środa, 31 października 2012

Twister i sałatka z cieciorką.

Jedną z trzech najbardziej problematycznych części mojego ciała (poza brzuchem i udami) są boczki. W ich pozbywaniu się bardzo pomogło mi bieganie - zresztą bieganie jak ryba - wpływa na wszystko. Ale wciąż nie jestem zadowolona z mojego ciała. Próbuję szukać jakiś aktywności, które nie będą obciążać mi aż tak mocno kolana.
Bardzo dawno temu, pod wpływem pozytywnych opinii zamówiłam na jednym z portali akcyjnych twistera.
Prawda jest taka, że tylko dwa razy wyciągnęłam twistera z szafy, by się na nim pokręcić. Przy pierwszej próbie kręciłam się wokół własnej osi :) Przy drugim podejściu ćwiczyłam już tak jak jest zalecane. Ale potem o tym małym sprzęcie zapomniałam.
Dzisiaj obserwując postępy dziewczyn kręcących hulahop zaczęłam się zastanawiać, czy podobne rezultaty można osiągnąć kręcąc się na twisterze. I właśnie ciekawość sprawiła, że po długich poszukiwaniach twistera znalazłam pod stertą torebek w szafie i na niego wskoczyłam. Wciąż mam problemy z utrzymaniem równowagi - ale ćwiczenie czyni mistrza :)


Ja mam chyba najprostszą wersje dostępnych na rynku twisterów. Bez linek. Sam krążek. Jeśli chodzi o licznik to się popsuł :D

Na różnych portalach możemy przeczytać, że ćwicząc 20 minut dziennie można spalić tkankę tłuszczową w okolicach talii, na udach i biodrach. Efekty zaczynają być widoczne po kilkunastu dniach.

Skoro już go kupiłam, to szkoda, żeby leżał w szafie. 20 minut dziennie na pewno wygospodaruję.

Na filmiku możecie zobaczyć jak prawidłowo ćwiczyć.



Macie jakieś doświadczenia z twisterem? Czy efekty są faktycznie widoczne?

Dzisiaj rodzice mnie zaskoczyli i postanowili przygotować obiad. Byłam u stomatologa, więc wróciłam w podłym nastroju. Muszę przyznać, że ucieszył mnie fakt, że będę mieć amciu podane pod nos.


Dzisiaj była to sałatka z różnych fasoli : biała, czerwona, szparagowa. Do tego cieciorka - pierwszy raz jadłam cieciorkę :D Mix sałat, pomidor, czosnek, kapary. Całość potraktowana oliwą z oliwek i balsamico.

Dzisiaj Halloween. Rok temu bawiłam się na przebieranej imprezie. W tym roku na spokojnie - z książką, prasą i puzzlami. Ulegacie halloweenowemu szaleństwu?



wtorek, 30 października 2012

Pierwszy tydzień i długi wywód.

Wczoraj nie pojawił się wpis na blogu, bo nie miałam kompletnie czasu do wieczora. Natomiast gdy wróciłam nie byłam w nastroju na jakiekolwiek aktywności, więc udałam się prosto do łóżka, przykryłam kołdrą po same uszy i tępo gapiłam się w telewizor. Przyczyną takiego stanu była moja konsultacja u lekarza, który operował mi kolano w 2006 - ale o tym w dalszej części posta.

Dzisiaj minął pierwszy tydzień 60dniowego planu rewolucyjnego. Niżej tabelka z pomiarami.

Co robiłam przez ten tydzień? Nie wiele. Jadłam regularnie i zdrowo. Nie zapominałam o śniadaniu, nie jadłam późnych kolacji i dbałam o to, by były one głównie białkowe. Piłam mniej kawy, nie używałam białego cukru, mąki, soli. Wysypiałam się.
Z aktywności fizycznej - zrobiłam trzy długie spacery, nie jeździłam autobusem. Biegałam tylko raz - pierwszego dnia i zrobiłam dwa treningi siłowe FBW według planu, który znajdziecie w zakładce dziennik.

Life is not a spectator sport. Win, lose, or draw, the game is on. So go ahead... argue with the ref, change the rules, cheat a little, take a break and tend to your wounds. But play. Play. Play hard, play fast... play loose and free. Play as if there's no tomorrow. Okay, so it's not whether you win or lose, it's how you play the game... right?

Dostałam maila od osoby anonimowej, do którego nie sposób się nie ustosunkować.
FAKT - prowadzę bloga o zdrowym stylu życia
FAKT - moje efekty nie są spektakularne, nie chudnę w zawrotnym tępię, nie wyglądam jak laski z tumbl i mam na sobie masę fatu - niestety.
FAKT - zdarzają mi się wpadki, dołki i przestoje.
FAKT - zdarzają mi się chwilę, kiedy przez dwa tygodnie nie mam ze sportem niczego wspólnego
FAKT...

Ale. Jestem osobą, która stara się nad sobą nie rozczulać. Osobą, która mimo wielu negatywnych historii jakoś tam trzyma się w całości i stara nie rozpadać na kawałki.
Nie ''chwaliłam'' się co wykazały szczegółowe badania kolana. Ale pomyślałam, że skoro jedna osoba widzi, że coś tam robię, o czymś piszę, a efekty są bardzo, bardzo powolne, to być może więcej po cichu myśli, że jestem osobą mało wiarygodną? Kurczę, sama nie wiem.

Dostałam wczoraj pokrzepiającego maila od Tygryska (cytuję)  Wydaje mi się, że ludzi przyciąga do Ciebie właśnie to, że widzą, że jesteś taka jak oni. Że też masz słabsze momenty, że też masz różne przeciwności, że masz dołki, itp. Po prostu jesteś naturalna dla nich i przez to prawdziwa. Nie ma tu fałszu. A jednocześnie ciągnie ich to, że się nie poddajesz, że starasz się na tyle na ile pozwalają
okoliczności

Jakie okoliczności ?
- zerwane więzadło krzyżowe przednie - po przeszczepie - NIESTABILNOŚĆ PRZEDNIA;
- uszkodzenie rogu tylnego łąkotki przyśrodkowej z obecnością niewielkiej poziomej szczeliny pęknięcia na poziomie rogu tylnego dochodzącej do brzegu prawego;
- torbiel okołołątkotkowa
-nierówna i niejednorodna chrząstka od przyśrodkowej strony rzepki - CHONDROMALACJA II STOPNIA
- OBRZĘK SZPIKU 

Co się z tym wiąże?
Po 3 treningach biegowych moja noga potrzebuję dużo odpoczynku i specjalnej pielęgnacji - maści, kremy, opaska uciskająca a nawet stabilizator. Nie mogę skakać, nie mogę robić przysiadów, nie powinnam robić wykroków, nie mogę wskakiwać i zeskakiwać, siad po turecku sprawia mi ból, nie mogę trzymać nogi przez długi czas w jednej pozycji. Na każdą zmianę pogody odczuwam tępy ból.
Każdego dnia w moim kolanie dochodzi do mikrouszkodzeń, które powodują destrukcję chrząstki. W chwili obecnej osiągnęłam II stopień - IV to całkowita destrukcja. Chrząstka się nie odbuduje, zastępuje się ją sztucznym implantem. Nie operowane kolano w przyszłości zaprocentuje zmianami zwyrodnieniowymi i  poważniejszymi problemami z nogą.
To, że nie czuję bólu biegając spowodowane jest adaptacją do bólu.
Aktywność fizyczną wykonywać muszę - dzięki temu wytwarzany jest płyn maziowy, która zapobiega tarciom w kolanie.

