czwartek, 27 listopada 2014

Moja włosowa historia - a raczej włosowa destrukcja.

Dzisiaj opowiem Wam jak dokonałam zbrodni na moich włosach. Przygotowując zdjęcia, aż mi się przykro zrobiło, że byłam taka głupia i uparta. Zmian mi się zachciało - bo jak nie teraz to kiedy - myślałam. I takim oto sposobem od marca 2013 zaczęłam moje wielkie zmiany mające na celu wprowadzenie olbrzymiej poprawy, w ogóle miał być łał szał, a w rezultacie na głowie jest miotła. Żeby było ciekawiej kolorowa miotła.


Zacznijmy od koloru zbliżonego do mojego naturalnego - ciemny brąz. Włosy miałam dość długie, zapuszczałam je odkąd skończyłam studia. Kolor ze zdjęcia numer 1 najbardziej mi się podoba - tak patrząc na nie teraz. I jakościowo włosy wyglądały na prawdę dobrze.


Wiosną 2013 roku postanowiłam zrobić pierwszą dekoloryzację. Początkowo myślałam o kolorze karmelowym, jakimś jasnym brązie z refleksami, palona kawa, mleczna czekolada - coś z tej palety barw. Dałam się jednak namówić na kolor zupełnie inny - który podobno miał do mnie pasować idealnie. Delikatnie podcięłam końcówki.


Przez długi czas włosy były w dobrej kondycji - nawilżałam je, nosiłam maski, chodziłam na nawilżanie parą wodną, stosowałam olejek arganowy. Rudy kolor nosiłam od marca do sierpnia.


W sierpniu wróciłam do brązu - i tu już widać zmianę. Włosy są bardziej spuszone, wysuszone, łamliwe, zakręcone. W brązie chodziłam od sierpnia do grudnia. W grudniu zrobiłam największą głupotę i pomalowałam się na czarno. Dodałam sobie lat, wyglądałam jak czarownica. Szybciutko podjęłam decyzję o drugiej dekoloryzacji.



Po trzech miesiącach postanowiłam na dobre wrócić do brązu.


Ostatnie zdjęcie zrobione jest jakoś w sierpniu i widać na nim już inny kolor włosów. Ale od marca nie nakładałam na włosy nowego koloru. Po takich zabiegach to cud, że w ogóle je jeszcze mam. Ale są w tragicznej kondycji. Zresztą zobaczcie same.



Jest dramatyczna różnica. Kolor mi schodzi cały czas i siłą rzeczy znów chcąc czy nie wróciłam do rudawego odcienia. Boję się nałożyć kolejną farbę więc chodzę w takim trochę nieudanym ombre. Ale prawdopodobnie przed świętami coś na nie położę, bo aż robi się od siwych babyhair. Żeby wyjść do ludzi i wyglądać w miarę dobrze muszę prostować włosy, nakładam olejek arganowy, żeby je wygładzić.




















Szczerze to nie wiem już co z nimi robić. Moja pielęgnacja nie pomaga. Ani olejowanie, ani maski, ani płukanki. Dodatkowo włosy zaczęły wychodzić, puszą się - wyglądam jak miotła. Jedynie użycie prostownicy mnie ratuje. Aha, jak by tego było mało to jeszcze w między czasie, gdzieś po drodze zrobiłam sobie grzywkę, którą ponosiłam dwa dni. Nie chcę ich obcinać jakoś mocno... Jeśli jesteście w stanie coś podpowiedzieć to będę wdzięczna. Zastanawiam się czy keratynowe prostowanie włosów będzie w stanie pomóc, macie jakąś wiedzę na ten temat?

Jak Wy dbacie o swoje włosy? 

środa, 26 listopada 2014

7 krasnoludków ratuje śpiącą królewnę - i to ma być bajka dla dzieci?

Zeszły weekend spędziłam głównie z nosem w książce, w sosie, ewentualnie w telewizorze tudzież ekranie kinowym. Czas spędzony w sobotę został mi zaplanowany już około dwóch tygodni temu przez moją młodszą siostrę - kuzynkę ściśle mówiąc. Mała, mimo 7 lat ma dość dobrze rozwiniętą zdolność posługiwania się smartfonem czy tabletem - prawdopodobnie to znowu żaden wyczyn, ale pamiętam, że gdy ja miałam siedem lat karą było nie wyjście na dwór, a nie wyłączenie komputera. Także moja kuzynka najpierw wymusiła na mnie zabranie jej do kina, a później sprytnie mnie nagrała swoim tabletem. Oczywiście wygłosiłam monolog, że na to jest paragraf, bo nagrywanie i rozpowszechnianie wizerunku bez wiedzy osoby nagrywanej jest karalne. Wybuchła salwą śmiechu i na tym się skończyło. Wybrana została bajka 7 Krasnoludków ratuje Śpiącą Królewnę. Stwierdziłam, że nie jest najgorzej - lepsze to niż jakieś Siostry Wampirki oO. Ależ się rozczarowałam...



