogromem przyjaźni, sympartii, daje nam jasno do zrozumienia kto dla Katniss jest ważny, a kto obojęnty i morduje tych pierwszych. Jasne, nie można było oczekiwać hepi endingu, no ale zakończenie to totalna tragedia.

Co jeszcze nie podobało mi się w 3? W dwóch pierwszych częściach akcja rozgrywa się bardzo szybko - choć w jedyncje była do przewidzenia, to w dwójce doskonale według mnie sprzwdził się element zaskoczenia - cała ta zegarowa arena, rodzaje pułapek - mistrzostwo. Prawdopodobnie film będzie dużo bardziej atrakcyjny pod względem krajobrazów. Natomiast w trójce miałam wrażenie, że wszystko się niemiłosiernie ciągnie - dopiero wyprawa na Kapitol wniosła jakiś powiew świeżości i okazała się trzymać w napięciu.
Szaleństwo Peety - ciekawy pomysł, szkoda tylko, że tak mało było go w trójce. Naciągane wątki z morfaliną - co i raz powtarzałam sobie w myślach seriosly!? Co fajnie? Miłość gdzieś w tle, jako dodatek, nie dominuje. W książkach chodzi o coś zupełnie innego.

Podsumowując jestem oczarowana trylogią, gdzieś ciągle siedzi mi ona w głowie. Idealna dla czytelnika w każdym wieku. Cieszę się, że po nią sięgnęłam i żałuję, że to już koniec.
Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na ekranizację Pierścienia w ogniu.


poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Magnez zakupiony - walczymy z powieką i uzależnieniem od kawy. Plan na ten tydzień.

To już pewne - wiosna rozgościła się u nas na dobre. Cudownie! Jeszcze tylko ten tydzień i upragniona majówka, w pełni zasłużony odpoczynek - 9 dniowy! :) Może jakieś wyzwanie? Aktywna majówka? Dystans do pzebiegnięcia? Ilość kalorii do spalenia?
Na ten tydzień zaplanowałam sobie 3 treningi biegowe:
1. Moja stała trasa biegowa licząca ok. 6 kilometrów
2. Bieg na 10 km.
3. Bieg spokojnym tempem, do znudzenia ;)
Dodatkowo zrobię jeden trening siłowy B - z dużym naciskiem na nogi, pośladki i brzuch.

Jeśli chodzi o moją drgającą powiekę, to rozhulała się na dobre, ale mam nadzieję, że to tylko kwestia czasu. Do witamin dorzuciłam suplement z magnezem i witaminą B6.


Mam nadzieję, że regularne branie suplementu pomoże mi i po miesiacu stosowania zauważę poprawę swojego zdrowia.
Ilość kaw ograniczyłam do dwóch dziennie - idzie mi całkiem dobrze, jestem dzielna i się nie daję :)


Zauważyłam, że znów mam fazę na cukinię - to takie fajne warzywo, chyba czas przygotować na jego temat oddzielny wpis ;)

Kurczaka jem bez skóry ;)

Odpoczywam, piszę recenzję książek i ruszam na trening. A Ty jakie masz plany na poniedziałkowy wieczór? :)

sobota, 20 kwietnia 2013

Magnez - jego rola w diecie. Skutki niedoboru.

Magnez jest jednym z podstawowych makroelementów w diecie człowieka, zaliczany jest również do jednego z bardziej pospolitych pierwiastków. W ludzkim organiżmie znajduje się we wszystkich komórkach, pełni wiele ważnych funkcji, stąd nic dziwnego, że zalicza się go do jednego z najcenniejszych pierwiastków w ludzkim organiźmie.
U dorosłego człowieka o masie ciała 70 kilogramów zawartość magnezu w ustroju wynosi 1000 mmol. Dobowe zapotrzebowanie wynosi 0.15 - 0.2 mmol.kg mc. Dzienna dawka dla kobiet - 430 mg, dla mężczyzn - 320 mg. Najważniejszym narządem regulującym gospodarkę magnezową są nerki. Kationy magnezu są katalizatorami enzymów glikolitycznych, enzymów szlaku oddechowego i syntezy kwasów nukleinowych, ponadto uczestniczą w skurczu kardiomiocytów oraz w stabilizacji płytek krwi. Co to wsyzstko oznacza?



                                                         Funkcja i wpływ niedoboru                                                                 

1.Magnez uczestniczy w przekazywaniu impulsów nerwowych, współdziała w funkcjonowaniu tkanki mięśniowej i nerwowej. Objawy niedoboru w tej strefie funkcjonowania to: drgania jednej z powiek, uczucie drętwienia, mrowienia w kończynach, bolesne skurcze łydek.

2. Magnez korzystnie wpływa na układ nerwowy. Objawy niedoboru: problemy z koncentracją i pamięcią, nadmierne rozdrażnienie i poirytowanie, drażliwość, nerwowość, dezorientacja, nadpobudliwość, drgawki

3. Magnez pomaga w zachowaniu prawidłowej kondycji psychicznej. Objawy niedoboru: stany lękowe i depresyjne, zaburzenia rytmu snu i czuwania, bóle głowy, zawroty, czasami nudności, ataki duszności.

