piątek, 30 listopada 2012

Bieganie moją terapią.

Zdarzają się w życiu takie sytuacje, gdy nic ci się nie układa.
Gdy życie sypie Ci się na głowę. Gdy słowa bolą i nie sposób ich cofnąć.
Gdy sprawy osobiste nieoczekiwanie zaczynają rujnować Ci życie. Prawda boli tylko raz. Kłamstwo za każdym razem gdy jest wspominamy. Są trzy rzeczy, które przemijają i nie wracają nigdy więcej: słowa, czas i szanse.
I płaczesz. Ale gdy biegniesz nie znasz źródła tego płaczu. Nie wiesz czy płaczesz z bólu, żalu, gniewu, bezsilności, czy może ze zmęczenia. Nie zastanawiasz się nad kolejną łzą, nie analizujesz jej. Nawet nie wiesz kiedy zaczyna zalewać się wodospad słonych łez. Zaciskasz zęby i biegniesz.
Pokonujesz bariery
To Ty wyznaczasz granice

Gdy biegniesz czujesz siłę. Czujesz wolność i niezależność. Gdy biegniesz masz poczucie, że jesteś w stanie zrobić wszystko. Że nie ma rzeczy, których nie możesz przeskoczyć. Znika lęk, znika ból, znika strach. Nikt i nic nie jest w stanie Cie zatrzymać. Wyżej, mocniej, dalej. To ma sens. Bieganie terapią? Moją na pewno.

A potem sam się znajdzie powód...by zwątpić czy to się opłaca...znajdziemy powód by odchodzić...i sto powodów, żeby wracać...


4 kilometry. W głowie pustka. Nie czułam i nie myślałam. Pożądliwe chwytanie w płuca powietrza. Szybciej, mocniej, dalej, dłużej. Telefon. Wypadek. Moja terapia musiała być skrócona. Ale w niedzielę znów pomilczymy razem, prawda? Bo ból zależał, żal minął, łzy płyną cichutko, ale możesz oddychać. 

Życie to gra. Więc graj i bądź w tym dobry! 
Znajdź to co robić kochasz i rób to często. 
Mniej dystans do życia.  
Jedz co lubisz. Ćwicz. Śmiej się. 
Nie bój się. Nie obiecuj. 
Bądź szczęśliwy.   
Żyj... 

 

środa, 28 listopada 2012

Więcej znaczy gorzej.

Czy spotkała Was ostatnio sytuacja, że zostałyście zmuszone dokonać wyboru pomiędzy kilkoma rzeczami na raz? Pewnie tak. Istotnie, każdego dnia stajemy przed wyborem co zjeść na śniadanie, w co się ubrać, gdzie pójść na spacer, jaki film obejrzeć. Czasami do wyboru mamy tyle opcji, że bardzo ciężko jest nam podjąć decyzję. Bo gdy przysłowiowa klamka zapada pojawiają się myśli, że może inna, odrzucona opcja byłaby lepsza?

Psychologowie potwierdzają: wiele wariantów do wyboru może być tak samo dokuczliwe, jak brak jakiegokolwiek wyboru.

Pamiętam swoje początki zmiany złych nawyków. Pamiętam wybory, których musiałam dokonać i na własnej skórze doświadczyłam tego, czym jest dysonans. Główny problem dotyczył oczywiście aktywności fizycznej, a dokładnie tego na co się zdecydować. Nic dziwnego, że ciężko było mi podjąć decyzję, skoro opcji do wyboru miałam ponad 10. Ewa Chodakowska a może Mel B? A co z Jillian, wygląda fenomenalnie!  O kurczę o Tiffany tyle dobrych opinii, a Turbo Fire? To jest dopiero coś! A później w zakamarkach internetu odnalazły się dziewczyny z ToneItUp. A Blogilates? Łał - tyle. Każdy program miał swoich fanów jak i zdecydowanych przeciwników. No i co tu wybrać? Na kogo postawić? Teraz gdy fitblogów jest znacznie więcej niż wtedy gdy przykładowo ja zaczynałam, wybór jest jeszcze trudniejszy. Trening siłowy, bieganie, basen a może hulahoping? No i co tu zrobić? Jak spośród tylu opcji wybrać tę najlepszą dla siebie? Zazwyczaj proste rozwiązania są najlepsze, szczególnie na początek.



Taka różnorodność nie do końca ułatwia nam życie. Wręcz przeciwnie - może je utrudniać.

Badania psychologiczne dowiodły, że:
a. zbyt wiele możliwości do wyboru utrudnia podjęcie decyzji - jest ona przekładana na później;
b. duża liczba opcji wyboru podczas podejmowania decyzji powodowała pogorszenie nastroju osób badanych - wynika to głównie z tego, że obawiamy się odrzucenia lepszej opcji;
c. ważnym czynnikiem przy dokonywaniu wyboru jest czas. Jeśli możemy w spokoju rozważyć wszystkie możliwości a następnie podjąć decyzję;
d. trudniej pojąć decyzję, gdy opcję łączy bliskość. O co chodzi? Ciężej będzie nam podjąć decyzję co do wyboru pomiędzy np. jogurtem malinowym, truskawkowym, poziomkowym a grupą opcji w której skład wchodzą jogurt malinowy, jogurt kokosowy i jogurt waniliowy. Podobnie jest z aktywności fizyczną - ciężej będzie nam podjąć decyzję co do treningu domowego niżeli dokonać wyboru pomiędzy np. bieganiem a treningami Ewy Chodakowskiej.

Chwytanie się kilku rzeczy na raz też nie jest dobre. Warto skupić się na jednej - dwóch rzeczach. Poświęcając się kilku aktywnościom na raz z 90% prawdopodobieństwem z którejś z opcji zrezygnujemy - prędzej czy później. Dodatkowo zdamy sobie sprawę, że czas poświęcony tejże aktywności mogliśmy spożytkować w inny, lepszy sposób.

