czwartek, 28 lipca 2016

Moje ciało 12 tygodni po porodzie. Metamorfoza - START.

Nie łatwo jest zaczynać wszystko od nowa. Gdy tak siedzę i myślę, dochodzę do wniosku, że jestem w tym samym miejscu, w którym byłam w momencie zakładania tego bloga. Kilkanaście kilogramów na plusie, kiepska jakość ciała i olbrzymia chęć zmiany. Wtedy było inaczej, czy łatwiej? Nie wiem. Na pewno miałam większą swobodę w działaniu, byłam niezależna i mniej zorganizowana ;) Na pewno chciało się bardziej - bo przesypiałam noce, wstawałam kiedy chciałam, jadłam zdrowo i regularnie. Teraz głównie z tą regularnością jest kiepsko. Obiecałam sobie i Wam wstawić zdjęcia mojego cielska :) Materiał zawiera treści drastyczne, więc przechodzicie dalej na własne ryzyko ;)


poniedziałek, 25 lipca 2016

Mama wraca do formy....hoho.

Bycie mamą to dla mnie zupełnie nowa rola. W pierwszych dniach czułam się jak płetwonurek mający za zadanie zbadać dno oceanu. Od razu skok na głęboką wodę, szybkie zanurzenie, w około pustka... a może czułam się bardziej jak astronauta....bo myślałam 129402 w ciągu dnia jak tu zrobić by wystrzelić się w kosmos - serio. W głowie miałam miliard myśli, przebiegających z prędkością światła. Nie brakowało tych, które kazały mi się zastanowić czy jestem dobrą mamą. Czy rolę swą spełniam godnie. Bo przecież czasami nie chce mi się wstać z łóżka i w myślach rzucam mięsem. Po prawie trzech miesiącach dostałam odpowiedź na większość pytań. Dzień po dniu odkrywałam coś nowego i w końcu nauczyłam się wyprzedzać mojego syna ;) A jego szeroki uśmiech, nieustannie goszczący na malutkiej buziulce jest najlepszym dowodem na to, że jest dzieckiem szczęśliwym, szalenie zapatrzonym w swoich rodziców. Najlepsza nagroda, najlepsza motywacja, najcudowniejszy widok. No dobra cudowniejszy jest widok śpiącego dziecka :P

Minęły prawie 3 miesiące od porodu. Jestem już bardziej zorganizowana - w domu nawet czasami jest obiad. Pokonujemy dziesiątki kilometrów - i na tym kończy się moja aktywność fizyczna. Po porodzie jeszcze do siebie całkiem nie wróciłam - na brzuchu zwisus totalus. Dżinsy stawiają opór, pewnie w praniu się skurczyły. Przypomniało mi się również, że oprócz bycia mamą, jestem żoną. I czas najwyższy powoli zabrać się do roboty ;) Jak trwoga to do bloga!

Nacykałam foteczek cielska, dokonałam pomiarów. Pozostało JEDYNIE zrewolucjonizować dietę i ogarnąć treningi. W planach jest zaczęcie od czegoś delikatnego - nadal karmię małego i nie chcę się zbytnio forsować. Do spacerów dojdą treningi w domu - z obciążeniem własnego ciała, ewentualnie zabawa z jakimś niewielkim ciężarem. Jutro mam zamiar się Wam pokazać - uwaga ! to mogą być drastyczne ujęcia. 

I tu moja prośba do mam karmiących piersią, które wróciły do aktywności fizycznej. Jak to u Was wyglądało z karmieniem?

Tymczasem pozdrawia mama Kama i 7 kilowy Jaś :)


wtorek, 31 maja 2016

Jestem mamą!

