czwartek, 25 października 2012

A może potrzebna Ci pomoc?

Pewnie większość z Was wie, że wczoraj był Światowy Dzień Walki z Otyłością. Kilka stacji telewizyjnych puściło stosowne do tematu programy. Część z nich przedstawiała sylwetki osób walczących z otyłością, inne trąbiły o istocie problemu. W tym poście pisałam o moich spontanicznych odczuciach dotyczących otyłości. Dzisiaj chciałabym ugryźć ten temat z niego innej strony.

Każdy, kto próbował się odchudzać czy też zmieniać swoje nawyki żywieniowe wie jakie to trudne. Ma świadomość barier, dołków i własnych ograniczeń. W dzisiejszych czasach jest popyt na to co chude. Chude = ładne. Grube = brzydkie. Ja bym postawiła inne równanie. Grube = chore, chude = chore. To są dwie skrajności, zdrowe jest to co pośrodku. Ale to już wiecie. Obecnie otyłość uważana jest za jedno z największych zagrożeń dla zdrowia człowieka.Mimo coraz łatwiejszego dostępu do zdrowej żywności i zwiększającej się świadomości zdrowotnej - liczba osób otyłych nie zmniejsza się.

Media, kolorowe czasopisma, portale społecznościowe, poradniki - wszystko to skupia się na znalezieniu cud środka, który pomógł by osobom walczącym ze zbędnymi kilogramami. Prawda jest taka, że nie ma cudownej receptury, diety cud. Niczego nie osiągnie się bez nakładu energii i chęci. Mimo iż osoby stosują się do poradników, korzystają z rad dietetyków często nie radzą sobie z nadwagą. Czemu?

U podłoża otyłości nierzadko leżą problemy natury psychologicznej. Coraz częściej do psychologa zgłaszają się pacjenci zmęczenie ciągłą walką z otyłością. Czy można pozbyć się zbędnych kilogramów dzięki sesji terapeutycznej?

Czy miałyście kiedyś do czynienia z niemalże patologicznym uczuciem głodu, który pojawia się na wszelkie stany emocjonalne? Inaczej mówiąc - zajadanie stresu? Jedzenie stało się formą pocieszania siebie, ale także nagradzania za jakiekolwiek działanie? Jest to charakterystyczne dla tzw. teorii fałszywego głodu. Badacze wysunęli hipotezę istnienia fałszywego głodu, który jest przejawem wyuczonej reakcji na stres.


Zgodnie z teorią jedzenie stanowi element pobudzenia emocjonalnego, co oznacza, że otyłe osoby nie potrafią różnicować swoich stanów emocjonalnych. Głód zaczyna być tożsamy ze wszystkimi przeżywanymi uczuciami. Zamiast dać upust emocjom, nazwać je, powiedzieć o nich głośno - sięgamy po czekoladę, zajadamy smutki. Jedzenie nie jest już potrzebą, jest instrumentem, służącym to złagodzenia negatywnych doznań. Przymus objadania się staje się wręcz uzależnieniem, z którym bardzo ciężko sobie poradzić samemu. Ba, bardzo ciężko jest to nawet dostrzec. Samolubny mózg zaczyna nami rządzić. Nadmierne jedzenie może łagodzić poczucie krzywdy oraz przeżywanej porażki. Objadanie się może zmniejszać niepokój, łagodzić poczucie winy. Wreszcie może być także krzykiem o pomoc, sposobem na zwrócenie na siebie uwagi, na zdobycie zainteresowania.


Osoby otyłe twierdzą, że jedzenie ogranicza nieprzyjemne doznania wywołane uczuciem niepokoju, depresji, złości, nudy czy winy. Jedzenie - zwłaszcza sięganie po węglowodany - łagodzi te emocje, gdyż powoduje zwiększone wydzielanie endorfin, które działają uspokajająco. Zwiększa także stężenie serotoniny, która poprawia nastrój. Jednak jest to stan chwilowy i w krótkim odstępie czasu sięgamy po kolejne słodkości. Koło się zamyka i jesteśmy na dobrej drodze do wytworzenia  u siebie zespołu kompulsywnego objadania się. Dzięki rozmowie z psychologiem, jednostka ma szanse poznania i zrozumienia mechanizmów, które są przyczyną objadania się. Może je zauważyć, nazwać, przeanalizować by w rezultacie się ich pozbyć.