Uwielbiam oglądać bajki. Krainę Lodu, Piękną i Bestię, Zakochanego Kundla, Króla Lwa czy inne bajki Disney'a - gdy najdzie mnie ochota to często do nich wracam. One są takie uniwersalne, napisane językiem dostosowanym przede wszystkim do wieku dziecka, mają fabułę, puentę, niesamowitą grafikę, piękną muzykę i co najważniejsze bawią, zachwycają, wzruszają - wzbudzają emocję. Nie lubię czegoś miałkiego, nijakiego, coś może być brzydkie, ale ma wzbudzać emocje tak silne, że będę czuć je całą sobą. 

7 Krasnoludków ..... nuda, żenada, kiepskie teksty, durne dialogi, Voldemorta - zła czarownica z ryjem Monster High, która przypominała mi histeryczkę z zaburzeniami osobowości, która dopiero co uciekła z psychiatryka. Darła gębę, śmiała jak skrzypiąca szafa i miała romans z ojcem Śpiącej Królewny. A, że ten jej nie chciał to zdecydowała się na uśpienie jego córki i pokrycie lodem całego królestwa, wraz z jego mieszkańcami - yhyyy - bo zemsta ma być zimna jak lód - piosenka fatalna! Postać przypominała bardzo Bellatrix Lestrange - jedną z postaci Harry'ego Potter'a. Królewna Śnieżka wykreowana na ekskluzywną ździrę, najpiękniejsza, najzgrabniejsza... ogrom popkultury - dialogi nie zrozumiałe dla dzieci - które z założenia mają być głównymi odbiorcami produkcji. Teksty typu : zaraz cię zgesleruje, tu panuje ebola, dodasz mnie na fejsa i wiele innych, nie dość, że były kiepskie, to bardziej żenowały niż śmieszyły. Ponadto ciągłe słychać było pytania dzieci : mama co to fejsbuj, a ebola to jakieś zwierze? Cichutki śmiech w sali kinowej słychać było raz - i co jest straszne - nie mogę sobie w tej chwili przypomnieć tego momentu. W niemieckiej produkcji nie ma nic dobrego. Ani muzyki, ani grafiki, ani historii, ani bohaterów. Miałam również problem w zrozumieniu niektórych dialogów  - nawet nasz polski dubbing mnie rozczarował. A akcja ze smokiem, który próbuje popełnić samobójstwo - no fantastyczna... Jedyny plus dla postaci Bobo - małego, nieporadnego krasnala, który ciągle przewraca się o rozwiązane sznurowadło. Jego wywrotki powodują lawinę niespodziewanych zdarzeń, które w finale dobrze się kończą. Najsympatyczniejsza postać, którą da się zapamiętać z tej dobrej strony. Gdy zapytałam siostrę o czym była bajka, miała kłopot, żeby mi ją opowiedzieć, co oznacza, że ona jej w ogóle nie zrozumiała. NIE POLECAM. Stara czasu.

wtorek, 25 listopada 2014

3 szybkie, pyszne i pełne zdrowia propozycje na obiad !

Przeważnie gdy wracam z pracy, to już za oknem jest ciemno, a w domu cicho i pusto. Po zdjęciu butów moje pierwsze kroki kieruję na kanapę - jeśli jestem mocno zmęczona zasypiam, jeśli nie zabieram się za zrobienie obiadu. U mnie w domu nie gotuje się ''na następny'' dzień. Obiady robione są na bieżąco i nawet jeśli coś zostanie, to zabieram to następnego dnia do pracy. Więc gdy jestem głodna zależy mi głównie na czasie. Dlatego dzisiaj moje propozycje obiadów, które zrobicie max. w 30 minut :) Do tego lekkie i zdrowe.
Zapraszam!