Jedyną opcją jest operacja, roczna rehabilitacja i wtedy powrót do zdrowia. Ale odwołałam operację zaplanowaną na 8 listopada. Dostałam dzisiaj pracę. Zaczynam od pierwszego grudnia (choć w między czasie szukam jeszcze czegoś innego). Operację planuję na wakacje. Więc na moje doświadczenia ze służbą zdrowia i na zdjęcia szpitalnych posiłków musicie jeszcze poczekać :D

Także być może powolne zmiany spowodowane są moim oszczędzaniem siebie? Bo czy zdrowy styl życia to robienie czegoś na wyścigi? Za wszelką cenę? Czy proces dochodzenia do wymorzonej sylwetki ma być obowiązkiem, obsesją czy przyjemnością połączoną z rozsądkiem? Ja nie chcę się śpieszyć. Życie nauczyło mnie pokory. Życie nauczyło mnie myślenia i przewidywania pewnych zachowań.

Maybe we like the pain. Maybe we're wired that way. Because without it, I don't know, maybe we just wouldn't feel real. What's that saying? Why do I keep hitting myself with a hammer? Because it feels so good when I stop. 



No dobra rozpisałam się. Wrzucić miałam jeszcze fotkę, ale jest ona zrobiona z innej perspektywy niż pozostałe, więc porównywanie nic nie daje. Poczekam na powrót Rafała i zrobimy zdjęcie jak poprzednie w sobotę.

UWAGA

Po prawej stronie na różowym tle macie znaczek fejsbuka, klikając trafiacje na fanpejdź bloga. Będzie mi miło jeśli polubicie. Na fanpejdżu znajdować się będą zarówno motywacje na dany dzień, ciekawe linki, artykuły warte uwagi, nowości. Dodatkowo moje zdjęcia prywatne, informacje dla Was w celu bliższego poznania itd.

cytaty pochodzą z drugiego sezonu Grey's Anatomy.

niedziela, 28 października 2012

Zamiennik cukru - syrop klonowy.

Próbując zmienić swoje nawyki żywieniowe przede wszystkim chciałam ograniczyć spożywanie węglowodanów - zwłaszcza prostych. Mam tu na myśli dokładnie cukier. Wcześniej dużo słodziłam herbatę - teraz całkowicie zaprzestałam. Jednak wciąż słodzę kawę. Zamieniłam biały cukier na cukier brązowy, ale dużo pozytywnych opinii czytałam o cukrze kokosowym i o stewii. Muszę koniecznie wypróbować tych substancji.
Zmieniając styl życia (bo jak widzicie unikam słowa odchudzanie się - chociaż u mnie właśnie ten proces ma miejsce, ale nie byłby możliwy bez zmiany pewnych nawyków) zachęca się do spożywania miodu. Miód niewątpliwie ma wiele właściwości prozdrowotnych, ale nie on będzie tematem dzisiejszego postu.
Całkiem niedawno otrzymałam od Rafała prezent - nie wiem jak on to robi, ale chyba ma jakieś właściwości telepatyczne.

 

Syrop klonowy. Choć nie jest najtańszy, ma tak wiele zalet, że warto zastanowić się nad jego kupnem. Ma mniej kalorii niż zwykły cukier czy miód,a do tego wiele składników służących zdrowiu. 15 mililitrów syropu klonowego ma 50 kalorii, a tyle samo miodu 64 kcal.

Produkcja
Syrop produkowany jest głównie w Kanadzie i USA. Produkuje się go głównie z czerwonego, srebrzystego i cukrowego klonu. Sok pobiera się podczas wiosennych roztopów lub niedługo po nich, czyli od połowy lutego do połowy kwietnia. Uprzedzając moment ściskania soku, w pniu drzewa wywierca się otwory i zakłada kraniki, które, połączone rurką, odprowadzają sok do warzelni. 


Naturalny sok składa się głównie z wody, dlatego gotuje się go, by zgęstniał. Jest w 100% naturalny, pozbawiony wszelkich konserwantów i sztucznych barwników.

Bogactwo witamin
Syrop klonowy zawiera w sobie wiele witamin, przede wszystkim B2, B5,B6,  biotynę i kwas foliowy. Jest też źródłem wapnia, magnezu, żelaza, potasu i fosforu. Podobnie jak miód ma właściwości bakteriobójcze.

Smak i zastosowanie
Syrop klonowy jest dość gęsty i kleisty. Ma bardzo słodki, lekko przydymiony smak. Bardzo charakterystyczny, nie sposób go pomylić z czymś innym. Głównie stosuje się go właśnie jako zamiennik cukru, słodzików i miodu. Używany również do polewania pankejków, naleśników, wafli. Można go dodawać również do ciast, jogurtów, płatków śniadaniowych. Muszę wypróbować go z owsianką z lodówki ;) Doskonale komponuje się także z pieczonymi mięsami. 



Lubicie?

piątek, 26 października 2012

S.O.S dla włosów.

Nie wiem czy to skutek stresu, przesilenia, hormonów czy diety - ale moje włosy są w opłakanym stanie.
Po pierwsze przybyło mi mnóstwo siwych nitek - depigmentację włosów zauważyłam już jakiś czas temu. Siwych włosów przybywa gdy przez długi czas żyję w stresie. Zdecydowałam się na koloryzację. Już dawno nie traktowałam włosów takimi zabiegami, ale teraz uważam to za konieczne. Zdecydowałam się na ciemną czekoladę.
Po drugie - rozdwojone końcówki. Bardzo chciałam zapuszczać włosy i nie chodziłam do fryzjera. Myślę, że to był błąd i przydałoby się im jakieś odświeżenie.Włosy się strasznie kruszą, rozdwojenie jest nawet w połowie długości włosa. Dodatkowo są cienkie i przesuszone. Czy Wasze włosy po lecie też wyglądają gorzej?
Po trzecie - wypadanie. Kępy włosów znajduję pod prysznice, na grzebieniu, na szczotce, na zlewie i w dłoniach. Moje włosy są wszędzie, co wszystkich doprowadza do szału. Przez to są rzadkie i oklapnięte. W ogóle takie...martwe. Pamiętam jak kiedyś miałam grube, gęste włosy. Teraz kitka wygląda tak mizernie, że szkoda gadać.

Nie należę do włosomaniaczek, nigdy specjalnie nie pielęgnowałam swoich włosów - czego teraz bardzo żałuję. Próbuję co niego podczytywać u dziewczyn siedzących w temacie, ale wciąż nie wiem jak podejść do tematu. Jakie kosmetyki ze sobą łączyć, co po sobie, jakie wybierać itd.



1. Maska mleczna, Mila. Zużyłam dopiero pół litrowego pojemnika. Myślę, że moje włosy się już do niej przyzwyczaiły, podobnie jak do Komby Lush'a. Póki co nie mam innej alternatywy, więc używam tej. Można ją nakładać jako maskę, albo jako odżywkę.
2. Szampon do włosów suchych, zniszczonych i koloryzowanych, Alterra - to dla mnie nowość
3. Szampon uniwersalny, Alterra - również nowość
4. Balsam przeciw wypadaniu włosów, Green Pharmacy
5. Balsam na końcówki, Yves Rocher
6. Turban na głowę, Oriflame

Mały to asortyment, ale będę go stopniowo powiększać, po zapoznaniu się z kilkoma blogami.
Będę robić zdjęcie ilości włosów zbieranych ze szczotki, zobaczymy czy balsam rzeczywiście od pierwszego użycia zmniejszy ich wypadanie.

Jak dbacie o włosy po lecie? A może to odchudzanie i dieta wpływają na ich złą kondycję?

czwartek, 25 października 2012

A może potrzebna Ci pomoc?

Pewnie większość z Was wie, że wczoraj był Światowy Dzień Walki z Otyłością. Kilka stacji telewizyjnych puściło stosowne do tematu programy. Część z nich przedstawiała sylwetki osób walczących z otyłością, inne trąbiły o istocie problemu. W tym poście pisałam o moich spontanicznych odczuciach dotyczących otyłości. Dzisiaj chciałabym ugryźć ten temat z niego innej strony.

