środa, 12 września 2012

Jak wygląda otyłość? Świat ma problem.

Długo wzbraniam się przed napisaniem tego posta. Temat nie należy do najprzyjemniejszych, aczkolwiek uważam, że jest szalenie ważny. Mam nadzieję, że wywiąże się konstruktywna dyskusja - do której zapraszam. Chętnie poznam Wasz punkt widzenia na poruszony przeze mnie problem. I ostrzegam, wpis jest długi, ale mam nadzieję, że przeczytacie go w całości.

Słyszałam kiedyś żart o tym, że istnieją cztery rodzaje białej śmierci: cukier, sól, heroina i lekarz rodzinny
Ja bym dodała jeszcze dwie pozycje - niekoniecznie białe: głupota i lenistwo

Przez wiele lat sądzono, że otyłość bierze się z utrzymywanego przez długi czas dodatniego, dobowego bilansu kalorycznego. Jemy więcej niż potrzebujemy, czasami obżeramy się bo na jedzenie mamy ochotę. Jedzenie czasami jest środkiem zastępczym - zastępuje nam kogoś lub coś, rekompensuje nam nasze poczucie samotności, zaspokaja problemy emocjonalne. O funkcji jedzenia w dzisiejszym społeczeństwie poświęcę oddzielny wpis, bo jest to temat niezwykle interesujący. Oczywiście prawdą jest to,że tyjemy bo jemy za dużo - matematyka nie kłamie. Ale! Nie jest to jedyna przyczyna. Istotne są także: genetyka, środowisko, medycyna i psychologia. Wszystkie te składowe działają na nas holistycznie.



Uczeni zajmujący się badaniem otyłości zaczęli zastanawiać się dlaczego ludzki organizm nie może się opanować, że nie ma wykształconych mechanizmów obronnych, które mają chronić go przed autodestrukcją. Bo jak inaczej nazwać niepohamowane łaknienie, konieczność ciągłego przeżuwania i przybierania na wadze?
Często porównuje się człowieka współczesnego z człowiekiem jaskiniowcem  np. żyjącym w paleolicie. Tamtejsi ludzie nie liczyli kalorii, nie mieli na produktach wypisanych makroskładników. Ale należy zwrócić uwagę na jedną rzecz. On żył w paleolicie, my żyjemy dzisiaj. Spożywane wtedy mięso pochodziło z dziczyzny, zawierało więc mało tłuszczu i cholesterolu. Tłuszczów konsumowało ponad dwa razy mniej niż współcześnie. Zjadane węglowodany zależały od pory roku. Jedynym dostępnym cukrem prostym był miód ( i to przez okres max. 4 miesięcy). W tamtejszej żywności było o wiele więcej błonnika niż w dzisiejszych czasach, więcej potasu niż sodu. Żywność nie była przetworzona. Jaskiniowiec jadał dwa razy więcej kalorii niż współczesny człowiek a i tak nie był otyły. On wydatkował energię - posiłek musiał dogonić a zioła zerwać w lesie. By ugotować sobie posiłek nie włączał kuchenki gazowej albo płyty indukcyjnej. Jaskiniowiec ścianał drzewo, tachał je za sobą pod szałas i rąbał drewno. Świat w którym żyjemy obecnie siłą rzeczy sprzyja chorobom cywilizacyjnym(cukrzyca typu II, otyłość kliniczna - która będzie tematem tego wpisu itd) Praca w biurach, siedzący tryb życia, brak ruchu, problemy finansowe zmuszają społeczeństwo do jedzenia taniej żywności - kiepskiej jakości. Wysyp barów typu fast food, życie w pośpiechu to wszystko ma znaczenie. 
Badacze przeanalizowali życie naszych przodków i odkryli "oszczędny genotyp"  Ale nie o tym dzisiaj chciałam pisać, jeszcze nie dzisiaj.
 źródlo: KIF 7/8/2012, wiedza własna

Otyłość jest stanem patologicznego zwiększenia ilości tkanki tłuszczowej, będącej integralną składową organizmu. Z tego faktu może wynikać uszkodzenie czynności i struktury poszczególnych narządów lub układów. Zwiększa się ryzyko skrócenia średniego oczekiwanego okresu życia. Jest to więc choroba, która nawet jeśli organizm o zwiększonej ilości tkanki tłuszczowej nie wykazuje objawów patologicznych grozi, w miarę przedłużania się jej trwania, rozwojem wielu powikłań narządowych i ogólnych (Dr med. Małgorzata Bernas)

Zapraszam Was do Georginy.

Georgina pisze o sobie na swoim blogu : Mam na imię Georgina i jestem fat. Mam 22 lata i mieszkam w Wielkiej Brytanii. Dziewczyna interesuje się modą, kocha swojego pieska, słodkie ubranka i babeczki na paznokciach (czy tylko na paznokciach?) Wszystko fajnie. Jak na spotkaniu grupowym AA. Mam na imię X i jestem Y. Tylko tam ludzie przychodzą po pomoc, a Georgina dumnie eksponuje swoje rubensowskie kształty i odnoszę wrażenie, że nie widzi w tym nic złego.



Dziewczyna wydaje się pochodzić z zamożnej rodziny o czym świadczą jej ubrania, dodatki, miejsce w którym mieszka. I w tym momencie ja się pytam DLACZEGO? Gdzie są rodzice tej młodej dziewczyny? Przecież ona jest chora. CHORA. Ona potrzebuje pomocy a nie nowych lakierów do paznokci. Dziewczyna ma już obrzęk tłuszczowy, o którym możecie przeczytać na blogu Przyjemnie jest chudnąć.
Ale co na to wszystko Georgina?
Ktoś zadaje pytanie:You're not healthy, shouldn't you lose some weight?
G. odpowiada: My weight & health is none of your concern, thank you.

No jasne, że to jest tylko TWOJA sprawa, co zrobisz ze swoim życiem. Ale strasznie denerwuje mnie takie przyzwolenie a wręcz promowanie przez społeczeństwo otyłości. 

Prawdopodobnie G. jest bardzo sympatyczną dziewczyną, posiadającą wiele pasji. Nie oceniam jej, nie osądzam, podaję ją jako przykład, aby zobrazować problem - który niewątpliwie jest i będzie, tak długo jak społeczeństwo będzie niedoinformowane i głupie. Takich przykładów jest więcej. Marzy mi się by kampanie społeczne zaczęły w końcu uświadamiać ludzi do czego może doprowadzić otyłość. Nie wprowadzać cenzury w reklamach. Pokazać prawdę - drastyczną. Marzy mi się aby profilaktyka zdrowia była jeszcze bardziej rozwinięta. Aby ludzie mieli świadomość wyboru. Niewątpliwie większość z nich go ma i wybiera przedwczesną śmierć. Podobnie zresztą jak palacz sięgający po papierosa. Niech będzie większa świadomość rodziców. Ich rola w rozwoju otyłości u dzieci także została potwierdzona badaniami. Uważam, że tego wszystkiego jest za mało. Jest promowanie zdrowego trybu życia. Ewa Chodakowska w Pytaniu na Śniadanie pokazuje jak mieć płaski brzuch. Ale raczej osoba będąca w tak zaawansowanej otyłości nie będzie w stanie nawet podnieść nogi do góry. Pokazujemy ile dobrego możemy uzyskać ze zmiany stylu życia i zdrowego odżywiania się. Tak, tylko co to zmienia? Zacznijmy pokazywać co się dzieje gdy podążamy przeciwną drogą. W moim odczuciu tego jest wciąż za mało. Są oczywiście programy w których ludzie walczą z otyłością - ale puśćmy je w telewizji publicznej. Nie każdy ma możliwość oglądania TVN Style. Potrzeba psychodietetyków - dlatego też zdecydowałam się w następnym roku zacząć studia podyplomowe z psychodietetyki.

