środa, 17 października 2012

Co wynikło z analizy jadłospisu?

Moje porażki w odchudzaniu zawsze upatrywałam w braku harmonii pomiędzy moim ciałem a duszą. Mając na myśli dusza chodzi mi konkretnie o myśli, podejście do danego tematu, samoanalizę, świadome podejmowanie decyzji, wsłuchanie się we własne ciało, relaksację.
Właśnie ta obserwacja zarówno zewnętrzna jak i wewnętrzna wydaje mi się bardzo istotna. Wiadomo samodyscyplina, powtarzalność i motywacja to wielka trójca. Ale brak komunikacji na linii ciało-dusza, nie reagowanie na czas, nie kierowanie się doświadczeniem mogą skutecznie hamować a nawet blokować nasze dążenie do wyznaczonego celu.

Taka umiejętność nie przychodzi łatwo i na pewno nie od razu. W życiu kierujemy się instynktem, nie zastanawiamy się w jaki sposób nastawić wodę na kawę czy też nie myślimy nad drogą do pracy. Gdybyśmy próbowali świadomie wszystko interpretować i nad wszystkim się zastanawiać zalała by nas fala bodźców z którymi w żadne sposób nie potrafili byśmy sobie poradzić, no way. Stąd też nasz sprytny organizm wytworzył pewne nawyki. Tutaj mówię stop, bo o nawykach przygotuję oddzielny post.

Trzy miesiące temu zaczęłam do zeszytu spisywać swój jadłospis. Głównym celem było wyeliminowanie błędów żywieniowych i wpadek, które bądźmy szczerzy od czasu do czasu zdarzają się każdemu. Jednak zauważyłam pewną prawidłowość. W tygodniu poprzedzającym trudne dni wpadki zdarzają się najczęściej a dieta wygląda koszmarnie. Pewnie to żadne odkrycie. Niepohamowany apetyt głównie pojawia się przed miesiączką. Oczywiście to zasługa hormonów. W czasie poprzedzającym wystąpienie miesiączki wzrasta w organizmie kobiety produkcja hormonów żeńskich odpowiadających za nasilenie uczucia głodu. Ponadto wzrasta ochota na słodkości, ponieważ właśnie w tym czasie występują stany hipoglikemii czyli spadku cukru we krwi. Przeciętna kobieta przed miesiączką spożywa około 30 % więcej kilokalorii niż normalnie.

Analizując jadłospis stworzyłam tabelkę produktów, których spożycie u mnie wzrasta nawet czterokrotnie.


Dominuje ochota na kwaśne i słodkie smaki. Pisząc cytryna nie mam na myśli plasterka do herbaty. Ja biorę cytrynkę i ją sobie ssę. To samo dzieje się z ogórkami kiszonymi - kroję w krążki i spożywam jak chipsy. A potem narzekam na bóle brzucha. Ryby jem nawet dwa razy dziennie - przy czym w innych dniach tygodnia - 2 do 3 razy w tygodniu. Owoców z puszki nie jadam, ale brzoskwiniom nie mogę się oprzeć. Lewej kolumny analizować nie będę -___-
Dodatkowo w tym okresie zdarza mi się wstać i nie jeść śniadania, podjadać, jeść późno kolacje. Wygląda na to, że moja rewolucja ma pewne luki.

Po co to wszystko piszę? Ponieważ za miesiąc chcę być bardziej świadoma tego co robię. Wiedząc, że sięgam w sklepie po białe pieczywo to dlatego, że hormony szaleją. A nie pozwolę by hormony mną rządziły. Nie tyję, ale od dłuższego czasu stoję w miejscu. Niby nie jest to złe, bo osiągnęłam plan minimum, ale tu nie chodzi o doskonałość, tylko o progres.

A jak to jest z Wami? Zauważacie prawidłowość, że na pewne produkty macie większą lub mniejszą ochotę? Jak sobie z tym radzicie?


PS. Przypominam o konkursie. Zasady wzięcia udziału uległy małej zmianie :)

37 komentarzy:

  1. ja gdy mam dzień przed miesiączką to potrafię zjeść 3 kolacje i nawet wtedy tego nie żałuje dopiero pare dni po ...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja kilka dni "przed" mogę jeść bez końca. Najgorzej z czekoladą -_-

    OdpowiedzUsuń
  3. Na szczęście po porodzie u mnie wszystko się uspokoiło (tabletki też biorę), ale i tak jak mam okres to mam nie ograniczone wymówki ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam taką zasadę, że raz na jakiś czas sobie na coś pozwalam żeby zaspokoić pragnienie :)i nie ześwirować.