Każdy, kto próbował się odchudzać czy też zmieniać swoje nawyki żywieniowe wie jakie to trudne. Ma świadomość barier, dołków i własnych ograniczeń. W dzisiejszych czasach jest popyt na to co chude. Chude = ładne. Grube = brzydkie. Ja bym postawiła inne równanie. Grube = chore, chude = chore. To są dwie skrajności, zdrowe jest to co pośrodku. Ale to już wiecie. Obecnie otyłość uważana jest za jedno z największych zagrożeń dla zdrowia człowieka.Mimo coraz łatwiejszego dostępu do zdrowej żywności i zwiększającej się świadomości zdrowotnej - liczba osób otyłych nie zmniejsza się.

Media, kolorowe czasopisma, portale społecznościowe, poradniki - wszystko to skupia się na znalezieniu cud środka, który pomógł by osobom walczącym ze zbędnymi kilogramami. Prawda jest taka, że nie ma cudownej receptury, diety cud. Niczego nie osiągnie się bez nakładu energii i chęci. Mimo iż osoby stosują się do poradników, korzystają z rad dietetyków często nie radzą sobie z nadwagą. Czemu?

U podłoża otyłości nierzadko leżą problemy natury psychologicznej. Coraz częściej do psychologa zgłaszają się pacjenci zmęczenie ciągłą walką z otyłością. Czy można pozbyć się zbędnych kilogramów dzięki sesji terapeutycznej?

Czy miałyście kiedyś do czynienia z niemalże patologicznym uczuciem głodu, który pojawia się na wszelkie stany emocjonalne? Inaczej mówiąc - zajadanie stresu? Jedzenie stało się formą pocieszania siebie, ale także nagradzania za jakiekolwiek działanie? Jest to charakterystyczne dla tzw. teorii fałszywego głodu. Badacze wysunęli hipotezę istnienia fałszywego głodu, który jest przejawem wyuczonej reakcji na stres.


Zgodnie z teorią jedzenie stanowi element pobudzenia emocjonalnego, co oznacza, że otyłe osoby nie potrafią różnicować swoich stanów emocjonalnych. Głód zaczyna być tożsamy ze wszystkimi przeżywanymi uczuciami. Zamiast dać upust emocjom, nazwać je, powiedzieć o nich głośno - sięgamy po czekoladę, zajadamy smutki. Jedzenie nie jest już potrzebą, jest instrumentem, służącym to złagodzenia negatywnych doznań. Przymus objadania się staje się wręcz uzależnieniem, z którym bardzo ciężko sobie poradzić samemu. Ba, bardzo ciężko jest to nawet dostrzec. Samolubny mózg zaczyna nami rządzić. Nadmierne jedzenie może łagodzić poczucie krzywdy oraz przeżywanej porażki. Objadanie się może zmniejszać niepokój, łagodzić poczucie winy. Wreszcie może być także krzykiem o pomoc, sposobem na zwrócenie na siebie uwagi, na zdobycie zainteresowania.


Osoby otyłe twierdzą, że jedzenie ogranicza nieprzyjemne doznania wywołane uczuciem niepokoju, depresji, złości, nudy czy winy. Jedzenie - zwłaszcza sięganie po węglowodany - łagodzi te emocje, gdyż powoduje zwiększone wydzielanie endorfin, które działają uspokajająco. Zwiększa także stężenie serotoniny, która poprawia nastrój. Jednak jest to stan chwilowy i w krótkim odstępie czasu sięgamy po kolejne słodkości. Koło się zamyka i jesteśmy na dobrej drodze do wytworzenia  u siebie zespołu kompulsywnego objadania się. Dzięki rozmowie z psychologiem, jednostka ma szanse poznania i zrozumienia mechanizmów, które są przyczyną objadania się. Może je zauważyć, nazwać, przeanalizować by w rezultacie się ich pozbyć.

Kiedy udać się po poradę do psychologa?
  • Gdy zarówno jedzenie jak i masa ciała stają się centralnym przedmiotem naszego zainteresowania i codziennej aktywności.
  • Gdy w krótkim czasie spożywamy nadmierną ilość wysokokalorycznego jedzenia.
  • Gdy bardzo często stosujemy różnorakie diety odchudzające - i nic z tego nie wynika.
  •  Gdy większość przeżywanych emocji zajadamy - odczuwamy silny przymus jedzenia w stresie.
  • Gdy nie możemy powstrzymać się od jedzenia, nawet jeśli nie sprawia nam ono przyjemności.
  • Gdy nasze myśli wciąż krążą w okół jedzenia, diet.
  • Gdy jedzenie w samotności jest sposobem ukrycia przed innymi spożywanych ilości.
  • Gdy po jedzeniu mamy uczucie niezadowolenia z siebie bądź silne poczucie winy.
  • Gdy regularnie budzimy się w nocy by coś zjeść.
  • Gdy boimy się, że kilka dodatkowych kilogramów wpłynie na jakość naszego życia. 

źródła: Charaktery, czerwiec 2008.
Psychologiczne aspekty nadwagi, otyłości i odchudzania się - Ewelina Pietrzykowska
wiedza własna

W dzisiejszych czasach wciąż panuje przekonanie, że psycholog to płatny przyjaciel. Że do psychologa chodzić to wstyd. Terapia to temat tabu. A jakie jest Wasze zdanie? Czy po nieudanych próbach zdecydowalibyście się na pomoc psychologa? Czy uważacie, że osoba będąca specjalistą w danej dziedzinie jest w stanie pomóc zmienić kierunek i jakość myślenia? Czy może stwierdzenie, że jestem otyły bo mam problemy emocjonalne jest tylko kolejną wymówką?

Wkrótce: Psychologiczne konsekwencje otyłości.

środa, 24 października 2012

60dniowy plan - rewolucja!

Październik zaczął się dla mnie fatalnie o czym już czytaliście niejednokrotnie. Wczoraj, tuż przed snem narodził się w mojej głowie pewien plan. Nic innowacyjnego.

Przez pewien czas stoję w miejscu, jeśli chodzi o wygląd mojego ciała i postanowiłam coś z tym zrobić. Spojrzałam na nagłówek bloga - stop wishing, start doing! No to doing, doing, doing!

Jest to 60- dniowy plan rewolucyjny, który zaczął się właśnie dzisiaj. Zakończy się 23 grudnia :) Jest to przemyślana sprawa. Święta bardzo lubię - z różnych powodów( ale na to przyjdzie jeszcze czas) i zakończenie dzień przed Wigilią jest konieczne. Mogłabym plan podciągnąć do końca roku, ale obawiam się, że mogłabym w Święta troszkę oszukiwać - a to nie ładnie :))

Założenia planu
Dietetyczne
- jeść zdrowo, czysto i regularnie
- prowadzić jadłospis, robić zdjęcia posiłkom
- urozmaicać posiłki i poznawać nowe potrawy/smaki

Aktywność fizyczna
- 3-4xtygodniowo BIEGANIE
- 3xtygodniowo FBW
- jeśli z przyczyn niezależnych ode mnie będę musiała zrezygnować z biegania wprowadzam program treningowy Jillian - Body Revolution

Relacja z planu będzie albo mieć miejsce każdego dnia - np. będzie pojawiać się jako dodatek do postu z innej tematyki, albo będzie to tygodniowe pełne podsumowanie - z jadłospisem, z udokumentowaniem treningów, plus notatki z moimi przemyśleniami.

Jestem teraz w domu rodzinnym - na pewno do końca miesiąca, więc na pewno będzie mi trudniej, ale dam radę ! :D Dzisiaj wybrałam się na zakupy, żeby uzupełnić lodówkę. Jak sobie pomyślałam o lodówce to w mojej głowie zakiełkował pomysł - AKCJA! POKAŻ SWOJĄ LODÓWKĘ! Ale o tym więcej jutro.



W zamrażarce mięso, ryby. W szafkach zwykły makaron i ryż zamienione na pełnoziarniste produkty. Rodzicom średnio się to podoba, ale muszą się dostosować :) O tym, że mają zlewkę na moje poważne plany może świadczyć dzisiejszy zakup taty - specjalnie z myślą o mnie!


