poniedziałek, 12 listopada 2012

Zanim zaczniesz zmieniać coś w swoim ciele - zaakceptuj je.

Niejednokrotnie na blogu pisaliśmy, że nasze nawyki, przyzwyczajenia i upodobania są niezwykle ważne. To od nich w głównej mierze zależy czy jesteśmy aktywni fizycznie, czy odżywiamy się właściwie, czy palimy papierosy, czy jesteśmy skłonni do stosowania innych używek. Styl życia jaki wybieramy, odzwierciedla również nasze nastawienie do rzeczywistości - to, czy chcemy w pełni uczestniczyć we wszystkim co się dzieje, czy wolimy nie angażować się zanadto, robić wszystko po łebkach i na odwal się.

Niezmiernie ważne są także uczucia, jakie żywimy wobec samych siebie. [Co nieco o samoocenie pisałam w tym poście]. Możemy robić dla zdrowia wszystko co należy - biegać codziennie po 5 kilometrów, ograniczyć spożycie węglowodanów, dbać o to by w diecie było wystarczająco składników odżywczych, błonnika, wody, regularnie medytować i uprawiać jogę - ale w gruncie rzeczy jeśli nie będziemy siebie lubić, jeżeli będziemy się uważać za bezwartościowych, brzydkich, niegodnych jakiś wyższych uczuć - miłości, przyjaźni, mieć ciągłe poczucie winy lub wstydzić się czegoś takie negatywne nastawienie prędzej czy później musi dać się we znaki. Nasze najgłębsze negatywne przekonania dotyczące własnego wyglądu oraz tego ile w istocie jesteśmy warci, mogą zniweczyć wszelkie wysiłki mające na celu zachowanie zdrowia i kondycji. Jedna z maksym głosi: stajemy się tym, co myślimy. Jesteśmy w stanie zmienić swoje życie...zmieniając nastawienie!

Nie wiele z nas kocha i w pełni akceptuje swoje ciało. Zawsze coś. A to za grube nogi, za chude ramiona, za bardzo wystający brzuch, za małe piersi itd. Komuś np. nie podobają się uda - od lat chce żeby wyglądały zupełnie inaczej - żeby były bardziej jędrne, miały mniej cellulitu - ogólnie zgrabniejsze i szczuplejsze. Patrząc w lustro widzi tylko te grube i brzydkie uda. Brzmi znajomo? Wyobraź sobie, że nagle stajesz się tymi udami, TYLKO UDAMI. Od lat słyszysz jaka jesteś paskudna, gruba, niewspółpracująca, oporna, tragiczna! Usilnie zabiegasz o akceptację i miłość, ale ciągle spotyka Cię odrzucenie. Wyobraź sobie jak samotne czują się Twoje uda! I proszę się nie śmiać, to naprawdę może być poważnym problemem. Skoro kogoś tak bardzo nie lubisz i dajesz to odczuć to jak ten ktoś ma mieć ochotę na współpracę z Tobą?
To tak jak w leczeniu ciężkich chorób - pacjenci z pozytywnym nastawieniem, wierzący w poprawę swojego zdrowia  rokują znacznie lepiej niż pacjenci mimo, że nie do końca bezradni, ale mający przeświadczenie, że choroba jest poza nimi.


Dużą rolę odgrywają idea piękna narzucone przez społeczeństwo, ale wolałabym dzisiaj nie poruszać tego tematu. Jest to temat tak obszerny i mam w związku z nim tak wiele do napisania, że zostawię to na inną okazję. 

Przygotowałam dla Was i dla samej siebie ćwiczenie, które znalazłam w jednej z książek ze studiów. Przyznam się szczerze, że sama je wykonywałam je jakiś czas temu i nie jest ono łatwe. Budzi wiele emocji, może wydawać się z pozoru śmieszne i nic nie wnoszące. Jeśli jednak spróbujecie - przekonacie się jak wzrośnie poziom Waszej samoobserwacji i samoświadomości. Znajdziecie chwilę na bycie ze sobą sam na sam.
źródło: Wpływ emocji na zdrowie; Shapiro.

Aby nauczyć się rzeczywiście doceniać samych siebie musimy patrzeć - nie osądzając. Dotykać - nie czując lęku. Niesłychanie ważna jest szczerość w stosunku do samego siebie. Ważne są emocje i nie należy ich wypierać czy się ich wstydzić.
Może komuś przyda się te ćwiczenie a może już je znacie?

