środa, 30 stycznia 2013

Samoocena - jej źródła i kroki do zmiany.

Pewnie niejednokrotnie zastanawialiście się, skąd bierze się problem niskiej samooceny.
Współczesna psychologia wyróżnia dwa źródła samooceny - zewnętrzne i wewnętrzne.
Do tych zewnętrznych należą wychowanie i historia kontaktów ze znaczącymi, ważnymi osobami.
Do źródła wewnętrznego wlicza się głównie emocjonalne i temperamentalne predyspozycje osoby.


Po pierwsze.....rodzice.
 Pierwszymi osobami, które mogą decydować o naszym poczuciu własnej wartości są rodzice. Nie dotyczy to tylko okazywanej akceptacji, ale w głównej mierze chodzi o zaspokojenie podstawowych potrzeb dziecka, słuchanie dziecka i trafne rozpoznawanie przekazu danego komunikatu. Takie przejawy mówiące o tym, że rodzic traktuje dziecko poważnie mogą być nawet ważniejsze od okazywanej na każdym kroku akceptacji. Zauważanie dziecka przez rodziców kształtuje w nim poczucie wartości, pozwala na lepsze zrozumienie siebie, na lepszy wgląd we własne ja, uświadamianie sobie własnych potrzeb oraz możliwości. Wszystko to pozwala na zbudowanie zaufania - do samego siebie. Osoby o niskiej samoocenie często nie znają siebie, nie ufają sobie.

Siła rówieśników.
 Na samoocenę bardzo silnie wpływają również ludzie z naszego dalszego otoczenia, z którymi podejmujemy częste kontakty. Brak akceptacji ze strony rówieśników, odrzucenie ranią i naruszają poczucie własnej wartości. Dzieciaki często bywają brutalne. Mówią prosto z mostu co myślą, nie patrząc na to, że kogoś dogłębnie urażą. Czasami niewinny żart, może mieć bardzo poważne konsekwencje dla psychiki.

Genetyka rządzi światem.

Samoocena buduje się również na bazie predyspozycji, które w dużej mierze są dziedziczne - do przeżywania emocji i rozwoju określonego typu temperamentu. Osoby skłonne do pielęgnowania i głębokiego przeżywania negatywnych emocji, charakteryzujące się wysoką wrażliwością emocjonalną i mało odporne psychicznie częściej mają niższą samoocenę.  I odwrotnie. Osoby, które mają predyspozycje do przeżywania radości, doświadczania szczęścia, optymistycznie patrzące w przyszłość, bardziej odporne i silniejsze emocjonalnie z reguły charakteryzują się wysoką samooceną. To właśnie w trudnych sytuacjach, wręcz krytycznych ujawniają się różnice.

Praca nad samooceną - zablokuj emocje.

Powinna ona polegać przede wszystkim na zablokowaniu powstawania uderzających w nas emocji. Jest to możliwe poprzez zmianę spojrzenia na trudne doświadczenia i interpretowanie ich w sposób korzystny. Branie wszystkiego do siebie, odnoszenie do siebie uwag innych ludzi i traktowanie ich jak osobistej krytyki czy oceny to reakcje, które uruchamiają lawinę uczuć, które kierujemy przeciwko sobie. W ten sposób naruszamy poczucie własnej wartości. Cała praca i myk polega na tym by zablokować lawinę toksycznych myśli. Jak to zrobić? Na pewno nie jest to takie proste jak się z pozoru wydaje. Potrzebna jest duża praca nad sobą, nie rzadko pomoc kompetentnej osoby, któa nakieruje i pomoże zmienić nastrój przez zmianę myślenia.


Zmień sposób myślenia o sobie - małe kroczki  dla wszystkich.

1. Obserwuj siebie - jakie myśli przychodzą Ci do głowy na swój temat i jak się w związku z nimi czujesz? Gdy poczujesz spadek nastroju, smutek, narastającą niepewność zastopuj myśl. Wyłącz się. Zamknij oczy, wciągnij mocno powietrze. Przyjrzyj się jaki błąd popełniasz.
2. Zastępuj nierealistyczne oczekiwania - ''nie mam prawa nie wiedzieć" , " nie mogę się mylić" - zamiast presji, zastanów się czego chcesz.
3. Stopuj złe myśli na swój temat - wyobraź sobie, że Twoje myśli to samoprzylepne karteczki, które przyklejasz na ścianie. To tylko zdanie, możesz o nim rozmawiać.
4. Konfrontuj myśli z faktami- jeśli generalizujesz, że nic Ci się nie udaje, przypomnij sobie ostatnie dni, ile rzeczy zrobiłeś mimo tej krzywdzącej i negatywnie oceniającej myśli?
5. Testuj rzeczywistość - nie domyślaj się co czują, czy co myślą o Tobie inni. Powiedz, że zależy Ci na ich opinii i jasno stawiaj pytania.
6. Wyobraź sobie korzystny scenariusz działań - w psychologii jest coś takiego jak samospełniające się proroctwo. Zakładając, że polegniesz, prawdopodobnie tak się stanie, bo Twoje myśli przejmą władzę nad działaniem i nieświadomie tak się właśnie stanie. Myśl realnie, nie nastawiaj się z góry na najgorsze.
7. Doceniaj to czego dokonałeś.

