środa, 22 lipca 2015

Run Kama, run!

Ostatniego posta dodałam miesiąc temu - łał - kiedy ten czas zleciał? Jestem zafascynowana tempem bieżącego roku. Za nie cały miesiąc Nasz wielki dzień - pewnie to dlatego wszystko teraz się dzieje jak w Matrixie. Dużo przygotowań, dużo terminów. Dodatkowo wyprowadzka, remont mieszkania - karuzela się kręci i nawet na moment nie ma zamiaru się zatrzymać. W takim natłoku nie trudno o spadek formy - zwłaszcza psychicznej. Nawet nie wielki, ale ciągły stres wpływa na nasz organizm bardzo niekorzystnie. Przemęczenie, apatia, anhedonia, zaburzenia snu i koncentracji - dotknąć to może każdego, bez względu na wiek. Gdy zaczęłam czuć, że coś się dzieje wybrałam to, co zawsze przynosiło ulgę - po prostu znów zaczęłam biegać.

Pamięć ciała jest niesamowita. Po roku przerwy od biegania spodziewałam się ataków duszności, braku sił, chęci. Zaskoczyło mnie to, jak lekko mi się biegło. Jak naturalnie się to odbywało. Jakby zachowana było ciągłość i nic się nie zmieniło. W głowie przyjemna ''pustka'', dystans, chłodne spojrzenie na bieżące wydarzenia. Zmęczenie, ale takie pozytywne. Zapomniałam o tym, dawno się tak nie czułam.





Dzisiaj dodatkowo wsiadłam na rower i wykręciłam 15 kilometrów. Czuję przyjemnie zmęczenie w nogach :) Treningi z Natalią choć fantastyczne, myślę, że zostawię na porę jesienną. Teraz wolę jak najwięcej czasu spędzać aktywnie, na świeżym powietrzu. Tak mało mamy ciepłych, słonecznych dni. To już prawie końcówka lipca.... za chwilę znów będziemy ubierać choinkę.Brakuje mi śródziemnomorskiego klimatu. Odliczam dni do urlopu, do wyjazdu.... Jeszcze troszkę :)


poniedziałek, 22 czerwca 2015

Trening z Natalią Gacką.

Zaniedbałam się. Zarówno pod względem fizycznym, psychicznym i bloga. Zamknięta w szklanej kuli, odcięta od świata trwałam w marazmie. A czas i tak upływa. Wyglądam jak butelka - dupa szeroka, a głowa cienka.

Dzisiaj miałam pierwszą przymiarkę sukni ślubnej - wlazłam, wlazłam! Może nie jest aż tak źle. Czasami lubię marudzić. Nierzadko też patrzę na siebie surowym okiem, niekiedy przez krzywe zwierciadło. Dzisiaj spisałam sobie kilka postanowień, które mają mi pomóc w ogarnięciu tego całego pierdolnika. Do ślubu i wesela 2 miesiące ! Łaaaaa, kiedy ten czas zleciał? No tak...szklana kula odbijająca wszystko bez wyjątku.

Z pomocą przybyła moja niezawodna przyjaciółka - świadkowa. Chociaż się jej nie skarżyłam, to chyba jakoś telepatycznie, mimo dzielącej nas odległości stwierdziła, że potrzebuję jakiegoś bodźca, motywacji.

Podsunęła mi trening z Natalią Gacką, który sama wykonuje od jakiegoś czasu. Po wstępnym zapoznaniu się z tematem, obejrzeniu filmików, stwierdziłam, że spróbuję.

Mam rozpiskę na 6 miesięcy. Przez pierwszy miesiąc wykonuje się dwa treningi A1 i A2. Przed każdym treningiem obowiązkowa rozgrzewka - pierwsza jej część jest spokojna, druga bardziej dynamiczna. Serię treningową kończy dokładne rozciąganie.

Znając mój plan na ten tydzień, wiem, że wypadną mi dwa dni - dzisiejszy i środa. Dlatego też tak sobie rozłożyłam treningi, że zaczynam od jutra.