Ostatnie 4 tygodnie to życiowy rollercoaster. Janek w końcu po drugiej stronie brzuszka!
Sam poród wspominam dobrze, serio! Może dlatego, że nie cierpiałam kilka godzin, tylko uwinęliśmy się w 2 godziny od odejścia wód, a II faza porodu trwała zaledwie 10 minut. Mama spięła pośladki i spisała się na medal - podobno.  A może przede wszystkim dlatego, że był przy mnie mój mąż, który dawał mi olbrzymie wsparcie. Nienachalnie, był tam gdzie go potrzebowałam. Przeszliśmy przez to wszystko razem, od samego początku. A może to też kwestia nastawienia? Porodu nie bałam się ani przez chwile, mimo tego, że nie wiedziałam co mnie czeka. Nie nastawiałam się na nic, niczego nie oczekiwałam, nie planowałam. Wiedziałam, że w tej sytuacji nie mam na nic wpływu i życie napisze własny scenariusz. Zamiast krzyczeć, godziłam się w myślach z bólem, zbierając siły na finał. Modliłam się o Jaśka, by poród nie wymęczył go zbyt mocno. Mimo modlitw mój syn wyglądał jak po walce na śmierć i życie, jeśli się tak głębiej zastanowię, to faktycznie tak było... Miał ważyć 3700, okazało się, że urodziłam silnego, zdrowego chłopca ważącego 4260 kg i mierzącego 60 cm. Poród szybki, ale ciężki - tak mówią, ja nie wiem, nie mam porównania. Cieszymy się sobą. Karmimy, przytulamy, całujemy. Jasiek z chęcią sika na mamę i tatę w trakcie zmiany pieluchy. Jest charakterny i jak nie ma cycka natychmiast - daje temu jasny sprzeciw. Podnosi główkę. Przekręca główkę w kierunku z którego płynie głos taty. Uwielbia spać na brzuchu - w rodziców. I nie ma, że na boku. Skupia już wzrok na twarzy mamy i pokochał czarno-białą zebrożyrafę, którą bawi się najchętniej z tatą. Mama jest stołówką. Mama jest materacem. Na mamę się rzyga, sika i sra. Ale nigdzie nie zasypia tak szybko jak w ramionach mamy, czując bicie serducha. Jest cudownym chłopcem.  Nie wyobrażałam sobie nigdy takiego poziomu miłości. Troski, obawy. Nieprzespane noce? Rekompensuje je jeszcze nieświadomy uśmiech tuż po opróżnieniu cycka. Zresztą wschody słońca są takie piękne! Życie nabrało innego wymiaru. Priorytety uległy zmianie w ciągu kilku chwil. Życie cieszy jak nigdy dotąd, mimo, że w głowie kołtun, pod oczami sine worki, a bluzka obrzygana.

Tworzymy rodzinę. Kochamy się.

A mama zaczyna powrót do formy.... :) Witajcie !


wtorek, 26 kwietnia 2016

Pankejki!

Hura! Możemy rodzić!
Hura! To już zaraz!
Hura! Nie możemy się już doczekać :)

Ostatnie tygodnie ciąży przeprowadzam - dosłownie - zmasowany atak na lodówkę. Żałuję, że nie wynaleziono takich na kod, czy sekretne hasło (a może o czymś nie wiem)? Rozważałam założenie kłódki, jednak szybko wyrzuciłam tę brudną myśl z głowy. Kabanos z dżemem, zakąszony śledziem i popity wodą....Jak żyć? Ochota na słodki smak jest nie do opanowania. I chociaż słodyczy jem znacznie mniej - w zasadzie sięgnęłam po nie może ze dwa razy, tak lodów nigdy nie odmawiam. Wczoraj z mężem pochłonęliśmy kubełek truskawkowego Grycana w 10 minut, no dobra... ja pochłaniałam, konieczne było zabranie, wyrwanie. SIŁĄ.

Przez ostatnie tygodnie stałam się również bardziej aktywna. Głowa spokojna, włączone maksymalne obroty. Dużo chodzę, nawet podbiegam :D, łażę po schodach, trenuje siad sumo, sprzątam i gotuję. A gdy mam gorszy dzień - średnio dwa dni wow, jeden dzień do dupy - leżę w łóżku i gapię się w sufit. Nie mamy jeszcze projektora hipcia z gwiazdkami, więc trochę nudny widok, ale zajmujący.

Zrobiłam pankejki. Po raz kolejny. O niebo lepsze niż poprzednio. I wiecie co? Nie zrobiłam zdjęcia....bo zanim mi się o tym przypomniało....to zdążyłam je zjeść.... dramat.


czwartek, 14 kwietnia 2016

Torba do szpitala spakowana - mogę rodzić ! :)

Kończymy powoli 37 tydzień ciąży. Kama! Możesz już rodzić - czekałam na te słowa całe 8 miesięcy. Nie mogłabym rodzić gdyby nie kilka istotnych spraw - skręcenie łóżeczka, skompletowanie wyprawki, kupno fotelika samochodowego i spakowanie torby do szpitala. Właśnie z tym spakowaniem torby był największy problem - nie pytajcie czemu, bo sama nie potrafię tego logicznie wytłumaczyć. Ale się udało! Torba dla maluszka i dla mnie stroją w gotowości. Tata ma spisane na kartce co jest w której torebeczce, co by się w tym wszystkim nie pogubił. Niby nie ma tego dużo, ale jednak.

Dużym ułatwieniem w spakowaniu torby była lista must have na stronie szpitala w którym będę rodzić. Gdyby nie to, napakowałabym całą masę niepotrzebnych rzeczy. Z drugiej strony - nie rodzę na Marsie - jeśli będę czegoś potrzebować, w każdej chwili ktoś z rodziny mi to podrzuci. Także bez spinki, na luzie.

1. DOKUMENTY

Na samym początku ciąży stworzyłam pomarańczową teczkę przeznaczoną na wszelkie dokumenty, kartę ciąży, papierki, zalecenia, recepty, broszury informacyjne dotyczące przebiegu ciąży. Od kilku tygodni noszę ją zawsze ze sobą.
Niezbędne dokumenty to: dowód osobisty, karta ciąży, ostatnie wyniki badań oraz oryginał wyniku grupy krwi. Do porodu nie potrzebujecie skierowania.