Cukierki wyjęłam i oddałam mamie,  ogarnęłam puszkę - przyda mi się na jakieś głupotki :)

Dzisiaj poszłam pobiegać. Było całkiem nieźle - chociaż nie lubię biegać jak jest tak chłodno. Najgorszy problem mam z doborem ubrań do pogody. Biegam w dresach - bo legginsy i pulsometr zostały w Olsztynie - muszę czekać na nie do piątku. Na górę zakładam koszulkę z krótkim rękawem i białą kurteczkę, którą Wam kiedyś pokazywałam na blogu. Nie było mi za zimno, ale miałam na początku problem z rozgrzaniem organizmu. Między 1.5 - 2.5 kilometra złapała mnie taka kolka, że myślałam, że nie dam rady kontynuować biegu. Przystanęłam, napiłam się wody i pomogło. Nie wiem jaka jest geneza kolek, ale zaraz się dowiem. Wiosną i latem nie miałam takiego problemu. A teraz drugi trening- druga kolka.



Moja treningowa buteleczka :D

No dobra, dzisiaj to by było na tyle. Jutro kolejny dzień, kolejne zmagania.

Wyniki konkursu!

Bardzo, bardzo Wam dziękuję za wzięcie udziału w konkursie :)
Wszystkie Wasze odpowiedzi były bardzo ciekawe i czasami mieliśmy dylemat w podjęciu decyzji. Razem z czwórką osób z zespołu VivaLide wybraliśmy trójkę zwycięzców :)

1. Pani Hanna Matczak 
2. Milu
3. Tygrysek

Dziewczyny, proszę Was o przesłanie adresu do wysyłki nagród na mojego maila :)
Zwyciężczyniom gratuluję.
Mam nadzieję, że innym osobom uda się przy innej okazji.
Pozdrawiamy kokosowo ! :)
Kama i zespół VivaLife



PS. Późnym wieczorem pojawi się drugi wpis - u mnie kolejna rewolucja... :)

wtorek, 23 października 2012

Po obronie, wiśnie w sadzie i powrót do świata żywych :D

I po wszystkim. Miałyście racje - więcej stresu, niż to warto. Cała impreza trwała góra 20 minut. Cieszę się, że już po wszystkim bo w końcu mogę oddać się temu co lubię, bez wyrzutów, że zaniedbuje coś innego.
Dzisiaj dzień totalnego relaksu a jak relaks to aromaterapia ;)


Nie zrobiłam tego błędu co kiedyś i tym razem wsadziłam do kominka tylko kawałek wosku. Ale to wystarcza wierzcie mi. Zapach jest tak obłędny, że aż nie mogę się nim nacieszyć.

Black cherry pochodzi z linii owocowej.
Zamykam oczy i pozwalam żeby zapach ogarnął moje zmysły. Czuję słodką, dojrzałą, mięsistą, czerwoną wiśnie. Ale czuję w tym zapachu także cierpkość. Wspomnieniami wracam do pewnego lata, gdy zbieraliśmy z Rafałem wiśnie, podjadając od czasu do czasu a sok barwił nam dłonie.
Zapach owszem, jest słodki, ale nie nachalny. Wczoraj jak tata wszedł do domu to pierwsze słowa jakie usłyszałam: ''Co tak cudownie pachnie!? Nie jest to zapach jesienny, ale właśnie dzisiaj potrzebowałam zapachu żywego, dodającego energii a wosk black cherry właśnie taki jest. Bardzo go polubiłam i często będę do niego wracać.


Wieczór spędzam z Happy - jest kilka ciekawych artykułów. Ale artykuły o bieganiu są trochę poniżej moich oczekiwań, nie wiem jak ten z numeru październikowego.


Jedna z blogerrek umieściła ostatnio na swoim blogu fajne linki z całego tygodnia. Zabijcie mnie, ale nie wiem która. Odwiedzam Was systematycznie, ale już się całkiem pogubiłam - kochana odzywaj się ;)


Wydrukowałam sobie dziennik na cały tydzień a także listę zakupów. Bardzo fajna sprawa. Jadłospis zazwyczaj prowadziłam z brudnopisie, czasami ciężko się połapać o co tam chodzi :D Teraz wszystko będę zapisywać na kartce A4, na samym dole jest miejsce na zapis aktywności fizycznej.

Od jutra w końcu ruszę pełną parą - bieganie, trening siłowy w domu - mam nadzieję, że w końcu uda mi się to robić SYSTEMATYCZNIE. Od miesiąca drepczę w miejscu i nie przybliżam się do celu - tak być nie może!

poniedziałek, 22 października 2012

SPA Magazine.

Dziewczyny! Nie potrafię już żyć bez blogosfery :) Chociaż na chwilę, w przerwie od monologu do lustra musiałam tutaj zajrzeć :)

Chciałam Wam dzisiaj zaprezentować nowy magazyn, który pojawił się na rynku.
Tematyką magazynu jest SPA, formy dbania o ciało i duszę, uroda, zdrowie oraz dieta.
Na stronie SPA Magazine możecie znaleźć magazyn w wersji online. Wystarczy, że go pobierzecie :)



Tematyka magazynu przypadła mi do gustu i znalazłam kilka artykułów wartych uwagi. Dowiedziałam się z nich wielu nowych, ciekawych informacji,

W magazynie między innymi przeczytamy o diecie jaskiniowca.


W tym artykule przeczytacie o zdrowym cukrze.


I kilka pomysłów na Home Spa :)



Jestem ciekawa jak magazyn będzie się rozwijał i jakie tematy z działu spa food zostaną w nim podjęte. Na stronie magazynu jest także dział poświęcony fitnessowi. Myślę, że każda kobieta znajdzie w nim coś dla siebie. Okres jesienno-zimowy jest doskonałym okresem na wprowadzenie kosmetycznych rytuałów, które działają zarówno na ciało jak i na nasze samopoczucie. Ja na przykład zachęcona pozytywnymi opiniami spróbowałam olejowania włosów- po pierwszym razie nie widzę jakiś szałowych rezultatów, ale mam zamiar zabieg ten wprowadzić na dobre :)
Stewia także zyskała moje zainteresowanie, z chęcią jej wypróbuję.

Zachęcam do zapoznania się z magazynem i do wymiany spostrzeżeń.

Przypominam, że do jutra możecie zgłaszać się do konkursu - bannerek po prawej stronie.

Ja tym czasem wracam do powtórek, trzymajcie kciuki bo serio już zaczynam świrować :D


niedziela, 21 października 2012

znikam.

Hejka!
W związku z tym, że moją osobę całkowicie pochłaniają szalone przygotowania się do obrony musimy mi wybaczyć chwilowo nieobecność :)


Na prawdę mam wrażenie, że nie przygotuję się tak jak powinnam. Mam wrażenie, że nic nie pamiętam, ciągle plącze mi się język i nie potrafię zapamiętać sześciu krótkich punktów. Moje aktualne życie to wszechobecny chaos...

Dlatego jedna z ważniejszych informacji. Konkurs o którym możecie przeczytać tutaj zostaje przedłużony do wtorku, a wyniki zostaną ogłoszone w środę. Także macie jeszcze okazje zgłosić się do konkursu. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe.




sobota, 20 października 2012

Pracowita sobota... i osłoda dnia jesiennego

A miało być tak lekko i przyjemnie! W weekend mieliśmy cieszyć się sobą, razem biegać i smacznie gotować. Plany uległy zmianie wczoraj wieczorem, gdy moja promotor napisała, że termin obrony uległ zmianie i nie bronię się we wtorek 30 października, tylko we wtorek 23 października, czyli...za trzy dni.
Oczywiście nie muszę pisać, że do obrony nie zrobiłam jeszcze nic. Więc dzisiejszy dzień spędziłam nad autoprezentacją i właśnie próbuję wbić sobie do głowy prezentowany tekst. A gdzie jeszcze odpowiedzi na pytania komisji!? Z jednej strony się cieszę, że obrona będzie szybciej, bo uchyla się przede mną furtka do pierwszej pracy i to w zawodzie. Ale z tym wiąże się szereg innych zmian, na razie wolę o tym nie myśleć i nie zapeszać i jednocześnie się nie martwić. Z drugiej strony takie przyspieszenie terminu strasznie mnie zestresowało, bo boję się, że nie zdążę tego wszystkiego ogarnąć a chciałabym wypaść jak najlepiej. Dzisiaj mimo pięknej pogody nie wyszłam nawet na krok z domu, trochę tego żałuję, no ale są sprawy ważniejsze.