Zanim podejmiesz decyzję ...
* Zapoznaj się z anatomią człowieka - to nie żart ;) Myślę, że przy wyborze aktywności fizycznej warto znać podstawowe mięśnie i ich funkcję.
* Poczytaj opinię blogerów, forumowe i inne. Jednak pamiętaj, że opinia  jest kwestią subiektywną.
* To, że coś jest MODNE, nie znaczy, że jest najlepszą opcją ;)
* Obejrzyj program/filmik z ćwiczeniami i zastanów się czy jest to to, czego oczekujesz. Oceń swoją sprawność, możliwości, jakoś treningów.
* Zanim napalisz się na jakoś aktywność, np. na biegnie - nie kupuj butów, odzieży, sprzętu. Najpierw wybpróbuj i sprawdź, czy rzeczywiście jest to coś co Cię kręci.
* Próbuj, próbuj, próbuj. W razie potrzeby zmieniaj na coś innego.
* Nie decyduj się na kilka opcji na raz. Ja tak błąd popełniłam. Jeśli trenujesz siłowo i biegasz daruj sobie twistering i hulahoping ;) serio, biegając pozbędziesz się boczków. Te 15 minut poświęć na coś innego - np. weź dłuższą kąpiel.
* Mieszanie ćwiczeń, planów, treningów może być zgubne i wyssać z Ciebie energię. Szybciej stracisz zapał.
* Rób to co sprawia Ci radość.

I pamiętaj .... mniej czasami znaczy więcej ! ;) 

wtorek, 27 listopada 2012

Fitmotywacja w ramce :)

 Miałam problemy z dodaniem zdjęć i wpisu na bloga. Skorzystałam z komputera Rafała i jakimś cudem zdjęcia się ładują. Blogger sobie dzisiaj ze mną pogrywa :)

Wstałam  dzisiaj z łóżka i siedziałam. Nie było mleka,nie było porannej kawy. W dniu dzisiejszym mój leń był tak mocno zaktywizowany, że nie pozwalał mi nawet na zaparzenie zielonej herbaty. Siłą trzymał mnie na łóżku, grożąc, krzycząc i marudząc. Mówił też coś o tym, że w poniedziałek wyjeżdża na jakiś czas. To dobrze. Ale będzie mi go troszkę brakowało, w końcu fajna z nas para (:

W ramach dodatkowej motywacji, postanowiłam zrobić element dekoracyjny do mojego pokoju. Lubię różne pierdółki, obrazki, ramki do zdjęć, figurki etc. I choć parapet mam niemalże w całości zajęty przez doniczki, wygospodarowałam ciut miejsca na fit inspirację :)

Ramki zakupiłam jakiś czas temu w Pepco. Obrazki znalazłam w sieci :)



Czasami dobrze jest się zdrzemnąć. Ja wybieram się na drzemkę zwłaszcza wtedy gdy coś bardzo mnie denerwuje lub przytłacza.
Druga ramka ma mi przypominać o tym, żebym się nie poddawała. Żebym usiadła, zaczerpnęła powietrza i nie oceniała się zbyt surowo. To, że nie ma dzisiaj efektów, nie znaczy, że nie będzie ich za miesiąc. Więc uspokój się, rób swoje a osiągniesz to czego chcesz :)

Macie w zasięgu wzroku fitmotywację? :)

poniedziałek, 26 listopada 2012

Naleśniki meksykańskie w zdrowszej wersji.

W ramach projektu 101 in 1001 zobowiązałam się do wypróbowania ponad siedemdziesięciu nowych przepisów. Wczoraj nie bardzo wiedziałam co zrobić na obiad. Pomysł narodził się spontanicznie. Nie jest to niby nic innowacyjnego, jedynie zmodyfikowany przepis, który już pojawił się na blogu.
Jednak przy pierwszym przyrządzaniu dania poszłam nieco na łatwiznę i sięgnęłam po gotową puszkę z sosem. Wczoraj zdecydowałam, że całość zrobię samodzielnie.
Zapraszam na pełnoziarniste, meksykańskie naleśniki, w zdrowszej wersji :)

Zdecydowałam, że przepisy będę umieszczać w wersji obrazkowej. Dlaczego? W planach mam stworzenie miejsca, gdzie będę składować wszelkie przepisy kulinarne. Jest to projekt bardzo pracochłonny, jednak mam nadzieję, że uda mi się go zrealizować. Zapisywanie przepisów na takich kolorowych kartkach ma wiele zalet. Po pierwsze ładnie wyglądają, po drugie pisząc na komputerze, nie będę mieć problemu z rozczytaniem przepisów po dłuższym czasie. Jest to również ułatwienie dla Was, jeśli chcielibyście skorzystać w przyszłości z danego przepisu. 

Przepis na lekkie, pełnoziarniste naleśniki i pierwszą wersję dania znajdziecie tutaj.

Ja dodałam również świeżą rukolę






Farszu starczy na 5 - 6 naleśników.

Smacznego ! :)

niedziela, 25 listopada 2012

Aktywna niedziela

Muszę przyznać, że listopad pod względem pogody nie jest taki zły. Nie jest przede wszystkim mocno zimno, dzięki czemu łatwiej jest mi się zmobilizować do treningów na zewnątrz. Z prognozy pogody wynika, że niebawem będzie jeszcze cieplej - temperatura dojdzie nawet do 17 stopni.Wiadomo, że ze sprawdzalnością bywa różnie.

Niejednokrotnie wspominałam, że bieganie, jazda na rowerze, badminton czy zwykłe spacery dają mi dużo frajdy i radości, natomiast w domu jakoś ciężko mi się jest odnaleźć. Nawet wykonując elementy jogi wybierałam ogród. Jednak wiem, ze same bieganie nie wystarczy by osiągnąć to czego chcę.

Weekend spędziłam dość aktywnie. W piątek resetowałam po czwartkowym treningu biegowym. Miałam potworne zakwasy, ledwie poruszałam nogami. Na szczęście kolano nie bolało.
Wczoraj wybraliśmy się późnym wieczorem na długi spacer. W rezultacie przemaszerowaliśmy 5 kilometrów.
Natomiast dzisiaj udało mi się namówić na bieganie Rafała. Rafał nie lubi za bardzo biegać, zdecydowanie woli pracę z maszynami na siłowni - szczególnie gdy na dworze jest ciemno, zimno i wietrznie. Chwilowo niestety nie trenuje, przez co z Jego kondycją nie jest za wesoło :)


Rafał towarzyszył mi dzisiaj w 1/4 treningu. Stwierdził, że UWAGA - nie jest w stanie zmusić się do większego wysiłku, do kontynuowania treningu bo NIENAWIDZI BIEGAĆ :) Nie chciał mnie jednak spowalniać - choć dzięki temu biegłam dłużej w strefie fat burn. Pozostałą część treningu kontynuowałam sama. Wybrałam trasę, którą już znam. Zdecydowałam się jednak na dwa kółka. Uwielbiam biegać w terenie, bieganie w pomieszczeniu nie daje mi takiej satysfakcji.