źródło: Charaktery, wiedza własna

A Wy w czym szczególnie upatrujecie problemy z niską samooceną? A może czemu zawdzięczacie wysokie poczucie własnej wartości?

wtorek, 29 stycznia 2013

Jadłospis prawie idealny ;)

Tak jak powiedziałam, tak też zaczęłam robić. Przechodzę na dobrą stronę mocy. Wierzę, że dzięki systematycznemu i zdrowemu jedzeniu, po zbilansowaniu składników, dodając wysiłek fizyczny osiągnę to czego pragnę. Dzięki ogromnej pomocy Niebieskoszarej i wpisom Tygryska dokonałam zmian w moim dziennym jadłospisie. Jak się za chwilę przekonamy ten dzisiejszy nie był jeszcze do końca idealny, ale jestem na dobrej drodze :)

Założenia
2000kcal dziennie
2 lub 3x w tygodniu 2300 - dni treningowe
rozkład na początek zbilansowany 30% 30% 40%
DNI 2000
białko 600kcal-  150g
tłuszcz 600kcal- 67g
węgle 800kcal-  200g

DNI 2300
białko 690kcal-  173g
tłuszcz 690kcal- 77g
węgle 920kcal-  230g


Pomiędzy pierwszym a drugim posiłkiem jest za duża przerwa. Jednak pod koniec miesiąca mamy taki kosmos w pracy, że nie było czasu - niestety - na spokojne zjedzenie.
Posiłek trzeci to dwa naleśniki z powidłami i talerz zupy pieczarkowej - więc wartość kaloryczna z całego dnia jest wyższa.
Dodatkowo całkowicie zrezygnowałam ze słodzenia kawy. Pijąc trzy dziennie zaoszczędzam 60 kalorii i dużą ilość węgli.
Rzućmy okiem na jadłospis ułożony na jutro - jedzenie do pracy przygotowane, postaram się tak gospodarować czasem by znaleźć 15 minut wolnego.


Tutaj sprawa wygląda dużo lepiej. Węgle i tłuszcze w dopuszczalnych granicach, białka troszkę mniej, aczkolwiek dużo więcej jeśli chodzi o dzisiejszy dzień. Oczywiście tam gdzie mamy ryż i kurczaczka mamy też warzywka - ale są to głównie ogórek zielony, sałata lodowa i papryka, czego do bilansu nie wliczamy.
Póki co jadę na 2000 kalorii, od soboty wracam do regularnych treningów, więc wtedy bilans podskoczy.

Póki co obserwuję moje ciało, skupiam się na przyjmowaniu odpowiedniej ilości płynów. Staram się nie denerwować, podejść do wszystkiego ze spokojem i z zaangażowaniem.


Największy problem stanowi dla mnie pierwszy posiłek. Może macie pomysły na szybkie, zdrowe i smaczne śniadania do pracy? [ niestety smażony placek owsiany nie wchodzi w grę].

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Margaryna vs masło. Czym smarować?

Masło czy margaryna? Które z nich jest lepszym partnerem dla kromki chleba? Wynik zdaje się być z góry przesądzony. Producenci popularnych produktów do smarowania bronią się argumentami, że tłuszcze roślinne są zdrowsze, nie zawierają cholesterolu, wspomagają serce i chronią przed miażdżycą, a co za tym idzie przed dwiema wielkimi chorobami cywilizacji - przed zawałem serca i zawałem mózgu (udar). Przeciwnicy zarzucają im sztuczne pochodzenie, dużo gorszy smak i poddają w wątpliwość przytaczane korzyści. Jak to w końcu jest ?


Z przeprowadzonych sondażowych badań wynika, że smarując kanapki przeważnie sięgamy po masło. Z tego wynika, że społeczeństwo bardziej ufam swoim babkom i prababkom niżeli młodym, pięknym odzianym w biały fartuszek.
Masło jest bardzo przyjaznym i łatwo przyswajalnym tłuszczem, gdyż jego strawność waha się na poziomie 98%. Jest to zasługa składu - przeważającą część tłuszczu w maśle stanowią krótko i średniołańcuchowe kwasy tłuszczowe o niskiej temperaturze topnienia. Dlatego pamiętajmy o tym, że na maśle smażyć możemy wyłącznie jajecznicę! (jajko ścina się szybciej niż następuje rozkład termiczny masła).

Kolejnym argumentem przemawiającym na rzecz masła jest jego przyjemny smak, zapach i przede wszystkim natura.

Odrzucić powinniśmy jednak argument, że masło jest najlepsze na wzrok. Krążył taki mit ze względu na dużą zawartość witaminy A. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że margaryny są dodatkowo wzbogacane witaminą A, często zawierają jej dużo więcej niż masło. Punkt dla margaryny.

Spotkaliście się z powiedzeniem, że jedząc za dużo masła można nabawić się sklerozy? Masło zawiera sporo kwasów tłuszczowych nasyconych i cholesterolu, a to bardzo prosta droga w kierunku miażdżycy. W 100 g porcji masła możemy znaleźć aż 240 mg cholesterolu, zatem pół kostki dziennie pokrywa całe dziennie zapotrzebowanie na ten składnik pokarmowy. Ale nie wiem jak Wy, ale ja nigdy nie zużywam takiej ilości masła do smarowania chleba ;) Ale, uwaga. Niekoniecznie jedzenie masła jest równoważne z zawałem. Na jedną kanapkę w przybliżeniu przypada 5 gramów masła, co daje jedynie 12 mg cholesterolu i ok. 30 kcal. Znacznie bardziej zdradzieckie są dodatki które kładziemy na kanapki - tłuste balerony, salcesony, kiełbasy, serki. Serwujemy sobie wtedy znacznie większą porcję cholesterolu. Zastępując masło margaryną nie wiele więc zyskamy.