I takich blogów w sieci znajdziecie znacznie więcej. Laski wspierają się, utwierdzają w przekonaniu, że są piękne. Niewątpliwie są bardzo ODWAŻNE. Ale czy kliniczną otyłość można nazwać pięknem?


82 komentarze:

  1. Wspaniale napisane! Zgadzam się z każdym słowem w tym poście.
    Powiem Ci, że wiele razy spotkałam się z opinią, że jestem próżna, twierdząc, że osoby z kliniczną otyłością są chore i powinny się leczyć. Generalnie przyjęło się, aby współczuć, a nie pokazywać prawdę, która może coś zmienić w życiu tych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest właśnie głupie. Empatia to jedno - należy ją okazywać, ale nasze współczucie w niczym nie pomoże. Dobrze,że jest więcej ludzi, którzy mają odwagę nazywać rzeczy po imieniu :)

      Usuń
  2. Szokujacy jest ten post a raczej zawarta w nim treśc. Strasznie przeraził mnie ten maluch z KFC. Wygląda strasznie. No i Giorgia. Na prawdę to jest choroba i zbulwersowało mnie to, że jej rodzice z tym nic nie robią bo przeciez powinni coś z tym zrobić bo tak za pare- parenascie lat mogą ją stracić bo na pewno wszystkie tkanki ma otłuszczone.

    Przerażające.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taką samą chorobą jest anoreksja, która jest promowana w blogowym światku. Jeszcze kilka miesięcy temu blogów ProANA było więcej niż blogów o zdrowym odżywianiu się. I to też stanowi problem. Otyłość jest fu i ble. A wystające obojczyki i głodzenie się jest fajne? To są dwie te same choroby, tyle, że skrajne.

      Usuń
    2. Mam kuzynkę, ma 18 lat i wygląda jak ta "laska"... Ciotka od zawsze chce ją odchudzać, ale przyrzekam... N I E D A R A D Y. Kiedy chowało się przed nią jedzenie - ona wyjadała cukier !!! Ciotka jest załamana. Teraz poznała chłopaka, moim zdaniem nie wszystko z nim ok, to chyba dokarmiacz. Ciotka nie ma siły, choruje na raka co też ją mocno wykańcza. A ona? Potrafi połozyć się i cghcieć jedzenia, a gdy go nie dostanie ryczy. Oj dużo by opowiadać :/ Moge dodać tyle, że czasem potrafi się ubrać podobnie do tej pani z Twojego posta i uważa, że faceci się za nią oglądają bo jest taka cudna...

      Usuń
    3. No i jeśli ktoś mi powie,że to jest NORMALNE i ona ma do tego prawo bo TAK CHCE, to chyba upadnę.

      Usuń
  3. Otyłość dotyka przede wszystkim ludzi zamożnych. Występuje głównie w bogatych społeczeństwach. Leczenie skutków otyłości pochłania bardzo dużo pieniędzy z budżetu państwa każdego roku. O otyłości można napisać jeszcze dużo dużo więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie koniecznie zamożnych. Badania dowiodły, że osoby biedniejsze nie dość, że żyją w niedoinformowaniu to sięgają po produkty bogate w węglowodany i stosują typową dietę amerykańską. Myślę, że ten problem występuje bez względu na klasę społeczną. Leczenie pochłania ogrom kasy a wciąż brak dobrych programów profilaktycznych. Bo po co edukować ? Lepiej wydawać fortunę na leczenie...

      Usuń
    2. ja piszę o tym co podają wiarygodne źródła doniesień medycznych :) Pieniądze z budżetu państwa przekazywane są na profilaktykę oraz walkę z otyłością.

      Usuń
    3. A jakich państw to dotyczy?

      Usuń
    4. m.in. Polski. Nie dotyczy krajów trzeciego świata.

      Usuń
    5. Też nie zgodzę się z tą zamożnością. U nas w Polsce restauracje typu fast food dalej są wciąż drogie. McZestaw kosztuje prawie 20zł, pizza koło 30. A zupa i kotlet z surówką w barze mlecznym? 8-12zł (przynajmniej w Gliwicach). Nie mówiąc o normalnej restauracji, gdzie za 20-30zł można zjeść naprawdę dobre jedzenie.
      Natomiast w Stanach albo w Australii KFC czy McDonald's to raczej restauracje dla "ubogich". Zamożnych ludzi stać, żeby pójść do normalnej knajpy i zjeść coś dobrego.
      Wiadomo, są też tacy, którzy pieniądze będą wydawać na duże ilości jedzenia. Jednak pieniądze to nie jest główna przyczyna. Myślę, że głównie to wynika z lenistwa i niewiedzy. Ludziom łatwiej jest pójść gdzieś zjeść, zamówić sobie czy kupić gotowe w sklepie. Pracują po 8-10h, więc zanim wróci się z pracy to jest się prawie nieżywym i ciężko znaleźć siłę na aktywność. Łatwiej w sobotę iść na zakupy i do kawiarni niż spędzić ten dzień aktywnie. Dodatkowo trzeba zjeść szybko, w 5 minut - pizza będzie odpowiednia albo drożdżówka. Sałatkę z mięsem je się niestety trochę dłużej. Do tego ludzie zamiast wybierać rozsądnie i zdrowo to zastępują niezdrowe produkty innymi niezdrowymi np. mocno przetworzone serki kanapkowe zastępują wersją light. A to wcale nie chodzi o ilość kalorii, tylko o jakość jedzenia.

      Bardzo podobają mi się akcje pt. trzeba akceptować siebie. Jednak tylko do pewnego etapu. Wiadomo, że rozmiar 34 dla większości kobiet to nie jest biologicznie zdrowy rozmiar, dlatego dążenie do niego na siłę nie jest zdrowe. Każdy jest różny, niektórzy faktycznie naturalnie będą nosić 34, innym natura przewidziała 40. Biologia nie myśli czy człowiek dobrze wygląda tylko czy jest zdrowy. Jednak akceptowanie siebie w takim stanie, który na pewno nie jest zdrowy nie jest rozsądne.

      Co do krytyki chudych i braku krytyki otyłych to problem z anoreksją, wychudzonymi modelkami itd. zaczął się robić głośny blisko 20 lat temu i przede wszystkim był bardzo medialny - dotyczył przecież dziewczyn, które pokazują się milionom ludzi codziennie w gazetach czy w tv.
      Natomiast problem osób otyłych zaczął się robić głośny dopiero kilka lat temu i nie ma ich tylu w mediach. A jak są to np. wyjdzie ci taka Grycanka lat naście i stwierdzi, że jest super szczęśliwa nosząc rozmiar 50, a ludzie są podli, że oceniają i komentują, bo ona nie widzi problemu w swoim wyglądzie.

      Widzę, że oglądamy podobne programy na TVNStyle ;) Osobiście uważam, że 'Wiem co jem' czy 'Cofnąć zegar' powinno się znaleźć w ramówce TVNu.

      Usuń
    6. tam dominują niedobory jakościowe i ilościowe

      Usuń
    7. Wiem co jem jest świetne :) A oglądałyście kiedys na polsat cafe jem i chudnę? To dopiero masakra- roi się od błędów, np. krytykowano awokado za nadmiar tłuszczu, którego powinno się unikać (!!!!!!). Myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok.

      Usuń
    8. Otyłość jest chorobą zamożnych tylko jeśli weźmiemy pod uwagę zestawienie bogatej Północy i biednego Południa czyli problem w ujęciu globalnym. W kulturze zachodnioeuropejskiej (do której nas można już chyba wliczać) i amerykańskiej natomiast otyłość to przypadłość raczej gorzej sytuowanych klas społecznych, w warstwach mniej zamożnych jest oznaką zaniedbania swojego zdrowia i sylwetki.

      Usuń
    9. Edit! miało być na końcu: warstwach BARDZIEJ zamożnych jest oznaką zaniedbania swojego zdrowia i sylwetki.