Chociaż dystans jest podobny do czwartkowego biegu, to jednak nie ma co porównywać tych dwóch treningów. Głównie dlatego, że jest całkiem inna rzeźba terenu. W Olsztynie jest generalnie wszędzie z górki albo pod górkę :) Od 2 do 6 biegnie się cały czas pod górę, więc na tym odcinku moje tętno dochodziło do 182. Średnie tętno w czasie biegu 166.


A Wy jak spędziliście weekend?
Aktywnie czy leniwie :) ?

Figa z makiem.

Będąc w domu, zawsze lubię grzebać po kuchennych szafkach. Z reguły nie znajduję niczego, czego wcześniej bym nie widziała, jednak ten nawyk mi pozostał. Nie inaczej było i tym razem. Wstałam rano całkowicie bez pomysłu na śniadanie. W takich sytuacjach wolę wybrać najprostsze rozwiązanie i zjeść mussli. Standardowo dodałam dwie suszone śliwki i dwa suszone daktyle. Zawsze kroję owoce w mniejsze kawałki, żeby było łatwiej gryźć, a także zajrzeć jak wyglądają od wewnątrz. Głównie zwracam uwagę na to czy nie są zapleśniałe, nie mają podejrzanego koloru, ponieważ może to być szkodliwe dla zdrowia. W trakcie mojego buszowania odkryłam suszone figi. Z ust wyrwało mi się nieme oooooo - tego to jeszcze w tym domu nie było. Patrzyłam, patrzyłam i nie mogłam się zdecydować. Jednak szybkim ruchem otworzyłam opakowanie i postanowiłam figę wrzucić do mussli. Kiedyś jadłam świeżą figę i jakoś mnie nie zwaliła z nóg. Wydaje mi się, że jej połączenie z innymi smakami jest lepszym wyborem.


Podobno 100 gramów suszonych fig zawiera tyle wapnia co mleko - tego nie wiedziałam.
Charakteryzują się one również najwyższą z pośród wszystkich suszonych owoców ilością błonnika pokarmowego. Mogą również przyczyniać się do obniżenia poziomu cholesterolu we krwi (amerykańskie badania potwierdziły, że zawierają one fitosterole) - źródło.

1. Świeża figa (1 sztuka - 52 kcal) - na podstawie serwisu ilewazy.pl


2. Figa suszona (1 sztuka 41 kcal) - na podstawie serwisu ilewazy.pl


Jest to dość dużo jak na 14 gramów. Jednak na śniadanie możemy sobie na takie szaleństwo pozwolić. Smak suszonej figi jest cudowny. Te pesteczki tak fajnie rozpływają się w ustach. Naprawdę przyjemnie jadło mi się śniadanie :)


Próbowaliście suszonych fig? Które bardziej Wam odpowiadają?

sobota, 24 listopada 2012

Bluzka termiczna - moja opinia.

Wczoraj wspominałam Wam o zakupie bluzki termicznej. Dzisiaj pochodziłam w niej tak po prostu, oraz posiedziałam trochę w domu. Jest to zakup roku, zdecydowanie.
Bluzka jest stworzona nie tylko do biegania. Doskonale sprawdza się w zimne, mroźne dni. Nie musimy ubierać się na cebulkę. Wystarczy czy założymy ją na gołe ciało, nałożymy na nią bluzę czy też inną cieńszą bluzkę z długim rękawem i na to kurtkę. Gwarantuje, że będzie Wam wygodnie, ciepło i przyjemnie. Mocniejszy podmuchy wiatru nie spowodują, że nasze ciało ogarnie fala zimna. Nic nas nie będzie uwierać, w zasadzie można powiedzieć, że zapomnicie, że ją w ogóle macie na sobie.

Moja bluzka jest koloru czarnego. W sklepie sportowym w którym ją kupiłam nie było innych kolorów. Jednak uważam, że czarny to dobry kolor - nie tylko dlatego, że czarne wyszczupla :) Jest uniwersalna, nie rzuca się tak mocno w oczy. W sieci widziałam, że ta firma wyprodukowała także kolory jasno różowe, żółte, błękitne.

Na stronie producenta znajdziemy wiele informacji na temat właściwości bluzki. Ja wybrałam kilka z nich i dodałam swój komentarz.

* utrzymuje optymalną temperaturę ciała bez względu na warunki pogodowe
Zgadzam się. Czy biegłam pod wiatr, czy z wiatrem, czy ten się uspokajał czy zyskiwał na silę - w żaden sposób tego nie odczuwała.
* unikalna dwuwarstwowa konstrukcja (warstwa wewnętrzna utrzymuje doskonały mikroklimat dla skóry; odprowadza pot na zewnątrz; utrzymuje skórę suchą; warstwa zewnętrzną zapewnia lepszą ochronę oraz utrzymuje naturalną ciepłotę ciała). 

To jest fenomenalne. Ja wczoraj założyłam na siebie jeszcze kurtkę. Wyobraźcie sobie, że wnętrze kurtki było całe mokre! Natomiast na ciele nie było nawet kropli potu. Bluzka była w takim samym stanie jak przed założeniem. Nie była nawet trochę wilgotna!
 * dzięki mikrowłóknom polipropylenu dzianina jest przewiewna i uwalnia wilgoć
Tak, zgadzam się.

*  hamuje powstawanie brzydkich zapachów, bakteriostatyczna.
TAK! Nie wiem jak ona to robi...

 No i teraz pojawia się pytanie jak ją nosić? Ja zakładam bezpośrednio na ciało.
Czy zakładać coś na siebie gdy wychodzimy biegać? Ja założyłam kurtkę, bo wydawało mi się, że będzie mi zimno. Jednak w trakcie biegania było mi naprawdę mocno ciepło. Na stronie producenta znalazłam kilka wskazówek i chyba przy kolejnym bieganiu im zaufam.

Czyli teoretycznie przy obecnej temperaturze powinniśmy biegać jak pani na obrazku - tylko jeszcze wcześniej musimy założyć buty :P Spodnie, które ma pani wzbudzają we mnie strasznie skrajne emocje, bo bardzo bym je chciała mieć. Jednak na razie mam całe mnóstwo innych wydatków. Jeśli chodzi o skarpety termiczne to takie posiadam, wygrzebałam w ciucholandzie za całe dwa złote - ale o tym napiszę przy okazji wpisu o dodatkach do jesiennego/zimowego biegania.
Jak widzicie odzież ta polecana jest głównie do sportów zimowych. Ale ludzik biegający też jest :)



Dopiero gdy temperatura spadnie poniżej 10 stopni zakładamy na siebie drugą warstwę - w sensie na górę. I też nie jest to kurtka, tylko jakiś ciepły polarek. Jednak ja uważam, że wiatrówka też daje radę - przynajmniej wczoraj mnie przegrzała.

