sobota, 10 listopada 2012

Wczorajszy wpis o samoocenie, babeczki i ostre robale :D

Ten dzisiejszy, sobotni wieczór spędzamy w domu, oglądając telewizję :D Czasami czuję się jak 40latka, mająca u boku wszystko czego mi potrzeba. Wczoraj będąc na zakupach w tesco piszczałam jak oszalała na widok ubranek dla dzieci. Piękne, czerwone, z białym puszkiem i napisem Hello Santa! Już nawet przymknęłam oko, że 10 listopada stoją na środku sklepu choinki, bombki i łańcuchy. Jeśli mowa o dzieciach, widziałyście Adrianę Limę dwa miesiące po porodzie? Wygląda obłędnie - klik,klik.

Dzisiaj wstaliśmy z Rafałem baaardzo późno. No bo kto normalny kto wciąż narzeka na brak czasu i nadmiar obowiązków śpi do 11.30? Niedziela zapowiada się nad bardzo pracowicie, więc dzisiaj postanowiliśmy się całkowicie zrelaksować. A gdzie mężczyzna relaksuje się najbardziej? Nie, nie przed telewizorem z pilotem w ręku! W kuchni! :) W sumie to jestem pod wrażeniem, bo rzadko spotyka się faceta, który bardzo lubi gotować i któremu na prawdę wychodzi to wyśmienicie. W tej kwestii jesteśmy bardzo do siebie podobni i uzupełniamy się całkowicie. Gdy ja nie mam ochoty, wiem, że nie jestem skazana na zupkę chińską. Zawsze wtedy Rafał przejmuje kontrolę nad tym co będziemy jeść. Nie lubi jednak bardzo ostrej kuchni, której ja jestem ogromną fanką - więc robale na kolacje musiałam zjeść sama.



Ja mam dwie lewe ręce jeśli chodzi o pieczenie - może to i dobrze :) Mieliśmy zrobić piernik, na który przepis wrzucił Tygrysek, ale okazało się, że nie mamy w domu miksera. Więc siłą bicepsów Rafał ukręcił ciasta na babeczki z nadzieniem jagodowym. Zjadłam, ale tyko dwie, resztę pochłonął Rafał z naszym przyjacielem.

Ja już czuję się dobrze, papkę odstawiłam. Po kilku dniach smakuje ohydnie. Dzisiaj nawet miałam pójść pobiegać, ale zaginęły moje adidasy. Nikt nie wie gdzie są. Buty to nie Ipod, który można upchnąć, szukać czwarty miesiąc i nic. Ale jak widać u mnie wszystko jest możliwe...


No i moje wieczorne eksperymenty kuchenne. Zrobiłam krewetki inaczej niż zazwyczaj, ale zdecydowanie przesadziłam z ilością chilli i sosu sojowego. Zjadliwe to było tylko dla mnie. W ogóle jeśli chodzi o krewetki, to chyba nie należy ich za długo smażyć, bo stają się twarde. I warto je potrzymać troszkę w soku z cytryny.






Wczoraj zauważyłam, że mój wpis nie został zaktualizowany, więc zapraszam do jego lektury i dyskusji KLIK,KLIK



13 komentarzy:

  1. Głuptaku, też nie mam miksera dobrego. Mieszałam taką ubijaczką : - http://www.techmasz.com/ubijaczki/247885_1024.jpg

    OdpowiedzUsuń
  2. takie babeczki to sama chętnie bym zjadła ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gotujący facet?
    Gdzie znalazłaś? :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też wczoraj robiłam muffiny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Smacznie wyglądają babeczki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie, że twój facet lubi gotować i mu to wychodzi :) Hm, nigdy nie jadłam krewetek, muszę kiedyś spróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. też nie mam miksera (żadnego:D) i robię tylko babeczki, bo wystarczy je tylko lekko pomieszać ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. lubie krewetki w sałatce :)

    OdpowiedzUsuń
  9. tak, tak te "robale" to króciutko na patelni :)
    Ale zjadłabym, mam w zamrażalce i jakoś się zebrać nie mogę

    OdpowiedzUsuń
  10. heh u mnie tez byly w weekend babeczki, ale do mieszania nie trzeba miksera, latwo je recznie zmiksowac. A krewetki polecam w smietanie, i na makaron np penne, nie sa ostre i moze chlopak sie przekona do zjedzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Gotujący facet? O takich słyszałam, również "posiadam" :) Ale piekący? Respect! :)

    OdpowiedzUsuń