4. Magnez wpływa na pracę serca. Objawy niedoboru : zaburzenia rytmu serca (migotanie przedsinków, migotanie komór, bóle w okolicy serca.

5. Magnez jest niezbędny do prawidłowego metabolizmu witaminy C oraz aktywizuje witaminę B1. Objawy niedoboru: wypadanie włosów, łamliwość paznokci, próchnica.

6.  Magnez wspomaga układ odpornościowy. Niedobór: osłabienie odporności organizmu.

7. Niedobór magnezu wpływa również na zaburzenia miesiączkowania u kobiet, nasilna dolegliwości bólowei czas trwania krwawienia

8. Magnez zapobiega zakwaszeniu organizmu i pomaga utrzymać dobrą wydolność fizyczną.

9. Obok wapnia i fosforu magnez wzmacnie ukłąd kostny.

10. Magnez odgrywa ważną rolę w przemianie węglowodanów, tłuszczy i białek.

                            Co wpływa na brak lub niedobór magnezu w ludzkim organiźmie?                                

- picie dużej ilości kawy - głównie ze względu na jej działanie moczopędne 
- nadużywanie alkoholu
- stres
- antykoncepcja hormonalna
- podjęcie bardzo dużego wysiłku fizycznego
- intensywne odchudzanie się
- niewydolność nerek
- ostre zapalenie trzustki
- inne choroby

Wszystko to co podkreślone kreską dotyczy mojej osoby. Pierwszym niepokojącym sygnałem, że coś się dziwnego dzieje w moim organiźmie była drgająca prawa powieka, uczucie kołatania i bóle w okolicach serca, mroczki przed oczami, problemy z koncentracją, nerwowość, drażliwość, stany lękowe, depresyjne, zaburzenia rytmu snu, nadmierna męczliwość, bóle głowy - czyli głównie objawy neurologiczne. Objawy utrzymywały się dwie doby, wzięłam magnez w tabletce. Ograniczyłam picie kawy, staram się mniej denerwować, jednak po odstawieniu zewnętrznych źródeł magnezu w postaci suplementu, lekkie drgania powieki powróciły.

Zauważasz u siebie niepokojące sygnały? Co robić?

- Jedz produkty bogate w magnez - kakao, kaszę gryczaną, gorzką czekoladę, produkty zawierajace mąkę pełnoziarnistą (ryż, makaron), ryby. Jednak z produktów spożywczych dostarczamy bardzo mało magnezu, więc dobrze byłoby zdecydować się na dodatkową suplementację. Warto sięgnąć po produkt wzbogacony o witaminę B6, która ułatwia wchłanianie magnezu.

źródło, wiedza własna. 
Miałyście kiedyś problemy z niedoborem jakiegoś z makroskładników?

piątek, 19 kwietnia 2013

Czas ucieka.

Jest piątek. Jestem zmęczona. Jestem zmęczona, ale szczęśliwa. Siedzę w pociągu. Ledwie otwieram oczy, w stan czuwania wprawia mnie co i raz dzwoniący telefon - tak wiele spraw, tak wiele obowiązków a czasu tak mało. Chciałoby się dobrze ugotować i zjeść, pójść pobiegać, pouczyć się, poczytać, popracować, obejrzeć dobry film, zadbać o urodę. I chciałoby się odpocząć. W ten weekend mam zamiar skubnąć wszystkiego po troszku, plus wywiązać się z zaległych zobowiązań. Ostatnio mam wrażenie, że działam jak maszyna. Potrzebuję przeglądu i konserwacji - zdecydowanie.

Strasznie dużo dorosłego życia ostatnio u mnie. Pamiętam, że gdy byłam mała z wielką radością wkładałam mamy szpilki, podkradałam cienie do powiek, szminką malowałam policzki a na szyję wkładałam praprababciny szal z lisa - ryjek  trochę przerażał, ale przecież byłam taka dzielna! Chciałam być dorosła. Ładnie się stroić, czesać, malować, pić legalnie szampana, wracać do domu nad ranem. Dorosłość - to było coś o czym marzyłam, czego pragnęłam. Dorosłość jest przereklamowana. Wyssysa z człowieka energię, serio chciałabym mieć znów 18 lat - wehikuł czasu - to byłby cud. Mam wrażenie, że zupełnie inaczej zaplanowałabym sobie życie. Będać w tym miejscu w którym jestem dzisiaj, myślę jak będzie wyglądać moje życie za 5 lat. Szkicuję plan w głowie, tworzę nową listę marzeń. Oby się spełniły.

A Ty, czy czasem czujesz, że idzie nie tak jak powinno? Co wtedy robisz? Planujesz?Marzysz? Jak będzie wyglądało Twoje życie? Za 3 lata, za 5 lat....jutro?


poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Trening biegowy z poprawą wyniku.

W końcu można napisać, że mamy piękną pogodę, która sprzyja aktywności na świeżym powietrzu.
Jest to dobry czas nie tylko na bieganie, ale i na rower czy rolki.
Ja dzisiaj pobiegłam. Pobiegłam przed siebie. Pobiegłam by odpocząć, by poczuć się silną, by poczuć się wolną.
To był dobry bieg, płynny, lekki, męczący i z rekordem ;)

Bieg z któregoś tam dnia, kiedy pobiegłam 5 kilometrów w 30 minut.