Trening A1

- półprzysiady [ 20-30 powtórzeń]
- pajace [30 sekund]
- pompki na kolanach [ 10-20 powtórzeń]
- pajace
- unoszenie grzbietu [20 powtórzeń]
- pajace
- uginanie ramion z hantlami [ 20 powtórzeń]
- pajace
- unoszenie bioder
- pajace
-unoszenie ramion
- pajace
- spięcia proste
- pajace 



Czy ktoś z Was próbował treningów z Natalią? Dajcie znać jak Wasze wrażenia ;)


poniedziałek, 8 czerwca 2015

Sezonowe menu dnia.

Wreszcie nadeszła moja ulubiona pora roku. Samopoczucie znacznie lepsze, więcej energii, pomysłów, projektów. Znacznie więcej ruchu na świeżym powietrzu. Zmęczenie które przychodzi po powrocie do domu jest takie inne, przyjemne, satysfakcjonujące. Ciepły okres to też moment kiedy pojawiają się moje ulubione owoce i warzywa. Cały rok czekam by zjeść morelę, wypić świeży, odżywczy koktajl truskawkowy, czy też zjeść syty obiad z sezonowych warzyw. Zdecydowanie najlepiej funkcjonuje mi się w takich warunkach. Znalazłam harmonię - zarówno czas na treningi, naukę, pracę i odpoczynek. Czuję się świeża, radosna i wypoczęta. A to dopiero początek ciepłych dni i wiosennego wiatru!

Po przeczytaniu książki Karolina OdNowa - o której napiszę niedługo na blogu - zaczęłam jeszcze większą uwagę przywiązywać do produktów po które sięgam. Dzięki narzeczonemu pokochałam owsiankę na mleku, co wcześniej uważałam za niemożliwe. Prędzej mi kaktus wyrośnie jak to zjem. Kaktus nie wyrósł, owsiankę wciągam :)


Oprócz owsianki, w mojej śniadaniowej misce znajdują się również pestki dyni, słonecznika i siemię lniane. Dodajemy również miód - i obowiązkowo zmiksowane truskawki ! Mogłabym jeść, jeść, jeść.... chyba nigdy mi się nie znudzi. Żałuję, że jestem taki śpiochem i nie mogę zmotywować się do tego, by wstać wystarczająco wcześnie i codziennie, przed wyjściem do pracy wciągać taką miseczkę.

Gdy robi się ciepło, lubię jeść lekkie, niezbyt gorące potrawy. Jem dużo vege  makaronów.


Staram się używać warzyw sezonowych, świeżych. Z puszki dodana została jedynie czerwona fasola. Makaron z cukinią i serem grana padano....i znowu robię się głodna...

I żeby życie miało smaczek, nie należy odmawiać sobie przyjemności. Ciasta truskawkowe, nigdy nie będą smakować tak dobrze jak teraz. Na lekkim biszkopcie, zalane truskawkową galaretką. Warto popracować w weekend, by raz w tygodniu pochłonąć taki kawałek ciasta, albo dwa ;)


Dawajcie sprawdzone przepisy na szybką owsiankę! Szybko, szybciutko!

niedziela, 31 maja 2015

Zakopane...dozoba! :))

Jeśli jesteście już w górach i pogoda Wam nie dopisuje – nie siedźcie w domu!

My mimo fatalnej aury i lejącego deszczu wybraliśmy się na szlak – niektórzy powiedzą mało wymagający – doliny, co to za urok. A no jest. Przy pięknej pogodzie widać doskonale szczyty, granie i można zdecydować się pójść innym szlakiem, by wejść nieco wyżej.

Pierwszego dnia weszliśmy na Gubałówkę, z której mieliśmy piękny widok na całe Zakopane. Był to jedyny dzień, kiedy mogliśmy podziwiać widoki gór. W kolejnych dniach wszystko spowite było mgłą. Zjechaliśmy śmieszną dwuosobową kolejką i żeby nie tracić słonecznego dnia poszliśmy do Doliny Kościeliskiej. Za każdym razem gdy jestem w Zakopcu to wędruję tym szlakiem. Mam jakiś sentyment, wewnętrzną chęć powrotu w to miejsce.  Kolejnego dnia w deszczu przeszliśmy Dolinę Strążyską i Ścieżką nad Reglami – pfff a raczej stromą, kamienistą drogą w górę – doszliśmy do Przełęczy i zeszliśmy w dół do Doliny Białego. Tyłek i nogi bolały niesamowicie, mgła i deszcz sprawiły, że było dość mrocznie. Jednak dobre humory nie opuszczały nas nawet na chwilę – a ja jak zwykle – właziłam tam, gdzie włazić nie powinnam. Ale dzięki moim butom czułam się bezpiecznie :) Poszliśmy również do Polany Chochołowskiej – 10 kilometrów wędrówki w jedną stronę. W schronisku zjadłam przepyszny żurek – ja w ogóle codziennie jadłam żurek – takiego jak na Podhalu nie znajdziecie nigdzie!


