poniedziałek, 2 marca 2015

Książek stos! Kulturalny luty.

Gdzie jest luty!?

Ostatnimi czasy dużo czytam. Może nie starcza mi dnia żeby sięgnąć po książkę codziennie, ale staram się przeczytać kilka pozycji w ciągu miesiąca. Mam tygodnie, że z książką spędzam niemalże każdy wieczór. Są też takie dni, gdy sterta nowych nabytków leży koło łóżka. Postanowiłam przez jakiś czas wstrzymać się z kupowaniem, co by więcej czytać, a nie posiadać.




Trylogia Czasu jest tak wciągająca, że w zasadzie należałoby powiedzieć: „wsysa”; jest dowcipna, a zarazem totalnie romantyczna. Pewnego dnia piętnastoletnia Gwen odkrywa, że jest posiadaczką genu podróży w czasie – niespodziewanie przemieszcza się o sto lat wstecz. Okazuje się, że nie jest jedynym podróżnikiem - istnieje całe tajne bractwo, zajmujące się kontrolą dwunastu podróżników w czasie – Gwen jest ostatnim z nich. Szybko odkrywa, że jedenastym jest bardzo atrakcyjny dziewiętnastolatek: Gideon. Ale zakochiwanie się nie jest takie proste gdy się skacze tam i z powrotem w czasie i gdy trzeba wypełnić niebezpieczną misję w XVIII. wieku.



Trylogię czasu pochłonęłam w tempie błyskawicznym. Zabawna, urocza, pozwala cofnąć się do lat młodości. Autorka zabiera nas w fantastyczną podróż, pełną przygód, niebezpieczeństw i tajemnic. Mogłabym o trylogii napisać esej, ale z racji tego, że pewnie nie pohamowałabym się przed tysiącem spojlerów powstrzymam się. Zachęcam Was jednak gorąco do jej przeczytania,

Barwni bohaterowie, zabawne dialogi, równomiernie rozłożona akcja, która zaczyna się już od pierwszej strony powieści. Doskonała zarówno dla młodzieży jak i dorosłych, którzy mają ochotę oderwać się od rzeczywistości sięgając po lekką literaturę.




Tysiące lat temu, Anioł Razjel zmieszał swoją krew z krwią mężczyzn i stworzył rasę Nephilim, pół ludzi, pół aniołów. Mieszańcy człowieka i anioła przebywają wśród nas, ukryci, ale wciąż obecni, są naszą niewidzialną ochroną. Nazywają ich Nocnymi Łowcami. Nocni Łowcy przestrzegają praw ustanowionych w Szarej Księdze, nadanych im przez Razjela.
Ich zadaniem jest chronić nasz świat przed pasożytami, zwanymi demonami, które podróżują między światami, niszcząc wszystko na swej drodze. Ich zadaniem jest również utrzymanie pokoju między walczącymi mieszkańcami podziemnego świata, krzyżówkami człowieka i demona, znanymi jako wilkołaki, wampiry, czarodzieje i wróżki. W swoich obowiązkach są wspomagani przez tajemniczych Cichych Braci. Cisi Bracia mają zaszyte oczy i usta i rządzą Miastem Kości, nekropolią znajdującą się pod ulicami Manhattanu, w której leżą zmarli Łowcy. Cisi Bracia prowadzą archiwa wszystkich Łowców Cieni, jacy kiedykolwiek żyli. Strzegą również trzech boskich przedmiotów, które anioł Razjel powierzył swoim dzieciom. Jednym z nich jest Miecz. Drugim Lustro. Trzecim Kielich. A Kielich zaginął....


