czwartek, 25 sierpnia 2016

Zabawki dla niemowlaka wspierające jego rozwój.

Gdy ja byłam dzieckiem nie było w sklepach tylu dostępnych zabawek i gadżetów. A jakieś super ekstra zabawki tata przywoził od zachodnich sąsiadów. W dobie dnia dzisiejszego półki sklepowe aż pękają od wyłożonego towaru. Wchodzisz do sklepu z zabawkami dla dzieci można dostać kręciołka, zewsząd atakują kolory, kształty, dźwięki. Jak wiecie z zawodu jestem psychologiem i świeżo upieczonym pedagogiem, mającym w planach iść w kierunku wspierania rozwoju dzieci, niwelowania zachowań trudnych itd itd. Temat rzeka, nie ma sensu go rozwlekać, ale właśnie dzięki moim zainteresowaniom zawodowym, codziennie wzbogacam swoją wiedzę w dziedzinie psychologii rozwoju dziecka, czytam artykuły, książki, wypowiedzi ekspertów, problemy rodziców na forach itd. Mając dziecko zagłębiasz się w temacie jeszcze bardziej - no bo wiadomo - każdy chce dla swojego dziecka jak najlepiej, od nas - rodziców - w pierwszych latach życia dziecka należy obowiązek kształtowania kierunku w którym ten rozwój pójdzie. I nie chodzi tu o terror, czy kształtowanie pewnych nawyków, umiejętności na siłę. Rodzic jest cieniem. Jest obserwatorem. Jest osobą, która dyskretnie nadaje kierunek, pozwalając jednocześnie dziecku samodzielnie odkrywać świat, uczyć się nowych umiejętności, cieszyć się nimi.

Nie muszę pisać, że nastąpił milowy krok w rozwoju mojego syna. Już nie jest drącym się, srającym i wiecznie wiszącym na cycku noworodkiem. Potrafi świadomie chwytać zabawki - nawet leżąc na brzuszku - wyciąga rączki po zabawki, które go interesują, ignoruje te, które go nie ciekawią. Obraca się z pleców na brzuch, wszystko wkłada do buzi, przekłada zabawki z rąk do rąk, bacznie obserwując swoje poczyniania. Chwyta mamę za włosy, ściąga okulary, ściska nos, bawi się piłką. A nawet nie ma jeszcze 4 miesięcy.... Przed nami jeszcze długa droga :)

We wspieraniu rozwoju dziecka obowiązkowe są trzy elementy - dziecko, osoba wspierająca i metody. Metody to nic innego jak na samym początku zabawa. A żeby się bawić, trzeba mieć czym ;) 

1. Książeczki. Kontrastowe, kolorowe, bajki krótkie, bajki rymowanki - wybór jest olbrzymi. Ja dość szybko zaczęłam Jasiowi pokazywać kontrasty, ale takie świadome zainteresowanie wykazał w 5 tygodniu życia - pierwszy skok rozwojowy - trądzik na buzi :D Dzisiaj baaaardzo chętnie gapi się w książeczkę, próbuje ją samodzielnie utrzymać, co udaje mu się na kilka sekund ;) Książeczki kontrastowe, karty kontrastowe- niezbędne. 