      Usuń
  4. Ludzi otyłych nie można krytykować bo wychodzisz na okrutnego człowieka, nie wolno zwracać im uwagi, otyłość można promować w mediach za to osoby szczupłe są napiętnowane. Nie mówi się o zagrożeniach jakie to niesie. W GB swojego czasu było głośno o tym, że lekarz rodzinny nie może powiedzieć pacjentowi, że jest otyły bo to go może obrazić, urazić. Osobiście nic nie mam do otyłych u, których to wynika z choroby,hormonów, należy im pomóc ale nie u wszystkich choroba jest przyczyną. Mam koleżanke 150 pare cm wzrostu, 44 kg wagi. Z tyłu wygląda jak dziewczynka, ma 25 lat. Je śnaidanie, obiady, kolacje, coś podjada, słodkie, niezdrowe rzeczy też się tragfią. Jej mam jest po 50-tcei wygląda tak samo, mała szczupła. Koleżance ludzie na przystanku tramwajowym mówili anoreksja, zjedz coś, potrafia zaczepić ja na ulicy i zwrócić uwagę że jest za chuda,ludzie starsi również. Co się stanie jak powiem to osobie otyłej? Prawdopodobie mnie zlinczują.Żyjemy jeszcze w czasach kiedy osobą większym nie można zwrócić uwagi, nie wypada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się ze wszystkim.
      Dodam jedynie, że według mnie promowanie zbyt szczupłego wyglądu (np. modelki bez grama mięśni i tłuszczu) jest jeszcze bardziej zgubne..

      Usuń
  5. O matko! Poczytałam o tym obrzęku tłuszczowym. Istna masakra :(

    OdpowiedzUsuń
  6. mogłabym podpisać się po wypowiedzią FollowTheWhiteRabbit. Jest dokładnie tak jak napisała. Chyba tylko w podstawówkach mówi się komuś wprost, że jest gruby, wstręty itp. Chociaż nie raz osoba, która wyjdzie z takim tekstem, ponosi potem szereg konsekwencji..Niby w tym przypadku to akurat dobrze, rzeczywiście dzieci nie powinny sobie tak docinać, jednak sądzę, że to w pewien sposób obrazuje postrzeganie "grubasów" w każdym środowisku- NIC nie można im zarzucić, zwrócić uwagi, za to swobodnie można wyzywać od anorektyczek, bulimiczek i chudzielców..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawa z dziećmi to jest jeszcze głębsza. Dzieci otyłe są wyśmiewane przez rówieśników co rodzi wiele problemów emocjonalnych, i koło się zamyka.

      Usuń
  7. Poruszasz bardzo wiele ciekawych wątków i po przeczytaniu Twojej notki milion myśli kłębi mi się w głowie...

    Co do otyłości u dzieci/ nastolatków i pytania: gdzie są rodzice, to to nie jest takie proste, jak wydawać by się mogło.
    Podam dwa przykłady z życia, pierwszym jestem ja :) Byłam jako dziecko otyła, ponieważ astmę leczono u mnie sterydami. Moi rodzice od razu zareagowali, byliśmy i dietetyczki i endokrynologa, zarzucono mi bardzo restrykcyjną dietę, której trzymała się cała rodzina, bez wyjątków. Sytuacja była trudna, bo miałam wtedy siedem lat, ale przebrnęłam przez to. Oczywiście, muszę uważać na to co jem, ale moje BMI jest w normie.

    Mam koleżankę (bliską), która jest otyła. Zajada swoje emocje - byłam kiedyś świadkiem takiej sceny i jest to przerażające. Ma monstrualnie otyłą mamę, która sama do niej mówi "ty grubasie", a moja koleżanka nawet nie potrafi jej się odgryźć, tylko idzie płakać w cztery ściany. Nic jej nie pomogło ani dietetyk (który był beznadziejny, bo zapisał jej rzeczy, których ona jeść nie lubi) ani nawet wyniki lekarskie. To cholernie inteligenta dziewczyna, z najlepszymi wynikami w nauce, ale wygodniej jest jej i jej rodzinie udawać, że problemu nie ma. Bo to wymagało by od nich tego, żeby zacisnęli pasa, wspierali ją i zmienili dietę. A im się, najzwyczajniej w świecie, nie chce. Nawet nie pytam, gdzie w takiej sytuacji jest miłość do dziecka, ja swojemu nie mogłabym czegoś takiego zrobić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uzupełnię moją wypowiedź, bo przeczytałam komentarze z góry, na temat wyzwisk.

      Wiem, że rodzice nie są w stanie zapewnić dziecku 100% ochrony, ale po to w szkołach są wychowawcy i nauczyciele, żeby takie rzeczy zgłaszać. Czasami dzieci nie wiedzą, że sprawiają czymś takim ból (bo np. wyniosły to z domu i dla nich jest to normalne), nie mówię, że pogadanka wyleczy wszystkie takie zachowania, ale może pomóc. Ważne jest też wsparcie rodzica bezpośrednio u wyzywanego dziecka, rozmawianie o tym, tłumaczenie itd. itp. Niby banalne, ale może wiele dać.

      Usuń
  8. Ja byłam takim dzieckiem. Nie, nigdy nie byłam otyła ani nie miałam nadwagi, ale zawsze byłam większa niż reszta dziewczynek. Szybko nabrałam kobiecych kształtów przez co bardzo się wyróżniałam. Niestety, zawsze miałam też problem z wysiłkiem fizycznym. Zawsze byłam we wszystkim ostatnia na wfie. Szczerze nienawidziłam ruchu innego niż rower czy pływanie. Dokuczano mi...i to bardzo. Mam 23 lata i nadal pamiętam wyzwiska od "grubych"...strasznie to smutne...wyrosłam w przekonaniu, że jestem gorsza...teraz, gdy przytyłam, mary z przeszłości znowu zawładnęły moim światem...
    Nie wiem kiedy, ale zaczęło się też podjadanie ze smutku, podjadanie z nudy, podjadanie "bo dobre"...i tak żyłam. Kiedyś doprowadziłam się do sporej wagi, ale w granicach normy jeszcze, powiedziałam dość i dietowałam oraz ćwiczyłam z mamą. Schudłam i od tamtego czasu trzymałam wagę. Jakieś 4ry miesiące temu znowu zaczęła rosnąć.
    Niestety nadal mam w sobie nawyk? jedzenia ze smutku, "bo dobre" i z nudy...
    Choruję na bruksizm i wiem przez to, że tak też odreagowuję stres...albo nałogowo żuję gumę albo jem...

    Czynność żucia jest ode mnie silniejsza. Walczę z tym, bo dopiero teraz jestem świadoma do czego mnie to prowadzi. Mam nadzieję, że nie poddam się psychicznemu głodowi i wygram walkę z przeszłością...
    Ech...często zastanawiam się też czy nie powinnam znaleźć pomocy u psychologa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do G. to pamiętam, że gdzieś na początku swojego bloga opisywała swoją rodzinę i problemy z nadwagą. Z tego co pamiętam to zaczęło się w dzieciństwie u niej i u siostry i początkowo to była choroba, ale ręki uciąć za to nie dam. ;) Dawno to czytałam. W każdym razie...hm...ma dziewczyna naprawdę duży problem i ja przestałam do niej zaglądać, bo tak mi jej żal, a z drugiej strony wkurza mnie to, że ona nawet z tym nie walczy! :[ Ma tyle lat co ja! No litości! :/

      Usuń
    2. Możliwe, że zaczęło się od choroby. Ale tu leczenie jednej choroby zrodziło kilka innych. Moja czteroletnia kuzynka też jest chora,przyjmuje leki sterydowe. Ma po nich straszne parcie na jedzenie, głównie na słodycze. Ale każdy stara się jakoś tłumaczyć, choć małe dziecko i tak nie rozumie, czemu nie może jeść np. słodyczy.

      Usuń
  9. Bardzo podoba mi się sposób w jaki piszesz. Przeczytałam od deski do deski i czekam na kolejne 'artykuły' . Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak, to już nie jest nadwaga, a więc nie chodzi tutaj tylko o sprawy estetyczne, ale o zdrowotne. Nie rozumiem jak można się doprowadzić do takiego stanu...