Pogoda była różna, na szczęście bazując na doświadczeniu z poprzednich wyjazdów byłam dobrze przygotowana. Oprócz trampek, zapakowałam dwie pary butów – sportowe, lekkie Nike i buty The North Face. Adidasy na ciepłą i suchą pogodę – na mniej wymagające trasy, buty trekkingowe – na dłuższe i wyższe wędrówki, również w deszcz. Sprawdziły się idealnie. Dlaczego tak ważny jest dobór odpowiedniego obuwia? Po pierwsze chyba średnio komfortowo wędruje się gdy stopa jest cała mokra i zziębnięta – wtedy zimno odczuwane jest niemal na każdym kawałku ciała. Buty trekkingowe, które posiadam są z goratexem – więc wilgoci do wewnątrz nie wpuszczają, za to wyrzucają ją na zewnątrz. Stopa sucha! Mają również specjalną podeszwę – nie ślizga się, mimo mokrych kamieni. Również jest to duża wygoda ze względu na to, że nie odczuwa się boleśnie podłoża, po którym się stąpa. W trampkach, czy adidasach podeszwa jest cienka, czuje się niemal każdy kamyk. Co po krótkim czasie sprawia, że boli nas noga. Pamiętam moją pierwszą wyprawę w góry, kiedy to na Giewont wdrapałam się w sandałach – szczyt głupoty i lekkomyślności. Myślałam, że wezwę helikopter TOPR’u – serio. I to nie dlatego, że byłam wykończona trasą – tak bolały mnie stopy i tyłek od kilku zjazdów na pośladkach w dół, że każdy kolejny krok był męką. Byłam wściekła, klęłam pod nosem i chciałabym jak najszybciej znaleźć się w łóżku. Mimo zdobytego szczytu i prawdopodobnie pięknych widoków – których nie mogłam podziwiać, bo zmuszona byłam patrzeć na nogi i na to w którym miejscu je stawiam – wspominam ten dzień koszmarnie. Także buty to podstawa. Nawet z czyszczeniem ich nie ma problemu – wystarczy przetrzeć mokrą szmatką. Ja posiadam buty firmy The North Face, ale te Salomona wydają mi się jeszcze bardziej stabilne. Przed kolejnym wyjazdem myślę o zakupie jeszcze jednej pary – takiej, która usztywnia również kostkę. Nie ryzykujcie - przed wyprawą w góry zainwestujcie w dobre buty. Nawet w ciepłe dni, na szlaku spotkać Was może ulewny deszcz, pogoda jest dynamiczna i nieprzewidywalna.




Z tym, że warto się ubierać na cebulkę – to również prawda. Ja w ten pamiętny deszczowy dzień miałam na sobie aż 4 warstwy. Sportową bluzkę na długi rękaw Adidasa, białą, cienką bluzkę w której zawsze biegam jesienią – gdzieś na blogu już o niej pisałam. Ciepły polar i kurtkę przeciwdeszczową. Na legginsy sportowe zakładam przeciwdeszczowe spodnie – Salomon jestem wdzięczna. Ciepło, sucho i wygodnie. A jak za ciepło, to zawsze można pozbyć się którejś z warstw ; ) Aha, piątą warstwą był śmieszny deszczak zakupiony przed wejściem na trasę - wyglądaliśmy jak drużyna power rangers. Leśne, kolorowe ludki. Kurtka koniecznie z kapturem. My mamy również plecak przeznaczony na górskie wędrówki The North Face – nie przemaka, jest lekki i wygodny.


No dobra, to czas na kilka zdjęć 

środa, 27 maja 2015

Pora na krem z pora!