1. Propozycja vege - warzywa z kaszą gryczaną 


Warzywa : cukinia, por, cebula, czerwona fasola
Przyprawy: papryka chilli, pieprz,

2.  Propozycja vege - spaghetti z warzywami, z serem grana padano


Warzywa: pomidory, zielone oliwki, cukinia, cebula
Przyprawy: pieprz, suszone chilli, bazylia

3. Tagliatelle z łososiem - wersja łagodna


Składniki : łosoś, makaron, śmietana 200 ml, koper
Przyprawy: gałka muszkatołowa, pieprz biały
W wersji ostrej: suszone chilli, czosnek

Bardzo szybko i bardzo prosto. Czuję, że przytyłam kilka kilogramów od tego nicnietrenowania i folgowania sobie. Brrr, Wrrr.


PS. JEŚLI JEŹDZICIE AUTEM TO NOGA Z GAZU. MNIE JEDEN POŚLIZG JUŻ TEJ JESIENIO-ZIMY WYSTARCZY.

niedziela, 23 listopada 2014

Omlet dla dwojga.

Niedzielny poranek - mglisty, szary, chłodny. Jednak budzą mnie jesienne promienie słońca i zapach świeżo zaparzonej kawy. Wkładam na stopy ciepłe wełniane skarpety i otulam się ulubionym, szarym swetrem. Patrząc jednym okiem, podążam za zapachem kawy, ale również czegoś jeszcze. Smażone jajka, zapach ostrej, świeżo pociętej cebuli. On mówi, że idealnie zsynchronizowałam się z czasem podania śniadania. Uwielbiam takie poranki. Leniwe, spokojne, powolne. Poranki kiedy wita mnie Jego szeroki uśmiech i w jednej chwili mam wszystko, co sprawia, że również się uśmiecham i jestem szczęśliwa.

Omlet dla dwojga

Składniki
6 jajek
30 ml mleka
czerwona cebula
połówka awokado
łosoś wędzony drobno pocięty
olej do smażenia


Jajka roztrzepujemy z mlekiem i przelewamy na patelnię. Na wierzch kładziemy drobno pokrojone awokado, łososia i cebulę. Gdy jajka się już zetną omlet składamy na pół i jeszcze chwile trzymamy na ogniu. Zdejmujemy i jemy ;)


Pyszne, syte śniadanie, pełne wszystkich potrzebnych wartości odżywczych. A zjedzone w miłym towarzystwie - plus sto do szczęścia ;))

piątek, 21 listopada 2014

Chrupiąca, zdrowa przekąska - marchewka słodko-ostra.

Bardzo lubię pieczone warzywa, ale rzadko robię je na słodko. Dzisiaj postanowiłam trochę poeksperymentować w kuchni i spróbować smaku słodko-ostrego. Skoro mięso smakuje fajnie, to marchewka powinna być równie smaczna ;) Fantastyczna przekąska, zamiennik słonych, niezdrowych, chrupiących umilaczy czasu.



Składniki na jedną porcję

2 duże marchewki
2 łyżki miodu
2 łyżki oliwy z oliwek z chilli
1 łyżka oliwy

Przygotowanie

Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. W między czasie przygotowujemy marynatę - łączymy wszystkie składniki. Marchewkę kroimy na średniej wielkości słupki. Układamy w naczyniu żaroodpornym, polewamy marynatą i dokładnie mieszamy, żeby nasza marchewka w całości została pokryta. Zakrywamy folią aluminiową i wkładamy do piekarnika na 30 minut. Po tym czasie zdejmujemy folię i pieczemy jeszcze przez 15 minut. Można dodać również sezam.





Marchewka jest słodka, ale pod koniec czuć ostrość papryczek chilli. Chrupiąca, szybka i zdrowa przekąska ;)


Ja wracam do lektury drugiego tomu Trylogii Czasu - Rubin pochłonęłam wczoraj wieczorem ;)  A Wam życzę udanego, spokojnego weekendu :)