Zostałam zaproszona do TAG'u przez Tygryska więc właśnie TAG będzie tematem dzisiejszego wpisu.

Zasady zabawy:
- umieść na swoim blogu wpis a w nim obowiązkowo baner tagu oraz link do inicjatora tagu - Sonji
- napisz kto Cię otagował
- opisz i/lub pokaż za pomocą zdjęć w jaki sposób radzisz sobie z jesienną chandrą, co poprawia Ci nastrój jesienią. Odpowiedzią na tag może być tylko tekst.
- otaguj minimum 5 osób
 
Książka
Jesienią najbardziej lubię czytać. Zakładam rozciągnięty golf, ciepłe wełniane skarpety zrobione przez babcię na drutach, okrywam się kocem i przenoszę się w całkiem inny wymiar, w inny świat, współtworzę z bohaterami książki całkiem inną rzeczywistość. Literatura jest moją pasją od dawna, jest ucieczką od dnia codziennego, formą odpoczynku i relaksu. Jakie książki czytam? Przeróżne. Obecnie nadrabiam serię o Sookie oraz sięgam po kryminały Christie. Lista książek do przeczytania jest taaaaak długa, a czasu tak mało.
Aromaterapia
Zanim poznałam firmę Yankee Candle paliłam świeczki zapachowe z Ikei. Jednak nie są w stanie konkurować z woskami Yankee. Palę zapach na który mam w danej chwili ochotę. Pamięć węchowa jest niesamowita, na prawdę dzięki nutce zapachowej możemy przenieść się w czasie :)
Basen
Gdy robi się już naprawdę zimno bieganie zamieniam na pływanie. Najchętniej chodzę wcześnie rano, albo późno wieczorem gdy tory na basenie są wolne i nie ma bandy rozwścieczonych dzieciaków, które skaczą niemal na głowę. Pływanie uspokaja, solidnie męczy, pozytywnie wpływa na nastrój i ciało.
Kolorowe paznokcie
Rzadko maluję twarz jakimiś kolorowymi cieniami. Z reguły mój makijaż jest niemal niewidoczny, stanowią go jedynie podkład i tusz do rzęs. Dlatego też by dodać trochę koloru jesiennej szarości stawiam na paznokcie. Kolekcję lakierów mam całkiem sporą, ale myślę, że przydałby się im przegląd. Część z nich jest wyschnięta, inne zbyt gęste. Postaw na K O L O R ;)
Fotografia
Bardzo lubię robić zdjęcia. Jesień jest fajną porą, żeby troszkę pobawić się z aparatem. Nie mam profesjonalnego sprzętu a fotografią i obróbką zdjęć interesuje się stosunkowo od niedawna. Jednak jest to pasja, którą chciałabym w przyszłości rozwinąć. 
Domowe SPA
Staram się przynajmniej dwa wieczory w tygodniu poświęcić na domowe SPA całego ciała. Ostatnio odkryłam ciekawy magazyn, który wkrótce Wam bliżej zaprezentuje. Kąpiel w wannie, z mnóstwem pachnącej piany jest moją ulubioną formą relaksu po ciężkim i zimnym dniu na zewnątrz.

TAGUJĘ
- Marzę
- Zachmurzoną
- Cellulitkę
- Relish it
- Beauty in English
- Słodki miód
- Blogowy świat

piątek, 19 października 2012

Luźny piątek.

Jest cudnie!!!!! Na prawdę mamy piękną jesień, mało tego dzisiaj to nawet był powrót lata!
Po wczorajszym bieganiu mam mega zakwasy, więc dzisiaj postawiłam na długi spacer. Biegać idę jutro, uwaga! Razem z moją połówką :D

Dzisiaj wybraliśmy się w jedno z moich ulubionych olsztyńskich miejsc.


Fajnie, że jest takie miejsce, stosunkowo nie daleko do którego można się wybrać w każdej chwili. Korzystając z okazji, że byliśmy w kampusiku, odwiedziłam bibliotekę i wypożyczyłam książkę z psychopatologii. Postanowiłam ewentualne, deszczowe dni spędzić nad książką naukową. Nie wiem skąd taki pomysł, jakiś wewnętrzny głosik mną kieruje i podpowiada kolejne kierunki kształcenia, ale to dobrze.

Dzisiaj będę przeglądać dwa treningi domowe i zadecyduję który będę robić od poniedziałku. Muszę zadecydować co będzie priorytetem, aczkolwiek obydwu chciałabym spróbować. Nie wiem czy łączenie ich ma sens, no zobaczymy.
Nasza dzisiejsza trasa. Czerwona kropka to meta. 


Dorzucam pomysł na obiad :) Tym razem gotowany kurczak w curry i ostrej papryce, brązowy ryż, warzywa na patelnie.


Udanego weekendu! :)

Weight Loss Confessions - TAG

Zostałam oTAGowana przez kilka z Was więc dzisiaj postanowiłam odpowiedzieć na pytania. Postanowiłam odpowiedzieć na nie w jednym poście - więc uwaga, może być dużo do czytania :)

 

Twoja waga, wzrost i (opcjonalnie) wymiary                              
 Obecnie ważę 66 kilogramów przy wzroście 171 cm. Kolejne pomiary na początku listopada. 

Jaka była Twoja najwyższa i najniższa waga, jaką do tej pory osiągnęłaś?
Najwyższa waga jaką osiągnęłam to prawie 76 kilogramów, najniższa 60 kilogramów.
Do jakiej wagi dążysz?
Nie zakładam sobie jakiejś granicy wagowej. Głównie chodzi mi o pozbycie się tłuszczu w części brzusznej - to jest priorytetem. Jednak z doświadczenia wiem, że najlepiej czułam się i wyglądałam przy wadze 60-62 kilogramy. Kiedyś chciałam zobaczyć piątkę z przodu, dzisiaj już tak nie myślę.

Dlaczego chcesz schudnąć?
Kiedyś chciałam schudnąć dla walorów estetycznych. Na pewno wciąż jest to dla mnie istotne. Ale na pierwszym miejscu stawiam zdrowie. W mojej rodzinie każda kobieta(mama,babcia,siostra mamy) mają otyłość brzuszną W grudniu zeszłego roku zaczęłam sylwetką bardzo je przypominać. Widzę ile problemów zdrowotnych niesie ze sobą odkładanie się tkanki tłuszczowej w okolicy brzusznej, jak dodatkowe kilogramy wpływają na stawy - głównie kolanowy. Nie chodzi tu tylko o schudnięcie. Chcąc coś zmienić w swoim życiu i wyglądzie zdecydowałam się całkowicie zmienić styl życia. Mając tendencję do tycia nic innego nie wchodzi w grę.