2. Zabawki kontrastowe. Ubolewam, że nadal jest ich tak mało w sklepach. Zebrożyrafa była pierwszą zabawkę, za którą Jan zaczął wodzić wzrokiem. A gdy dostał w prezencie kotka, nie ruszaliśmy się bez niego na krok. Fajna forma zaczepu sprawiła, że towarzyszył nam na każdym spacerze. Minie kilka miesięcy aż wzrok niemowlaka się w pełni ukształtuje. Tuż po urodzeniu malec nie rozróżnia jeszcze kolorów – dziecko widzi jedynie kontrastowe zestawienia bieli i czerni, pod warunkiem jednak, że są one duże i wyraźne. Z biegiem dni to się zmienia, bo niemowlę zaczyna powoli odróżniać inne barwy. Dziecko w wieku niespełna miesiąca umie już zatrzymać na chwilę wzrok na jaskrawoczerwonej zabawce, którą rodzic przesuwa mu przed oczami. Dwumiesięczny maluszek potrafi odróżnić czerwień i zieleń, w wieku trzech miesięcy rozpoznaje kolor żółty, miesiąc później – niebieski. Ale tylko pod warunkiem, że są one intensywne, a przedmioty w tych kolorach są duże. Niby dziecko dopiero po ukończeniu trzeciego miesiąca widzi wiszące, poruszające się zabawki. Ale wiadomo - każde dziecko rozwija się swoim tempem, ale warto ten rozwój wspomagać. Jasiek naparzał w małpy w bujakoleżaku już w 2 miesiącu!




3. Bujakoleżaczek. Gdy skończył 2 miesiące dostał go w prezencie. Początkowo nie kumał czaczy, dopiero gdy siedziałam obok niego i pokazywałam jak bawić się wiszącą małpą, to załapał. Dziecku wszystko trzeba pokazać, a zobaczycie, że nauczy się moment!


4. Zabawki przywieszki. Wiszą sobie, dotknięte się poruszają - wow, fascynujące - dla takiego malucha owszem. Ogromna frajda z uderzania - początkowo nieświadomego, po kilku dniach skupianie się na rączce i próby uderzenia. Bo dziecko jeszcze musi odkryć, że ma ręce :D Gdy już je odkryje, co generalnie dzieje się w trzecim miesiącu życia, zaczyna się prawdziwa zabawa. Dziecko rączkami i ustami poznaje świat, ale jednocześnie szybko się nudzi, więc należy dostarczać bodźców różnych, z jednoczesnym opamiętaniem. Bardzo szybko można przestymulować takiego malca i nocka z bańki. Zabawki przywieszki wieszałam niemalże wszędzie - do łóżeczka, wóżka, fotelika samochodowego, leżaka, dawałam w rączkę. Jasiek swoje pierwsze próby chwytu trenowałam na pomarańczowych łapkach żabek.



5. Grzechotki. Jeśli jesteśmy przy nauce chwytania to niezbędne są grzechotki, koniecznie o wąskim uchwycie, żeby mała łapka mogła sobie z nimi poradzić. Wkładam je Janowi w ręke, a on wesoło sobie nimi majta....ostatnio po głowie. Dlatego zakupiliśmy grzechotki z Fisher Price - z jedną miękką końcówką, którą Jan chętnie wkłada sobie do paszczy. Póki co bawimy się głównie żółtą i tym takim zakrętasem. Jan uwielbia obracać go w dwóch łapkach, wkładać do buzi i sięgać w jego kierunku na brzuchu.





6. Oball - absolutny hit. Jan bawiąc się tą piłeczką nauczył się chwytać. Nie ma co się dziwić - jest ona idealne zaprojektowana. Gumowa, lekka grzechocząca piłka, a zabawy po pachy. 







7. Zabawki sensoryczne. O sensoryce ostatnio dużo. 
Mamy dwie zawieszki z popularnej serii Lamaze  lwa i dinozaura. Różne faktury, żywe, jaskrawe kolory, coś grzechocze, coś szeleści. Janek pokochał lwa do tego stopnia, że z uporem próbuje go zjeść. W ogóle o zabawkach sensorycznych napiszę niebawem ;) No i książeczki. 





8. Gryzaki - idą zęby - wiadomo. 


9. Żyrafa Sophie - absolutny hit. O żyrafie, którą wszyscy mają napiszę troszkę więcej. Zośka to nowa ulubienica Jaśka. Czemu jest taka fajna? Rozwija wszystkie zmysły dziecka. Dzięki kolorom wpływa na rózwój percepcji - kontrasty, cętki. Wydaje dźwięk, uczy myślenia przyczynowo skutkowego - nacisnę to mi zapiszczy. Długa szyja - łatwość chwytu. Nogi - idealnie wpasowują się w dziąsła malucha. Poza tym jest śmieszna :P



10. Szmaciana metka. 


11. Mata edukacyjna - o macie więcej innym razem.




Oficjalnie mogę otwierać sklep z zabawkami ;D 

środa, 24 sierpnia 2016

Najprostsza grochówka ever.