czwartek, 20 listopada 2014

Oswajamy jesień i pobudzamy wyobraźnię! # listopadowy stosik książkowy

Gdy na zewnątrz pada deszcz, albo śnieg - tak jak dzisiaj, wieje zimny, porywisty wiatr, jest wilgotno i ciemno nie sposób mnie wyciągnąć z mieszkania. Przemieszczam się gdy muszę zrobić zakupy czy dotrzeć na basen, ale pokonuję dość krótki dystans, bo auto parkuje zazwyczaj pod klatką. Jedynie spaceruję z psem, choć jest to raczej marszobieg - zarówno mój jak i mojego czworonoga. Późną jesień i zimę traktuje jak okres regeneracji organizmu po intensywnej wiośnie i lecie. Staram się robić rzeczy na które zwykle brakuje mi czasu, rozwijam swoje pasje, poznaje nowe rzeczy, gotuję i piekę. Znowu coraz więcej czytam książek, co mnie cieszy, bo okres letni był raczej okresem martwym. Ale przecież takie ''lenienie się'' ma wiele korzyści. Czytanie książek pomaga rozwijać język i wzbogaca słownictwo.Dodatkowo książki rozwijają myślenie, rozszerzają poglądy, pobudzają wyobraźnie, dostarczają dużo wiedzy z dziedzin nam nieznanych. Książki niosą również wraz z sobą rozwój duchowy - grają na emocjach, wzruszają nas, uczą empatii, pozwalają zobaczyć nam nas samych w którymś z bohaterów. Relaksują, uczą i bawią. A tak mało czytamy!

Badania z 2012 roku pokazują, że jedynie 11 % Polaków czyta siedem książek lub więcej rocznie. Przestają czytać ludzie z wyższym wykształcenie oraz nastolatki. Aż 34 procent Polaków z wykształceniem wyższym przyznaje, że przez 12 miesięcy nie sięgnęło po żadną książkę! Ten wynik jest niewiarygodny i przerażający. 
Poprawny trochę statystyki i czytajmy! Dokarmianie naszego mózgu to też zdrowy styl życia!



1. Książka autorstwa prof. Iwony Wawer. Póki co jedynie ją przekartkowałam, ale jest bez wątpienia skarbnicą wiedzy.
2. Miasto Kości - dużo pozytywnych opinii czytałam w sieci, więc postanowiłam sięgnąć po pierwszą część cyklu.
3. Trylogia czasu - trylogię znalazłam w dziale dla młodzieży ;D 
4. Kaznodzieja - druga część cyklu szwedzkich kryminałów Camilli - o Księżniczce z Lodu kilka słów niebawem.


Pierwszą część Trylogii Czasu - Czerwień Rubinu - już prawie pochłonęłam - w zaledwie dwa wieczory. Czytając, faktycznie traci się poczucie czasu i przestrzeni. Niech dowie się o tej serii każdy młody człowiek - może zmieni stosunek do książek.

Znacie którąś z tych pozycji? 

środa, 19 listopada 2014

Oswajamy jesień i pobudzamy kreatywne myślenie! - # Decoupage

Zawsze marzyłam, by zrobić jakąś dekorację do mieszkania. Rok temu była to próba zrobienia wstążkowych bombek na choinkę - ale po jednej mój zapał opadł. Podejście zakończyło się pokaleczonymi palcami, ale bombka choć krzywa i średnio udana zajmowała centralnie miejsce na choince. Brakowało mi cierpliwości i odpowiedniego nastawienia. Z reguły chcę robić wszystko jednocześnie szybko i dobrze, ale przez ten rok czasu nauczyłam się spokoju - tego w głowie przede wszystkim. Odkryłam, że skupienie się na wykonywanej czynności - zwłaszcza artystycznej - pozwala mi się zdystansować zarówno do siebie jak i ludzi. A jak się człowiek przyłoży to może robić cuda ;)

Postanowiłam zacząć od decoupage - czyli skok trochę na głęboką wodę, ale jak mówią jak spadać to z wysokiego konia - czy jakoś tak. Miałam w domu małe, drewniane lusterko, które nijak pasowało do mojego pokoju, w którym dominuje biel, pastelowy róż, fiolet i szarość. Stwierdziłam, że pomaluję je farbą na biały kolor i zawieszę. Ale znalazłam w szafce fajny, różany motyw serwetkowy. Popytałam, postękałam koleżance do ucha i metodą prób i błędów się nauczyłam.

Lusterko przed. Smutne, surowe, zimne. Całkowicie nie mój klimat.



A po metamorfozie.... tadam!



Klej który warstwami nakładałam okazał się  błyszczący, a nie matowy, więc nie jest to dokładnie taki efekt jaki chciałam uzyskać. Ale wygląda całkiem fajnie. W głowie mam kolejne pomysły, które mam nadzieję zrealizować w  deszczowo-śniegowe wieczory. Fantastyczny czasopochłaniacz, przy którym można się doskonale zrelaksować i wyciszyć. Podobno ryby to takie wrażliwe istoty twórcze, może faktycznie coś w tym jest? :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...