Naczytałam się super opinii o Darach Anioła. Przeczytałam Miasto Kości i choć ciekawi mnie dalszy los bohaterów, obawiam się, że wątek miłosny będzie tak spaprany, że aż się boję sięgnąć po kolejną część. Pani Cassandra ma ostrą banię, bo świat który stworzyła jest zupełnie inny od tych, które do tej pory miałam okazję spotkać w innych książkach. Za wyobraźnie, akcję, fabułę wielkie ŁAŁ. Natomiast coś mi przeszkadza w bohaterach - pewnie ich osobowości rozwiną się w ciągu kolejnych części, będzie okazja do ich lepszego poznania, ale póki co mam mieszane uczucia. 

Policja znajduje w Sztokholmie zwłoki kilku chłopców. Noszą one ślady ciężkiego pobicia, są na nich dziwne znaki, jakby nakłuwano je igłami, a we krwi ofiar odkryto obecność środków odurzających. Do tego dwóm chłopcom sprawca obciął przed śmiercią genitalia, jednemu wydłubał oczy, obciął wargi i nos, a także powyrywał włosy z głowy.

Śledztwo w sprawie zabójstw prowadzi komisarz policji, Jeanette Kihlberg. Ponieważ awansowała na to stanowisko niedawno, bardzo chce się wykazać. Jednak dochodzenie idzie jak po grudzie, bo sprawca nie zostawił żadnych śladów. Pani komisarz zdołała jedynie ustalić, że jeden z chłopców pochodził z Białorusi, a jeden z Afryki. Wiele wskazuje na to, że mogli paść ofiarą pedofila albo gangu przemycającego dzieci z Europy Wschodniej lub Afryki…

Z Chin przybywa nielegalny imigrant. Ma kilkanaście lat i nazywa się Gao Lin. W Szwecji ma się skontaktować z kimś, kto się nim zaopiekuje. Jednak po drodze na umówione spotkanie poznaje kobietę, która prowadzi go do swojego mieszkania…


Tutaj to się dopiero dzieje ostra psychodelia!!!!! Najlepszy thriller psychologiczny jaki do tej pory miałam okazję przeczytać. Najlepsza pozycja w literaturze, która pokazuje jak chory i przerażający może być człowiek, jego umysł, sposób myślenia. Pozycja która pokazuje czym jest choroba, jak smakuje zemsta i czym skutkuje wyrządzona krzywda. Fantastyczne portrety kobiet, zmienne, niestabilne, silne ale jednocześnie kruche, delikatne i mocne, wrażliwe i bezwzględne. Pozycja genialna. Przede mną trzecia część - Katharsis. Nie chcę skończyć przygody i przyjaźni z Victorią.



Mia straciła wszystko. Czy miłość pokona śmierć?
Po tragicznym wypadku, w którym zginęli jej najbliżsi, Mia trwa w stanie dziwnego zawieszenia. Musi podjąć decyzję, czy walczyć o odzyskanie przytomności, czy też poddać się i umrzeć. Próbując rozstrzygnąć ten dylemat, wspomina dotychczasowe życie.
Poruszająca książka o dającej wsparcie rodzinie, przyjaźni, samotności i znajdowaniu swego miejsca na ziemi, o umiejętności żegnania się z przeszłością i przyjmowania tego, co nadchodzi. „Jeśli zostanę” opowiada o potędze miłości i wyborach, których każdy z nas musi dokonać.


Mam problem z tą pozycją. Wzruszyła mnie, ale nie wywołała totalnej rozpierduchy emocjonalnej. Czytając miałam ciągle wrażenie, że to już przecież było. Zaskoczyło mnie zakończenie. Miłość może uratować życie, pokonać śmierć. Bo miłość jak się okazuje po raz kolejny nie jedną ma imię.


Czytam i staram się dokończyć ;)




A jak tam u Was? Czytacie coś ciekawego?

wtorek, 17 lutego 2015

Czekoladowe białko z KFD.