Kiedy udać się po poradę do psychologa?
  • Gdy zarówno jedzenie jak i masa ciała stają się centralnym przedmiotem naszego zainteresowania i codziennej aktywności.
  • Gdy w krótkim czasie spożywamy nadmierną ilość wysokokalorycznego jedzenia.
  • Gdy bardzo często stosujemy różnorakie diety odchudzające - i nic z tego nie wynika.
  •  Gdy większość przeżywanych emocji zajadamy - odczuwamy silny przymus jedzenia w stresie.
  • Gdy nie możemy powstrzymać się od jedzenia, nawet jeśli nie sprawia nam ono przyjemności.
  • Gdy nasze myśli wciąż krążą w okół jedzenia, diet.
  • Gdy jedzenie w samotności jest sposobem ukrycia przed innymi spożywanych ilości.
  • Gdy po jedzeniu mamy uczucie niezadowolenia z siebie bądź silne poczucie winy.
  • Gdy regularnie budzimy się w nocy by coś zjeść.
  • Gdy boimy się, że kilka dodatkowych kilogramów wpłynie na jakość naszego życia. 

źródła: Charaktery, czerwiec 2008.
Psychologiczne aspekty nadwagi, otyłości i odchudzania się - Ewelina Pietrzykowska
wiedza własna

W dzisiejszych czasach wciąż panuje przekonanie, że psycholog to płatny przyjaciel. Że do psychologa chodzić to wstyd. Terapia to temat tabu. A jakie jest Wasze zdanie? Czy po nieudanych próbach zdecydowalibyście się na pomoc psychologa? Czy uważacie, że osoba będąca specjalistą w danej dziedzinie jest w stanie pomóc zmienić kierunek i jakość myślenia? Czy może stwierdzenie, że jestem otyły bo mam problemy emocjonalne jest tylko kolejną wymówką?

Wkrótce: Psychologiczne konsekwencje otyłości.

27 komentarzy:

  1. zgadzam sie ! Ja na znów w stresie nie jem, wogóle nie mam apetytu .... ale wiem ze niektórzy tak reaguja na stres ...

    Pozdrawiam

    Agga

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam okazję przekonać się na własnej skórze, jak wyglądają "zabawy" z psychologiem. Co prawda, moja terapia miała trochę inny charakter niż walka z otyłością (można by rzecz, że wręcz przeciwnie), ale to akurat jest mało istotne, bo najważniejszy jest wniosek, jaki wysunęłam - psycholog? strata czasu. więcej osiągnie się afirmacją i szczerymi rozmowami (a właściwie monologami) z samym sobą. Żeby nie wyjść na przemądrzałą czy gołosłowną powiem, że i mój wniosek potwierdziłam własnymi dokonaniami (osiągnęłam znacznie więcej samodzielną pracą niż dzięki terapii u psychologa).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, wszystko zależy też od osoby, która pomocy potrzebuję i od tego na kogo się trafia. Tobie się udało, ale są osoby, które mimo pracy nie osiągają niczego. A po wizycie u psychologa radzą sobie z problemami i zaczynają zmieniać swoje zachowanie ;) Jak to w psychologii - to zależy... :)

      Usuń
  3. Dobry tekst. Uważam, że pójście do psychologa nie powinno być wstydem. Może pomóc, w niektórych przypadkach nawet bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  4. 1. Bardzo fajny post.
    2. Państwa zmagające się z dużym odsetkiem ludzi chorych na otyłość powinny przestać szukać rozwiązać w świecie farmacji a zacząć ich szukać w psychologicznym podłożu tego zjawiska.
    3. Jestem osobą grubą, może nie ważę 140 kg i nie jestem chora na otyłość, ale czuje się otyła. Czuję się chora. Chciałabym iść do psychologa, z tym właśnie problemem. Ale pewnie pierwsze 13 sesji bym tylko płakała. Duża nadwaga prawie zawsze wiąże się z problemami osobistymi, prawie zawsze osoba otyła ma wyrwę w psychice, a tą wyrwę tak jak napisałaś staramy się wszelkimi sposobami zalepić słodkim żarciem w ilościach obrzydliwie porąbanych.
    4. Bardzo Cię lubię za takie życiowe teksty :)

    Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Płakanie u psychologa to żaden wstyd. Po to on tam jest - byleby był dobry... A niestety trzeba dobrego znaleźć, zawsze warto przejrzeć stronę ptp- polskiego towarzystwa psychologicznego- tam są listy psychoterapeutów certyfikowanych, czyli takich, którzy przeszli odpowiednie szkolenia.
      Przy okazji uściślę- psychoterapeuta: osoba, która ukończyła studia psychologiczne 5letnie i szkołę terapeutyczną.
      Terapeuta- tylko po szkole terapeutycznej.
      Psychiatra: osoba, która ukończyła studia medyczne- jak chirurg, pediatra czy ginekolog- i specjalizację psychiatryczną, w przeciwieństwie do psychologa ma prawo wypisywać leki.

      Usuń
    2. Moim zdaniem dobrym rozwiązaniem jest też wizyta u psychodietetyka - psycholog kończący dodatkowo studia podyplomowe. Nie zawsze od razu potrzebna jest terapia długoterminowa u psychoterapeuty - a raczej powinna być ostatecznością.