Margarnya jest sztuczna i koniec dyskusji. Podstawowym surowcem do produkcji margaryny są oleje roślinne, które należy poddać odpowiedniej obróbce. Wykorzystuje się proces utwardzania olejów roślinnych - jest to zabieg technologiczny, który (w skrócie) polega na przyłączeniu atomów wodoru do nienasyconych kwasów tłuszczowych obecnych w olejach. Dzieje się to pod bardzo wysokim ciśnieniem i pod wysoką temperaturą. Reakcje przyspieszają sól, chrom, mrówczan niklu. W efekcie tejże chemicznej przeróbki otrzymujemy tłuszcz stały. Czemu to wszystko jest takie niedobre i ma negatywny wpływ na nasze zdrowie? Ano dlatego, że w trakcie tego całego procesu powstaje duża ilość kwasów tłuszczowych nasyconych oraz pojawiają się zupełnie nowy produkty uboczne - izomery trans. To właśnie izomery trans obecnie uważa się za duże zło, które odpowiedzialne jest za powstanie szeregu chorób takich jak miażdżyca, cukrzyca, choroby serca.

Źródłem izomerów trans są głównie margaryny kostkowe, twarde. Co prawda nie stosuje się ich do smarowania chleba, ale używane są one do wyrobów cukierniczych i smażenia. Bardzo dużo zawierają ich kruche ciasteczka, fast foody, batoniki, herbatniki, frytki, słone chipsy. Margaryny twarde, szczególnie te droższe są zdrowsze, zawierają stosunkowo mniej szkodliwych izomerów.

Do smarowania wykorzystuje się margaryny miękkie, w skład której wchodzą tłuszcze utwardzone, oleje ciekłe i rozpuszczone w nich składniki  - np. witaminy. Skład margaryn miękkich jest bogaty i złożony. Miękkie margaryny zawierają dużo mniej izomerów trans, bo mniej w nich tłuszczów utwardzonych. Wraz z rozwojem technologii obecnie produkowane margaryny zawierają tyle samo izomerów trans co masło i można je bezpiecznie stosować.

Tłuszcze trans, które naturalnie występują w mleku czy maśle nie są groźne. Szkodliwe są  tłuszcze trans powstające w wyniku utwardzania tłuszczów roślinnych. Przyczyniają się do powstawania miażdżycy, schorzeń metabolicznych, a nawet nowotworów. Niektóre tanie margaryny twarde i masła roślinne produkowane starym, tanim sposobem mają nawet do 30 procent tłuszczów trans, podczas gdy dla zdrowia wskazana jest zawartość nie większa niż 2 procent. Owszem w sklepach są również margaryny nowoczesne, droższe - zawierające znikomą ilość tłuszczów. Niestety, w przemyśle spożywczym do wypieku ciast i produkcji batonów używa się tanich margaryn "transowych". W USA producent musi napisać na opakowaniu, ile tłuszczów trans zawiera produkt, który oferuje. W Polsce takiego obowiązku nie ma.

I jeszcze na sam koniec. Dietetycy trąbią by zastępować tłuszcze zwierzęce tymi roślinnymi. Nastąpiła więc ogromna promocja olejów roślinnych. Dostarczamy naszemu organizmowi  więcej korzystnych dla naszego organizmu wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Ale to ma swoje minusy. Zwiększenie konsumpcji olejów roślinnych spowodowało diametralne zwiększenie kwasów tłuszczowych omega-6 w stosunku do omega-3. Czy muszę pisać jakie są tego konsekwencje?

źródła: KIF, Dariusz Szukała, Centrum żywienia i promocji zdrowia
palcelizac.gazeta.pl


Nie można zatem jednoznacznie wskazać zwycięzcy. Najlepszym sędzio jak zwykle - będzie umiar ;)
Warto pamiętać, że masło czy margarynę możemy zastąpić pastą z awokado, humusem czy też musztardą ;)

A jakie jest Wasze stanowisko w tej sprawie? Po co częściej sięgacie? Po masło czy margaryn?

piątek, 25 stycznia 2013

Wstępny jadłospis - zdjęcia

Postanowiłam wrócić na dobrą stronę mocy :) Pomagać w tych ciężkich chwilach będzie mi jedna z blogerek, z czego się bardzo cieszę, jestem jej mega wdzięczna, bo na prawdę potrzebuję pomocnej dłoni.

Dzisiaj brak czasu, mimo strajku kolei wybieram się dzisiaj w podróż, więc postem będzie jadłospis. Chyba tym razem zdrowszy ;)

I posiłek
 Te porzeczki to był strzał w dziesiątkę! Jak dobrze, że je pomroziłam :)


 II posiłek + jabłko


III posiłek



IV posiłek


V posiłek

Zjem coś w pociągu, prawdopodobnie kurczaka jak w posiłku trzecim.
Przepraszam za jakość zdjęć, ale robione o 5.00 rano - przed spakowaniem do pracy.
No dobra. Czas zacząć zabawę. Do wiosny coraz bliżej ;)



środa, 23 stycznia 2013

Nowe herbaty i problem z dietą.

Zima to niestety nie mój czas. Jakoś się pogubiłam. Nie wiele cieszy, więcej drażni, wkurza. Dzisiaj zrezygnowałam ze spisywania tego co zjadłam. Do 17.00 było za mało a później popłynęłam...
Dobrze, że chociaż poprawiłam się pod względem spożywanych płynów...

Dzisiaj zakupiłam kolejne herbatki.


1. Enigma - zielona herbata gunpowder z dodatkiem róży i mięty.


2.Mango Fit


3. Gwiazda betlejemska


4. Herbata kwitnąca - Kwiat miłości - mój faworyt!


Mam nadzieję, że ten fatalny okres szybko się skończy i przestanę przypominać nadętego balonika.
Nie ukrywam, że problem stanowi głównie jedzenie - w pracy. Wr!

niedziela, 20 stycznia 2013

Kama, wstydź się!