Będąc w górach najadłam się żuru za wszystkie czasy. Pyszny, rozgrzewający i sycący. Dzisiaj naszła mnie ochota na coś równie treściwego, ale bardziej kremowego. I ugotowałam krem z pora :)



Składniki na 3 duże porcje
- litr wywaru warzywnego
- 3 duże pory
- 1 duża cebula
- 1 średnia marchewska
- 2 średnie ziemniaki
- śmietana 30%
- 2 łyżki klarowanego masła
- gałka muszkatołowa, pierz
- grzanki czosnkowe


Przygotowanie:
Warzywka kroimy. Na maśle podsmażamy pora i cebulę. W między czasie gotujemy bulion. Gdy por i cebulka ładnie nam się zeszklą wlewamy wywar i wrzucamy pokrojone drobno ziemniaki i marchewkę. Całość gotujemy, aż warzywa będą miękkie. Zupę zdejmujemy z ognia i blendujemy. Na koniec wlewamy 100 ml śmietany 30%. Doprawiamy pieprzem i gałką muszkatołową. Ponownie stawiamy garnek na ogniu i gotujemy do zagotowania. Na patelni rumienimy grzanki i posypujemy nimi zupę. Omniomniom!


Łatwo, szybko, smacznie i zdrowo :)

Jakie zupy kremy Wy polecacie?

wtorek, 26 maja 2015

Góralu....czy Ci nie żal!?

W końcu mogę napisać, że naprawdę odpoczęłam i naładowałam wewnętrzne akumulatory. I chociaż sposób w jaki spędziłam ostatnie dni był mega intensywny, wymagał dużo wysiłku fizycznego i czasami walki z samą sobą, to czuję się lekka, świeża, odmieniona. Mam wolny umysł, nie zatruwają mnie negatywne myśli i obawy. Żyję ‘tu i teraz’. Cieszę się tym, co przynosi każdy dzień ;)

Kocham góry. Niesamowite widoki zapierające dech w piersiach. Człowiek wspinając się na jakiś szczyt czuje się taki malutki. Góry uczą pokory, zaskakują, zmieniają punkt widzenia i potrafią pomóc człowiekowi otworzyć oczy na wiele spraw, o których nie myśli się na co dzień, pomagając przy tym zapomnieć o smutnej, szarej rzeczywistości.

Do Zakopanego zawsze chętnie wracam i wracać będę. Odpowiada mi tamtejszy klimat, atmosfera i magia tego miejsca. Być tak blisko natury, przyrody to niesamowite doświadczenie, zarówno dla ciała jak i dla umysłu. Kilka następnych wpisów poświęcę właśnie górom. 

Jest to idealne miejsce do pracy nad kondycją fizyczną, siłą i wytrzymałością wysiłku. Sama po sobie zauważyłam, że pierwszego dnia tuż po przybyciu na miejsce miałam problem z wejściem na…Gubałówkę. Natomiast ostatniego dnia skakałam jak kozica, nie zważając na pogodę. Zakwasy miałam lekkie, kolano dopiero po ostatniej – najdłuższej wyprawie zaczęło się buntować (opuchło, zebrał się płyn). Gdyby nie pogoda – na którą na szczęście byłam przygotowana – o czym będziecie mogli przeczytać jutro – pewnie zdobylibyśmy więcej szczytów – jednak w tych warunkach było to nie tylko niebezpieczne, ale i uciążliwe.


W ciągu czterech dni pokonaliśmy 46 kilometrów - tyle udało mi się zliczyć. Zarówno w słońcu jak i w ulewnym deszczu. Przeżyłam burzę życia – takiego nieba i błyskawic nie widziałam nigdy!

Trasy naszych wędrówek możecie zobaczyć poniżej. Niestety nie używałam endomondo na bieżąco, ze względu na zbyt szybkie pochłanianie baterii w telefonie i brak zasięgu w dalszych partiach gór.


Zaraz po przyjeździe weszliśmy na Gubałówkę, z której zjechaliśmy śmiesznym, dwuosobowym wyciągiem. Tego samego dnia poszliśmy do Doliny Kościeliskiej. W nocy pogoda się popsuła. Kolejnego dnia, w strugach deszczu przeszliśmy przez Dolinę Strążyską i dalej czarnym szlakiem ścieżką Nad Reglami. Doszliśmy do Doliny Białego i wzdłuż Białego Potoku doszliśmy do mety naszej wędrówki. Kolejnego dnia przeszliśmy Dolinę Chochołowską – chochoł w końcu odwiedził rodzinne strony ;D Kilometry zrobiliśmy również spacerując po Krupówkach, zajadając się naturalnymi lodami i oscypkami z żurawiną.