Widziałam, że od jutra w Lidlu również pojawi się bielizna termiczna.


Jeśli spędzacie czas aktywnie na zewnątrz to będziecie bardzo zadowoleni z odzieży/bielizny termicznej.

piątek, 23 listopada 2012

101 in 1001.

Do zrobienia poniższej listy zmotywowała mnie Magdalena. Pomysł bardzo mi się spodobał i stwierdziłam, czemu nie? Lubie robić plany i je skrupulatnie realizować. Choć ostatnio się zarzekałam, że nie będę już tego robić, to jednak mi tego brakuje.
O co w tym wszystkim chodzi? Pozwólcie, że zacytuję Magdę :)
O zabawę. O postawienie sobie jakiegoś celu. O walczenie z nudą i lenistwem. Zaczynamy od burzy mózgów. I piszemy listę 101 rzeczy, które chcemy wykonać. Mogą to być drobiazgi, ale też poważniejsze wyzwania. Na wykonanie ich wszystkich mamy 1001 dni - niecałe trzy lata. To sporo, ale pozwoli też realizować śmielsze plany.

Data rozpoczęcia projektu: 23.11.2012
Data zakończenia: 22.09.2015

Listę podzieliłam na konkretne kategorie. Kolejność przypadkowa.

Gotowanie [1-9]
1. Zrobię samodzielnie lody
2. Zrobię cake pops
3. Zrobię sushi
4. Wypróbuję 72 nowych przepisów (średnio 2 miesięcznie) [ 0/72]
5. Upiekę chleb
6. Zrobię tort
7. Spróbuję 20 nowych smaków herbat [0/20]
8. Spróbuję marokańskiej kuchni
9. Przygotuję z mamą potrawy świąteczne
Kultura [ 10-16]
10. Przeczytam wszystkie książki Nicholasa Sparks'a [11/ 17]
11. Przeczytam wszystkie książki Agathy Christie z Poirotem [9/34]
12. Przeczytam 300 książek [0/300]
13. Pójdę na kabaret
14. Obejrzę wszystkie zaległe seriale, które chcę zobaczyć
15. 34 razy pójdę do kina (średnio raz w miesiącu) [0/34]
16. Obejrzę 5 filmów z Marilyn Monroe i 5 z Audrey Hepburn [0/5] [0/5]
DIY [17-24]
17. Stworzę kącik ramkowy
18. Zrobię zakładkę do książki
19. Założę album scrapbookowy
20. Uszyję coś ładnego
21. Stworzę ziołowy ogródek
22. Rozpocznę produkcję kosmetyków naturalnych
23. Zrobię motywującą tablicę
24. Założę zeszyt z przepisami kulinarnymi
Zakupy
25. Kupię czytnik e-book
26. Kupię samochód
27. Kupię 5 kostiumów kąpielowych
28. Kupię patelnię grillową
29. Zmienię telefon
30. Kupię dużo półproduktów do produkcji kosmetyków
31. Kupię nowy rower
32. Kupię legginsy termiczne do biegania
Drobne przyjemności
33. Pojadę do Wrocławia 
34. Pojadę w podróż zagraniczną 
35. Pojadę nad morze 
36. Pojadę w góry 
37. Ulepię z kuzynką bałwana 
38. Założę łyżwy i przejadę więcej niż 100 metrów 
39. Pójdę do obserwatorium/planetarium 
40. Pomogę w organizacji piątych urodzin kuzynki 
41. Pójdę na saunę 
42. Piknik nad jeziorem 
43. Zatańczę w deszczu 
44. Pójdę na ryby 
45. Przejadę się konno
46. Pójdę na kolację do restauracji
Rozwój osobisty
47. Pój na studia podyplomowe z diagnozy psychologicznej
48. Zacznę naukę języka greckiego
49. Pójdę na terapię własną
50. Zrobię min. 10 kursów/szkoleń [0/10]
51. Wrócę do nauki angielskiego
52. Przeczytam 100 artykułów w języku angielskim
53. Nauczę się obsługiwać photoshopa :D
54. Uporządkuję foldery w komputerze
55. Będę systematycznie prowadzić dokumentację w pracy
56. Opublikuję moją pracę magisterską
57. Zaangażuję się w projekt badawczy
Ja
58. Osiągnę wymarzoną wagę 
59. Zrobię velvet manicure 
60. Zrobię Cavior manicure  
61. Pół roku ciągiem bez słodyczy ( od 1.01) 
62. Pół roku ciągiem bez chipsów (od 1.01) 
63. Wybielę zęby 
64. Wybiorę się do SPA 
65. Wybiorę się na masaż 
66. Przez rok będę regularnie brać witaminy 
67. Umówię się na operację kolana 
68. Zoperuję kolano 
69. Będę miała płaski brzuch i pozbędę się boczków 
70. Zastąpię czymś cukier
71. Wezmę udział w kursie samoobrony
72. Nauczę się języka migowego
Sport
73. Przebiegnę pół półmaraton :D
74. Przebiegnę półmaraton
75. Przebiegnę 2000 kilometrów [6/2000]
76. Zacznę uprawiać jogę
77. Wrócę na siłownię
78. Pobiegnę w biegu ulicznym
79. Spróbuję tej zumby! :D
80. Przepłynę jednorazowo 60 długości basenu
Finanse
81. Kupię skarbonkę 
82. Codziennie będę wrzucać złotówkę do skarbonki [ 0/1001]
83. Za każdy zrealizowany cel wrzucam do skarbonki 5 zł
84. Założę teczkę z wydatkami
85. Będę wpłacać systematycznie pieniążki na konto oszczędnościowe
 Rodzina i troska o innych
86. Obejrzę z Rafałem wschód słońca 
87. Wybiorę się z rodzicami na długi spacer 
88. Napisze list, wsadzę w butelkę i wyrzucę w morze 
89. Zostawię 100 karteczek w Operation Beautiful [0/100]
90 Przygotuję Rafałowi jedną niespodziankę miesięcznie 
91. Spotkam się z blogerkami! 
92. Wyślę 300 spontanicznych listów/maili do przyjaciół i znajomych [0/300]
93. Oddam krew 
94. Odnowię dwie stare znajomości [0/2]
95. Poznam nowe osoby 
96. Będę zabierać psa dwa razy dziennie na spacer
97. Kupię zwierzątko domowe
98. Zorganizuję przebieraną imprezę
99. Pojadę do lasu
100. Przekonam tatę do aktywności fizycznej
101. Zrobię nową listę 


Kolor czerwony - w trakcie realizacji
Kolor zielony - zakończone 

Może Wy też pokusicie się o taką listę? 

czwartek, 22 listopada 2012

Moje bieganie po przerwie. Bluzka termiczna jak zbawienie.

