wtorek, 8 maja 2012

Takie życie !?

Podejmujemy decyzję. I w momencie gdy słowa padają na głos, robimy wszystko by ich dotrzymać. Bo przecież ich nie dotrzymanie naraża nas na publiczne drwiny. Niektórzy mają tak, że gdy osiągną połowę sukcesu, spoczywają na laurach i uważają, że skoro tak łatwo poszło na początku to później będzie już z górki, prawda? No właśnie niekoniecznie. Jestem typowym przykładem osoby, ze słomianym zapałem. Schudnę, zobaczycie ! Krzyczę na prawo i lewo. Napiszę magisterkę do końca kwietnia- ta jasne... a potem się dziwie, że gdy podejmuję kolejną próbę i mówię o tym najbliższym - Ci patrzą na ta z przymrużeniem oka, nie rzadko śmiejąc się pod nosem. I znów silna wola, zawziętość towarzyszą mi przez dwa miesiące, by znów mieć wszystko gdzieś i wrócić do starych nawyków. I ja się dziwie, że mam rozstępy. OŁ MAJ GASZ !

Rozkminkę zaczęłam w przymierzalni jednej z sieciówek. Zakładając piękny, pomarańczowy kostium kąpielowy z przykrością stwierdziłam, że nie jestem gotowa na nadchodzący plażowy sezon. Do tego okazało się, że jestem niewymiarowa - jeden rozmiar za duży, drugi z kolei za mały. Ale tak się napaliłam na miętowe szorty, że musiałam je kupić. Oczywiście te za małe. I takim o to sposobem moja garderoba powiększa się o rzeczy za małe, na które mogę popatrzeć rozmarzonym wzrokiem.

Mam pojedyncze zrywy, biegam cztery, pięć kilometrów raz na tydzień. A przez kolejne sześć dni siedzę i udaję, że piszę pracę magisterską. Brak systematyczności i lenistwo. I nie ma co się dziwić, że wyglądam gorzej jak w marcu, chociaż waga wciąż jest ta sama. Ciągle powtarzałam sobie, że przecież nie liczą się cyferki, tylko jakość i wygląd ciała. I mam ochotę krzyknąć, że chrzanię to wszystko, ale nie mogę. To chyba dobrze, że się do końca nie poddałam.

Ułożę sobie nowy plan na życie, jeśli tym razem się nie uda, nie zostaje mi nic innego jak pogodzić się z tym jak jest. Nigdy nie sądziłam, że okaże się, że nie jestem wystarczająco silna.


Zdecydowanie za dużo myślę, za dużo gadam, za mało robię.


9 komentarzy:

  1. No jakbym czytała sobie w myślach! Mam identycznie to samo! I właśnie teraz przechodzę okres kiedy mój zapał wygasaaaa, a nie moze mi tego zrobić! Muszę wziać się w garśććććć! Nastawiam budzik na 21 i pójdę ćwiczyć z Ewą Chodakowską! Trzymaj za mnie kciuki, a ja trzymam za Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A nie mówiłaś, że wpadasz do mnie na obserwacje mojej osoby. Własnie podałaś bardzo szczegółowy opis zachowań i silej woli Mary.
    Nie pozostaje nic innego jak dalej się motywować

    OdpowiedzUsuń
  3. w końcu Ci się uda, może brak Ci jakiejś solidniejszej motywacji? albo stawiasz sobie poprzeczkę zbyt wysoko?

    OdpowiedzUsuń
  4. kazdy ma czasem gorsze dni.. mam nadzieje ze sie otrząsniesz.. idz dalej, nie od nowa, tylko dalej, nie zawracaj z drogi;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Po przeczytaniu twojego posta swierdzam, ze rownie dobrze to ja moglabym go napisac. Po rzuceniu 10 kg waga stoi od dwoch miesiecy w miejscu :( Niby trzymam sie diety, niby cwicze i nic. Z magisterka to samo, niby pisze a stron nie przybywa a terminy gonia. Wszystko z akcentem na " NIBY". Tak jak napisalas - duzo mysle, duzo gadam a za malo robie.
    Pozdrawiam, Marta ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Silną wolę potraktuj jak mięsień, który trzeba ćwiczyć. Jeśli go przetrenujesz to nie możesz się ruszyć i opuszczasz ćwiczenia aż zakwasy miną i tym sposobem po jednym kroku do przodu robisz dwa w tył. Jeśli zastosujesz metodę małych kroków to kroczek za kroczkiem idziesz do przodu. Nawet jeśli praca nad jednym drobiazgiem zajmie dłuższy czas i zacznie doskwierać uczucie, że się stanęło w miejscu to i tak pozostaje świadomość, że się jest o te kilka kroków z przodu bo zatrzymanie się w miejscu to nie to samo co się cofać i zaczynać od początku. Najważniejsze w ćwiczeniu to dobrać je do swojej obecnej kondycji odpowiednie ćwiczenie nawet jeśli miałoby to być tylko obiecanie sobie wypicie jednej szklanki wody dziennie więcej i pilnowanie tego. Gdy poczujemy się na siłach wysiłek możemy zwiększać i zwiększać. Podstawą jest nie przesadzić aby nie ponieść porażki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Może na czas pisania magisterki ustal sobie lżejszy trening. Bywa, że kiedy za wysoko ustawisz poprzeczkę uciekasz od ćwiczeń szukając wymówek, a gdy ustalisz trening "od niechcenia", zwyczajnie zwiększając aktywność - waga zaczyna lecieć w dół. ja trzyma za Ciebie kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  8. no to witaj w klubie, mam dokładnie tak samo :(
    dlatego zdecydowałam się zrobić sobie tygodniowy plan, co kiedy i o której godzinie muszę zrobić, póki co trzymam się go.
    Moja rodzinka też już dziwnie na mnie patrzy, jak cały czas mówię, że schudnę, a wieczorem jem ciastko, albo zamiast ćwiczyć siedzę przed laptopem. Mam nadzieję, że obu nam się uda i osiągniemy swoje cele :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ehh mam to samo.. mowie,ze bede cwiczyc, cwicze 1-2 dni ,a potem to juz mi sie nie chce...

    OdpowiedzUsuń