Bieg dzisiejszy


Udało mi się pobiec 5 kilometrów w 29.30' 
30 sekund - zawsze coś ;)








Jutro dzień przerwy. W planach spokojny spacer, a w środę dla odmiany bieg spokojny, ale długi :)







niedziela, 14 kwietnia 2013

Jak to jest z bieganiem na czczo? - wyczerpujący wpis.

Po ostatnim wpisie dotyczącym wpływu biegania na odchudzanie dostałam od Was wiele pytań. Często padało pytanie czy można biegać na czczo?

Temat jest delikatnie mówiąc kontrowersyjny. 
Zwolennicy takiej formy treningu powołują się na fizjologiczny brak glikogenu w wątrobie i mięśniach po nocnym odpoczynku - faktycznie bez glikogenu zaczynamy szybciej pozyskiwać energię z tłuszczu, ale błędem jest postrzeganie złożonych procesów metabolicznych w tak prosty sposób.

Pomocne będzie tu wyobrażenie sobie organizmu i jego metabolizmu jako zmyślnego stworzenia jakim w gruncie rzeczy jest :) Ewolucja zaprogramowała nas tak, abyśmy zawsze nawet w najtrudniejszych warunkach mogli przetrwać - trening to własnie takie warunki a organizmowi nie podoba się pozbywanie zgromadzonych ciężko zapasów. Bieganie rano, bez posiłku jeszcze bardziej podnosi mu poprzeczkę. Bez początkowej osłony glikogenu szybciej zaczniemy tracić tłuszcz, ale i szybciej też organizm uruchomi najgłębsze rezerwy a mianowicie mięśnie - dlatego jeśli już chcemy biegać na czczo nie róbmy tego zbyt długo (ok. 30 min). 

Drugą sprawą jest to z jakim zapasem energii udajemy się spać. Jeśli np. kolacje jemy ok. godz. 18 i dodatkowo zawiera ona znikome ilości węglowodanów to bieganie ok. godz. 6 na czczo wystawia nasz organizm na bardzo ciężką próbę. I tutaj wychodzi jego "inteligencja" :) zamiast tracić kalorie, cały metabolizm zostanie postawiony w stan gotowości i zaalarmowany o ciężkich czasach oraz konieczności gromadzenia każdej kalorii w celu podołania tak ogromnemu wysiłkowi (12 godzin bez posiłku, oraz poranny trening na znikomej bądź żadnej rezerwie energetycznej). Jednak metabolizm to nie biegła księgowa i nie wyprowadzi naszej "firmy" na przysłowiowe "zero", ale odłoży spory zapas w tłuszcz (kosztem budowy mięśni czy nawet odporności - skłonność do łapania infekcji u osób przemęczonych), ponieważ jak już wspominałam zawsze przygotowuje nas na najgorsze. Jeżeli jednak dalej chcemy biegać na czczo pamiętajmy, żeby jak najszybciej po treningu zjeść porządny posiłek, składający się z węglowodanów o niskim oraz wysokim IG, białek oraz niewielkiej ilości tłuszczów. Powtarzając taki schemat zapewnimy organizm o dostępności energii zawsze kiedy jest ona potrzebna i uchronimy siebie przed gromadzeniem tkanki tłuszczowej w ciągu dnia - musimy jednak być w tym konsekwentni (oczywiście nie jest to dogmat i każdy może zareagować inaczej). Oczywiście istnieje również kilka suplementów, które w jakimś stopniu mogą uchronić nas przed katabolizmem przy treningu na czczo, jak choćby kreatyna czy aminokwasy BCAA. Warto rozważyć ich stosowanie jeśli preferujemy taką porę treningu, ale to już temat na osobną dyskusję.

Biegając na czczo możemy również doświadczyć nieprzyjemnych objawów hipoglikemii - zawroty głowy, dreszcze, zlewne poty, mroczki przed oczami, nudności oraz oczywiście nieprzyjemnego uczucia głodu, jednak są to kwestie bardzo indywidualne.

źródło

W podsumowaniu chciałam przypomnieć, że bardzo się między sobą różnimy i nie ma jednej odpowiedzi kiedy lepiej biegać. Najważniejsze jak się wtedy czujemy, ale jeśli decydujemy się na opcję bez posiłku musimy pamiętać o tych kilku zasadach, o których wyżej wspomniałam. W końcu robimy to dla zdrowia:)

Jeśli coś jest dla Was niejasne, śmiało pytajcie, postaram się w miarę możliwości odpowiedzieć na każde pytanie.


sobota, 13 kwietnia 2013

Bieganie a odchudzanie - część pierwsza.

Niemal każdy kto zaczyna swoją przygodę z odchudzaniem i wybiera trening biegowy zastanawia się jak biegać żeby schudnąć. Biegać długo i wolno czy krótko ale intensywnie? Czy tempo biegu ma znaczenie? Po jakim czasie zaczynamy spalać tłuszcz? Lepsze interwały czy jednostajne tempo biegu?  Czy bieganie w ogóle ma sens? 