    OdpowiedzUsuń
  11. Oprócz tego wszystkiego, co dziewczyny napisały, z czym się zgadzam, chciałabym poruszyć jeszcze jedną kwestię:

    Dlaczego nie promuje się normalności?

    Mamy modelki w rozmiarze 32 i modelki plus size. Czyli co, normalne kobitki w rozmiarze 36-38 nie są wystarczająco ładne, żeby pokazywać na nich ubrania? Nie mówię tutaj o zdjęciach katalogowych, bo tam jest trochę inaczej, chodzi mi głównie o wybiegi.

    Kwestia Grycanek, naszych kochanych pulchnych celebrytek - jestem przeciekawa, czy zrobiłyby taką karierę w mediach, gdyby miały przeciętną figurę, nie zachaczającą o skrajności.
    I tak 'przeciętne' dziewczyny w rozmiarze 38 chcą chudnąć do 34, żeby podpasować ideałom modelki, a panie jak Georgina czy Grycanki nie chcą chudnąć, bo ich nadwaga czy otyłość jest 'piękna'. Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi, bo napisałam strasznie pokrętnie :D

    A co do dzieci/nastolatków - ja uważam, że zamiast debilnych lekcji typu WDŻ, z których nie wynosi się nic oprócz "nie uprawiaj seksu bo zajdziesz w ciążę i umrzesz", już od podstawówki powinny być prowadzone lekcje dietetyki. Kilka razy w roku, niech do szkoły przyjdzie dietetyk, opowie o tym jak powinno się komponować posiłki, z czego czerpać witaminy i składniki odżywcze, dlaczego unikanie wfu jest niemądre i jakie spustoszenie w organizmie sieją chipsy i fast foody. Nawet niech od pewnego momentu niech takie lekcje będą prowadzone oddzielnie dla dziewczyn i oddzielnie dla chłopaków, dzięki czemu nie będą się krępować, poza tym ma się od pewnego momentu zupełnie inne potrzeby w tym kierunku.

    OdpowiedzUsuń
  12. Powiew inspiracji ma racje. W bogatych krajach ludzie biedniejsi cierpią na otyłość przez zakup takich, a nie innych przetworzonych produktów. Stawianie na ilość jedzenia, nie na jakość. Nie mają pieniędzy,perspektyw,często występują wielkie problemy w ich rodzinach, są nieporadni. A na masę jedzenia niskiej klasy jeszcze ich stać.

    Co do posta. Każdy niech patrzy na siebie i swoje otoczenie. I co? To,że ktoś ma nadwagę to co? Mam zwrócić uwagę? Dlaczego? Każdy ma lustro i widzi. Każdy ma informacje na wyciągniecie ręki. Nie rób z ludzi większych kretynów niż są Kamuś. Nie uszczęśliwiajmy na siłę Georginy czy innej osoby otyłej. To ich wybór. Ich choroba. Ich problemy z kompulsywnym i emocjonalnym objadaniem się. Czesto mają głebsze podłoże niż tylko żarłoctwo. ;) Pamiętajmy o tym, wyciągajmy ręce, przyjaźnijmy się, dawajmy oparcie zanim zaczniemy dawać genialne rady lub diagnozy-masz problem, musisz schudnąć, umrzesz jak tego nie zrobisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest problem kogoś, to jest problem całego społeczeństwa, które musi później takie osoby utrzymywać. Takie choroby, które wiążą się z otyłością trwają latami po kilkadziesiąt lat a ich leczenie pociąga za sobą ogromne koszty, które pokrywamy wszyscy. Więc nie jest to do końca indywidualna sprawa każdego. Nie robię z nikogo kretyna, ale jest dużo ludzi, którzy nie wiedzą z pozoru oczywistych rzeczy. Nie rozumiem do końca Twojego komentarza. Czy ja gdziekolwiek próbuję kogoś "uszczęśliwiać" ? Ja ją biorę za przykład. Jasne ich wybór, ich choroba, ale konsekwencje ponosimy wszyscy - podobnie jak w przypadku alkoholizmu i nikotynizmu. Łatwo osądzić i powiedzieć pijak, ma to na co zasłużył, piętnujemy. A otyłość jest tematem tabu,tak? Zostawmy tych biednych ludzi w spokoju? Nie, to nie tak powinno działać. Widocznie skoro tacy ludzie są, to wciąż jest za mało edukacji, za mało profilaktyki.

      Usuń
    2. Poza tym na otyłość nie umiera się z dnia na dzień. Ta choroba trwa latami, a gdy już zrobi się o jeden krok za dużo ciężko jest zrobić cokolwiek i zostają tylko metody chirurgiczne.

      Usuń
  13. nie zgodzę się co do paleolitu - oni jedli bardzo dużo tłuszczu ;) poczytaj o diecie paleo - jej głównym założeniem jest jedzenie tłuszczu, ja w sumie mogłabym powiedzieć, że żywię się podobnie - stawiam na tłuszcz, średnią ilość białka, węglowodany z warzyw i owoców ;) i chudnę bardzo szybko, choć i na diecie paleo można solidnie przytyć w zależności od organizmu

    no i fast foody są drogie, lepiej w domu coś upichcić, tylko że ludziom się nie chce po pracy stać i gotować, więc wybierają krótszą drogę.

    otyłość jest chorobą, sama mam otyłą koleżankę i chciałabym jej pomóc, ale powiedzenie wprost "mogłabyś trochę schudnąć dla zdrowia" myślę, że mogłoby ją urazić, jest strasznie wrażliwa. aż oczy bolą jak się patrzy na otyłe osoby. i właśnie najbardziej mnie denerwują rodzice - jak mogą upaść swoje kilkuletnie dziecko? dziecko weźmie i zje wszystko od rodziców, bo jeszcze nie myśli, to rodzice powinni nad tym panować, a oni tylko dają i dają... to tak samo jak z paleniem. matka może rzucić palenie na okres ciąży i co? urodzi dziecko i nadal będzie palić przy małym dziecku, a przecież to tak samo szkodzi, moglaby palic rowniez podczas ciąży. ugh. :/

    przeraża mnie temat otyłości, to temat tabu w mediach, łatwiej mówić o wychudzeniu, które jednak dotyka mniejszą skalę społeczeństwa niż o otyłości... a już w ogóle nie promuje się zdrowo wyglądających kobiet i to chyba najbardziej boli :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja spotkałam się z informacją taką, że ludzie paleolitu jedli: białka - 33%, węglowodanów - 48 % i tłuszczów 21 % - na podstawie długoletnich badań antropologa dr Boyd'a Eatona z Emory University w Atlancie.

      Usuń
    2. http://www.dietapaleo.com.pl/cojemy.php

      Usuń
  14. Zgadzam się ze wszystkim, co zawarte w tym poście. Poza jednym: "przyzwolenie a wręcz promowanie przez społeczeństwo otyłości". Oczywiście, takich osób jak Georgina jest sporo, ale nie w nadmiarze. W wirtualnym i realnym świecie osoby otyłe są najczęściej poniżane i wyśmiewane. Nie mają łatwo. Kwestia zdrowia jest tu oczywista. Niektóre osoby piszą, że wszyscy otyłym współczują. Takich ludzi jest o wiele mniej od tych, którzy przezwą od "świń" "grubasów" "wielorybów". Stąd współczucie.
    Skąd to wiem? Stąd, ze dwa lata temu ważyłam prawie 90 kg przy 172 cm wzrostu. Teraz ważę 53. Więc wiem jakie to uczucie żyć w świecie prezentującym chudy ideał piękna. Georginie na pewno nie ma łatwo. Sugerowałabym jej schudnięcie tylko ze względów zdrowotnych, bo szkoda takiej dziewczyny. Jest bardzo odważna.