Huuura! :)
Jestem po treningu biegowym! Huuura bo czuję się genialnie :) Oh a był to na prawdę ciężki trening. I chyba właśnie przez to, że był ciężki, a ja jednak nie uległam pokusie i w połowie trasy nie zawróciłam do domu czuję się tak dobrze.

Założyłam sobie, że na dzisiejszy trening poświęcę godzinę, a rozgrzewkę zrobię na zewnątrz a nie w domu.
Więc najpierw 1.30 kilometra maszerowałam w normalnym tempie i robiłam rozgrzewkę. Wymachy w przód, wymachy w tył, skipy itd. O rozgrzewce możecie przeczytać w zakładce biegam.
Po rozgrzewce przystąpiłam do treningu biegowego. Biegłam swoim w miarę równym tempem. W trakcie biegu jak zwykle prowadziłam wewnętrzny monolog. 
Moje nogi: Biegniesz za szybko - wolniej spalasz tłuszcz!
Ja: Weźcie się przymknijcie. Jakie to ma znaczenie czy spalę 3 czy 1 gram tłuszczu? No jakie to ma znaczenie?
MN: No chyba ma, skoro chcesz pozbyć się właśnie tłuszczu!!!!!!!!!
Ja: Dupa. Przecież zamierzam biegać, trenować regularnie. Jeśli do wakacji 2013 nie będę mieć idealnie płaskiego brzucha to co z tego!? Robię to nie dla wagi, nie dla centymetrów, tylko dla siebie, reszta to bonus, dość przyjemny zresztą.
MN: No jak wolisz, ale ooo teraz biegniesz za wolno!!!!
Ja: Cisza!!!!. Mam biec morderczym tempem, żeby za 3 minuty gryźć beton? Trening to ma być przyjemność, a nie katorga!
- Ok, rób jak chcesz, nam się nie chce, ale skoro Ty wiesz lepiej...ale może ooo skręć tutaj, po co jeszcze te kółeczko jedno, przecież oooo jaaany ale jest zimnoooo, oo i wiejeee [...]
Teraz to brzmi śmiesznie, ale w trakcie tak właśnie mi się w głowie kotłowało.

Podsumowanie dzisiejszego dnia:


Z racji tego, że na poważnie podeszłam do treningów biegowych, jasno sprecyzowałam cele na następny rok to postanowiłam się przygotować do sezonu zimowego.I nie odpuścić.
Dzisiaj zakupiłam rzecz o której myślałam, już jakiś czas, jednak chyba potrzebowałam jakiegoś bodźca, który niespodziewanie się pojawił.


Jest to bluzka termiczna. Dzisiaj miała swój debiut i muszę przyznać, że jestem z niej bardzo zadowolona.
Jest to gruba dzianina - choć w rzeczywistości na ciele jest cieniutka i lekka - dwustronna, idealna na okres zimowy i przejściowy. Wykonana jest w technologii bezszwowej, a jej wyjątkowość tkwi w jej właściwościach termoizolacyjnych.
Zanim napiszę o niej coś więcej, chcę sprawdzić jak sprawdza się w codziennym użytku. Jestem potwornym zmarźlakiem, więc jak nadejdzie sroga zima, będę potrzebować dużo ciepełka.

Trochę zmarzłam bo tym bieganiu :) Jeszcze długo po miałam czerwone poliki i nos Rudolfa.  Ale to prawda. Zmęczony człowiek to też może być szczęśliwy człowiek. Pełen energii, pomysłów, wiary i nadziei.


 I nie kwestionowane foto dnia :D - nie to nie jestem ja :D


I powiem Wam szczerze, że jestem pod wrażeniem. Wiecie ilu aktywnych ludzi mijałam w trakcie biegania? Głównie kobiety, w różnym wieku, uprawiające nordic walking. Jednak mimo kiepskiej pogody, zimnego wiatru, ludzie mobilizują się i spędzają część czasu aktywnie. Bardzo mnie to cieszy. Dużym sukcesem było dla mnie zmobilizowanie do aktywności mamę. Teraz przyszła kolej na tatę. Poprzeczka zawisła bardzo wysoko.

środa, 21 listopada 2012

Powrót do domu i przesyłka od Fennel.

Bieganie po przerwie nie jest łatwe - tak jak myślałam. Dlatego dzisiaj nie poszalałam, tylko 3 kilometrowy bieg w średnim tempie. Nie mogę za bardzo przeanalizować treningu, bo nie doładowałam telefonu i nie uruchomiło mi się endomondo. Ale na jutrzejszy bieg je przygotuję - dużo lepiej mi się biega z aplikacją. Co prawda biegłam stałą trasą, którą dobrze znam, więc wiem mniej więcej jaki dystans pokonałam, jednak to nie to samo.A jutro mama idzie maszerować a ja biegać, śmiesznie będzie.
Zauważyłam jeszcze jedną rzecz. Tak jak w ciągu dnia lepiej mi się biega bez muzyki, tak też wieczorem mi jej brakuje. Niestety mój ipod przepadł, nikt oczywiście w domu nic nie wie - ale czemu mnie to nie dziwi. Zadanie na jutrzejszy dzień - przetrzepać pokój.

Dzisiaj wróciłam do domu i czekało na mnie kilka niespodzianek.
Kilka miesięcy temu wymieniałam maile z firmą Fennel. Dzisiaj na stoliku czekała na mnie przesyłka a w niej dwa produkty tej firmy.
Kosmetyki FENNEL to kosmetyki z Tajlandii dostępne na Polskim rynku.