Osoba, która dopiero zaczyna swoją przygodę z bieganiem nie powinna nastawiać się na przebycie kilkudziesięciu kilometrów tygodniowo. Bez ściemy - jest to niemożliwe. Oczywiście możemy się zaprzeć i jednego dnia potruchtać czy pobiec kilkadziesiąt minut - robiąc kilkanaście przerw w trakcie biegu, wrócić do domu z językiem na wierzchu i paść w przedpokoju. Następnego dnia nie będziesz w stanie wstać z łóżka, każdy krok będzie sprawiał Ci okropny ból, a w czasie przesilenia wiosennego jest duże prawdopodobieństwo, że za kilka dni wylądujesz w łóżku z termometrem pod pachą. Jedną z myśli która pojawi się w Twojej głowie, będzie myśl, że już nigdy więcej nie będziesz biegać. Running sucks? Nie jeśli biegasz mądrze. Musisz stopniowo przyzwyczajać swój organizm do czegoś nowego. Nawet jeśli będziesz musiał zacząć od kilku treningów marszowych - uwierz mi ,że już wtedy poczujesz jak wiele wysiłku Cię to kosztuje. Każdy zaczynał od podstaw, wyrobienie kondycji i zwiększanie ciągłości biegu to tylko kwestia czasu. W bieganiu fajne jest to, że bardzo szybko zacznie zauważać progres.

źródło

Udowodniono  że tłuszcz najlepiej spalany jest w okolicach 70-75% naszego maksymalnego tętna, kiedy nasz organizm nie pracuje bardzo intensywnie. Osoby początkujące nie muszą bawić się w mierzenie tętna, jest to zupełnie niepotrzebne  Jeśli biegasz już jakiś czas i  chcesz dokładnie wiedzieć, czy mieścisz się w granicy strefy fat burn możesz biegać z pulsometrem. O pulsometrze pisałam tutaj, zachęcam jeśli  interesuje Cię kupno takiego gadżetu. Jednak jeśli nie chcesz inwestować w tego rodzaju sprzęt wskazówką niech dla Ciebie będzie to, żeby biegać spokojnym tempem konwersacyjnym - czyli takim w którym możesz swobodnie prowadzić rozmowę. 

Jakie jest moje zdanie? Ja mimo iż kupiłam pulsometr, nie biegam w strefie fat burn. Bardziej skupiam się na długości biegu niż na tempie. Jasne jest, że im biegam szybciej tym bardziej się męczę i czas trwania biegu się skraca. Jednak mozolne tempo biegu strasznie mnie nudzi i gdyby tak miały wyglądać moje treningi biegowe, pewnie nie czerpałabym z nich tak wiele radości.

Gdy zaczynamy trening biegowy tłuszcz zaczyna być spalany natychmiast, jednak w bardzo małej ilości, gdyż stanowi to zaledwie 20%. Resztę energii organizm czerpie z glukozy. Im dłuższy trening wartości te zaczynają się odwracać. Dlatego im dłuższy wysiłek tym spalamy więcej tłuszczu. Jaki jest optymalny czas biegania? Z tego co możemy przeczytać w sieci 30 minut to minimum. 

Tak jak wspomniałam z bieganiem jest tak, że bardzo szybko poprawia się nasza kondycja. Niemalże z tygodnia na tydzień jesteśmy w stanie zaobserwować wzrost formy. Nasze treningi stają się łatwiejsze, mniej się męczymy, jesteśmy w stanie biegać dłużej i dalej. Jednak ta adaptacja jest dobra z punktu widzenia biegacza profesjonalisty, który startuje w wyścigach, maratonach, który pracuje nad szybkością. Dla osoby która chce się odchudzić stanowi to duży problem, gdyż proces zrzucania kilogramów ulega drastycznemu zahamowaniu.

                                                             Jak się przed tym bronić?                                                                        

1. Bądź systematyczny w treningach.
2. Nie rób planu zbyt obfitego w ilość treningów, dokładaj ich ilość z czasem.
3. Przeplataj bieganie z innymi formami aktywności fizycznej - spróbuj treningu siłowego, chodź na basen, czy po prostu maszeruj.
4. Stopniowo zwiększaj długość spokojnego biegu - będzie to chronić Cię przed szybką adaptacją.
5. Odpoczywaj, nie doprowadzaj do przetrenowania - dzięki temu unikniesz kontuzji, które niestety są dość częstym zjawiskiem w biegowym świecie. Pamiętaj również o rozgrzewce i porządnym rozciąganiu.

Kochani! Nie zapominajcie, że w całym procesie zrzucania masy ciała, forma aktywności fizycznej to tylko jeden z kluczowych elementów. Zwracajcie uwagę na swoją dietę - na to co jecie i ile jecie. Jeśli biegasz po to, żeby jutro zjeść bezę cytrynową - to nie ma sensu. Nie zobaczysz efektów. Znienawidzisz bieganie. Zresztą nie o to w tym wszystkim chodzi.

Szukasz innego rozwiązania? Biegaj szybciej! O treningu interwałowym, jego wadach, zaletach przeczytasz w najbliższym czasie.