Przepis na zupę miał pojawić się już rano. Serio - bardzo chciałam, tak jak chcę pisać regularnie, czyli najrzadziej co drugi dzień. Ale mój syn postanowił, że będzie inaczej. Noc jest od jedzenia i przytulania a dzień do noszenia na rączkach i od zabaw, oj tak, zabawy to coś co jest na topie. Mama da piłeczkę, Jasio piłeczką potrząśnie i radośnie wyrzuci za leżaczek. Mama podniesie, poda i Jasio znów wyrzuci za leżaczek - mówię Wam - zabawa przednia! A spróbuj matko zmienić zasady gry i piłeczki nie podać...chyba nie muszę pisać czym to skutkuje.

Także najpiękniejszy z rodziny poszedł w kimę, więc można coś skrobnąć. O czym to ja miałam? Aa! O zupie. Nie byle jakiej bo grochówce. Trzy słowa które kojarzą mi się z grochówką? Wojsko, festyn, śmierdące bąki. Ale lubię - gotować ją w domu - bo jest szybka do przygotowania, zdrowa, sycąca, no i obiad na dwa dni mam z bańki ;D

O właściowościach prozdrowotnych grochu może troche. Wiadomo - błonnik i cała masa skłądników mineralnych. W grochu znajdują się witaminy z grupy B, kwas foliowy i pantotenowy oraz składniki mineralne, takie jak: potas, magnez, fosfor, żelazo, czy wapń. Zawiera też witaminę A, mającą dobry wpływ na wzrok, witaminę C i K, a także witaminę młodości- E. To co podkreśliłam jest niezmiernie ważne dla kobiet starających się o dzieci, w ciąży i mam karmiących - sorry często będę do tego wracać - spaczenie zawodowe ;D Dodatkową zaletą jest niski IG, właściwości odkwaszające organizm. Okres jesienno – zimowy to doskonały moment, aby groch zaczął częściej gościć w naszym menu. Uzupełni braki w składnikach mineralnych oraz witaminach, zapewniając energetyczny i pożywny posiłek. 

No dobra, to zapraszam po przepis.




czwartek, 11 sierpnia 2016

Lekcja numer 1 - nie planuj następnego dnia, jeśli nie wiesz jaka czeka cię noc.

Dzisiaj jest TEN dzień. 
Wczoraj miałaś mnóstwo planów: zrobisz obiad - nawet pamiętałaś by wyjąć mięso z zamrażalnika, ogarniesz mieszkanie, bo istnieje wysokie ryzyko złamania nogi, tudzież zaliczenia gleby, ( najgorszy scenariusz z dzieckiem na rękach) bo wszędzie leżą zabawki, grzechotki, książeczki. Chwila konsternacji - przecież on jeszcze nie chodzi, więc jak te zabawki mogą być dosłownie WSZĘDZIE... no tak...

Jeszcze przydałoby się dzisiaj zrobić trening - mąż też chce dzisiaj wieczorem mieć czas dla siebie, więc najlepiej gdybym zrobiła go do południa. Tak w ogóle to wstanę przed 7.00 - wtedy na pewno zrobię wszystko i jeszcze zostanie mi trochę czasu - może jakieś domowe SPA? 

WAŻNA LEKCJA : NIE PLANUJ NASTĘPNEGO DNIA, JEŚLI NIE WIESZ JAKA CZEKA CIĘ NOC.