    Nika ma genialny pomysł odnośnie dietetyki w szkole. Ja, gdy w moim gimnazjum widzę, jak inni uczniowie kupują w sklepiku chipsy albo zapiekanki to zastanawiam się, dlaczego nikt nie zadba o to, aby chociaż w tym szkolnym sklepiku zagościły jakieś zdrowsze, lecz także smaczne przekąski. W mojej klasie co najmniej połowa uczniów nie je w domu śniadań. Ich pierwszym posiłkiem jest paczka chipsów. To prosta droga do otyłości, tylko, że oni o tym po prostu nie wiedzą. Każdy, komu to mówiłam, był naprawdę zdumiony...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, miałam o tym napisać i zapomniałam! :D Sklepiki i stołówki szkolne powinny być ostoją zdrowej żywności! I da się, ostatnio oglądałam jakiś odcinek "wiem co jem", gdzie pokazywali panią, która zaprowadziła taki porządek w swoim sklepiku ^^
      Ja sama często miałam problem, gdy chciałam kupić sobie na przerwie coś zdrowego do jedzenia...

      Był też super program/dokument z Jamiem Olivierem, który przeprowadzał taką akcję w szkolnych stołówkach w Anglii. Uczył kucharki gotować smacznie i zdrowo. Nie dość, że posiłki zyskały na jakości, to jeszcze dzieciaki wreszcie zechciały je jeść ;)

      Usuń
    2. Tu chodzi o promowanie w sposób modelek plus size, modelek XXL - tak, takie też są albo Grycanek, które mówią, że kochają siebie takie jakie są a to jak wyglądąją im w niczym nie przeszkadza.Wszyscy patrzą przez pryzmat urody i estetyki a mi chodzi o uświadamianie, że to po prostu jest niezdrowe i prowadzi do poważnych chorób. Nie mówię tu o wyszydzaniu, bo uważam, że jest to naganne. No tak może G. nie jest łatwo, ale czy ta dziewczyna robi coś by było lepiej? Spójrz na pierwszy i ostatni post. W ciągu dwóch lat jeszcze bardziej przytyła. Wszyscy mówią ładne, brzydkie, grubas, chudzielec, ale nikt nie myśli, że za kilka lat będzie astma, problemy ze stawami, cukrzyca, choroba wieńcowa i wiele innych.
      A pomysł z dietetyką w szkołach też uważam za bardzo dobry.

      Usuń
  15. Według mnie otyłość... To bardziej zależne od psychiki, bardzo często. Ludzie biedni mogą jeść równie dorbze ubogie zupy, bo ekonomicznie, jak i chipsy, bo tanie. Ludzie bogaci mogą kupować produkty bio i light, bo mają pieniądze, mogą też zajadać się najdroższymi czekoladkami. Wszystko zależy od uświadomienia.

    Według mnie, otyłość nie powinna być promowana, tak samo jak anoreksja. Ten sam przypadek. Dwie śmiertelne choroby, zaburzenia psychiki. Strach przed jedzeniem, obsesja jedzenia. Krótko.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie ma co się rozpisywać, absolutnie się pod tym podpisuję.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja narzekam, że jestem gruba, a jak zobaczyłam zdjęcia tej dziewczyny to pomyślałam, że ze mnie chucherko :P Współczuję jej organizmowi.

    OdpowiedzUsuń
  18. Zgadzam się ze wszystkim.
    Choć osobiście rzadko w swoim otoczeniu spotykam się z otyłością, u mnie w klasie połowa dziewczyn na drugie śniadanie przynosiła marchewki, paprykę, ogórki, jogurty naturalne (pominmy fakt,ze jogurty genialne nie są,ale nie wszyscy o tym wiedzą). Co innego lekka nadwaga - to widzę (i sama mam xD)

    Ale uważam, że to wina nie tylko mediów,bo to głównie szkola powinna zadbać o takie rzeczy. Dlaczego muszę znać nazwy aminokwasów, enzymów, uczyć się skomplikowanych związków chemicznych (na humanie!), skoro teraz tego nie pamiętam i do niczego mi się nie przydało? Powinni mnie nauczyć jak zdrowo się odżywiać, jak łączyć produkty, itd.
    A wf? Haha, całe życie żaden wuefista nie pokazał mi prawidłowego wykonania przysiadów, nauczyłam się tego dopiero teraz, po skończeniu liceum i to wyłącznie dzięki blogom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poruszyłaś kolejny ważny temat - lekcji wf'u i co się na nich robi, a raczej nie robi się nic. U mnie w klasie większość była na zwolnieniu - ja sama też miałam rok zwolnienia ze względu na kolano. Ale żeby się zwalniać z basenu ?

      Usuń
  19. Ja też zauważyłam problem u osób starszych. Połowa mojej rodziny ma nadwagę. I ta połową ciągle się dziwi, że jeszcze się odchudzam, bo "przecież jestem taka szczupła", albo "niedługo to już będziesz miała same obrzydliwe mięśnie". Takie bzdury biorą się z nieświadomości. Przecież po pierwsze nie schudnie się 10kg w 1 dzień, a po drugie przytyć zawsze można (u osób ze skłonnością takich jak ja). Te otyłe osoby same, najczęściej świadomie, wybierają przyjemność jedzenia nad zdrowie i wygląd.

    I trzeba powiedzieć, że to jest właśnie wybór. Dlaczego te same osoby nie piją alkoholu bo "bycie pijanym to takie fajne uczucie", palą papierosów itd. Objadanie się i złe żywienie to często uzależnienie. Z jednej strony uważam, że trzeba pomóc tym osobom, ale z drugiej mam przed oczami otyłe osoby mówiące mi, że świadomie to wybrały.

    I jeszcze jedno. Często mam wrażenie, że te ludzie z nadwagą albo nie patrzą w lustro albo mają zakrzywiony obraz siebie - "przecież jeszcze nie jest tak źle"...

    OdpowiedzUsuń
  20. Muszę potwierdzić że niestety w Anglii taki obrazek pani G nie jest wcale odosobiony, wręcz coraz bardziej spotykany, co gorsza ta dziewczyna jeszcze chodzi co widac na zdjęciacch, a już coraz więcej nastolenitch dzieci jezdzi na wózku elektrycznym bo nie ma siły czy też już nie może chodzić o własnych siłach (a wózek jeszcze dostanie od państwa). Jedzenie z fast foodów czy nawet na wynos to chyba norma, komu by sie chciało gotowac, co to w ogole gotowanie? to chyba tylko w telewizji można zobaczyć, a jedzenie "gotowe" do podgrzania z supermarketu za grosze,albo chociażby śniadanie : kanapka zagryzana razem z chipsami i coś slodkiego - ogólnie zgroza. No i na codzień widok "większych" osób robi się coraz bardziej normalny, ja mieszkając od 3 lat prawie, przestaje już zwracać uwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dlatego, że u nas w Polsce jeszcze takich osób nie ma na ulicach, to udaje się, że problem nie istnieje.

      Usuń
    2. Aż takich nie ma, ale mój tato uczy w-f w szkole i mówi, że to coraz większy problem. Kiedyś zdarzał się jeden otyły chłopak na klasę czy na dwie klasy, bo akurat takie miał geny, teraz to spora część ma problem z nadwagą w podstawówce! A mnie krew zalewa, jak widzę w sklepie rodzinę w rozmiarze XXL i matkę wysyłającą synka po chipsy.