23 komentarze:

  1. Bardzo trafny wykład.
    Natomiast aby wykonać to ćwiczenie nie mam, jak na razie, odwagi. Może za jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Skarbie za tego posta...
    Będę do niego często wracać!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja szybko przeleciałam tekst oczyma,bo uczę się do testow i na dodatek korzystam teraz z twlefonu,ale to o czym piszesz kojarzy mi się z metodą placebo. Jutro wrocę do tej notki na spkojnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj,
    dostałam adres Twojego bloga od pewnej Czytelniczki... Piszesz niezwykle. Wspaniale, aż pragnę czytać więcej i więcej.
    Piszesz tak że o samoakceptacji, bronię się przed tym - ale - brak mi jej...
    Widzę w swoim ciele tylko te nie kochane, nic nie warte, grube nogi...
    Proszę napisz w wolnej chwili do mnie maila: letasha15@onet.eu
    Myślę, że Twoje zdrowe podejście da mi jakąś tajemniczą siłę by z tym walczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, strasznie dziękuję za miłe słowa. Oczywiście, że napiszę!

      Usuń
  5. Ja kocham siebie, ale akceptacja samej siebie zajeła mi dużo czasu :) Wspaniałe ćwiczenie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. idealny tekst. pierwszy raz wyobraziłam sobie, że jestem moimi biednymi, obrażanymi codziennie przeze mnie udami i boczkami i aż zrobiło mi się przykro : D może właśnie w tym tkwi ich opór i niechęć do współpracy. fragment spod serduszka ftw!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, głupie pytanie - co oznacza skrót ftw :D ?

      Usuń
  7. Zrobiło mi się żal moich ud, muszę zacząć inaczej na nie patrzeć.A ćwiczenie muszę wypróbować dzisiaj.Uwielbiam Twojego bloga, bardzo mądrze piszesz.Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Mnie też było żal mojego brzucha i teraz z nim gadam. Ma swoje imię, czasami się na siebie obrażamy, ale zmieniłam nastawienie :)

      Usuń
  8. ja w ubraniu to jeszcze się mogę lubić, ale bez już nie koniecznie się uwielbiam, dlatego ćwiczeniami szukam sposobu na miłość do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciężko polubić swoje ciało, ale może i znalazłabym jakieś elementy, które lubię :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. są dni, kiedy mogłabym chodzić nago po mieszkaniu z dumą, prężyć się przed każdym lustrem i podziwiać swoje ciało. ale są też takie dni, kiedy jestem na siebie zła, że nie ćwiczę regularnie, że nie mam płaskiego brzucha, znajduję kolejne fragmenty ciała, które są 'brzydkie' ( a kiedyś wcale tak nie sądziłam), porównuję się do modelek na bilbordach i w telewizji..

    ale mam taki mały trik: patrząc w lustro skupiam się na fragmentach, które ostatnio się sporo poprawiły po ćwiczeniach. to bardzo motywuje do dalszej pracy i wprawia w dobry nastrój:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie da rady... jeśli czegoś nienawidzi się wiele lat nie da się tego pokochać w kilka dni czy nawet miesięcy. Sorry za głos pesymizmu, ale w moim przypadku to nie zadziała...

    OdpowiedzUsuń
  12. Chyba mam te największe problemy za sobą, ale od lubienia do miłości to jest naprawdę długa droga. Nie mniej jednak do niej warto dążyć. Ćwiczeń nie znałam, ale spodobały mi się.

    OdpowiedzUsuń
  13. Kochana, otagowałam Cię i mam nadzieję, że się skusisz na zabawę! Zapraszam -> http://curlykarolina.blogspot.com/2012/11/liebster-blog.html

    OdpowiedzUsuń
  14. Kurcze jak mowie do lustra, ze kocham swoje rozstepy to sie jeszcze bardziej wsciekam, ze ich tyle mam :P wole jednak nie patrzec :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny i mądry post. Tak wiele osób teraz ma problemy z samooceną, co wpływa na wszystkie aspekty naszego życia. Negatywnie...
    Ja dziś wywnętrzniłam się o motywacji...

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny blog!! Dołączam do obserwacji!!!

    +Liczę na to samo :*
    http://patrycjasstyle1212.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. A co robić w przypadku, kiedy patrząc na swoje ciało okazuje się, że nic w nim nie lubię??

    OdpowiedzUsuń