Jasiek nie chciał spać. Po prostu. Szczęśliwa, że go uśpiłam - bez smoka, bez noszenia, tylko się tuliliśmy na pleckach, a on zasnął. No nie wierze, nie może być! No nie mogło. 40 minut mija a on leży już na brzuchu ( dość szybko posiadł umiejętność przekręcania się przez bok - dobrze, że narazie tylko prawy) i gada do przekaźnika niani - której zapomniałaś włączyć, może gdybym włączyła i usłyszała pierwsze oznaki wybudzania mogłabym zapobiec katastrofie? OjgupiaojgupiaTY! 
Masz wyobrażenie, że o tej 21.00 będzie chociaż troszkę senny. Gdzie tam! Twarzyczka wypoczęta, radosna, uśmiech przyklejony 24/24 - zapowiada się ciekawie. O 22.30 padł, żeby o 24.00 znów powstać....i tak CAŁĄ NOC. Co godzinę, co pół godziny, co 15 minut. Jakimś cudem zasypia nad ranem. Mamę zombie z łóżka wyciąga potrzeba kofeiny. Patrzysz na mieszkanie, zerkasz w kalendarz na listę TO DO IT - którą sama stworzyłaś, nikt Cię nie zmuszał, otwierasz lodówkę...przeciąg, zamykasz lodówkę. I uświadamiasz sobie, że poród przy tym wszystkim to był pikuś. Chce mi się płakać, bo wiem, że po południu będę musiała jeszcze wyjść z domu, a to jest ten dzień kiedy nie chce Ci się wyjść z domu. Dobra nie ma co! Koniec marudzenia, koniec narzekania! Szybka kawa i do boju matkopolko! 

Trach - niania się uaktywnia...oj dobra, może to tylko fałszywy alarm, więc czekasz,,,,jednak odgłosy z sypialni przybierają na sile. Wchodzisz a on już oczy otwarte, uśmiech na twarzy, obśliniony z ręką w dziobie próbuje przeturlać się przez lewy bok, nie może być! Ale Ty jesteś mądry chłopiec, a jaki silny! I znikam. Czasoprzestrzeń szaleje. Turlamy się razem, gugugamy, przytulamy, on się przekręca, a ja ze stoickim spokojem próbuje zmienić mu pieluchę. Gdzie to zmęczenie? Nie ma. To lepsze jak kofeina, to lepsze jak najlepszy pobudzacz neuronów! UŚMIECH DZIECKA. 

Mam szczęście mieć na prawdę pogodne i uśmiechnięte dziecko. Rodzina mówi, że on nawet jak płacze to się uśmiecha. Niektóre z mam pytają mnie - jak to zrobiłaś, że on jest taki radosny? No nie wiem, może się już z tym urodził? Taki temperament? A może to zasługa tego, że ON jest NAJWAŻNIEJSZY? Może dlatego jest taki pogodny, bo od pierwszej godziny życia był przy rodzicach, zapewniany o miłości, czuł się bezpiecznie i wie, że jego potrzeby zostaną zaspokojone? Może to dlatego, że najważniejsze było dla mnie to, by wyspał się na mamiemateracu, gdy miał gorsze chwile? Może to dlatego, że wstawaliśmy do niego zanim wpadł w czarną rozpacz? Może, może, może. Wiem, że nie ochronię syna przed całym złem świata, że musi doświadczać różnych bodźców - również tych nieprzyjemnych, by rozwijać się harmonijnie. Więc nie jest tak, że on wcale nie płacze. Oj drze się - uwierzcie mi, drze się prawie jak jego mama. A w dniu dzisiejszym stękadło level hard. Znacie to? Chcę jeść, ale nie będę jadł. Chcę spać, ale nie będę spał. Chcę kopę, ale się nie zesram. A u nas jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o gówno. Więc lejemy hektolitry espumisanu i dajemy probiotyki ( w dawce zaleconej na opakowaniu!), masujemy brzuszek, robimy wygibasy. A gówno wyjdzie kiedy? NA SPACERZE.