    OdpowiedzUsuń
  5. od dluzszego czasu zpaisuje codziennie co jem i wieczorem analizuje w ktorym miejscu zrobilam blad i gdzie/czy przesadzilam..
    uwielbiam ta metode!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasochłonne, ale bardzo bardzo pomocne :)

      Usuń
  6. U mnie czas przed okresem to jakaś masakra.
    Śniadania nie jem, zaczynam o 12 podjadać czipsy i w ogóle mogłabym się żywić słodyczami wtedy. Nawet nie mam specjalnych zachcianek... po prostu słodycze - słodycze - słodycze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też śniadań nie jem, za to jem trzy kolacje -___-

      Usuń
    2. U mnie to było ostatnio opakowanie ptasiego mleczko... Trzeba powiedzieć sobie stop. Takie 'postne' jedzenie jak wzięłam sobie do pracy to aż dziw :D

      Usuń
    3. Jak to śniadania nie jecie O.o
      Zaraz karne baciki będą ]:<

      Usuń
    4. Przyda mi się solidne biczowanie, bo już dwa dni z rządu nie zjadłam śniadania. Ale od jutra obiecuję poprawę!

      Usuń
  7. ja właśnie teraz jestem takim odkurzaczem-pochłaniaczem... Mój K. przywiózł mi z Haggi prawdziwą bombę kaloryczną - białą czekoladę z pistacjami, migdałami i orzechami. Zniknęła w dwa dni...

    OdpowiedzUsuń
  8. Niektóre z Twoich zachcianek przed okresowych to jak zachcianki kobiety w ciąży :P

    Ale racja, jakiś czas przed okresem rzeczywiście więcej jem i to nie tylko słodyczy, ale generalnie- większe porcje obiadu czy śniadania. Moja koleżanka nazywa to ciążą spożywczą i mi się to określenie przyjęło ;) Najgorsze jest to, że z tym się chyba nie da walczyć, przynajmniej ja nie potrafię, bo jak próbuję nie zjeść czegoś, na co mam ochotę, to czuję, że "wariuję"...

    Pozdrawiam
    Edzia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba zacząć jakoś z tym walczyć, znaleźć złoty środek, zmienić nawyki.
      Dokładnie te ogórki a zaraz po nich słodkie brzoskwinie. Dziwna sprawa :P

      Usuń
  9. Najgorsze jest chyba podjadanie, bo można w głupi sposób zjeść równowartość solidnego posiłku. Ja obecnie piję tylko dużo kawy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podjadanie jest straszne, puste kalorie spożywane w pośpiechu.

      Usuń
  10. W zasadzie chyba też powinnam zacząć spisywać sumiennie jadłospis. Zabierałam się do tego kilka razy, ale zawsze brakowało mi sumienności, oszukiwałam się i w ogóle... szkoda gadać.

    Świadomość swojego ciała, swoich reakcji i potrzeb jest niesłychanie ważna, a poznawanie siebie tak naprawdę nie ma końca. Takie... zestawienia i testy na Twoim miejscu (jeśli oczywiście chcesz pogłębiać tego typu spostrzeżenia wobec siebie) traktowałabym jako kolejny proces, proces robienia wykazów, analiz swoich reakcji itd.
    I sama też bym się musiała za to zabrać. Chyba mnie zmotywowałaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dalej mam zamiar analizować samą siebie, zobaczymy co z tego wyjdzie :) Zró to samo, zawsze będzie co porównywać ! :)

      Usuń
  11. analiza z trzech miesięcy - nieźle :) ja jestem nieregularna i na pewno zapomniałabym zapisywać, choc powinnam zacząć, bo źle się dzieje. ;) ostatni miesiąc żywiłam się głównie słodyczami i alkoholem ( -.-), jak mam bloga czuję się bardziej zmotywowana do działania i pracy nad sobą :) a chciałabym te koszmarne nawyki wyeliminować na zawsze, pozwolić sobie czasem na słodkie czy jakąś inną bombę kaloryczną, ale na co dzień chciałabym jeść zdrowo, bo czuję tego negatywne skutki. jednak cukier strasznie uzależnia :/ tak więc eliminacja polega na tym, że jem 1 słodką rzecz dziennie - dzisiaj było to bounty, udało mi się uciec od cukierni (jestem dumna z siebie :D), no i mam @. i tak, też mam masę zachcianek różnorakich podczas @ i przed...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest straszne. Na prawdę trzy tygodnie jest dobrze, jem rozsądnie a później w jeden tydzień pochłaniam takie ilości jedzenia, niezdrowego, że czuję się jak śmietnik. Wzdęta i napompowana. Już tak długo nie jadłam słodyczy a teraz znów zaczęłam jeść, z każdym dniem więcej i więcej. Głównie zabijają mnie ciasta własnego wypieku i te kupione w cukierni. Nawet znajduję motywację by spacerować 40 minut do cukierni, żenujące :/

      Usuń
    2. no właśnie tak to działa :/ ale ja teraz zrobiłam tak, że kupilam skarbonkę i drobne z całego dnia do niej wrzucam - a grubszych nie będę rozmieniać na pączka czy czekoladę, bo mi szkoda. mam nadzieję, że tak i zaoszczędzę kasę i pozbędę się maniery kupowania na mieście słodyczy...