Mając trochę wolnego czasu postanowiłam poszperać w archiwum bloga. Ostatni wpis, w którym podawałam swoje wymiary miał miejsce w połowie listopada. Minęły zatem dwa miesiące, więc postanowiłam zmierzyć się po raz kolejny. Patrząc na zdjęcia oczekiwałam na prawdę powalających wyników,a tu tak wielkie rozczarowanie...

                    Styczeń 2012      Listopad 2012      Styczeń 2013
Udo              59                       56                            56
Biodra           99                       94                            93            
Pas                96                       89                            87               WTF!?
Talia              83                       73                            73
Biust              93                       87                            88
Ramię            29                       27                            27

Jestem strasznie zawiedziona. Tyle czasu a tak mizerne efekty. Może to dlatego, że przez ostatnie dwa tygodnie trochę odpuściłam? Sama nie wiem. Wiem jedno - mam straszny żal do siebie, że jestem takim leniem i nie potrafię ruszyć tyłka z domu, mimo mrozu. 3 kilometry spaceru dziennie - co to jest!?

Znów jem nieregularnie i tłumaczę się pracą. Znów zapominam o wodzie, owocach i warzywach. Łapię coś w biegu, opijam się litrami kawy. Nienawidzę zimy. Zawsze był to dla mnie mega ciężki okres, a jak widzę osoby, którym się udaje, wpędzam się w jeszcze większe bagno. Inni mogą, a ja nie ?

Motto na dziś.



sobota, 19 stycznia 2013

Najnowsze doniesienia naukowe.

Kochani! Mój komputer wybrał się na długi i w pełni zasłużony urlop do sanatorium. Jak się okazało potrzebna mu będzie dłuższa rekonwalescencja, ale mam nadzieję, że w przeciągu dwóch tygodni sprawa się pozytywnie rozstrzygnie.

Nie mogąc dodać zdjęć własnych, postanowiłam zrobić przegląd najnowszych badań dotyczących szeroko pojętego healthy lifestyle.

1. Hormon produkowany w trakcie wysiłku fizycznego przydatny w okresie utraty wagi.

Iryzyna jest hormonem produkowanym w mięśniach szkieletowych w trakcie treningu. Zwiększa tempo przemiany materii a także sprzyja konwersji tłuszczu białego do tłuszczu brązowego. Tłuszcz brązowy jest bardzo termogeniczną tkanką, której funkcją jest przetwarzanie energii na ciepło co zmniejsza magazynowanie jej w komórkach tłuszczowych. Produkcja iryzyny to jeden z mechanizmów, dzięki którego ćwiczenia fizyczne umożliwiają kontrole wagi. Podobno iryzyna już została okrzyknięta treningiem w kapsułkach, jednak naukowcy są sceptyczni i jasno przedstawiają swoje zdanie - jeden hormon nie da tylu korzyści, które płyną z aktywności fizycznej.
źródło: Journal of Diabetes, 2012,4, 196-200;MD styczeń/luty 2013

Komentarz : Nie mniej jednak, jest to kolejny dowód przemawiający za tym, że nie samą dietą osiągniemy sukces! Trening fizyczny jest niezmiernie ważny i nie powinniśmy się go bać.

2. Styl życia a spożywane pokarmy

Oglądanie telewizji, picie alkoholu, niedobór snu - to trzy czynniki powiązane z otyłością będące przyczynami przejadania się. Każdy z tych czynników wpływa na mózg, mogąc aktywować w nim system nagród i uzależnień. Picie alkoholu ma większy wpływ na ilość spożywanego pokarmu niż niedobór snu i oglądanie telewizji.Oglądaniu telewizji często towarzyszą słone przekąski - chipsy, słone paluszki, krakersy, popcorn a także frytki i kaloryczne sosy. Także pijąc alkohol mamy mniejszą kontrolę nad tym co i w jakiej ilości spożywamy.
źródło: American Journal of Clinical Nutrition, 25 lipca 2012;MD styczeń/luty 2013




3. Indeks glikemiczny posiłku przedtreningowego , czy ma znaczenie?

Ciało wykorzystuje węglowodany jako paliwo podczas ćwiczeń o intensywności powyżej 65% wysiłku maksymalnego. Po spożyciu posiłku bogatego w węglowodany wytrzymałość jest większa niż po zjedzeniu posiłku bogatego w białko i tłuszcze - tak mówią tysiące przeprowadzonych dotąd badań. Zaczęto się jednak zastanawiać jaka forma węglowodanów jest skuteczniejsza - złożone ( o niskim IG) czy proste ( o wysokim IG)? W przeprowadzonych badaniach na grupie biegaczy nie odnotowano różnic w wytrzymałości, które zależny byłyby od tego czy badania zjedli posiłek z węglowodanami o wysokim czy niskim IG. Wniosek: rodzaj węglowodanów zastosowanych w posiłku przedtreningowym nie wpływa na wydolność organizmu.
Źródło: International Journal Sports Medicine, 2012;MD styczeń/luty 2013


4. Rozciąganie obniża siłę i wytrzymałość mięśni

Do niedawna rozciąganie było częścią poprzedzającą trening. Zmienił to badania wykazujące, że rozciąganie statyczne obniża siłę i moc mięśni, może także zwiększać ryzyko wystąpienia kontuzji ! Naukowcy odkryli, że siła i wytrzymałość nóg w trakcie ćwiczeń siłowych spada po wykonaniu sesji rozciągania statycznego i dynamicznego.
Źródło: Journal Strenght Conditioning Research, 2012; MD styczeń/luty 2013



Bardzo jestem ciekawa Waszego stanowiska, szczególnie w punkcie czwartym.