                                                                     Warto zapamiętać                                                                

1. Jeśli zaczynasz przygodę z bieganiem zacznij od marszów, marszobiegów albo truchtu.
2. Jeśli jesteś początkujący Twoje tętno będzie skakać jak szalone, każda minuta będzie niebywale męcząca, dlatego nie potrzebujesz pulsometru, lepiej zainwestuj w dobre buty.
3. Biegaj tempem konwersacyjnym - czyli w takim, w którym możliwa jest swobodna rozmowa.
4. Na początku biegu czerpiesz 80% energii z węglowodanów, 20 % z tłuszczu. 
5. Im dłużej biegasz tym spalasz większą ilość tłuszczu.
6. Chroń się przed adaptacją
7. Biegaj z głową. Nie zapominaj o rozgrzewce i rozciąganiu.



czwartek, 11 kwietnia 2013

Bieg w deszczu.

Jak to dobrze, że już jutro piątek! Dzień odpoczynku.
Dzisiaj był znów dzień biegania. Jestem bardzo zadowolona z dzisiejszego biegu, choć nie obyło się bez dramatów...


Spoko czas, spoko dystans, dobre tempo. W planach był trening 40 minutowy, ale nowa trasa okazała się być bardziej wymagająca.



1. Po 10 minutach biegu zaczeło padać. Nie lubię biegać w czasie opadów śniegu, lekki deszczyk mi nie przeszkadza. Gorzej gdy przybiera na sile i zaczyna zacinać prosto w twarz. Wtedy czuję wielki żal, że moje okulary nie zostały wyposażone w wycieraczki - pewnie chińczycy już opracowali ten patent :) 
2. Zaczęła mi lecieć krew w nosa. Myślę, że to z przemęczenia. Ten tydzień był straszny, całkowicie wyjęty z życia. Wystawił mnie na duży wysiłek fizyczny i psychiczny. Spanie po 5 godzin na pewno nie sprawdzi się na dłuższą metę. Muszę zacząć lepiej zarządzać swoim czasem.

3. Drga mi powieka! Co za beznadziejne uczucie. Oczywiście zaczęła drgać już w południe, po biegu częstotliwość się zwiększyła. Prawdopodobnie mam za mało potasu i magnezu. Piję zdecydowanie za dużo kawy - postanowiłam drastycznie ograniczyć jej spożycie, do 2 kubków dziennie. 5 kaw dziennie to już lekka przegina, bo piję ją nie po to by dawała mi kopa, tylko dlatego, że ją lubię. 

Kupuję witaminy, magnez, potas, odstawiam kawę i kładę się do łóżka o 22.00. Postanowione!



A jak Wasz dzisiejszy trening?

środa, 10 kwietnia 2013

Jak pozbyłam się cellulitu?

Od dłuższego czasu dostaję od Was pytania zarówno w komentarzach jak i w mejlach, jak udało mi się pozbyć cellulitu. Prawda jest taka, że nie zniknął on całkowicie. Wciąż jest dla mnie widoczny w tylnej części ud - choć jest go zdecydowanie mniej oraz na pośladkach. Jednak można już mówić o sukcesie. Zniknął całkowicie z przodu i po wewnętrznej stronie ud. Z tyłu widoczny jest tylko przy mocnym ściśnięciu skóry, chodząc czy stojąc - nie jest widoczny.
Jak tego dokonałam? Sprawa wygląda dosyć prosto.

Po pierwsze dieta.
Zmieniając nawyki żywieniowe niewątpliwie zrobiłam krok do przodu jeśli chodzi o redukcję cellulitu. Wyrzuciłam fast foody, słodycze, napoje energetyczne i coca colę, które wcześniej zdarzało mi się jeść/ pić niemal codziennie lub kilka razy dziennie. Dzień zaczynałam z puszką coli, a kończyłam na puszce energetyka. Pozbyłam się również jasnego pieczywa. Nie przestałam pić kawy! Zaczęłam jeść więcej owoców cytrusowych. Tyle zmian jeśli chodzi o dietę. Myślę, że zwracanie uwagi na IG i jedzenie zdrowiej, systematyczniej zaprocentowało.

Po drugie bieganie.
Już po miesiącu systematycznego biegania zaczęłam zauważać zmiany, bardzo motywujące zmiany. Cellulit znikał, skóra stawała się jędrniejsza, bardziej napięta. Bieganie w doskonały sposób wpływa na całe ciało, ale zwłaszcza na nogi. Podniosły mi się również pośladki, stają się wciąż bardziej jędrne i okrągłe. Cellulit na pośladkach stawia opór, ale nie zrażam się, myślę, że z czasem i tak ogłosi kapitulację.

Po trzecie trening siłowy.
Martwy ciąg, wykroki i przysiady to moje love trio jeśli chodzi o trening siłowy. Trening siłowy robię 2 - 3 razy w tygodniu, lub jeśli najdzie mnie ochota. Nie narzucam sobie aż tak ścisłego planu, chociaż staram się spełniać minimum. Trening siłowy ma wiele zalet,m które na pewno są Wam znane, myślę, że stanowi ważny punkt.

Po czwarte masło shea i olejki
To jedyny specyfik, które wmasowuję w ciało. Wszystkie inne kremy, balsamy ujędrniające odstawiłam. Nawet serum wylądowało w koszu. Tutaj najbardziej odpowiada mi konsystencja i gładkość skóry po zastosowaniu. W innych specyfikach denerwowało mnie wolne wchłanianie i lepka osłonka na ciele.