      Usuń
  21. No właśnie gdzie są rodzice? W aptece kupują magiczne tabletki dla dzieci, aby miały lepszy apetyt. Nie pamiętam nazwy tych tabletek czy syropu, ale jak zobaczyłam reklamę tego byłam w szoku. Denerwują mnie starsze panie które upychają w dziecko jedzenie, bo przecież pulchne dziecko to zdrowe dziecko i jeszcze te preparaty na apetyt. Jak dziecko ma się nauczyć zdrowych nawyków żywieniowy, jak to nie jego organizm będzie mu podpowiadał co i kiedy zjeść tylko jakaś tam chemia? :/

    zaciekawiłaś mnie tym "genotypem" i jestem ciekawa co takiego napiszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Utożsamiasz bardzo mocno piękno ze zdrowiem- nie niedowadze, nie otyłości, bo niezdrowo. A ja wierzę, że ludzie mają różne poczucie estetyki i dziewczyna na zdjęciach wygląda ładnie. Tak samo jak niektóre zdjęcia dziewczyn wychudzonych też są ładne. Po prostu, bez dopisywania do tego żadnej ideologii. "Każdy ma niezbywalne prawo do zmarnowania sobie życia", chociaż, nie zaprzeczę, że fajniej by było, gdyby później nie usiłował się leczyć za pieniądze z podatków. ;) Z promowaniem otyłości się nie spotkałam, żyłam w przekonaniu, że wszędzie traktuje się ją jak chorobę/rodzaj uzależnienia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie chyba źle mnie rozumiesz. Już wyżej pisałam, że nie należy rozpatrywać tego pod kątem estetyki, tylko skupić się na aspekcie zdrowotnym. Kwestia estetyki jest kwestią subiektywną i to mnie nie interesuje. Ja mówię o ZDROWIU, o KONSEKWENCJACH takich a nie innych wyborów a nigdzie się tego nie porusza, bo wszędzie rozpatruje się to w kategoriach estetycznych, gruby ale ładny. Nie ! Gruby, ładny ale chory. Tak samo jak zbyt chudy, może być ładny ale jest chory. Mówię o niewiedzy, niedoinformowaniu, braku nauki od lat najmłodszych.

      Usuń
    2. Ok, może faktycznie nie dokładnie mamy to samo na myśli, ale z wypowiedzi Georginy wynika pośrednio, że zdaje sobie sprawę, że jest chora zakładając, że piszę o tym, że jej zdrowie to jej sprawa. Nie ukrywam, że czepiam się trochę tej estetyki z powodów osobistych, bo jestem typem osoby, która tracąc na wadze wcale nie wygląda lepiej- szczególnie jeśli chodzi o proporcje ciała i twarz (!!!).
      A brak nauki od najmłodszych lat? Pamiętam ze swoich wszystkich szkół jakieś lekcje o żywieniu, więc jeśli przez ostatnie lata nic się nie zmieniło to w programie takie lekcje się znajdują. Z osobistych doświadczeń- pracowałam nad żywieniem dzieci (bezpośrednio z dziećmi od 8 lat wzwyż) na wyjazdach zorganizowanych i szczerze mówiąc one raczej wiedzą co jest dla nich dobre- i chociaż nie zawsze dokonują zdrowych wyborów to podstawowe informacje większość posiadała.

      Usuń
  23. Moim zdaniem jest różnica między otyłością a otyłością. Są ludzie który mają nadwagę ale jest to max 20 kg i próbują coś ze sobą zrobić a sa tez inni którzy maja ( w przypadku Georginy) minimum 40 kg i nic z tym nie robią a nawet eksponują. Ludzie naprawdę powinni się zastanowić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otyłość to otyłość, nadwaga to nadwaga, definicje ustaliło już dawno WHO na podstawie wartości BMI oczywiście biorąc pod uwagę kliniczną sytuację czyli ilość tk. tłuszczowej, mięśniowej, obwód pasa czy bioder.

      Usuń
  24. Hej;) zapraszam do zabawy versatile blogger ;) Właściwie to nominuję Cię;) http://odchudzantus.blogspot.com/2012/09/versatile-blogger.html

    Nie wyżywaj się tak na biednej Georginie ;P Ludzie są różni, a jak nie widzą nic złego w otyłości to trudno( oczywiście trzeba im mówić, że to niezdrowe) ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. można mieć horyzonty szerokie jak (bez urazy) pupa tej dziewczyny, ale dla 'normalnego' człowieka to będzie zawsze odstające od normy i (wg większości społeczeństwa) nieestetyczne. nie mówię tu, rzecz jasna, o opływowych, pełnych, rubensowskich czy innych tego typu kształtach, tylko o tym, co POD WZGLĘDEM FIZYCZNYM może podobać się tylko człowiekowi, który ma naprawdę ORYGINALNE poczucie estetyki. 'obrońcy' mogą wieszać na mnie psy, ale prawda jest taka, że gdyby tę dziewczynę rozebrać ze wszystkich tych słodkich ciuszków do naga i zmyć makijaż, mielibyśmy przed oczami prawdziwą tragedię. CHORĄ dziewczynę, która z czegoś co MOŻNA ZMIENIĆ robi swój atut. i nie mowa tu o zaakceptowaniu natrętnych, wieloletnich boczków czy większych ud. mowa o świadomym przyzwoleniu i akceptacji chorobliwej otyłości prowadzącej do miliona innych chorób, a tym samym utwierdzaniu podobnych sobie ludzi w przekonaniu, że ich tryb życia jest okej i powinni być z siebie dumni. ciekawe jak zareagowałoby społeczeństwo na osobę chorą na raka, ogłaszającej wszem i wobec, że się nie leczy, bo rak czyni ją piękną i w ten sposób zachęcającej innych chorych do tego samego. oczywiście przykład totalnie z kosmosu i taki, który nigdy nie wejdzie w życie, bo ludzie mają świadomość jaka to straszna choroba. szkoda, że są tak nieświadomi na temat tego, o czym napisałaś w poście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, dokładnie. Właśnie o to mi chodziło. Widzę, że tak samo rozumiemy i postrzegamy tę sprawę.

      Usuń
  26. To jest jej życie i jej sprawa- to prawda, ale sorry... co to za życie, jak w wieku 30 lat może dostać zawału/zatoru/wylewu i po prostu paść trupem? Co to za życie, w którym ledwo można chodzić, bo ciężar ciała jest tak ogromny, że kości i stawy tego nie wytrzymują?! Dla mnie to jest straszne! Straszne zezwalać na rozwój takiej otyłości! Ja rozumiem... lekka nadwaga... spoko, bo ktoś sobie lubi zjeść raz na jakiś czas michę lodów albo paczkę chipsów etc. Ale TO?! Ja nie wiem, jak ludzie mogą uważać coś takiego za słuszne i NORMALNE? Przecież to jest taka sama choroba jak anoreksja. Tak, właśnie tak uważam. Różnią się od siebie skrajnie, ale jedno ich łączy- problem z psychiką i łaknieniem. Ta dziewczyna jest chora i wmawia sobie, że jej z tym dobrze. Nie pojmuję, jak ludzie mogą np. trąbić o zaburzeniach odżywiania typu anoreksja, bulimia, a już taka otyłość patologiczna ich nie obchodzi... To jest tak idiotyczne... Sorry... ale mnie to wkurza (ujmując to delikatnie). A lokale z fastfoodami powinno się zlikwidować. Nikomu do szczęścia to nie jest potrzebne.

    OdpowiedzUsuń
  27. Kochana, świetny wpis! Otyłość to jest choroba naszych czasów! Nie wiem jak ludzie to robią, że sami sobie wyrządzają aż taką krzywdę, bo to nie jest lekka nadwaga, czy nawet duża nadwaga 10 - 15 kilo, to już jest otyłość i z tym trzeba walczyć! A Georgina... nie wiem co powiedzieć. Świetnie, że sama siebie akceptuje, ale z drugiej strony takiej niezdrowej otyłości nie powinno się już akceptować!

    OdpowiedzUsuń
  28. fajnie,ze mimo wszystko niektorzy ludzie otyli akceptuja siebie i czuja sie dobrze,ale fakt,ze zdrowe to na pewno nie jest..