środa, 16 stycznia 2013

Produkt pod lupą#2 - Awokado i pomysły na jego spożycie.


Blogosfera o awokado napisała już chyba wszystko. Jest zdrowe, smaczne i specyficzne. Zawiera dużo ważnych składników, niezbędnych w każdej diecie. Na uwagę zasługuje fakt, że awokado dostarcza 30% dziennego zapotrzebowania na kwas foliowy.

Awokado wykorzystywane jest nie tylko w przemyśle spożywczym, ale także kosmetycznym. Dziewczyny robią papki z awokado i nakładają je na twarz, inne awokado kładą na włosy. Jest to doskonały produkt naturalny, który faktycznie się sprawdza!

Dużo informacji na temat awokado przeczytacie na blogu cudowne diety.

Skrót w formie graficznej:

Ja chciałabym skupić się na tym, jak podawać awokado. Przez kilka miesięcy spróbowałam awokado w połączeniu kilku smaków. Kilka z nich mi podeszło, innych kompozycji na pewno już nigdy nie powtórzę. Wbrew pozorom awokado jest bardzo wymagające - samo w smaku jest orzechowe, maślane i mdłe.



1. Pasta z awokado [ guacamole - meksykański dip na bazie awokado]


Ja swoją pastę wzięłam do pracy, więc musiałam ją zmodyfikować i robić troszkę inaczej. Czemu? Nie chciałam dmuchać pacjentom czosnkiem w twarz :)

Do pasty użyłam:
- jedno dojrzałe awokado
- 2 papryczki chilli z zalewy TaoTao - piekielnie mocne
- sok z połowy limonki
- sól, pieprz do smaku

Zazwyczaj do tych składników dodaję ząbek czosnku i cebulkę. Czasami dokładam również pomidora.


2.Awokado cudownie się komponuje z mdłą mozarellą, soczystym pomidorem i świeżą bazylią.


Fajnie również wzbogaca swoim kolorem tradycyjne caprese

źródło http:/palcelizac.blogspot.com/


3. Do sałatki - jak znalazł.


Sałatkę przygotowałam sobie na jutro, na lunch do pracy. Niestety zabrakło mi w lodówce drobiu, więc wkroiłam domowej roboty wędzoną szynkę. Do awokado dodałam sałatę lodową, paprykę, ogórka, oliwki i ser feta. Rano dodam dressing.
Awokado to także niezbędny składnik sushi. Doskonale pobudza go pikantna papryka chili, fajnie smakuje z robalami.


Lubicie awokado? Jak je jecie? Ja muszę przyznać, że bardzo je lubię również solo - z małą ilością soli do smaku :)

wtorek, 15 stycznia 2013

O samoocenie - znów. I komentarz wyjaśniający.


Gdy nasza pewność siebie jest mocno obniżona, wszystko to co nas otacza wydaje się nam złe, straszne, a ludzie – nawet Ci bliscy- niedostępni i oddaleni. Z reguły decydujemy się na jedną z dwóch możliwości. Albo uciekamy przed kontaktami z ludźmi, zrywamy relacje, by nie zagrażać samym sobie – w sensie wystawiania swojej osoby na oglądanie, ocenianie. Druga z opcji to przyodzianie na twarz maski – a nawet kilku, przez co stajemy się ludźmi o kilku obliczach. Jednak tak naprawdę pod maską pewniaka skrywa się masa kompleksów, niepowodzeń, wątpliwości i zagubienia. Jak odzyskać wiarę w siebie!?

Najpierw zastanówmy się czym jest samoocena. Najprościej mówiąc samoocena to prywatny osąd człowieka o sobie samym. Wpływa przede wszystkim na to, czy człowiek jest zadowolony ze swojego życia i swych dokonań, czy i jak potrafi radzić sobie z przeciwnościami losu i sytuacjami trudnymi, stresującymi, a także czy w adekwatny, aktywny sposób podchodzi do własnego życia.



Osoby o niskiej samoocenie często nie realizują swoich ambicji i celów. Stają się przez to jeszcze bardziej niezadowolone ze swojego życia, rozgoryczone, rozżalone. Nie zdobywają tak potrzebnego doświadczenia, ponieważ wycofują się i ciekają. Najlepiej czują się w strefie własnego komfortu. Odbierają sobie szanse na lepsze poznanie siebie, swoich reakcji, zachowania w odpowiedzi na konkretne sytuacje, uczuć. Przede wszystkim uniemożliwiają sprawdzenie swoich możliwości.
Natomiast osoby o wysokiej samoocenie są odważne. Nie straszne są im konfrontacje z trudnościami. Chętnie wystawiają się na próby, testują się, sprawdzają. Chętnie też się uczą na własnych błędach, nie upatrują w nich swojej porażki. Osoby takie mają lepszy wgląd w siebie, posiadają dużą wiedzę na swój temat, dlatego też potrafią podejmować trafne decyzje i dokonywać trafnych osądów.

Samoocena rzutuje także na relacje z innymi ludźmi. Ludzie z niską samooceną są bardzo wrażliwi na krytykę a negatywne emocje przeżywają bardzo mocno. Bardzo starają się by nie zostać zranionym, w bliskich relacjach są bardzo wyczuleni na akceptację. Osoby o wysokiej samoocenie uważają, że są atrakcyjne społecznie i nie biję się odrzucenia.