Po piąte peeling kawowy.
Od września wciąż modyfikowany. Wzbogacany o olejki - pomarańczowy, lawendowy, półprodukty i witaminy. Stosowałam go dwa razy w tygodniu - ale na całe ciało. W chwili obecnej już mi się znudził zapach kawy i zamieniłam go na peeling ciasteczkowy

Nie robiłam masaży. Nie używałam bańki chińskiej. Nie brałam żadnych suplementów - nie licząc witamin.Nie korzystałam z zabiegów medycyny estetycznej. Nie chodziłam często na bodyrollera.

Jestem przekonana, że największy wpływ miała dieta i aktywność fizyczna. Inne elementy to tylko dodatki, które nie miały aż tak dużego wpływu na redukcję cellulitu. Więc jeśli masz w planach 30 minut masować się masażerem - wybierz bieganie albo trening siłowy. Spożytkujesz ten czas znacznie lepiej.
Należy jednak pamiętać, że każda z nas jest inna. Również rodzaje cellulitu są różne. U każdego proces ten przebiega w innym tempie, przynosi większe bądź mniejsze rezultaty. Nie należy jednak się zrażać, a pamiętać, że samodyscyplina jest kluczem do sukcesu.


Tęsknię do lata!

wtorek, 9 kwietnia 2013

Intensywny trening biegowy.


Wczoraj jednak się zmotywowałam. Udało mi się po 19.00 założyć buty na nogi, ciepło się ubrać i wybiec.  Zapragnęłam jakiś małych zmian w moich treningach biegowych, chciałam je w jakiś sposób urozmaicić, by nie był to jednostajny, ciągły bieg. Postanowiłam, że trening być może będzie krótszy, ale za to intensywniejszy. Założeniem było pokonanie jednego kilometra w 6 minut. Wyszło to całkiem fajnie, chociaż są pewne wahania – jak możecie zauważyć na wykresach poniżej. Jednak pod koniec treningu wszystko się wyrównało i udało mi się pobiec 5 kilometrów w 30 minut. Nie ma sensu pisać jaką walkę toczyłam ze swoim organizmem, by przyspieszyć, by się nie zatrzymać, by zacząć rytmicznie i swobodnie oddychać, unosić kolana i nie szurać stopami o ziemię, by biec z prawidłową postawą ciała. Jakie myśli wypełniały moją głowę. Pod koniec nie czułam, nie myślałam. Byłam skupiona na tym by ukończyć bieg. Udało się. Czułam ulgę, satysfakcję. Czułam się dobrze.



Taka praca nad szybkością i wytrzymałością w szybszym tempie biegu jest fajną opcją urozmaicenia treningu. Z każdą minutą pojawiają się nowe pomysły i wyzwania osiągnięcia dystansu w danym czasie. Lubię rywalizować, ale największą przyjemność sprawia mi rywalizacja z samą sobą.


A Ty wystawiasz się na nowe próby?

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Jak pogoda niszczy moje plany. Igrzyska Śmierci.


Z planów na ten tydzień udało mi się zrealizować tylko i wyłącznie treningi siłowe. Pogoda nie była wystarczająco dobra, by pobiegać, patrząc za okno wątpię czy w ogóle coś się w ciągu najbliższych dni zmieni. Fakt - wczoraj był bardzo ciepły i słoneczny dzień, który w całości poświęciłam na spacerowanie. Przeszłam ponad 11 kilometrów. W tym tygodniu chciałabym skupić się na bieganiu – dzień dzisiejszy odpadł, wtorek, czwartek i sobota to zaplanowane treningi biegowe.  Mam zamiar zrobić min. 30 kilometrów, mam nadzieję, że się uda. Jeśli chodzi o dzień dzisiejszy to za oknem śnieg, padający na zmianę z deszczem. Teoretycznie takie warunki nie są przeszkodą do biegania, jednak biorąc pod uwagę moje kolano, staram się za wszelką cenę unikać sytuacji, w których mogłabym wyrządzić sobie krzywdę. Staram się jednak nie zmarnować tego czasu na siedzenie i rozmyślanie - a wierzcie mam o czym myśleć. Jeśli tak dalej pójdzie to sezon biegowy zacznę w maju, straszne toto. Próbuję jednak wykorzystać ten czas na nadrobienie zaległości w lekturach - w końcu nie samym treningiem człowiek żyje ;) Ciągną się za mną również posty, artykuły które powinny być napisane i opublikowane  już jakiś czas temu.

Pierwszą część Igrzysk Śmierci pochłonęłam niemal natychmiast. Historia faktycznie wciąga od pierwszych stron, dodatkowo strasznie jarają mnie takie klimaty. I choć momentami książka była do przewidzenia, zwroty akcji nie okazały się dla mnie zaskoczeniem, to sama historia bardzo mnie urzekła. I mam nieodparte wrażenie,że mimo umiejscowienia akcji w przyszłości,  widzę analogiczną sytuację dzisiaj, tu i teraz. Nie trzeba daleko patrzeć, nie trzeba jechać do Afryki by pojąć ukryty sens powieści, nie jeden zresztą. Wystarczy wyjść na ulicę, siąść w parku i uważnie się rozejrzeć. Co Cię otacza? Czy nie czujesz się w swoim życiu czasami jak na arenie? Czy nie czujesz się obserwowany, oceniany, porównywany? Jak często towarzyszy Ci przekonanie, że to wszystko to jakiś boski żart? Z innej strony, czy czytając książkę zastanawiałeś/aś się jak Ty zachowałabyś się wystawiona na arenę, by walczyć? O życie. O miłość. O rodzinę. O przyjaźń. Z wiarą i nadzieją. Czy byś zabił? Czy byłbyś do tego zdolny? Jak cenne jest dla Ciebie Twoje życie? A nasz kraj? Czy nie jest trochę jak Kapitol? Bezwzględny dla biednych, wygodny dla bogatych?