Czy kiedykolwiek ktoś skrytykował/ komentował  Twoją wagę?
Tak, Głównie to były żarty - "Kama na pewno da radę" "Jedzenie to jej druga miłość" itd. Przypominam sobie jeszcze jedną sytuację - wiadomość od osoby anonimowej, już w trakcie prowadzenia bloga, niezbyt miłą :)

Jakie błędy najczęściej popełniasz podczas odchudzania?
Zmieniając styl życia wypisałam sobie na kartce wszystkie błędy, które popełniam. Były to głównie : nie jedzenie śniadań, zjadanie kilku kolacji, podjadanie, jedzenie mimo braku głodu, zbyt małe picie wody, sięganie po słodycze i słone przekąski. Do dzisiaj udało mi się wyeliminować większość z nich, choć czasami zdarzają się wpadki, jak np. nie zjedzenie śniadania. Główną zmorą z którą wciąż walczę są słone przekąski

Czy ktoś kiedykolwiek wywierał na Tobie presję abyś schudła, czy też jest to tylko i wyłącznie Twoja decyzja?
Nie, nigdy nie czułam presji. Jest to moja świadoma decyzja. Wcześniej gdy ktoś mi sugerował, że powinnam schudnąć generalnie miałam to gdzieś i nic z tego nie wychodziło. Gdy decyzję podjęłam sama - są efekty.

Czy lubisz swoje ciało? Co myślisz widząc swoje odbicie w lustrze?
Lubie swoje ciało, ale patrząc w lustro widzę ile jeszcze jest do poprawy. 

Czy posiadasz złe nawyki, które utrudniają Ci schudnięcie?
Za zły nawyk uważam zbyt późne wstawanie i sięganie czasami po słone przekąski.

Czy posiadasz dobre nawyki, które są pomocne przy odchudzaniu? 
Za dobry nawyk uważam porzucenie słodyczy, zamienienie jednych produktów innymi - np. biały ryż brązowym, biały chleb ciemnym, do każdego posiłku dodaję warzywa, i więcej piję. Nawykiem którzy wciąż próbuję w sobie wyrobić jest systematyczne ćwiczenie i przekonanie się do ćwiczeń wykonywanych w domu.

Co najbardziej ekscytuje Cię w osiągnięciu swojej wymarzonej wagi? Jak myślisz - jaki będzie miało to wpływa na Twoje życie?
 Zawsze marzyło mi się założenie kostiumu kąpielowego bez żadnego skrępowania. Nie sądzę by waga wpłynęła jakoś znacząco na moje życie. 

Skąd czerpiesz motywację do odchudzania?
Motywację czerpię z blogowania i z Waszych blogów. Motywację czerpię z niepowodzeń w innej strefie życia. Motywację czerpię również z tumblr.

Co najbardziej przeraża Cię w odchudzaniu?
Nie ma takiej rzeczy. No może wymiana ciuchów :)

Czy kiedykolwiek stosowałaś diety (np. kopenhaska, 100kcal itd.)? 
Tak. Byłam 3 dni na diecie kopenhaskiej, porzuciłam ją po tym gdy zemdlałam w szkole po treningu. Był to okres kiedy mimo wystających obojczyków wciąż chciałam coś poprawiać.

Czy kiedykolwiek stosowałaś suplementy / wspomagacze odchudzania? 
Kilka razy wzięłam spalacz przed treningiem siłowym.

W jaki sposób chcesz dojść do wymarzonej wagi? Czy masz plan odżywiana / ćwiczeń, którego będziesz się trzymać? 
Zmieniłam drastycznie styl życia. Nie kieruję się jakimś ścisłym planem odżywiania. Rozsądnie wybieram produkty i zwracam uwagę na składy. Staram się mieć większą świadomość tego co jem. Jeśli chodzi o plan treningowy - głównie biegałam i robiłam FBW w domu. Teraz gdy moje kolano jest w opłakanym stanie raczej truchtam niż biegam i powoli zaczynam przekonywać się do treningu w domu. Mam dwa plany pomiędzy którymi się waham. 

Jaki wpływ miało na Ciebie założenie bloga? Czy blog okazał się pomocny w procesie odchudzania?
Oczywiście, że tak! Zerknijcie na początki bloga. Pisałam sama dla siebie, nikt mnie nie odwiedzał, nie wiele osób komentowało moje wpisy. Początek przetrwałam dzięki blogowaniu.

Twoje motto / hasło, które motywuje Cię do działania. 
Pain is temporary. Quitting lasts forever.

Czy osoby w Twoim otoczeniu wiedzą, że się odchudzasz/chcesz schudnąć? Czy Cię wspierają?
Wiedzą i wspierają mnie. Jedynie babcia kusi obiadkami i ciastami :)

Czy miewasz napady niepohamowanego obżarstwa/ ciągi, w których jesz bardzo dużo niezdrowych rzeczy? Jeśli tak - jak myślisz, dlaczego się tak dzieje?
Tak, z moich obserwacji dzieje się tak w tygodniu poprzedzającym menstruację. Ale już z tym walczę :)

Co jesz zazwyczaj (gdy się nie odchudzasz) ?
Jem zdrowo, bo to wynika z mojej filozofii życia. Odchudzanie zamienię na słowo zdrowy styl życia, bo to przecież o to chodzi :)

Z czego najtrudniej jest Ci zrezygnować będąc na diecie? Czego najbardziej Ci wtedy brakuje?
Frytek. Fajnie przypieczonych, chrupiących, polanych ketchupem albo sosem ostrym.

Jaka jest Twoja największa słabość jeśli chodzi o jedzenie? 
Słone przekąski, ciasta wypiekane.

Co najbardziej podoba Ci się w procesie odchudzania?
Po zmianie jakiej dokonałam spodobało mi się to, że mam dużo więcej energii niż kiedyś. Mam chęć do działania a przede wszystkim udowodniłam sobie, że mogę, że potrafię jeśli tylko tego chcę.

Czy wspomagasz dietę ćwiczeniami? Jeśli tak - jak często ćwiczysz i jakie ćwiczenia są Twoimi ulubionymi?
Tak. Jest to głównie bieganie, zimą basen. Dodatkowo trening siłowy w domu. Teraz wybieram inny plan treningowy.
  
Jakie jest twoje nastawienie do odchudzania? Czy wierzysz, że Ci się uda?
Ja nie wierzę. Ja to wiem :)

 
Wstaw zdjęcie swojej thinspiracji/fitspiracji i napisz, co najbardziej Ci się w niej podoba.





Więcej moich ulubionych inspiracji znajdziecie tutaj.

Taguję:
Tygryska i Paulinę, Fit Kreatywę i innych :)


czwartek, 18 października 2012

Bieganie po przerwie i pulsometrowy debiut.

Zrobiło się ciepło! Już na prawdę myślałam, że piękna, polska, złota jesień będzie kazać na siebie jeszcze długo czekać. Prognoza na kolejne dni jest obiecująca i mam zamiar spędzić ten czas bardzo aktywnie.

Odkąd ostatni raz biegałam minął dobry miesiąc. Październik jest zdecydowanie najgorszym miesiącem od marca jeśli idzie o aktywność fizyczną i dietę. Ale gdy dzisiaj rano wstałam wiedziałam jak spędzę popołudnie.

Dzisiejszy bieg był pierwszym biegiem z pulsometrem. Jednocześnie był to jeden z najkrótszych moich biegów i zdecydowanie najbardziej koszmarny. Kondycjo! Gdzie jesteś!? To niewiarygodne jak szybko pojawia się regres.


Pierwszy raz biegłam taką trasą, ale spodobała mi się. Jedno pełne kółeczko będzie miało równo trzy kilometry. Jedna prosta jest z górki, druga pod górkę. 

Pulsometr ustawiłam na strefę burn fat. Wyliczyłam swoje tętno maksymalne a pulsometr sam określił strefę. COŚ STRASZNEGO! Zaczął piszczeć niemal od razu. Serio, aby mieścić się w tej strefie musiałabym chyba się czołgać. Na pewno nie biec równym, nie za szybkim tempem. Pod górkę nawet truchtając darł się jak opętany piiiip piiiip piiiiiiiiiiiiiip. Może to wynika ze słabej kondycji? W każdym razie w strefie burn fat biegłam zaledwie ...


1% treningu!  14 sekund...