Nikomu nie trzeba przypominać, że białko jest materiałem budulcowym i jego odpowiednia ilość w diecie jest bardzo ważna.
Po wzmożonym wysiłku fizycznym rzadko kiedy jestem w stanie wcisnąć w siebie jakiś posiłek. Idealnym rozwiązaniem okazał się koktajl - białkowy koktajl.
Do tej pory miałam okazję spróbować białka z Ostrowi. Nie do końca mi ono odpowiadało więc spróbowałam poszukać czegoś innego i zdecydowałam się na czekoladowe białko z KFD.


Opakowanie zawiera 700 g produktu.
Wartości odżywcze poniżej


W opakowaniu znajdziemy miarkę która pomoże nam w dokładnym odmierzeniu i przyrządzeniu koktajlu.



Białko ma doskonałą rozpuszczalność. Kilka ruchów szejkerem i koktajl mamy idealny do picia. Fajnie jeśli wasze szejkery mają siateczkę przydatną w rozdrabnianiu - dzięki temu zagubiona grudka łatwo ulegnie rozdrobnieniu. Jeśli nie wymieszanie łyżeczką wystarczy.
Kolejnym plusem jest to, że białko smakuje równie dobrze zarówno z mlekiem jak i wodą. Poprzednie białka z wodą były obrzydliwe w smaku, te naprawę daje radę!
Nie pieni się, doskonale oddaje smak. Jest słodki, wyrazisty, smaczny. I co ważne nie ma po nim rewolucji żołądkowych.

Zdecydowanie na tak, zdecydowanie polecam.


Białko możecie kupić w sklepie KFD

niedziela, 8 lutego 2015

Żyj szczęśliwie.


Jeśli systematycznie czytacie moje wpisy na blogu, wiecie o tym, że często pojawiają się moje refleksje dotyczące szczęścia. Tematyka psychologii pozytywnej i dobrostanu psychicznego nie jest mi obca. Pisałam na ten temat pracę magisterką, rozszerzałam swoją wiedzę czytając książki, artykuły, ciekawostki w sieci. Sama szukałam drogi jak żyć szczęśliwie. Kiedyś zauważałam same trudności, problemy i przykrości, które mnie spotkały. Nie zwracałam uwagi na chwile, które wywoływały na mojej twarzy uśmiech. Narzekałam, że jestem taka nieszczęśliwa, tak mi źle i tak nie dobrze. Po krótkim czasie odnalazłam spokój, całkowicie przekształciłam swoje myślenie i sposób odbierania świata. Zdałam sobie w końcu sprawę z tego, że to ja decyduję o tym czy jestem szczęśliwa czy nie. Że to ode mnie zależy jak będzie wyglądać moje życie. Dzisiaj czuję się rewelacyjnie, lepiej niż kiedykolwiek. Zaczęłam doceniać każdy dzień, bo nie wiem, który będzie moim ostatnim. Wciąż uczę się, pracuję i próbuję rozwijać swoją osobowość. Marzę by za kilka tygodni, jeśli dane mi będzie - to za kilka lat - powiedzieć, że jestem taką osobą jaką zawsze chciałam być. Nie tylko zdrowe ciało jest kluczem do zdrowego stylu życia. Zwłaszcza zdrowa psychika, harmonia soma-psyche jest drogą, jest rozwiązaniem, jest zarówno początkiem jak i końcem.

Grafika zamieszczona powyżej doskonale obrazuje elementy składowe odczuwania szczęścia. Uśmiech, odpoczynek, empatia, lojalność, aktywność fizyczna, obcowanie z naturą, wrażliwość, poprawne relacje społeczne, rozwój poprzez poznawanie innych kultur, zwiększanie światopoglądu, elastyczność w myśleniu i działaniu, umiejętność przyjmowania innego punktu widzenia, samoświadomość, tolerancja, margines na popełniane błędy, nauka poprzez porażki i doświadczenie, umiejętność odnalezienia spokoju w chaosie. Ja do tego dodałabym czytanie i zdrowe jedzenie.

Migawki ostatnich dni.
Ostatnio jadam jaja sadzone z zielonymi dodatkami i grzankami serowymi - pyszne śniadanie.