Jedno jest pewne, by przetrwać trzeba być silnym. Nie tylko fizycznie, ale zwłaszcza psychicznie. A co najlepiej kształtuje charakter? Odpowiedź dla większości jest pewnie prosta :)


I na sam koniec - książkowy stosik :)


sobota, 6 kwietnia 2013

Zmiana, ruda ja.

W moim życiu zmiany - ciągle zmiany, aż jestem zaskoczona, że w życiu w jednej chwili może się tyle pozmieniać. No ale ludzi, którzy nas otaczają, ludzie których spotykamy są w stanie wpływać na nas i na naszą przyszłość. Chcąc nie chcąc otwieramy bramę do naszej duszy, z każdym dniem szerzej i szerzej. Nie każdy może przez nią przejść. Panuje ścisła selekcja, jak przed wejściem do ekskluzywnego klubu. Zdarzają się sytuację, że po wejściu do tego klubu bawisz się bardzo nie ładnie....zachowujesz się nie tak, jak przystało na osobę, która z jakiś względów pozwolenie dostała. Wtedy barczyści ochroniarze wyrzucają Cię za drzwi, które raz na zawsze stają się dla Ciebie zamknięte. Możesz kopać w drzwi, opluwać je, drzeć się, drwić, obrażać, rozsiewać plotki. To i tak nic nie pomoże.

Każda osoba coś wnosi. Jestem pewna, że każda osoba wpływa na nasz rozwój. Czasami się nawet nie spodziewamy, jak wiele człowiek może zmienić w nas samych... w całym naszym życiu...

Ja potrzebowałam tych zmian. Zmiany są dobre, pamiętajcie o tym :) Czy to zmiana koloru włosów, schudnięcie, przytycie czy to zmiana miejsca zamieszkania, pracy, zmiana towarzystwa... wszystko ma znaczenie :)

Z utęsknieniem wypatruję wiosny, przywołuję ją. I gdzieś zaczynam odczuwać, ten cieplejszy powiew powietrza. Będzie pięknie!







środa, 3 kwietnia 2013

Substancje nieodżywcze.

W dzisiejszych czasach do żywności dodawane są różne świństwa i świństewka. Oczywiście czytając składy możemy uchronić się przed zjadaniem niepożądanych dodatków. Jednak istnieją również substanę nieodżywcze pochodzenia naturalnego.

Składniki nieodżywcze to wszystkie te składniki, które występują w żywności i ograniczają bądź też uniemożliwiają wykorzystanie składników odżywczych. Mogą to być również substancje, które wywierają negatywny, szkodliwy, chorobotwórczy wpływ na ludzki organizm.


Należą do nich związki:
1) Pochodzenia naturalnego, które znajdziemy w produktach roślinnych i zwierzęcych.
2) Obce związki toksyczne, które dostają się od żywności na skutek zanieczyszczenia środowiska, zabiegów pielęgnacyjnych w rolnictwie ( np. pozostałości pestycydów) oraz w wyniku procesów technologicznych.
3) Niektóre substancje celowo dodawane do żywności ( tzw. dodatki do żywności).


NATURALNE SUBSTANCJE TOKSYCZNE
Są to substancje występujące w niektórych produktach żywnościowych tworzącego się na skutek naturalnych reakcji metabolicznych lub podczas procesów mikrobiologicznych stosowanych w przetwórstwie żywności



Amigdalina - glikozyd cyjanogenny zawierających związany cyjanowodór, występuje w migdałach (zwłaszcza gorzkich ) pestkach wiśni, śliwek, brzoskwiń, moreli.
Szczególnie niebezpieczne są nalewki alkoholowe na tych owocach zawierające do 3 mg HCN/l. Pod wpływem kwasu żołądkowego z amigdaliny uwalnia się cyjanowodór (stąd zatrucia mają taki przebieg jak przy zatruciu cyjankami). Cyjanowodór blokuje wiele enzymów (przez blok. grup- SH białek); m.in. oksydazy cytochromowej - następuje zaburzenie oddychania tkankowego. Tkanki nie odbierają tlenu z krwi, co jest szczególnie niebezpieczne dla tkanki nerwowej.
Objawy zatrucia : bóle głowy, niepokój, lęk, uczucie drętwienia w jamie ustnej, ślinotok, ucisk za mostkiem, zaczerwienienie skóry, drgawki, śmierć.