    OdpowiedzUsuń
  29. Przerażają mnie zapasione dzieci, 6-letni chłopcy z piersiami większymi od moich; winni są rodzice niedbający o wyrabianie zdrowych nawyków, łatwiej jest dać kilka zł na drożdżówę, niż zrobić porządne drugie śniadanie do szkoły; ale mnie oprócz zagrożeń otyłością przeraża stan żywności oferowanej w polskich sklepach za przyzwoleniem rządu, chyba na chwilę obecną jedyna Bosacka bierze pod lupę to, co się nam wciska...

    OdpowiedzUsuń
  30. Swiete slowa...

    Moze to zabrzmi strasznie ale mnie czesto do szalu doprowadza jak do tramwaju wtaczaja otyle do granic mozliwosci osoby o kulach i pra do siedzen aby im ustapic. kurde... moge ustapic miejsca starszej pani ale szlag mnie trafia jak mam to zrobic komus, kto nawet nie jest tak bardzo stary a nie moze ustac na wlasnych nogach bo jest za przeproszeniem gruby jak swinia...

    otylosc pociaga za soba tak wiele roznych chorob! wchodzi sie do przychodni i widzi sie gigantyczna kolejke ludzi pod gabinetem lekarskim, 70-80% z nich ma nadwage. zaloze sie ze w wiekszosci przychodza po leki na cukrzyce, serce, cisnienie i rozne zwiazane z tym dolegliwosci. i ten lekarz wypisuje te laki zamiat zalecic zdrowy tryb zycia... to ze ma sie 60 lat nie oznacza ze trzeba sie toczyc a nie chodzic.
    i na przykla dmam tu mojego dziadka, ktory niestety w ostatnich latach chorobliwie rpzytyl a ma problemy z sercem i stawami od dawien dawna. teraz dokucza mu to bardziej a on tylko smieje sie z tego ze nie dopina sie w marynarce, w ktorej juz przeszyl guziki.

    paranoja, nie tylko mnie to zlosci ale i strasznie smuci...

    OdpowiedzUsuń
  31. wiesz, a ja widzę w tej dziewczynie utalentowaną młodą istotę, która pięknie maluje, ma pasję, żyje pełnią życia, uwielbia siebie, sama siebie akceptuje. widzę szczęście w jej oczach, widzę sina osobowość, która przebija się przez tysiące nijakich.

    nie widzę osoby z obrzękiem czy chorobą.

    myślę, że każdy ma prawo decydować kim chce być i jakim chce być.
    nie mamy prawa oceniać ludzi, tylko dlatego, że nie wyglądają i nie są takimi jakimi my byśmy chcieli, żeby oni sami byli.

    to takie moje przemyślenia, moje zdanie.
    mam nadzieję, że Cię nie uraziłam:)
    pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W żadnym wypadku nie czuję się urażona. Tak jak pisałam wcześniej, ja nikogo nie oceniam. Czemu zawsze jak z czymś się nie zgadzamy to jest to równoważne z oceną kogoś? Ja nie oceniam jej, ja mówię o problemie, który niewątpliwie jej dotyczy. I wierz mi, że to co widzisz, nie zawsze jest takim w rzeczywistości. Jasne przebija się przez tysiące nijakich...tylko co jest zdrowsze? Nijakość czy otyłość? Masz prawo do niewidzenia choroby, ale im bardziej społeczeństwo będzie przyjmować taką bierną postawę, tym bardziej na tym ucierpi.

      Usuń
  32. Podpisuję się pod tym, co napisałaś. Nie twierdzę, że każda dziewczyna ma być wieszakiem, ale denerwuje mnie promowanie otyłości przez niektórych. Najgorsze jest to, że coraz więcej dzieci jest otyłych... Zero ruchu, mnóstwo niezdrowego jedzenia. To jest po prostu straszne. Mam takie same marzenie jak Ty, aby było więcej uświadamiania na temat otyłości, promowania zdrowego odżywiania i ruchu.

    OdpowiedzUsuń
  33. Ja myślę, że w Stanach jest przede wszystkim dalece idąca akceptacja dla otyłości, a poza tym Amerykanie są o wiele bardziej pewni siebie niż Europejczycy (inny system wychowania), więc stąd wynika jej odpowiedź.

    Prawda jest taka, że nikogo nie da się zmusić do zmiany swoich nawyków żywieniowych i trybu życia. Zmiana musi nastąpić w nim samym, o ile w ogóle kiedykolwiek nastąpi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj akurat przykładem jest brytyjka, ale dieta amerykańska zaczyna zalewać świat. Wiąże się to wszystko z życiem w pośpiechu. Nie należy zmuszać, należy uświadamiać.

      Usuń
  34. Witaj, masz świetnego bloga, widać, że wkładasz w niego dużo pasji i serca. Powodzenia w dążeniu do celu. Jak znajdziesz chwilkę zajrzyj do mnie na http://postawnasiebie.blogspot.com ;) Dopiero zaczynam swoją przygodę z odchudzaniem i słowa otuchy od Ciebie na pewno by mi pomogły.

    OdpowiedzUsuń
  35. Racja Kochana, racja... Ja dążę do odchudzanie z różnych powodów między innymi przez nienawiść do siebie, wytykalstwo mnie palcami i bycie gorszą... kiedyś uważałam, że "wieszaki" są gorsze, bo zwracają mi uwagę, a kultura tego nie wymaga... a jednak!

    Moja wina, nie jak to mówi przyjaciółka, że to wina genów. Mój wybór. To trudne, ale wiem, że się STARAM. Z dietą jest dalej tragicznie, ale mam świadomość, że regularnie ćwiczę i jak Bóg pozwoli będę ćwiczyć już całe życie. Kocham to, a jednocześnie to jeden z dwóch sposobów do schudnięcia.

    Weźmy teraz Grycanki- dumne ze swoich wdzięków, ale JAKICH ja się pytam? Chyba wdzięków które maskuje wyszczuplająca bielizna o możliwość korekty boczków w dobrym SPA... A najmłodsza córka? Przecież ona za kilka lat może już nie mieć tego szczęścia i nie chodzić... eh

    Nie ma się co oszukiwać! Otyłość jest paskudna z widoku i wnętrza i nie ma w tym nic przyjemnego!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 70 - 80 % sukcesu to DIETA, zaledwie 20 % to trening. Bez diety niczego nie osiągniesz. Musisz znaleźć siłę, musisz podejść do tego na prawdę na poważnie.

      Usuń
  36. hmmm ciężki temat poruszyłaś, dla mnie otyłość jest chorobą, ale jestem w pełni w stanie zrozumieć kobiety, które lubią być otyłe i czują się piękne, nie bronię im tego, sama mam bliską koleżankę, która nie chce się odchudzać, jest szczęśliwa, nie osądzam jej i jestem w stanie zrozumieć, to tak jak ja lubię być szczupła i taka się sobie podobam, a jej się może moja budowa nie podobać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja staram się także to rozumieć, aczkolwiek uważam, że tu większą rolę odgrywa psychika, strach, bierność i wyuczona bezradność.

      Usuń
  37. Droga autorko bloga - uwielbiam Cię czytać :) a 'Twoje sieciowe gniazdko' jest jednym z moich ulubionych. Dzisiaj postanowiłam też przemówić, bo problem mnie dotyczy/dotyczył. (btw. kiedy zaczynasz psychodietetykę i w jakim mieście? bo ja też się wybieram :D)

    Piszę z perspektywy osoby która była otyła. I to dość poważnie, bo przy wzroście 156 centymetrów, ważyłam 102 kilogramy. Zawsze byłam 'większa', ale dopiero od klasy maturalnej do pierwszego semestru trzeciego roku studiów 'roztyłam się' na całego. Z różnych powodów, które teraz powoli analizuję.