A już jutro relacja ze szlaków i o tym, co zabrać ze sobą w góry.




czwartek, 14 maja 2015

Podkład idealny potrzebny od zaraz.

Należy do tego typu kobiet, które bez podkładu nie wyjdą z domu. Niestety moje zdrapki i skrobanki zaprocentowały sporymi przebarwieniami, które staram się ukrywać. Wciąż poszukuję podkładu idealnego. Idealnego, czyli takiego, który poradził by sobie z pokryciem tego co chcę ukryć przed całym światem i sobą samą :) , nie tworząc przy tym efektu maski. Może z czasem zainwestuje w metody kosmetyczne, które sprawią, że poczuję się lepiej. Póki co szpachluję twarz :)

Przez dłuższy czas używałam podkładu od Vichy i byłam z niego zadowolona. Był wydajny, dobrze krył, jednak twarz wydawała mi się sztuczna i ciężka. W trakcie Rossmanowej promocji kupiłam trzy podkłady, których obecnie używam - oczywiście nie wszystkich jednocześnie, tylko zamiennie. Kosmetykomaniaczką nie jestem, ale myślę, że wśród czytelników znajdą się osoby, które będą mogły odpowiedzieć mi na kilka pytań i podzielić się swoimi podkładowymi typami.


1Bourjois, Flower Perfection, Fond de Teint
Dzięki ultralekkiej formule fluidu, podkład Flower Perfection przedłużający młodość skóry, wyrównuje koloryt skóry i tuszuje niedoskonałości. Jedwabista konsystencja nadaje skórze niesamowitą miękkość. A ponieważ piękna cera wymaga ochrony, dodano filtr SPF 15, aby ochronić młodość komórek.
Gładka i piękna cera - taki efekt będzie trwał aż przez 16 godzin! Wzbogacono go w wyciąg z dzikiej azalii, który jest odporny na najbardziej ekstremalny klimat i ceniony za jego właściwości regeneracyjne.
Formuła podkładu Flower Perfection przedłużająca młodość skóry jest chroniona przez szklany flakon, który ułatwi Ci wybór właściwego odcienia! Aż sześć odcieni dla każdej karnacji! (wizaż.pl).

Faktycznie, skóra jest miękka, gładka, przyjemna w dotyku. Podkład ładnie pachnie, dobrze się rozprowadza. Jednak krycie nie jest takie jakiego bym się spodziewała, raczej średnie - pokryje zaczerwienienia, ale przebarwieniom nie daje rady. Jeśli chodzi o trwałość, to niestety kiepska. Po 2 - 3 godzinach makijaż muszę poprawiać.
Raczej nie kupię go ponownie.

2. Maybelline, Affinitone 24H

Niestety wybrałam zbyt ciemny odcień i wyglądam na nałożeniu jak murzynka ;) Aczkolwiek myślę, że na opaloną skórę będzie idealny. Odpowiada mi jego krycie, staje się na twarzy taki pudrowy. Niestety podkład jest widoczny, tworzy maskę - no okiej - niedobrany odcień - więc może będzie lepiej. Niestety na twarzy ciemnieję, wpada w lekki pomarańcz. Nie mogłam się zdecydować na odcień, na dłoni wyglądał okiej, na twarzy już nie tak dobrze.

3. Max Factor, Whipped Creme Foundation 

Bardzo odpowiada mi jego konsystencja - doskonale rozprowadza się na twarzy. Jest kremowy, delikatny, puszysty. Choć nie kryje doskonale, lubię go najbardziej. Nie tworzy efektu maski, średnio trwały, po kilku godzinach skóra się świeci, choć początkowo daje fajny matowy efekt.

Łeeeeee. Więc poszukuję dalej. Może macie jakieś sprawdzone podkłady, dobrze kryjące?
Czy jeśli przed nałożeniem podkładu, użyję korektora efekty ww podkładów będą lepsze?
Jaki korektor polecacie?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...