Solanina- glikozyd, występuje w niedojrzałych lub zepsutych, ziemniakach i zielonych pomidorach. Działa drażniąco na przewód pokarmowy, powoduje zaburzenia, ze strony układu nerwowego.
Objawy: mdłości, wymioty, kolka, biegunka i w ciężkich przypadkach: niepokój, zaburzenie krążenia, oddychania, rozszerzenie źrenic, zmniejszenie odruchów, białkomocz.

Saksytoksyna- jest wytwarzana przez plankton i kumuluje się skorupiakach (maże, ostrygi, inne mięczaki) charakteryzuje się działaniem neurotoksycznym. Objawy występ. po ok. 30 min. po spożyciu: mrowienie języka, zaburzenia mowy, bóle głowy osłabienie mięśni.

Kwas erukowy- występuje w rzepaku, w oleju z rzepaku jego zawartość może wynosić od 1%-50%, wyniki na zwierzętach wykazały hamowanie wzrostu i zmiany czynnościowe i histopatologiczne w mięśniu sercowym pod wpływem tego związku. Obecnie dostępny w sprzedaży jest olej rzepakowy bezerukowy, lub zawartość tego kwasu w oleju jest bardzo niska

Kwas szczawiowy- występuje w szczawiu, szpinaku, rabarbarze,kakao, herbacie. Nadmiar  w diecie sprzyja kamicy nerkowej. Zatrucie kwasem szczawiowym objawia się zaburzeniami żołądkowo - jelitowymi, zaburzeniami układu nerwowego i moczowego i może wystąpić np. po zjedzeniu szczawiu uprawianego na bardzo kwaśnych glebach.

Kwas fitynowy- występuje w mąkach żytnich, pszennych, ryżowych z grubego przemiału oraz orzechach. W roślinach stanowiących paszę dla zwierząt ( tuje, tytoń szlachetny, kąkol polny, wawrzynek, wilcze łyko, szalej) występują toksyczne alkaloidy, saponiny, składniki żywic i olejków, często nie szkodliwe dla zwierząt, obecne w mleku, mięsie mogą być niebezpieczne dla ludzi. Alkaloidy obecne są również w używkach tj. kawie i herbacie.




wtorek, 2 kwietnia 2013

Plan treningowy na kwiecień.

I chociaż w kalendarzu kwiecień, to nic na to nie wskazuje. Niestety pogoda wciąż nie ma zamiaru nas rozpieszczać, przynajmniej do poniedziałku musimy zmagać się ze śniegiem, deszczem, mrozem i wiatrem.

Nowy miesiąc - nowy plan. Zapowiada się ambitnie.


Więcej informacji o treningu siłowym możecie znaleźć w zakładkach wyżej. Przykładowe ćwiczenia u Niebieskoszarej - Trening A i Trening B. Czasami bieganie będę musiała zastąpić innym treningiem domowym - nie lubię biegać w zawieje śnieżne.
Zależy mi również na trzymaniu diety, na jedzeniu zdrowo i regularnie.
Pragnę wyeliminować wszystkie słodkości, słone przekąski i puste kalorie.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Wiśnie na śniegu Yankee Candle i mix wielkanocny.

Całe Święta spędziłam dość spokojnie. Sobota zleciała na przygotowaniach świątecznych potraw, niedziela minęła bardzo szybko w dużym gronie rodzinnym. Dużo się jadło, jeszcze więcej śmiało. Ruchu było nie dużo. Pogoda nie sprzyja spacerom. Wieje mroźny, porywisty wiatr. Sypie gęsty, oblepiający śnieg. Fajnie się na to wszystko patrzy z okna, nie wyobrażam sobie spędzania w tych warunkach chociażby 20 minut.
Dzisiejszy dzień spędzam na spokojnie, z nadzieją, że czas będzie płynął wolno. Wracam do niesamowicie wciągających Igrzysk Śmierci, zapalam wosk - wiśnie na śniegu. Pasują idealnie...


Zapach soczystych wisienek i słodkich migdałów, otulonych lodową świeżością... by poczuć smak i zapach wisienek nie trzeba długo czekać. Pojawia się niemal natychmiast. Otula swoją świeżością. Początkowo jest to bardzo słodki zapach, podsycony subtelnym migdałem. Tarta kojarzy mi się z... tartą :) Świeże, kruche i delikatne migdałowe ciasto, na którym ułożona jest gruba warstwa soczystych, wisienek. Całość dopełniają drobno zmielone płatki migdałów. W wosku wyczuwam też coś kwaśnego, cierpkiego - ale nie wiśniowego. Nie wiem co to jest. Muszę zgasić kominek, zapach zaczyna mnie dusić. Intensywny. Wychodzę z pokoju, ku zaskoczeniu zapach unosi się w całym mieszkaniu. Mój nos wyczuwa coś nowego, przecież to Black Cherry
Wisienki na śniegu są nieco cięższe od czarnych wiśni - pewnie przez migdały, które sprawiają, że zapach zaczyna mdlić i oblepiać. Kominek wystarczy zapalić na chwilę i już pachnie w całym mieszkaniu - zdecydowany plus za ekonomiczność ;)
Polubiłam ten zapach mimo wszystko. Nie czuję w nim lodu i chłodu, być może przy kolejnych odpaleniach poczuję coś więcej. Myślę, że mojej drugiej połówce się spodoba :)

Wosk możecie kupić na stronie Candle Room.

Mix weekendowy.