Do testów otrzymałam masło do ciała Plumeria. Kwiatu plumerii nie znałam, ale zapach i kolor są zaskakujące.  Intensywny, egzotyczny zapach plumerii zaliczany jest ponoć do afrodyzjaków. Korzystnie wpływa na samopoczucie i łagodzenie stanów emocjonalnych.
Drugim produktem jest Peeling cukrowy Ciasteczka z Czekoladą. Też się nie mogłam powstrzymać i otworzyłam. Zapach jest obłędny. Nie mogę doczekać się pierwszego użycia.


Recenzje kosmetyków - wkrótce.

Czekały na mnie również pingwiny. Jak się na nie spojrzałam, to stwierdziłam, że coś im dolega :D Są jakieś takie totalnie wykręcone.


I renifery. Do reniferów nie mam żadnych zastrzeżeń :)


Dobrze być w domu. Nie na długo, bo w piątek znów wracam do Olsztyna. Ale od grudnia znów home. Sweet home?

Co jeść w podróży#1


Właśnie siedzę w pociągu. Nie straszne mi pluskwy i nieogrzany wagon! Jestę Hardcorę!

Czeka mnie długa podróż - bo 130 kilometrów będę przemierzać w 3 godziny :) Jakoś mnie to nie zraża       (tylko śmieszy), bo ja ogólnie lubię się przemieszczać i przez cztery lata studiów przywykłam do tego. W tym tygodniu czekają mnie jeszcze trzy takie tripy. Postanowiłam jakoś spożytkować ten czas, a pomysł na posta narodził się w trakcie spożywania drugiego posiłku. Zazwyczaj o tej godzinie bym się przeciągała i z zaspanymi oczami z narzekaniem wędrowała do łazienki, ale nie dzisiaj! Pobudka o 6:45, podana kawa i placek owsiany <3 Dopiero 10.00 a ja już zdążyłam zrobić tyle rzeczy, jednak wstawanie wcześnie rano ma sens - znalazłam sposób na wydłużenie doby :)

No dobra, ale do rzeczy.
Kilka lat temu gdy moje nawyki żywieniowe były troszkę inne niż są dzisiaj, do podróży przygotowywałam mega paczkę spożywczą. Nazywana była bombą kolejową. Znajdowały się w niej chipsy, paluszki, makdonald na wynos,jakiś baton, coca cola itd. Dodatkowo w Warsie kupowałam kawę za 9 zł i kanapkę z nieśmiertelnym pomidorem za 6zł. Sięgamy po to co najłatwiejsze do zdobycia, najwygodniejsze i umilające czas. Po podróży wyglądałam jak balon, napompowana, z opuchniętymi stopami, nierzadko oblana słodkim napojem z puszki.

I właśnie dlatego postanowiłam zacząć robić wpisy dotyczące tego, co w podróż zabierać a co lepiej zostawić w domu lub na półce sklepowej. Można na prawdę zjeść zdrowo, a nie wpychać w siebie jakieś chemiczne, słodkie badziewie. Wymaga to tylko odrobinę wysiłku.
Ja dzisiaj zabrałam ze sobą : troszkę  makaronu ryżowego, kurczaka pieczonego w piekarniku i warzywa. To wszystko miało zostać potraktowane sosem z miodu i musztardy. Miało, bo zapomniałam :) Kurczaka zostało mi z wczorajszego obiadu, wczoraj także ugotowałam makaron. Warzywa pokroiłam dzisiaj rano. Kurczaka było więcej, ale zanim zrobiłam zdjęcie to już jadłam :P


 Niektórzy mogą pomyśleć, że w podróż można przygotować to samo co do pracy. No nie do końca. Pamiętajmy o tym, że w pracy jemy w miarę jednostajnych warunkach. W pociągu trzącha, ten też hamuje, przyspiesza i nie rzadko przedział wypełniony jest po brzegi. Dlatego np. soczyste jabłuszko nie jestem dobrym wyborem - chyba, że zabieracie ze sobą ścierkę. Pamiętam jak kiedyś wzięłam mandarynki...zrobiły mi się dredy we włosach. Dlatego nie jest bez znaczenia to co ze sobą zabieramy. Właśnie dosiadły się do mnie trzy młode dziewczyny, wyjmują swój prowiant. Ręce mi opadły.

Jesteście zainteresowani podróżowymi wpisami? 

wtorek, 20 listopada 2012

Ibum czy Nurofen ? Tak na prawdę to jedno i to samo.

Tak jak myślałam, zdjęcia treningu z taśmą w sztucznym świetle są tak beznadziejne, że wstyd je wrzucać na bloga. Choć od strony treningowej wszystko wyszło super, tak z wykonaniem technicznym jest beznadziejnie. Pomyślę nad tym jak to rozwiązać.
O czym będzie dzisiaj ?
Potoczyliśmy jakiś czas temu z Rafałem rozmowę na temat leków - głównie przeciwbólowych -  dostępnych bez recepty i ich nadużywania przez społeczeństwo. Sama do pewnego czasu faszerowałam się różnymi specyfikami - ta na ból głowy, ta na bóle menstruacyjne, inne na bóle mięśni i stawów, inna na ból zęba itd. Bardzo dużą grupą nadużywających takich leków są młode kobiety. Postaram się zawrzeć w poście kilka prostych reguł co do stosowania takich środków.

Większość leków przeciwbólowych dostępnych bez recepty należy do grupy tzw. NLPZ - niesteroidowe leki przeciwzapalne. Najpopularniejszy to IBUPROFEN czy ASPIRYNA, kolejnym lekiem jest PARACETAMOL - są to nazwy substancji czynnej zawartej w wielu preparatach dostępnych w aptekach czy sklepach. Jeśli kupowałyście kiedyś lek z substancją czynną, którą jest ibuprofen (czyli Ibum, Nurofen etc.) to następnym razem przeczytajcie sobie od niego ulotkę. NLPZ to grupa leków, która powoduje najwięcej działań niepożądanych i interakcji z innymi lekami. Tylko niektóre z nich to: toskyczne działanie na nerki i wątrobę, zaburzenia krzepnięcia, OWRZODZENIA ŻOŁĄDKA, retencja sodu i wody, skurcz oskrzeli czy zmiany skórne. Stąd wniosek nasuwa się sam - leki te mają więcej przeciwwskazań niż wskazań. I wcale nie są tak bezpieczne jak mogłoby się to wydawać. NLPZ to leki dla osób ogólnie zdrowych, nieprzyjmujących żadnych innych leków. Ja trzymam się tego i w razie bólu stosuję o wiele bezpieczniejszy paracetamol. Wiele osób mówi, że paracetamol na nich nie działa, nie wiedzą jednak, że skuteczna dawka tego leku to 1g co 6 godzin. Nie należy przekraczać 4 gramów na dobę, ponieważ jedynym działaniem niepożądanym paracetamolu jest uszkodzenie wątroby, ale w wysokich dawkach.