    Przełom nastąpił w tym roku. Jest mnie mniej, znacznie mniej, bo już pond 30 kilo. I jest mi tym samym LEPIEJ. Nie uwierzę żadnej otyłej (nie takie z lekką nadwagą) osobie, która powie mi, że świetnie czuje się ze swoją wagą. Owszem - można się akceptować i tak dalej, być wspaniałą osobą - osobiście nigdy nie miałam problemu z wyzwiskami czy czymś podobnym, mojemu ówczesnemu chłopakowi też nie przeszkadzało, że w sumie to się toczę z nim, a nie idę ;) Tu chodzi o ZDROWIE. Bo to, że gdy się schylam by zawiązać sznurowadła, a przeszkadza mi wielki brzuch - nie jest normalne. Zawsze byłam sprawna, chodziłam po górach, jeździłam na nartach - jednak w okresie swojej największej wagi po prostu nie mogłam, oszukiwałam się, że 'to nic'.

    Nie chcę się usprawiedliwiać, bo to bez sensu. Po prostu byłam otyła, jeszcze nie wiem do końca jak sobie z tym poradzić, jak pożegnać ten okres psychicznie. Wiecie, człowiek cholernie szybko przyzwyczaja się do tego co widzi w lustrze. Ja widziałam zawsze kogoś grubszego. Potem, gdy zobaczyłam osobę otyłą, nie mogło to do mnie dotrzeć. Mogę tylko dziękować szczęściu, że nie jestem teraz chora, że zdążyłam przed powikłaniami, poważną chorobą. Jednak nie ukrywam - chociaż moje ciało zareagowało świetnie (stosowałam zbilansowaną dietę i ćwiczenia, nie żadne diety cud) na odchudzanie i jakby 'dochodziło do siebie', to pozostały mi 'pamiątki' po byciu otyłą. Na całe życie. Nie mam żalu do moich rodziców, że byłam pulchnym dzieckiem - próbowali, posyłali do sanatoriów, w moim domu nie je się źle. Tylko wiem teraz, że trzeba było ze mną inaczej rozmawiać, jeść jeszcze lepiej, uczyć tych dobrych wyborów. To co zrobiłam sobie będąc młodą-dorosłą - sama zawiniłam i tyle.

    Jestem wielką orędowniczką profilaktyki - wspominanej wielokrotnie w komentarzach - lepiej zapobiegać niż leczyć.

    Jeśli czyta to osoba otyła lub ze sporą nadwagą - zapewniam DA SIĘ. To nie magia, tylko ciężka praca, a potem przyjemność cieszenia się nowym stylem życia. Zaczynałam powoli - stosownie do rozmiaru.. ;) ale każdy krok to progres ;)
    Może powinnam założyć bloga :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie miło czytać mi tak duże słowa uznania. Takie komentarze dają motywację do coraz cięższej pracy - nie tylko tej tu na blogu, ale także w życiu.
      Na psychiodietetykę wybieram się w następnym roku - w tym już pewnie nie zdążę, bo wciąć bawię się w kotka i myszkę z moją promotor. Myślałam nad Warszawą - najbliżej. A Ty? Też skończyłaś psychologię?

      Napisałam wiele mądrych rzeczy, pokazałaś jak to jest z perspektywy osoby walczącej z nadwagą. Takich ludzi jak Ty powinno być więcej. Ludzi którzy potrafią o tym mówić, ludzi którzy decydują się na zmiany. Podziwiam Cię, za odwagę, za determinację i za chęć zmiany.
      Oczywiście nie zawsze winni są rodzice, aczkolwiek jak teraz patrzę na swoje najbliższe otoczenie i podejście do kwestii odżywiania się to mi ręce opadają. Staram się mówić, tłumaczyć, ale nikt nie słucha. To smutne.
      Myślę, że powinnaś :)

      Usuń
    2. Ależ nie masz za co dziękować, bo jak najbardziej Ci się należą słowa uznania :) Ach, miałam nadzieję, że źle zinterpretowałam we wpisie i jednak idziesz od tego roku akademickiego ;) można by się wtedy podzielić wrażeniami. Ja jutro jadę z papierami do Wrocławia i mam nadzieje, że jeszcze się załapie i dadzą mi od ręki odpis dyplomu z pierwszych studiów(psychologię właśnie studiuję, idę na drugi rok. Dopiero na drugi, bo dostałam się dopiero za trzecim razem. Jak już być upartym to we wszystkim ;) A na podyplomowe mogę sobie pozwolić, bo skończyłam już jedne studia I-ego stopnia) Chciałam iść na dietetykę, ale w tym roku - ciapa - minęłam termin opłaty rekrutacyjnej ;)

      "Staram się mówić, tłumaczyć, ale nikt nie słucha. To smutne." o tak, bardzo trudno jest dotrzeć.

      Czasem tak myślę o tym, że to osiągnięcie schudnąć, ale dopada mnie potem refleksja - no tak, jednak wcześniej doprowadziłaś się do tego stanu, więc jakie znowu osiągniecie. Także widzisz, drażliwy temat ;)
      Kusi mnie na próbę :) dam Ci znać jako mojej inspiracji jeśli się porwę.

      Usuń
    3. Anonimie. Ja bym chętnie poczytała bloga takiej osoby jak Ty. Jak tego dokonałaś itd, co robisz aby to utrzymać, jak sobie radzisz, wszystko! :) Nie mam nadwagi, nie mam z tym problemu, ale temat mnie interesuje. Jestem pełna podziwu! Gratuluje że udało Ci się to osiągnąć.

      Usuń
  38. Poruszyłaś sprawę piękna. Zadałaś pytanie czy otyłość może być piękna. Ano może. O gustach się nie dyskutuje przecież. Są zwolennicy chudych i są (także panowie, a może głównie panowie) którym się właśnie podobają otyłe kobiety. Ta kwestia więc nie powinna podlegać dyskusji. Czy otyłość jest zdrowa? Nie jest i to jest fakt a nie rzecz gustu. Pytanie tylko ile wiesz o tej dziewczynie? Jesteś pewna, że nie próbuje się odchudzać, że nie walczy ze swoimi słabościami, że nie cierpi na jakieś psychiczne zaburzenia związanie z łaknieniem? Ja byłabym daleka od takich sądów, że jej jest z tym dobrze i nic nie robi. Póki nie wiesz to po prostu nie wiesz, a twój wpis może być dla niej krzywdzący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A byłaś na jej blogu? Cały sens blogów dziewczyn takich jak G. to cieszenie się sobą taką jaka jest. Wszystkie te dziewczyny ( a jest ich bardzo dużo ) pokazują cudowne desery, ogromne ilości słodkiego i niezdrowego jedzenia i się w tym wspierają, więc widać że nic nie robi. Nawet jeśli ma zaburzenia łaknienia to ich na pewno nie leczy. Wystarczyło wejść na tego rodzaju blogi i uzyskałabyś odpowiedź na swoje pytania. Poza tym ja nie oceniam Jej konkretnie, ja zwracam uwagę na ten problem i to co za pośrednictwem internetu dzieje się w takich kręgach. "Nie chce mi się nic z tym robić, nie mam wystarczająco dużo siły i samozaparcia to pokażę, że to może być ok i przekonam do tego rzeszę innych" takie jest przesłanie takich blogów, a ono prowadzi do samozagłady tych osób... Nie oceniam jej ubiorów, pasji, itd. A fascynacja panów otyłymi czy chudymi kobietami to nie kwestia poczucia piękna lecz często poważnych zaburzeń.

      Usuń
  39. Owszem, weszłam na jej bloga i odniosłam wrażenie, że głównie jednak prezentuje swoje stroje i taki jest temat przewodni bloga. W pewnym miejscu napisała, że cieszy się, że ją wszyscy akceptują taką jaka jest i dzięki temu może dzielić się z innymi swoją pasją. Nie zauważyłam żeby obnosiła się ze swoją otyłością, ale próbuje z nią normalnie żyć. Może nic nie pisze od odchudzaniu, ale to nie musi oznaczać że chce być gruba. O innych blogach się nie wypowiem, bo nie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
  40. Remarkable things herе. I'm very glad to look your post. Thank you a lot and I am looking forward to contact you. Will you please drop me a e-mail?
    Visit my webpage winyourexover.com

    OdpowiedzUsuń