      Usuń
  12. U mnie miesiaczka rujnowala zawsze kazda probe schudniecia. Zachowuje sie gorzej niz kobiera w ciazy. I choc probuje sie kontrolowac to nie zawsze wychodzi. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja powiedziałam sobie, że ostatni raz pozwalam na to by zachcianki brały górę i rujnowały to co osiągam. Bo taka prawda, jeden tydzień rujnuje cały miesiąc:/ Musimy obmyślić plan działania :D !

      Usuń
  13. oj mam podobne problemy;/ Ale zrobiłam postęp bo obowiązkowo jem rano śniadanie;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ojjj no to sporo ... trochę szkoda no ale czego się nie robi żeby doskonale wyglądać.

    OdpowiedzUsuń
  15. sushi dobre o każdej porze dnia i nocy!:)
    bałabym się zrobić taki bilans, bo od kiedy wróciłam na uczelnię, wartość mojego jedzenia niestety pozostawia wiele do życzenia..

    OdpowiedzUsuń
  16. Trzymam kciuki, żeby było jak najmniej złego podjadania i żebyś świadomie wybierała to co jest dla Ciebie dobre, a nie tylko zachcianki. Sama z tym walczę i męką sa dla mnie spożywcze zakupy do domu - zjadłabym wszystko jak jestem w sklepie. Dlatego tylko i wyłącznie idę do sklepu z listą i staram się nie myśleć o różnych zachciankach :D... ojjj ani nie chcę myśleć co to znów będzie przed okresem :D Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja przez dluzszy okres swojego zycia nie moglam sobie wyobrazic nie zjedzenia czegos slodkiego do kawy (ktorej badz co badz nigdy nie slodzilam i nie lsodeze:)). Nie wyobrazam sobie tez dnia bez kawy... teraz nie musze juz przegryzac czekolady czy ciastek popijajac kawke, wystarczy banan lub jogurt. nadal nie umiem pic samej kawy....

    OdpowiedzUsuń
  18. O ja taki zeszyt też prowadzę tylko często tak "zrywowo", tzn. prowadzę go regularnie przez 2-3 tygodnie, a potem zapominam wpisywać do niego co zjadłam przez kilka dni ;)
    Ale generalnie sprawdzało się u mnie to wpisywanie przede wszystkim dlatego, że wiedząc, że będę musiała tam wpisać swój jadłospis starałam się, żeby to menu było porządne.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja zapisuję wszystko. Staram się.

    Zostałaś otagowana :)
    http://zdietaruszamwswiat.blogspot.com/2012/10/tag-weight-loss-confessions.html

    OdpowiedzUsuń
  20. Ciekawa analiza :)
    Też mam zachcianki i zawsze wiem, że jak zaczynam mieć ochotę na przesadnie słodkie rzeczy to idzie @. Ale już się tak łatwo nie daję, jak jeszcze kiedyś. Teraz mam dżemiki niskosłodzone domowe, więc sobie pozwalam na trochę i tym samym nie czuję potrzeby poszukiwania czegoś słodkiego i wchłaniania nieograniczonych ilośći.

    OdpowiedzUsuń
  21. Coś w tym jest. Przed okresem i w trakcie niego mam ochotę na czekoladę, ale jakoś ją powstrzymuję, choć czasami doprowadza mnie to do szału, no ale właśnie- nie dam się hormonom. Nic i nikt nie będzie mną rządził. W czasie okresu jestem jakby bardziej głodna. Czasami też mam dziwne zachcianki w sytuacjach, kiedy dopada mnie chandra i beznadzieja. Dobrze, że to nie trwa wieczność... Trzeba jakoś to przezwyciężać, eh...

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja mam ochotę na słodkości stale i wciąż ;P A moim najgorszym problemem jet to że w Warszawie jest zdecydowanie za dużo cukierni i piekarni ;P

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja jakoś podczas miesiączki nigdy nie miewam zachcianek. Wręcz nie mam wtedy apetytu, ponieważ wszystko mnie boli. ;p

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja też przed miesiączką mam wilczy apetyt. I choć tak naprawdę nie jestem głodna, to jem oczami... Królują u mnie wtedy wafle ryżowe w almette śmietankowym i dżemem..

    OdpowiedzUsuń
  25. Każda kobieta tak ma! i to nie jest wymówka i nie tylko w czasie, przed i po okresie.
    Ja ostatnio od dość długiego czasu mam ogromne parcie na słodkie.
    A produkty jak cytryna, ogórki kiszone, cebula, pomidory, kapusta kiszona jedz do woli i ciesz się że Ci smakuje i masz na nie ochotę.

    OdpowiedzUsuń