Myślę, że warto czytać ulotki dołączone do leków - po coś one są. Sama niejednokrotnie wyrzucałam je do kosza. W okresie przeziębień stosujmy NLPZ bo jest lekiem również przeciwzapalnym, ale nie kupujmy kilku leków o różnych nazwach handlowych - bardzo często mają taką samą substancję czynną. Szkoda zdrowia i pieniędzy. Dlatego ważne jest czytanie ulotek, albo zaczerpnięcie informacji od farmaceuty.
Ja początkowo nie miałam o tym pojęcia, bo nigdy się tym jakoś specjalnie nie interesowałam. Kupowałam po trzy, cztery leki, łykałam w rezultacie po kilka tabletek - niepotrzebnie.

źródło:grafika google


NLPZ - działania przeciwbólowe, przeciwgorączkowe i przeciwzapalne.
PARACETAMOL - przeciwbólowe i przeciwgorączkowe.

Jeśli już musicie brać leki przeciwbólowe to kupno substancji dostosujcie do potrzeb, zwracajcie uwagę na to jaka substancja czynna znajduje się w preparacie, bierzcie je jak najkrócej, nigdy na pustki żołądek i nigdy więcej niż potrzeba (żaden lek nie zadziała od razu). A najlepiej idźcie do Waszego lekarza rodzinnego, powiedźcie na jakie problemy najczęściej potrzebne są Wam leki i poproście o receptę na nie - wtedy nawet wszędzie dostępny ibuprofen dostaniecie dużo taniej ;)

Jakie są Wasze doświadczenia z lekami? Dużo ich przyjmujecie?

poniedziałek, 19 listopada 2012

Zapowiedź zmian.

Uhhhh ale jestem wściekła. Tyle pracy i wszystko poszło się piiiiip.
Przygotowałam dzisiaj zestawy ćwiczeń z taśmą na wszystkie partie ciała. Chciałam zrobić cykl i najpierw opublikować jedną partię ciała, później kolejne. Robienie ćwiczeń było przyjemną częścią tej pracy. Musiałam po kilka razy powtarzać ćwiczenia, by dobrze były ujęte na zdjęciu. Po 3 godzinach poprawek, powtarzania itd zakończyliśmy pracę I co? ZEPSUŁA MI SIĘ KARTA PAMIĘCI! Zaczęłam majstrować, oglądać, wkładać i wyjmować. Doprowadziło to do tego, że już wiem co było nie tak, ale musiałam kartę sformatować. Yeeeeeeeeey! No nic, wpis przekładam na jutro. Prawdopodobnie zdjęcia nie będą tak dobrej jakości - bo będą robione o tej porze co teraz, przy sztucznym świetle. Nie mam innej możliwości. Jeśli nie będę z nich zadowolona zaniecham tego pomysłu - aczkolwiek szkoda, bo ćwiczenia są naprawdę fajne i już dawno chciałam Wam je pokazać.

Jedna z czytelniczek w zakładce Wkrótce na blogu wyraziła swoją opinię na temat tego, co by chciała częściej widzieć na blogu. Niejednokrotnie dostaję od Was prośby na maila bym napisała swój przykładowy jadłospis. Zaczęłam początkowo bawić się w spisywanie posiłków do dziennika żywieniowego, ale nie mam na razie wagi kuchennej. Z pomocą przychodzi portal ileważy.pl ale wierzcie mi sprawdzanie wszystkiego i później wpisywanie to strasznie pracochłonny i powolny proces. Myślę nad tym, aby raz w tygodniu umieszczać tygodniowy mix z jadłospisem - taki analogiczny do wczorajszego.

Z racji tego, że wracam do biegania :))) powoli zacznę wznawiać cykl wpisów o bieganiu. Myślę, że dużo jest jeszcze do napisania. Dzisiaj dowiedziałam się, że moja mama zaczęła marszobiegi - brawo mama! Dobra decyzja. Jestem ciekawa jak ta aktywność wpłynie na jej samopoczucie. Jestem też ciekawa jak to wszystko wygląda z perspektywy osoby w jej wieku, co myśli o marszobiegach (a niebawem być może o bieganiu?) jakie są jej luźne przemyślenia dotyczące aktywności fizycznej.

Druga aktywność, której się poświęcam to basen. Przedwczoraj przyjaciółka pływająca kilka razy w tygodniu wysłała mi zdjęcia brzucha i pleców. Brzuch ma od zawsze jak modelki Victoria Secret, więc nie ma co tu dużo pisać. Ale plecy....plecy są cudowne. Jej zdjęcie zainspirowało mnie do dalszej pracy nad sobą. Nie wiem jak tam u Was wygląda nastawienie do pływalni, ale nie wykluczone, że pojawiają się wpisy dotyczące pływania - ale myślę, że bardziej w postaci raportów, zdjęć w czepku dodawać nie będę :P

Reszta pozostaje bez zmian (pojawiać się będą wpisy o zdrowiu, trochę o psychologii, nieco o diecie, jakieś nowinki, ciekawostki, woski zapachowe, elementy kosmetyczne, przepisy, samorozwój itd). W okresie przedświątecznym prawdopodobnie w znaczący sposób zwiększy się liczba wpisów dotyczących kucharzenia (ale to pewnie nie tylko na Stop wishing.Stard doing). Dzisiaj dowiedziałam się również, że będę pracować od godziny 7.00 do godziny 14.30. Z jednej strony się zmartwiłam: eeee wstawać o 5.00? Ale z drugiej strony zdałam sobie sprawę, że dzięki temu, będę miała jeszcze dużo czasu na inne rzeczy :) W chwili obecnej wstaję o 11.00 i tak na dobrą sprawę do 14.00 tracę czas. Zmian się boję, ale nie mogę się również ich doczekać. Od grudnia wracam też do treningu siłowego - wachlarz ćwiczeń jest tak różnorodny, że na pewno znajdę coś, co nie załatwi mi kolana. Postanowiłam nie robić wpisów dotyczących treningu siłowego - poza cyklem trening z taśmami - bo ten sobie ukochałam. Dlaczego? Myślę, że akcja kobieta na siłowni jest doskonałym miejsce, gdzie znajdziecie wszystko czego chcecie. Dodatkowo rezygnuję z umieszczania fitinspiracji - chociaż tak na dobrą sprawę, nie wiele ich było - oraz z umieszczania programów treningowych. To wszystko znajdować się będzie tutaj. I jeszcze jedna rzecz, która na pewno się pojawi. Niebiesko-szar na swoim blogu podrzuca pomysły na lunchbox'y. Zainspirowana jej wpisami, postanowiłam sprawić sobie taki właśnie lunchbox. Pokuszę się czasami o pokazanie posiłków, które zabieram do pracy.
To chyba tyle na chwilę obecną z takich luźnych przemyśleń i zapowiedzi.