      Usuń
  5. Dobry tekst. Wydaje mi się, że jeśli psycholog, to na dłużej. Tylko dłuższa współpraca i poznanie długofalowych przyczyn może pomóc. Jednak mimo wszystko uważam, że mały procent ludzi otyłych nadaje się do psychologa. Zdecydowana większość nie myśli.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie to nie żaden wstyd pójść do psychologa, ale gdybym wiedziała, że ktoś jest specjalistą i tak naprawdę zechce się mną "zaopiekować" a nie tylko wziąć kasę i nara.

    No ale prawda jest jednak taka, że nawet najlepszy specjalista nie wejdzie nam do głowy i nie poukłada właściwie jeśli my sami nie podejmiemy żadnego trudu ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Stres przesypiam, działa na mnie jak najmocniejsza tabletka nasenna. A jeść coraz bardziej nie lubię nie mówiąc już o gotowaniu...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ludzie boją się chodzić do psychologa bo twierdzą że inni będą postrzegac ich jako obłakanych, chorych prychicznie itp ...

    taka prawda

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobra notka. Ja nie wiem dlaczego w naszym społeczeństwie panuje przeświadczenie, że wizyta u psychologa to wstyd. Moim zdaniem lekarz to lekarz i psycholog jest takim samym lekarzem jak pediatra, stomatolog, ortopeda czy okulista. W końcu też dba o nasze zdrowie, ale trochę od innej strony.

    OdpowiedzUsuń
  10. swietny fragment : " Grube = chore, chude = chore" !

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeśli interesujesz się tematyką odżywiania w psychologicznym aspekcie, poszukaj prac dr Joanny Radoszewskiej, znakomita specjalistka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam Panią Radoszewską - miałam z nią zajęcia na uczelni :)

      Usuń
    2. Ja też :) zna się na tym jak mało kto :)

      Usuń
  12. Wszystkie te punkty dotyczą mnie z wyjątkiem przedostatniego... :(

    OdpowiedzUsuń
  13. Podpisuję się nogami i rękami pod postem, bo znam nie tylko ten problem z wiedzy zaczerpniętej samodzielnie i na uczelni, ale też niestety z autopsji. Uważam, że psycholog jak najbardziej może pomóc i często dla wielu osób to jest jedyna droga do tego by zmniejszyć masę ciała raz na zawsze bez bólu istnienia przy okazji. Niestety z racji tego, że psychologia jest kierunkiem na który szkoło i idzie mnóstwo osób nie nadających się do wykonywania tego zawodu powoduje, że dużo osób zraża się do nich. Niestety czarne owce w stadzie robią złą opinie dobrym psychologom. Szkoda, no ale to życie. W każdej dziedzinie tak jest. Pocieszające jest jednak to,że dobrzy psycholodzy będą mieli na pewno klientów dzięki polecaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja na szczęście nie zajadam stresu. No dobra, zdarzyło mi się pożreć ogromne ilości świństw, gdy miałam zły humor, ale to chyba raczej dlatego, że wtedy od dłuższego czasu miałam na to ochotę, a zły humor był wymówką i usprawiedliwieniem :D

    Ja bym z chęcią poszła kiedyś do psychologa, zobaczyła, jak to wszystko się odbywa, ale nie mam kasy :( A nie sądzę, żebym dostała skierowanie do psychologa. Poza tym dlaczego jest tak, że do psychologa potrzebne jest skierowanie, a do psychiatry nie? Kwestia tego, że psychiatrzy zajmują się skrajnymi przypadkami i dlatego nie można marnować czasu na uzyskiwanie skierowań?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem też jest to trochę dziwne :)
      Możesz skorzystać z pomocy bezpłatnej - w Poradni psychologicznej, Poradni Zdrowia Psychicznego - tylko wiadomo - terminy, kolejki.

      Usuń
  15. Zgadzam się z Tobą, choć wiadomo, że to zależy od osoby, no i jak się trafi na jakiegoś złego psychologa, to można sobie niestety bardziej zaszkodzić niż pomóc ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. jeśli otyłość jest skutkiem zaburzeń emocjonalnych, to koniecznie do psychologa, ale taka terapia jest zawsze długofalowa; ale ja zauważam, że coraz więcej osób nie waha się szukać takiej pomocy

    OdpowiedzUsuń
  17. Kamo post jak najbardziej na czasie . Szczerze mówiąc wkurza mnie moda na bycie chudą i przez to atrakcyjną . Mam " średnią " wagę . Ale mam również częsty niepkój wynikający z tego , żę z wiekiem przytyje i te różne choroby z tym związane mnie dopadną gdyż mam obciążenie genetyczne . Staram się zdrowo odżywiać odwiedziłam nawet dietetyka ale często miewam różne pokusy :)

    OdpowiedzUsuń