Placek po cygańsku 







W najbliższym czasie : białko czekoladowe, kuracja nioxin, zbiorowa recenzja książek, szybkie przepisy na smaczne sałatki.
Spokojnej niedzieli i udanego tygodnia!
Kama.

wtorek, 3 lutego 2015

Idzie luty....

Będę troszkę monotematyczna i napiszę jeszcze raz, że wiecznie brakuje mi czasu i nawet nie zdążyłam ze styczniowym podsumowaniem. Ale już tak w tym zimowym okresie mam - wszystko robię w ślimaczym tempie, jak niedźwiedź przesypiam popołudnia, ewentualnie przyjmuje postać kota leniwca - leżę, czytam i od czasu do czasu narzekam ;) Ale ten pierwszy miesiąc roku nie był aż taki tragiczny. Nabyłam dużą ilość wiedzy z zakresu psychologii, nabrałam dystansu do wielu spraw i zaczęłam rozumieć zachowanie innych. Czy jest mi z tym lepiej? Nie wiem. Na takie wnioski przyjdzie jeszcze czas.
Przygotowania do ślubu coraz intensywniejsze, chociaż w dalszym ciągu moim strojem przed ołtarz jest dres i różowe conversy. Abulia zatacza to coraz szersze kręgi. A do ślubu zostało zaledwie kilka miesięcy!
Z radością podsumuję ten miesiąc, bo dużo się działo.


Kilometrów mało, ale jak na moje kontuzjowane kolano nie jest źle. Teraz dodatkowo je nadwyrężyłam moimi dzikimi podskokami na nierównej powierzchni. Jestem zła na siebie, że jeszcze nie zdecydowałam się na operację. Wzmacniam mięśnie i myślę, że już w marcu zacznę systematycznie biegać ;)

Z innych wyzwań udało mi się zrealizować już wiele pozycji.

Książek czytam teraz bardzo dużo, zaczęte mam już chyba ze 4. Czytam je jednocześnie i sama się dziwie, że jeszcze nie poprzemieszczałam bohaterów do innych światów :D Spróbowałam nowego sportu - zumby :D Co prawda grałam na xboxie, ale zakwasy w ramionach i udach miałam niesamowite. Spodobało mi się :) Wróciłam do treningu siłowego w domu, z elementami fitnessu.

Luty w dalszym ciągu będzie miesiącem spacerów i krótkich serii treningowych w pokoju. Do przeczytania mam aż 6 książek, w tym jedna specjalistyczna. I całą masę filmów do obejrzenia. I tyle potraw do przygotowania i miejsc do zobaczenia ... ;)

Zapraszam na jutrzejszy wpis o białku czekoladowym z KFD!


niedziela, 1 lutego 2015

3 kolorowe, zdrowe śniadania.

Prawdą jest, że śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia. Daje nam energię, pobudza układ pokarmowy do działania. Wyniki wielu badań wskazują na to, że osoby regularnie spożywające śniadanie są mniej narażone na ryzyko wystąpienia cukrzycy, czy też otyłości. Również dzięki spożywaniu śniadania łatwiej jest nam kontrolować swoją wagę, podkręcać metabolizm i gubić kilogramy.
Ja nigdy nie lubiłam jeść śniadań. Głównie jadłam przez rozsądek. Do dzisiaj mi to zostało, więc rano jem, ale nie dużo.

W tym tygodniu jadłam trzy przepyszne śniadania ;)


Jogurt naturalny, jagody goji, morwa biała, nasionka chia i kolorowe cukrowe drobinki. Do tego kawa świeżo mielona.


Serek wiejski, ogórek, kiełki brokułów, cebula i nasionka chia. Kawa obowiązkowo.