Sytuacja
Wysoka samoocena
Niska samoocena
Trudne doświadczenia
- myślenie w sposób, który chroni
- lepsze radzenie sobie w sytuacjach trudnych
- większa aktywność
- myślenie skierowanie przeciwko sobie
- silne przeżywanie sytuacji trudnych i większe ponoszenie kosztów
Stosunek do własnej osoby
- pozytywne nastawienie
* wiara w siebie
*większa mobilizacja
- uprzedzenie
* nie dajemy sobie szansy
* nie możemy się wykazać

Charakterystyczne zachowanie
- lepsze przygotowanie się do wyzwania
- pozwala działać nawet w mało sprzyjających warunkach
- wycofanie się
- rezygnujemy
źródło: Charaktery.


UWAGA.
Nigdzie nie napisałam, że żeby pokochać siebie na nowo musicie schudnąć. Zostało mi zarzucone gdzieś w komentarzu, że z jednej strony namawiałam do zaakceptowania siebie takim jakim ktoś jest, a z drugiej promuję odchudzanie czy też namawiam do chudnięcia.. Błąd. Ja promuję zdrowy styl odżywiania się i życia w ogóle. Jeśli komuś ten sposób życia nie odpowiada, nie chciałby zmienić swojego wyglądu a jedynie stan duszy – to mówię, że jest to możliwe. Można kochać siebie, mimo wszystko, mimo wyglądu. Bo by coś zmienić, trzeba tego chcieć. Inaczej się nie da.  Napisałam jak było u mnie – to że schudłam, zmieniłam nawyki żywieniowe utwierdziło mnie w przekonaniu czy też może bardziej uzmysłowiło, że to ja jestem panią własnego losu, że jestem silną kobietą, która mimo przeszkód jest w stanie z podniesioną głową przeć nieustępliwie do przodu. Na pewno wpłynęło to na moją samoocenę – ale tak jak pisałam, jest to proces czasochłonny, wymagający dużego wglądu w siebie. Ja wciąż walczę sama ze sobą, wciąż nie potrafię przyjmować komplementów, umniejszam swoje zasługi, nie czuję się niezależną, mądrą i mocną kobietą. Jednak gdzieś zauważam zmiany. Małe, ale zawsze jakieś. Zaczynam podejmować decyzję i przyjmować  na klatę ich konsekwencje.  Przestałam za wszelką cenę walczyć o aprobatę innych ludzi, jakby to był wyznacznik tego jakim jestem człowiekiem, jak wiele znaczę. Dużo pracy przede mną, ale teraz jak nigdy wcześniej jestem na to gotowa i przygotowana.

A jak u Was wygląda walka z samą sobą? Znacie jakieś techniki radzenia sobie z niskim poczuciem własnej wartości?

Ja dzisiaj postanowiłam wypróbować metodę - Każdego dnia coś dobrego dla siebie. Czyli - każdego dnia robię jedną rzecz z myślą o sobie, która sprawi, że pomyślę o sobie ciepło, że uśmiechnę się do siebie, że poczuję się atrakcyjna :) Tak też wybrałam się na manicure i pedicure :) I kupiłam pierwszy lakier Essie - cudowny kolorek, pasuje do mojej kołderki.


Część II w przygotowaniu, a w niej o samoocenie jeszcze więcej, plus kilka wskazówek jak przygotować się do zmian.


niedziela, 13 stycznia 2013

Rok po odchudzaniu - podsumowanie.

Dzisiaj postanowiłam dokonać rocznego podsumowania. Dwa tygodnie temu minął rok, kiedy to podjęłam stanowczą decyzję, dotyczącą mojego przyszłego życia. Przez ten rok wiele się wydarzyło, wiele rzeczy uległo zmianie. Gdzieś w tym wszystkim i ja się zmieniłam. Nigdy nie wierzcie, gdy mówią, że ludzie się nie zmieniają - to nieprawda. Na psychoanalizę przyjdzie jeszcze czas, ale jedno jest pewne, już nic nie jest takie samo.

Droga była długa i wyboista. Pełna zakrętów za którymi wnosiły się górki, pagórki i dołki. Jednak ta podróż trwa dalej.

Metamorfoza po równym roku.


I moja droga...


Kompleksem stały się moje nogi - które kiedyś uważałam za swój atut. Im pragnę poświęcić teraz dużo czasu. Ze względu na kolano i przerwę w bieganiu zostały one zaniedbane całkowicie. Basen, bieganie i trening siłowy powinny sprawić, że w czerwcu będę z nich bardziej zadowolona.

Odważyłam się też, dodać pierwsze zdjęcie od tyłu.


Na różowo zaznaczyłam to, nad czym się w chwili obecnej planuję skupić. Wewnętrzne strona ud - zmora, ale mam nadzieję, że uda mi się osiągnąć wymarzony efekt. Na pleckach widzę jeszcze troszkę niepotrzebnego fatu, więc postaram się go pozbyć.No i pośladki. Zdecydowanie należy je podnieść i wymodelować. Ale wyglądają już fajnie, w porównaniu do mojej płaskiej, wielkiej pupy sprzed roku.

I zdjęcie które mi się spodobało i umieściłam na telefonie jako motywator.


W chwili obecnej ważę 63 - 65 kilogramów. Kupiłam nową wagę, która wskazuje dziwne wyniki  - raz pokazała nawet 58 kilogramów, co jest lekką przesadą. Dlatego też ciężko mi jednoznacznie ją określić. Pomiarów centymetrem dokonam dopiero w sobotę. Mam nadzieję, że mnie zaskoczą. Do jakiej wagi bym chciała dojść? do 60 kilogramów. A później być może pokuszę się o większy spadek - ale to wszystko będzie zależeć od wyglądu ciała, mój cel to nie cyferki a jakość.