Dzisiaj na spacer idzie tata - sasasasasasasa! 





środa, 10 sierpnia 2016

50 twarzy macierzyństwa.

Gratulacje - zostaniesz mamą. Euforia do sufitu. Radujesz się z mężem, rodzicami, przyjaciółmi. Zaczynasz sobie wyobrażać jak to będzie. Kupka mojego dziecka będzie pachnieć fiołkami, rzygać będzie, ale tęczą, jego płacz będzie sposobem komunikacji, więc będziemy rozmawiać ze stoickim spokojem. A nieprzespane noce....po co marnować czas na sen! A tak w ogóle to moje dziecko będzie oazą spokoju, aniołkiem przesypiającym całe noce, płaczem w jasny sposób sygnalizującym swoje potrzeby...sratatattata srały muchy będzie wiosna.

Na początku nie odczuwasz zmęczenia. Jesteś superbohaterką, która śpi kilka godzin. Nie dlatego, że bobas nie pozwala zmrużyć oka. Patrzysz na niego, napawasz się szczęściem, przepełniasz się miłością, rozczulasz, wzruszasz, szepczesz mu cichutko do ucha, że pokażesz cały świat, że nauczysz, że kochasz. A Twoje dziecko nieświadomie zerknie na Ciebie, bo jeszcze wzrokiem Cię nie ogarnia, czuje Twój zapach, słyszy kojące bicie serca.Ty i on stanowicie jedność. Magiczne, szpitalne chwile.

Wracacie do domu. Pierwsza podróż za Wami. W podróży płacz. Szybko próbujesz ogarnąć o co chodzi. Głodny?Szczyle?Kopa?Sen? BÓL BRZUCHA!?  Było mu za gorąco, cała buzia w potówkach - fuck yeah.

Płacze. Chce jeść, ale boli go brzuch. Jak te nogi śmiesznie lewitują... Więc karmisz i nosisz i tulisz i karmisz i nosisz i tulisz i rzygi i płacz i tulisz i..... zasypia. A Ty długo nie. W głowie miliard myśli - czy teraz każdy wieczór i noc będą wyglądać podobnie? W ciągu dnia odsypia, a Ty musisz podjąć decyzje. Bo bycie mamą składa się z dokonywania wyborów. Wziąć prysznic czy iść spać, ugotować obiad czy iść spać, sprzątnąć mieszkanie czy iść spać. Idziesz spać.

Są dni gdy nie masz siły. Pojawiają się myśli : to tak ma wyglądać macierzyństwo ? I brońciepanieboże głośno narzekać. Nie znajdziesz zrozumienia. Zostaniesz uznana za złą matkę i słabą kobietę. Inne matki tak nie mają, inne sobie lepiej radzą, innych dzieci tak nie płaczą. Pamiętaj, nie możesz być słaba, bo musisz dać siłę swojemu dziecku, które przeraża wszystko - dosłownie, a najbardziej te dziwne, fruwające ręce. Ale możesz sobie pozwolić na chwile słabości. Ja płakałam, pfu - wyłam do księżyca siedząc na kibelku, z tymi rzygami we włosach, gruba, brzydka, zmęczona...opłukałam twarz zimną wodą, związałam włosy w kucyk i przyjęłam znów postawę wojowniczki. Pozwól sobie na te negatywne emocje, inaczej wybuchniesz - prędzej czy później. Nie musisz być zawsze twarda, nie rób nic na pokaz. Urodziłaś dziecko - co może uczynić Cię jeszcze większą twardzielką? I nie bój się prosić o pomoc, tylko wiedz gdzie jej szukać.