Grzanki z serem grana padano, jajka sadzone. Boczusia tylko zabrakło i byłoby prawdziwe angielskie śniadanie ;)

Marzy mi się więcej czasu rano. Marzy mi się lato, kiedy o 5.00 rano wstawało się z przyjemnością. Do pracy budziło wschodzące słońce, a nie przeraźliwy dźwięk budzika, którym coraz częściej mam ochotę walnąć o ścianę. No ale styczeń bardzo szybko przeszedł do historii, tak szybko, że nawet nie zdążyłam zrobić jego podsumowania. Byle do wiosny ;)

poniedziałek, 26 stycznia 2015

' Przyciągasz to, co masz w sobie '

Czy zastanawiałeś się kiedyś, czy miejsce w którym znajdujesz się dzisiaj, tu i teraz jest miejscem właściwym? Nie chodzi mi o pomieszczenie, a raczej o sytuację życiową. Czy praca którą wykonujesz jest tą wymarzoną? Czy realizujesz się w życiu, w każdej z przybieranych przez Ciebie ról? Jak żyć by być najlepszą wersją siebie, lecz jednocześnie nie pozwolić na to, by poddać się presji bycia idealnym we wszystkim.

Ja nie lubię być perfekcyjna we wszystkim co robię. Niedoskonałość przynosi mi radość. Nauczyłam się mieć dystans do swojej osoby, żartować z siebie, przyznać, że coś schrzaniłam. To przez nasze błędy i nietrafione decyzje wnosimy  dobro w życie innych ludzi, cały ten bajzel ma jakiś sens. Sami wyciągamy najważniejszą lekcję - lekcję życia. Niektórzy z Was dziwią się, że można porażek - tak nazwijmy wszystko to co nie idzie po naszej myśli - nie rozpamiętywać. To nie jest tak, że jest to rzecz prosta i oczywista. Że każda sytuacja jest jednakowa. Nie jest. Niektóre wydarzenia pozostawiają w Nas większy ślad, ból i żal, inne mniejszy. Jedne wracają, inne z biegiem czasu odchodzą w zapomnienie. Sztuką jest znaleźć sposób żeby uwolnić się z błędnego, destrukcyjnego koła obwiniania się. Owszem, nie mamy wpływu na ludzi w okół nas, na sytuacje, przebieg wydarzeń. Ale mamy wpływ na siebie - na swoje emocje, myślenie i zachowanie. Spróbuj zmiany w sobie, a zobaczysz jak wiele zmieni się wokół. Paradoksalnie jeśli nie zmieni się nic, Ty zaczniesz patrzeć na konkretną sytuację w inny sposób - zmiana nastąpi - w Tobie. I jest to zmiana o wiele cenniejsza.

Po dwóch lata pracy w zawodzie psychologa zaczęłam się zastanawiać nad tym, jak to wpłynęło na mnie, na mój rozwój, na moje życie.  Na ile z tej wiedzy i doświadczenia korzystam poza pracą. Mam takie dni, że myślę o sobie raczej krytycznie. Sama sobie wytykam błędy, analizuje co można by było zrobić lepiej, inaczej, jaki skutek miało by takie a nie inne zachowanie. Na początku mojej drogi zawodowej starałam się wpisywać w szufladkę psychologiczną. Sukienka, biała koszula, nienagannie wyprasowana spódnica. Włosy spięte w kok albo zaplecione w ścisły warkocz. Powściągliwość, perfekcjonizm, profesjonalizm w każdym słowie i geście. Z perspektywy czasu uważam, że wchodzenie w jakieś sztywne ramy nie jest dla mnie. Jestem osobą emocjonalną, impulsywną, temperamentną - nie zawsze są to dobre cechy, ale zaczęłam je akceptować. Nie lubię udawać, stwarzać pozorów, grać w gry i manipulować ludźmi. We wszystkim co robię w życiu staram się być autentyczna. Gdy w końcu odrzuciłam na bok etykiety i pozwoliłam sobie nawet na małe zawodowe wpadki poczułam się najlepiej. I co z tego, że chodzę w trampkach, mam miotłę na głowie, a spóźniona do pracy biegnę w dresach? Czy zmienia mnie to jako osobę, pracownika, kobietę? A no nie. NIE MUSISZ BYĆ ZAWSZE IDEALNYM! Kocham pracę z drugim człowiekiem. To niesamowite, ale z każdego spotkania wyciągam jakiś ważny wniosek, ważną lekcję. Zaczynam myśleć, zastanawiać się, czasem zmieniać punkt widzenia. Wychodzi na to, że nie tylko pomagam. Również sama dostaję dużo pomocy, wiary, zabawy i uśmiechu.