Co teraz? Kontynuuje to co zaczęłam. W lutym ruszam na basen, od kwietnia bieganie. Postanowiłam troszkę bardziej zacząć się pilnować jeśli chodzi o żywienie, bo niestety zdarzały mi się słodyczowe wpadki. Planu dokładnego jeszcze nie mam, ale chyba się o taki pokuszę. Tęsknię za kontrolą ;) Piję wciąż zdecydowanie za mało wody, a za dużo kawy (wróciłam do 3 kubków dziennie a nawet 4 czy 5!!!!).

Wiem, że zmiany być może nie są jakieś łał, ale cieszę się mimo wszystko z tego, co udało mi się do tej pory osiągnąć.



Wesołego poniedziałku ! ;)

środa, 9 stycznia 2013

What makes me happy today? Kilka słów o 50 twarzach Greya.

W życiu każdego z nas pojawiają się takie chwile, gdy wszystko idzie nie tak jak powinno, Drobne problemy w naszych oczach urastają do do rangi życia i śmierci, szczęścia i nieszczęścia.
Gdy tylko czuję, że zbiera mi się na takie emocje i odczucia idę biegać.
A jak nie idę biegać, to wyszukuję rzeczy, które wiem, że na pewno sprawią, że się uśmiechnę.

Co dzisiaj sprawiło mi radość ?
1. Owocowa, truskawkowa galareta :) A truskawki pochodzą z babcinego ogródka - świeże, odmrożone. Smakują latem, pachną słońcem, otulają słodkością.


2. Pyszny obiad. Do makaronów mam słabość - wciąż je jadam, aczkolwiek tylko od czasu do czasu pozwalam sobie na jego białą wersję. Nie spotkałam się nigdy z makaronem lasagne pełnoziarnistym. A Wy? Lasagne przekładana mięsem mielonym w sosie pomidorowym z dużą ilością chili oraz szpinakiem.


3. Skończyłam czytać 50 twarzy Greya, niezwłocznie zabieram się za ciemniejszą stronę. I tutaj chciałabym się zatrzymać na chwilkę.



Seks. Temat tabu. Bo o nim mówić,pisać nie wypada. Bo żenuje, zawstydza, gorszy. Ale o tym za chwilę. Kilka słów na temat samej powieści. Hasło reklamowe brzmi : Hipnotyczna, uzależniająca, iskrząca seksem i erotyką powieść, której nie sposób odłożyć.
Yhym.
Jeśli pokochałyście sagę Zmierzch pokochacie również Pięćdziesiąt odcieni. Czemu? Bo bohaterowie których spotykamy są lustrzanym odbiciem Belli i Edwarda, tyle, że w tej ostrej wersji. Nie będę przywoływać podobieństw, ale jest ich na prawdę wiele. Biedna, nieporadna Ana - skrócona wersja imienia - zakochuje się w bajecznie przystojnym, bogatym, tajemniczym, niebezpiecznym, mrocznym Christianie. Ta znajomość z góry skazana jest na niepowodzenie, ale jednak szara myszka, niczym nie wyróżniająca się z tłumu jest w stanie oczarować boga seksu. No dobrze idźmy dalej. Okazuje się jednak, że nie będzie to cukierkowe love story - do czasu. Christian nie bawi się w kochanie i dziewczyny, jego jara ostre rżnięcie, sadomaso, klapsy w tyłek i skórzane pejcze. Ana, oczarowana Christianiem, nie mogąca uwierzyć, że ten fenomenalny mężczyzna zwrócił na nią uwagę, podpisuję pakt z diabłem - umowę na mocy której, ona staje się Uległą a on Panem. Co to oznacza? Może robić z nią wszystko. Ona jest jego własnością. Nie moze go dotknąć, paczać w oczy i przewracać oczami - co robi często a za to czeka ją kara. Dalej fabuły zdradzać nie będę.

Ta książka jest tak głupia, że aż fascynująca!
Uważam, że pomysł jest bardzo dobry. Czuję potencjał. Natomiast sposób wykonania - kiepski, niestety. Co mnie zraziło najbardziej? Słownictwo. Opis aktu seksualnego? Przeciętny. Chyba ja, kompletny laik byłabym w stanie napisać coś pikantniejszego, bardziej podniecającego i enigmatycznego. Przede wszystkim innego, za każdym razem. Do opisania seksu można użyć miliona słów, sam akt przedstawić w kilkadziesiąt sposobów. Ana szczytując za każdym razem rozpada się na milion kawałków, a Gray krzyczy dojdź dla mnie maleńka. O matko, dlaczego tak!!!!??? Czy nie można pokusić się o coś innego?
Monolog Any - omatkoicórko! Dziewczyna nawet nie jest w stanie porządnie klnąć. Nie wiem, może to wina tłumaczenia? Ona jest miałka, nudna jak flaki z olejem i przewidywalna. Razi głupotą i naiwnością, wiecznie się czerwieni i peszy, ale gdy idzie o seks wtedy jest niczym wyuzdana sucz, ubrana w lateksowe ciuszki, która od razu wie co i jak robić. Nie lubię takich bohaterek i wcale nie chodzi o to, że dziewczyna jest Uległa. Ona jest nijaka. Jarają mnie kobiety silne, charakterne, inteligentne i zadziorne.