I jesteś w tym domu, sama z dzieckiem. Opieka nad nim weszła Ci w krew, jesteś panią sytuacji, lepiej bądź gorzej, ale zaczynasz sobie radzić. Bach! Mąż wraca do domu - masz szczęście gdy wraca, mój idzie do pracy i znika na dobę, albo dwie. Mnie wciąż myli się dzień z nocą, a on chce obiadu. Jesteś żoną, też masz jakieś obowiązki w domu! Przecież cały dzień NIC nie robisz, SIEDZISZ w domu i TYLKO opiekujesz się dzieckiem, które większość dnia NA PEWNO śpi - najchętniej na Tobie. MASZ URLOP a on tak ciężko pracuje...

I Ci wszyscy wspaniali doradcy! Załóż czapeczkę, bo go zawieje. 30 stopni w cieniu weź se sam załóż czapeczkę, w bonusie dorzuć skarpety, bo pewnie masz chłodne stopki, ojojojojoj. Płacze? To na pewno ból brzuszka - mamuuuuusiuuuu - NA PEWNO COŚ ZJADŁAŚ! No co Tyyy....żyję powietrzem....mam magiczne moce i nie jem, za to napiłam się coli...moje mleko będzie gazowane. Nadal płacze? Pewnie jest głodny! Daj mu cycka! Jak to nie chce? Wciśnij mu wielką brodawę, niech zassie, rzyga - jak mogłaś go przekarmić....Nosisz na rękach? Zobaczysz - przyzwyczaisz i dopiero wtedy będzie problem. Nie bierz, połóż na podłodze, może zaśnie. DAJESZ SMOCZKA? JAK MOŻESZ TO ROBIĆ SWOJEMU DZIECKU ! Ja na pewno nie dam - gówno mnie obchodzi co zrobisz. Wynosiłam Jaśka przez dwa miesiące, dzisiaj zasnął spokojnie przy cycku, trzymając mój palec w swojej malutkiej dłoni. Nie wymaga godzinnego noszenia, chociaż i takie dni się zdarzają.No i co z tego? 

Po trzech miesiącach jest lepiej. Kończą się kolki, zaczynają ząbki, skończą się ząbki zacznie się coś innego, spokojnie, atrakcji nie zabraknie! 

STOP. 

Budzi Cię w środku nocy ciche pomrukiwanie Twojego dziecka. Otwierasz oczy a ono patrzy na Ciebie szeroko otwartymi oczami, zamierasz....ile czasu on już nie śpi? Uśmiecha się i Ty się uśmiechasz i wtedy on uśmiecha się jeszcze szerzej. Serce rozpada się na milion kawałków, nogi miękką i w dupie masz, że to 3.00 w nocy. Tulisz, całujesz, głaszczesz, karmisz, przytulasz, odkładasz, okrywasz, patrzysz i zasypiasz z najcudowniejszym widokiem - śpiącego dziecka ;)

Patrzysz jak rośnie, uczestniczysz w jego rozwoju, cieszysz się każdym sukcesem, każdym dniem. 
Na nikogo nie będzie patrzyło tak jak na CIEBIE.
Do nikogo nie będzie się śmiać tak jak do CIEBIE.
Tylko w TWOICH ramionach spokojnie zaśnie.

Jesteś MAMĄ. Nie ma w  życiu nic piękniejszego.






środa, 3 sierpnia 2016

Pierwszy trening za mną.

No to jestem po swoim pierwszym treningu - wow, udało się! Co prawda z przerwami - na cycka i przytulasy bo Jaśko ma gorszy dzień. Zrobiłam rozgrzewkę, pośladki, nogi, trochę brzucha i rozciąganie z treningów Mel B. I jest masakra <smuteczek>. O ile nogi i pośladki robiło się przyjemnie, to brzuch jest w opłakanym stanie. Wynosząc śmieci zrobiłam jeszcze rundkę wolnego biegu, to sprawia mi zdecydowanie więcej przyjemności.

To nie tak, że te trzy miesiące były całkiem leniwe i bierne, bo dużo spacerowaliśmy.


Najważniejsze, że pierwszy trening odhaczony.




Podrzućcie jakieś fajne ćwiczenia do wykonywania w domu.

Pozdrawiam K.