Praca uczy mnie przede wszystkim cierpliwości. Pokazuje czym jest starość w jej najgorszym wydaniu, widzę rzeczy, które rzadko kto ogląda. Robię to do czego jestem stworzona i nie boję się innej pracy. Myślałam, że ta zmiana będzie zmianą na gorsze. Okazała się być dobrą. Zaczynam patrzeć na siebie inaczej. Bo każdy koniec to początek czegoś nowego, pewne sytuacje dzieją się z jakiegoś powodu. Praca którą wykonujesz ma tyle magii, ile jej dostrzegasz. A czasami uśmiech,  miłe słowo i fakt, że ktoś chory na chorobę Alzhaimera jest w stanie zapamiętać Twoje imię - są najlepszą zapłatą.

Dlatego jeśli jesteś na etapie noworocznego narzekania, że wszystko nie tak, że zły początek - zatrzymaj się na moment. Ten kto narzeka, usprawiedliwia się i szuka wymówek - przegrywa. Nie ma nic gorszego od bezczynności, bezmyślnego stania w miejscu. Otwórz się na zmiany i na to co mogą one przynieść.  A widok po drugiej stronie będzie zapierać Ci dech w piersiach - jeśli tylko się odważysz.


I więcej uśmiechu !

Kama.






czwartek, 22 stycznia 2015

Trzeba dziękować za porażki.

Są czasami takie dni, w trakcie których mamy wrażenie, że wszystko nas przerasta. Problemy w pracy, ciągły stres, napięta atmosfera, wysoki poziom kortyzolu i adrenaliny we krwi i ich nagły spadek. Dochodzą problemy w domu, zagrożenie chorobą, brak energii, apatia, wycofanie z kontaktów. Dni kiedy musisz przyklejać do twarzy sztuczny uśmiech i udawać, że mimo krzywd jest całkiem spoko. Rzadko kiedy posiadanie wyrobionego zdania, sprzeciw, brak konformizmu i zasady są wartościami. Nie wszyscy lubią ludzi mądrych, częściej się ich boją, próbują rywalizować, ale grają nieczysto. W zamian za swoją osobowość możemy dostać rozpierduchę emocjonalną. Bo chyba prawdą jest, że jeśli ktoś Cię nie lubi, to dlatego, że uważa, że jesteś od niego lepszy. Bo największą sztuką jest przejść przez piekło i nie stać się diabłem. Głęboko wierzę, że wszystko ma swój cel. Trzeba dziękować za porażki bo one są początkiem powodzenia. To one zmieniają bieg naszego życia, nadają mu sens. Gdy myślimy, że cierpimy, tak naprawdę walczymy o szczęście. Złe decyzje tworzą fajne wspomnienia, kiedyś wszyscy, z biegiem czasu z niektórych sytuacji będziemy się śmiać.


A kiepski czas najlepiej przetrwać z tymi, którzy ciągną nas za warkocze do pionu. I ważne by zauważać dobre momenty każdego dnia, nawet gdy jest kiepsko. Dużo spaceruję, bo styczeń to miesiąc na rozruszanie. Czytam, a od kiedy mniej pracuje mam na to znacznie więcej czasu. Rozpieszczam się kulinarnie. I czasami nawet niespodzianka, bez okazji się zadzieje. Wtedy myślę sobie,że może nie jest tak źle?







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...