Dotarliście do końca? Jeśli tak, to zapraszam na dalszą część - obrazkową. Mam nadzieję, że moi czytelnicy lubią długie wpisy ;)



niedziela, 18 listopada 2012

Mój zdjęciowy mix i informacja o tygodniu nepalskim.

I już koniec weekendu, kiedy ten czas zleciał?
Dzisiaj przygotowałam luźniejszy wpis, ale zanim do niego przejdę - krótkie ogłoszenie.
Na blogu Śliwki robaczywki trwa MYDLANY TYDZIEŃ NEPALSKI.

Codziennie będą pojawiać się nowe mydełka, które możecie wygrać i testować. Zachęcam do odwiedzenia bloga i do wzięcia udziału w konkursach Może Wam się powiedzie?

Poniżej kilka migawek z mojego ostatniego tygodnia. Enjoy!:)


ulubione zestawy śniadaniowe
ulubione przystawki i przekąski
umilacze czasu
poprawiacze humoru - Spa, piesek i zakupy
książka, nauka i przegląd prasy
Planuję ramkowy kącik ! :) Zbieram więc ramki, zbieram i niebawem zacznę tworzyć!                            

z miłości do muffinów.
obiad na spontanie - pierwszy raz zrobiłam dressing miodowo-musztardowy - tylko na bazie miodu i musztardy, bez żadnych innych dodatków.
ramkowa inspiracja znaleziona na pintereście.

Po wieczornym spacerze siedzę z termoforem i kubkiem herbaty. Czekam na półfinałowy odcinek Master Chef'a. A wieczorem Rodzinka.pl - wkręciłam się niesamowicie, niedługo skończę pierwszy sezon. A już jutro poniedziałek....

sobota, 17 listopada 2012

Podsumowanie odchudzania - półmetek? Zdjęcia porównawcze i sprecyzowanie nowych celów.

Wczoraj wieczorem musiałam się zresetować. Po całych dwóch dniach nauki i siedzenia na tyłku postanowiłam wrzucić troszkę na luz i zdystansować się. Kaca mam, ale tylko moralnego. Trochę za mocno połechtałam wczoraj kubki smakowe i nakarmiłam brzusio nie do końca zdrowym jedzonkiem. Ale to wszystko da się wytłumaczyć - 25 dzień cyklu. ALE WYMÓWKI SĄ DLA SŁABEUSZY!  Dzisiaj już nie daję hormonom pola do popisu i skutecznie zwalczam dziwne zachcianki. Chociaż w trakcie zakupów wsadziłam do koszyka śledzika. Zjadłabym go po kaszubsku. Z cebulką. I ogórasem.

Wczoraj zapowiedziałam post wyznaniowy. Blog z założenia jest blogiem healthy lifestylowym, inne pojawiające się wpisy stanowią pewne urozmaicenie. Winna Wam jestem nie tylko zdjęcia porównawcze      (pytanie czy jest co porównywać?), ale także informacje jak wygląda u mnie na chwilę obecną aktywność fizyczna, dieta itd.
Tuż po wstaniu i porannym prysznicu zrobiłam dwa zdjęcia porównawcze, następnie spędziłam 10 minut w toalecie wykonując ćwiczenie o którym pisałam tutaj. Lustro składania do refleksji. Przeglądając się w lustrze mamy większą świadomość samych siebie. Nie było łatwo...



piątek, 16 listopada 2012

Yankee Candle rozbudź zmysły!

Otrzymałam kolejną porcję wosków Yankee Candle od Candle Room.
Nałogowo w kominku paliłam Black Cherry, o zapachu możecie przeczytać tutaj. Spodobał się on bardzo Rafałowi, ale chyba znalazł się wosk, który zdetronizuje wisienkę z tortu :)


1. Country Lemonade to orzeźwiający aromat cytrusów muśniętych słodyczą. Przypomina zapach prawdziwej, domowej lemoniady. 
Jestem go bardzo ciekawa, bo wąchając go przez folię dochodzi do mnie bardzo lekki, delikatny zapach, w którym póki co nie czuję cytrusów - ale pamiętajmy, dopiero po umieszczeniu wosku w kominku i podgrzaniu jesteśmy w stanie go w pełni odkryć. A poznawanie trwa za każdym razem gdy odpalamy zapach.


2. Christmas Cupcake to kuszący aromat bogatych w wanilię, puszystych babeczek, oblanych maślaną polewą, która pachnie prawdziwą lodową słodyczą.
Z odpaleniem tego wosku będę zwlekać celowo. Namacalnie kojarzy mi się z okresem świąt. Waniliowe babeczki, maślana polewa... aż się rozmarzyłam. Ten zapach będzie towarzyszył nam przy Wigilijnym stole, aczkolwiek obawiam się zapach babcinego bigosu, drewna w kominku i świeżego świerku może być nie do przebicia ;)


  3. Spiced Orange to zapach soczystych i słodkich pomarańczy przyprawionych aromatycznym imbirem i korzennymi goździkami.
Niosąc kopertę do domu, to właśnie zapach tego wosku czuć było zanim ją otworzyłam. Intensywny, piękny, bogactwo zapachów, rozkosz dla zmysłów. Będzie naszym ulubionym, mówię Wam!



_________________________________________________________________________________ 

W dniu dzisiejszym pospałam długo i od momentu wstania nie rozstaję się z książkami z neurologii, neuropsychologii i psychiatrii. Przypominam, wkuwam, notuję, robię mapy myśli, staram się ogarnąć. Niestety - prawda jest taka, że odzwyczaiłam się od nauki. Staram się na nowo rozbudzić w sobie entuzjazm, motywacje i chęć poszerzania wiedzy. Zapalę Spiced Orange, nakarmię zmysły, pobudzę neurony.
A jutro? Jutro czeka mnie spowiedź. Nie w Kościele. Przed Wami! Udanego piątku