W związku z tym, że bieganie w tak wolnym tempie mi po prostu nie leży, zdecydowałam się na interwały. Jeszcze planu dokładnego nie mam, bo prawdopodobnie moje bieganie nie potrwa zbyt długo. 29 października mam konsultację z warszawskim specjalistą od kolan (opis rezonansu strasznie nas zaskoczył...). Ale interwałów nigdy nie biegałam, z chęcią spróbuję :)

Sam pulsometr to bardzo fajna rzecz. Opaska z elektrodami mi nie przeszkadzała, w ogóle o niej zapomniałam. Zegarek jest łatwy w obsłudze, pokazuje najważniejsze wartości - czas treningu, godzinę, ilość spalonych kalorii, tętno max, tętno min, tętno w trakcie wysiłku.

środa, 17 października 2012

Co wynikło z analizy jadłospisu?

Moje porażki w odchudzaniu zawsze upatrywałam w braku harmonii pomiędzy moim ciałem a duszą. Mając na myśli dusza chodzi mi konkretnie o myśli, podejście do danego tematu, samoanalizę, świadome podejmowanie decyzji, wsłuchanie się we własne ciało, relaksację.
Właśnie ta obserwacja zarówno zewnętrzna jak i wewnętrzna wydaje mi się bardzo istotna. Wiadomo samodyscyplina, powtarzalność i motywacja to wielka trójca. Ale brak komunikacji na linii ciało-dusza, nie reagowanie na czas, nie kierowanie się doświadczeniem mogą skutecznie hamować a nawet blokować nasze dążenie do wyznaczonego celu.

Taka umiejętność nie przychodzi łatwo i na pewno nie od razu. W życiu kierujemy się instynktem, nie zastanawiamy się w jaki sposób nastawić wodę na kawę czy też nie myślimy nad drogą do pracy. Gdybyśmy próbowali świadomie wszystko interpretować i nad wszystkim się zastanawiać zalała by nas fala bodźców z którymi w żadne sposób nie potrafili byśmy sobie poradzić, no way. Stąd też nasz sprytny organizm wytworzył pewne nawyki. Tutaj mówię stop, bo o nawykach przygotuję oddzielny post.

Trzy miesiące temu zaczęłam do zeszytu spisywać swój jadłospis. Głównym celem było wyeliminowanie błędów żywieniowych i wpadek, które bądźmy szczerzy od czasu do czasu zdarzają się każdemu. Jednak zauważyłam pewną prawidłowość. W tygodniu poprzedzającym trudne dni wpadki zdarzają się najczęściej a dieta wygląda koszmarnie. Pewnie to żadne odkrycie. Niepohamowany apetyt głównie pojawia się przed miesiączką. Oczywiście to zasługa hormonów. W czasie poprzedzającym wystąpienie miesiączki wzrasta w organizmie kobiety produkcja hormonów żeńskich odpowiadających za nasilenie uczucia głodu. Ponadto wzrasta ochota na słodkości, ponieważ właśnie w tym czasie występują stany hipoglikemii czyli spadku cukru we krwi. Przeciętna kobieta przed miesiączką spożywa około 30 % więcej kilokalorii niż normalnie.

Analizując jadłospis stworzyłam tabelkę produktów, których spożycie u mnie wzrasta nawet czterokrotnie.


Dominuje ochota na kwaśne i słodkie smaki. Pisząc cytryna nie mam na myśli plasterka do herbaty. Ja biorę cytrynkę i ją sobie ssę. To samo dzieje się z ogórkami kiszonymi - kroję w krążki i spożywam jak chipsy. A potem narzekam na bóle brzucha. Ryby jem nawet dwa razy dziennie - przy czym w innych dniach tygodnia - 2 do 3 razy w tygodniu. Owoców z puszki nie jadam, ale brzoskwiniom nie mogę się oprzeć. Lewej kolumny analizować nie będę -___-
Dodatkowo w tym okresie zdarza mi się wstać i nie jeść śniadania, podjadać, jeść późno kolacje. Wygląda na to, że moja rewolucja ma pewne luki.

Po co to wszystko piszę? Ponieważ za miesiąc chcę być bardziej świadoma tego co robię. Wiedząc, że sięgam w sklepie po białe pieczywo to dlatego, że hormony szaleją. A nie pozwolę by hormony mną rządziły. Nie tyję, ale od dłuższego czasu stoję w miejscu. Niby nie jest to złe, bo osiągnęłam plan minimum, ale tu nie chodzi o doskonałość, tylko o progres.

A jak to jest z Wami? Zauważacie prawidłowość, że na pewne produkty macie większą lub mniejszą ochotę? Jak sobie z tym radzicie?


PS. Przypominam o konkursie. Zasady wzięcia udziału uległy małej zmianie :)

wtorek, 16 października 2012

Pierwszy KONKURS na blogu :)

Hejka!
W ten smutny, szary, jesienny i deszczowy wtorek przychodzę do Was z konkursem!
Jest to pierwszy konkurs organizowany na blogu, mam nadzieję, że nie ostatni :)
Organizuję go wspólnie z firmą VivaLife, która jest sponsorem nagród. Na pewno przyda Wam się kokosowe orzeźwienie i podróż w czasie do słonecznych,letnich dni ;)



Co trzeba zrobić aby wygrać?

1. Polubić VivaLife na FB LUB założyć konto w sklepie VivaLife - mając konto będziecie na bieżąco z wszelkimi informacjami, promocjami dotyczącymi wody kokosowej
3. Miło by było gdybyś być obserwatorem bloga - aczkolwiek nie jest to warunek konieczny. Natomiast fajnie jakbyście wkleili u siebie bannerek.
4. Odpowiedzieć na pytanie: Wymień pięć najważniejszych według Ciebie właściwości wody kokosowej i uzasadnij swój wybór. Podpowiem, że największą ilość pozytywnych właściwości znajdziecie tu http://www.vivalife.pl/o-nas,aktualnosci,66.html oraz tu http://www.vivalife.pl/o-nas,aktualnosci,65.html ;)
5. Zgłoszenia możecie zostawiać w komentarzach pod tym wpisem a także na fejsbuku (w komentarzu wpisujemy odpowiedzi oraz adres mailowy).

Regulamin konkursu
Konkurs trwa od 16.10.2012 do 20.10.2012
Nagrody przewidziane są dla trzech osób z najciekawszymi odpowiedziami.
Wyniki zostaną ogłoszone w niedzielę - 21.10.2012
Nagrody sponsoruje i wysyła VivaLife 
Jeżeli do 5 dni nie otrzymam adresu od zwycięzcy nagroda przechodzi na kolejną osobę.

Gorąco zachęcam do wzięcia udziału w konkursie :) 



poniedziałek, 15 października 2012

Myśleć efektywnie czyli jak?




Tytuł: Myśleć efektywnie czyli jak sprawniej rozwiązywać problemy i osiągać cele.
Autor: Art Markman


Cykl wydawniczy: Samo sedno
Wydawnictwo Edgard
Liczba stron: 200
Opis wydawcy

Książka poświęcona jest zagadnieniu myślenia efektywnego (smart thinking) – jednej z najbardziej cenionych obecnie na świecie zdolności człowieka, dzięki której można lepiej radzić sobie z problemami i sprawnie odnajdywać kreatywne rozwiązania. Autor publikacji, dr Art Markman, korzystając z najnowszych odkryć w zakresie psychologii poznawczej oraz
innych dziedzin nauki, udowadnia, że myślenia efektywnego      można, a nawet trzeba się nauczyć.


Poradnik to lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce wykorzystać swój potencjał, myśleć w sposób innowacyjny oraz osiągać wyznaczone cele. Polecany jest wszystkim tym, których interesuje własny rozwój i wykorzystanie psychologii do poprawy jakości życia.

Ta książka to osobista instrukcja obsługi twojego umysłu, dzięki której dowiesz się, jak skuteczniej zapamiętywać informacje, uczyć się oraz wykorzystywać wiedzę do własnych potrzeb. Znajdziesz w niej cenne, rzetelnie omówione przykłady odkryć, eksperymentów, a także narzędzia i ćwiczenia, które pozwolą ci utrwalić zdobyte wiadomości.