Powieść ratuje Gray - to chyba jasne. Brutalny, silny, mroczny, ale jednocześnie z dużymi pokładami czułości i wrażliwości. Z jednej strony tyran, z drugiej romantyk. Chodzący seks, ociekający lukrem i zajebistością. No fajne mam Jego wyobrażenie ;)

Na podstawie powieści, powstają inne, o tej samej, ''erotycznej'' tematyce. Jest popyt, jest podaż. Seks przestaje gorszyć i beż strefą zamkniętą. O nim zaczyna się mówić. Jest to ciekawe zjawisko, ciekawa jestem stanowiska środowiska seksuologicznego.

Niemniej jednak z wielką ciekawością sięgam po drugą część. Jestem ciekawa jak rozwinie się związek Any i Christiana. Dobre odmóżdżenie po ciężkim dniu pracy. Wszystko zostaje w sferze marzeń. Dużo romantyzmu i seksu, ale mam apetyt na więcej. Dla Christiana czytam dalej... :) Czy książka mi się podobała? Tak. Czy jest to literatura górnych lotów? No nie. Ale czy tylko po taką mamy sięgać?



‎"Otóż, jeżeli mężczyzna patrzy na kobietę, to od pierwszej chwili jest ona dla niego obiektem erotycznym. W kilka milisekund on wie, czy chciałby się z nią przespać, czy nie. To dotyczy każdego, podkreślam - każdego mężczyzny. Tak po prostu reaguje męski mózg i tego nie da się zmienić." Zbigniew Lew-Starowicz

A czy Wy uległyście urokowi boskiego Christiana Grey'a ? 

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Produkt pod lupą#1 - liczi.

Często na blogu pojawiają się wpisy dotyczące konkretnego produktu. Postanowiłam założyć więc cykl, aby wszystko było w jednym miejscu. Czasami pojawiać się będą również pomysły na potrawę z danym składnikiem.
Zadebiutuję owocem, którym zajadam się ostatnio bardzo często. Kusi smakiem i wyglądem ;)

Owoce liczi, zwane też śliwkami chińskimi były dawniej ozdobą ogrodów cesarzy. Wiosną drzewa pokrywają piękne, barwne kielichy kwiatów, które następnie cudownie owocują. Już wieki temu wiedziały o tym chińskie gospodynie, które zapełniały liczi swoje spiżarnie, robiąc z nich kompoty, soki, i konfitury.

* Wygląd i smak
Liczi wygląda specyficznie :) Brązowo-czerwona, stwardniała skórka ze stożkowatymi wyrostkami otacza kremowy jadalny owoc. Wewnątrz znajduje się również podłużne, brązowe nasienie. Mnie przypominają one malutkie szyszki :)



Miąższ jest nie tylko słodki i bardzo smaczny, ale jest także bardzo zdrowy. Zawiera mnóstwo witaminy C ( więcej niż owoce cytrusowe!), dużo błonnika i potasu. Liczi zawiera również żelazo i polifenole. Uważane jest także za owoc, który dodają sił i energii oraz poprawia nastrój. 

Tabela wartości odżywczych

Jedna sztuka waży w przybliżeniu 10 gramów, co daje 7 kcal. 

*Jak jeść?
Liczi można jeść na surowo, solo jak inne owoce. Po usunięciu pestki można dodawać je do sałatek, deserów, ale również do mięsa czy owoców morza. Doskonale smakują w towarzystwie robali czy małży. Nadaje się również do przygotowania syropów, kompotów, soków, dżemów. Można je także suszyć i dodawać do musli, jogurtu, owsianki.




Ciekawostki
- świeże, dostępne w sklepach tylko w okresie zimowych
- dostępne również w puszce
- liczi bardzo szybko dojrzewa w domowych warunkach - już po trzech dniach nie nadaje się do spożycia.

Lubicie liczi? W jakiej postaci je najczęściej spożywacie?


niedziela, 6 stycznia 2013

Wywiad i tygryskowe wyzwanie - burpees.

Gdy zakładałam bloga, nawet przez głowę nie przeszła mi myśl, że to wszystko będzie wyglądać tak jak teraz. Blogowanie nie tylko spowodowało, że wreszcie zgubiłam te 10 kilogramów i w dalszym ciągu mam zamiar walczyć na całego, do utraty tchu. Blogowanie sprawiło również, że poznałam mnóstwo fantastycznych osób, które motywują, dodają energii, stawiają na nogi. Nauczyło mnie systematyczności, z
Dzisiaj zauważyłam, że Stop wishing, start doing ma już ponad 500 obserwatorów! Niewiarygodny wynik! W życiu nie przypuszczałabym, że aż tyle osób będzie czytać moje wpisy pozbawione pięknej składni i bogatego, wygórowanego słownictwa. Strasznie dziękuję!

Nie spodziewałam się również, że dostanę kiedykolwiek wiadomość z pytaniem o udzielenie wywiadu... ;)
Możecie wyobrazić sobie moją minę po przeczytaniu mejla? Szczękę zbierałam z klawiatury. I właśnie dzisiaj ukazał się artykuł. Gorąco zachęcam do przeczytania. Temat? Postanowienia noworoczne! :)
Fragment artykułu
Jak same żartują, zawarły pakt z diabłem i potem ciężko już było się wycofać. Bo wyzwanie to wyzwanie, trzeba walczyć i koniec, kropka. – To taka mobilizacja. Ciężko się przyznać, że coś nie wyszło, więc zakasujemy rękawy i do dzieła

Całość dostępna tutaj - Klik, klik - artykuł z wywiadu.

A jeśli mowa o wyzwaniach, to postanowiłam przyłączyć się do wyzwania organizowanego przez Tygryska :)

Wybrałam poziom drugi, czyli średnio zaawansowany.



Zaczynam jutro, czyli 7 stycznia. Kończę 27 stycznie z 40 burpess :D



Może ktoś się jeszcze przyłączy?