Dzięki lekturze poradnika dowiesz się m.in.:
- na czym polega zasada zwana „rolą trzech” i jak wykorzystać ją do treningu pamięci
- co to jest iluzja głębi wyjaśniającej czy efekt generowania
- na czym polega „efekt orzeszków ziemnych”, gdy poznajesz nową osobę
- jak zastosować mechanizm pętli fonologicznej do zapamiętywania nowych faktów
- jakie są sposoby kształtowania mądrych nawyków, pozwalających zdobywać wysokiej jakości wiedzę.

                                                                                                                                                                   

Czytając tego posta prawdopodobnie zaczniesz się zastanawiać co wspólnego z odchudzaniem czy też         z healthly lifestyle ma książka dotycząca myślenia. I to jeszcze sprytnego myślenia. Moim zdaniem ma i to bardzo dużo. Przecież to jak się zachowujemy, jak postępujemy, czy osiągamy sukcesy w konkretnych płaszczyznach życia zależy od naszego kierunku, sposobu i jakości myślenia.

Efektywne myślenie przyda nam się nie tylko podczas nauki. Jest ono także nieocenione w życiu codziennym. To dzięki niemu łatwiej jest nam dążyć do wyznaczonych sobie celów, rozwiązywać problemy i znajdować wyjście z podbramkowych sytuacji. Jeśli nie uważasz, że nie potrafisz w ten sposób myśleć, a  chciałabyś posiąść taką umiejętność to mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Sprytne myślenie nie jest wrodzone, możemy się go nauczyć! Wystarczy, że poświęcisz trochę czasu na zapoznanie się z publikacją Art'a Markman'a - psychologa zajmującego się kognitywistyką. 

Jako studentka psychologii nie znosiłam zajęć z  psychologii poznawczej. Prawdopodobnie przyczyniły się do tego niezrozumiałe slajdy, ściana tekstu i nawał informacji. Nie rozumiałam jak nabytą wiedzę na zajęciach mogę przełożyć na praktykę. Przez pięć lat studiów jednak zaczęłam rozumieć, że psychologia jako całość bez psychologii poznawczej nie miałaby racji bytu. 



Markman w doskonały sposób wyjaśnia czytelnikowi na czym polega efektywne myślenie. Dla mnie jako dla osoby obytej już nieco w temacie większość informacji była wcześniej znana, ale rzadko kiedy nabytą wiedzę wykorzystywałam w życiu codziennym. Autor posługuje się prostym językiem, który jest zrozumiały dla każdego. Każdą trudniejszą część obrazuje dzięki podawaniu licznych przykładów. Dodatkowo pojawiają się ćwiczenia i wskazówki, dzięki którym sprawniej będziesz rozwiązywać problemy. 

Myśleć efektywnie moim zdaniem to nie tylko poradnik. Jest to też kopalnia wiedzy, dzięki której łatwiej będzie Ci się odnaleźć w życiu codziennym. Dzięki publikacji dowiesz się, czemu rola trzech jest taka ważna jeśli chodzi o naszą pamięć. Dowiesz się także jak zmieniać złe nawyki na dobre i czemu rezygnując z czegoś musisz koniecznie znaleźć jakieś zastępstwo. Od razu zdecydowałam się na założenie zeszytu w którym zapisuje nawyki, które chcę zmienić a także mądre nawyki, które chcę pielęgnować. I choć czasami denerwowało mnie notoryczne powtarzanie danej rzeczy, uświadomiłam sobie, że właśnie dzięki temu zapamiętałam dużo ciekawych informacji.

To co jeszcze podobało mi się w książce to to, w jaki sposób została ona zaprojektowana. Nie znajdziecie w niej żadnych kolorowych obrazków, ale nie są one potrzebne. Dzięki konkretnym przykładom, obrazki pojawiają się Wam przed oczami spontanicznie. Mało tego, będziecie mieć okazję wracać pamięcią do lat wcześniejszych aby uświadomić sobie jak wielką rolę w życiu odgrywa doświadczenie. 
Poradnik składa się z ośmiu rozdziałów, na początku każdego z nich znajdziesz trzy najważniejsze elementy, które będą poruszane w danym temacie. Dodatkowo każdy rozdział kończy się krótkim podsumowaniem.

Reasumując "Myśleć efektywnie" to doskonały poradnik dzięki którym zrozumiesz istotę sprawnego myślenia. Zwolnisz, zaczniesz spostrzegać różne rzeczy z całkowicie innej perspektywy. Książka pomoże Ci ukierunkować myślenie w taki sposób, abyś mógł sprawnie rozwiązywać problemy, dążył do wyznaczonych celów. Zainwestuj w siebie, bo warto.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Edgard.

                                                                                                                                                                

Pod wpływem książki zaczęłam więcej myśleć - nie żebym wcześniej nie myślała. Może inaczej. Zaczęłam myśleć świadomie. Dzięki temu pozmieniałam nieco mój plan treningowy, dietę, przestałam chwytać się kilku rzeczy na raz. Interesuje mnie jakie Wy macie na ten temat zdanie. Czy uważacie, że kierunek i jakość myślenia może w jakimś stopniu uniemożliwiać nam osiągnięcie danego celu? Czy wykształcenie i rodzaj ukończonej szkoły w dużym stopniu determinują nasze życiowe osiągnięcia? Czy w rozwiązywaniu problemów, w przeskakiwaniu dołków, podczas zastojów treningowych i dietetycznych korzystacie z doświadczenia? Czy świadomie analizujecie swoje zachowanie by w porę zauważyć, że zmierzacie w złym kierunku?

niedziela, 14 października 2012

Party Ideas.

Wybaczcie mi weekendową nieobecność, ale to był na prawdę pracowity weekend, który upłynął pod trzema hasłami: literatura, przyjaciele i impreza. Wstałam dzisiaj o 15.00 i wciąż odczuwam skutki wczorajszego wieczoru. Śmiało mogę powiedzieć, że mam dość jakichkolwiek używek na długi, bardzo długi czas.
Długo zastanawiałam się nad menu parapetowej imprezy. Magda przyjechała do mnie w piątek i wspólnie ułożyłyśmy listę zakupów i przekąsek. Zarówno ja jak i M. postawiłyśmy na health lifestyle więc chciałyśmy zrobić coś samodzielnie, bez pójścia na łatwiznę.
Zawsze miałam problem jeśli chodzi o takie zdrowe przekąski. Głównie wybierałam czipsy, słone paluszki, kanapki z białego pieczywa, śledzie w oleju czy jajka w majonezie.
Może nasze propozycje nie były do końca dietetyczne, ale za to smaczne - wszystko poszło a pasty jajecznej nawet zabrakło ;)

1. Koreczki- kawałek zielonego ogórka (druga wersja z ogórkiem kiszonym), papryki, kosteczka sera zółtego i pierś z kurczaka na ostro.


2. Parówki w cieście francuskim. Był to pomysł Magdy, bardzo trafiony. Pierwszy raz jadłam i na pewno będę je przyrządzać częściej.


3. Krakersy z pastą jajeczną (jajka, ogórek, szczypiorek, cebulka)
4. Smalec z boczkiem i cebulką oraz ogórki kiszone :) 

No i oczywiście napoje wysokoprocentowe.



Pozdrawiamy serdecznie i wysyłamy pozytywną energię na nadchodzący tydzień! :)


Jutro zaczynam trening z taśmami i trening z Jillian - o tym już w tym tygodniu. Dodatkowo pojawi się recenzja dwóch książek a także konkurs ! :) Dzisiaj jeszcze odpoczywam a od jutra zabieram się do pracy i do przygotowań do obrony. Zaczęłam prowadzić dziennik złych nawyków, który ma mi pomóc zamienić je na te dobre. Dodatkowo powróciłam do dziennika żywieniowego.

A jak u Was minął weekend? Może macie jakieś propozycje na imprezowe przekąski?