wtorek, 26 kwietnia 2016

Pankejki!

Hura! Możemy rodzić!
Hura! To już zaraz!
Hura! Nie możemy się już doczekać :)

Ostatnie tygodnie ciąży przeprowadzam - dosłownie - zmasowany atak na lodówkę. Żałuję, że nie wynaleziono takich na kod, czy sekretne hasło (a może o czymś nie wiem)? Rozważałam założenie kłódki, jednak szybko wyrzuciłam tę brudną myśl z głowy. Kabanos z dżemem, zakąszony śledziem i popity wodą....Jak żyć? Ochota na słodki smak jest nie do opanowania. I chociaż słodyczy jem znacznie mniej - w zasadzie sięgnęłam po nie może ze dwa razy, tak lodów nigdy nie odmawiam. Wczoraj z mężem pochłonęliśmy kubełek truskawkowego Grycana w 10 minut, no dobra... ja pochłaniałam, konieczne było zabranie, wyrwanie. SIŁĄ.

Przez ostatnie tygodnie stałam się również bardziej aktywna. Głowa spokojna, włączone maksymalne obroty. Dużo chodzę, nawet podbiegam :D, łażę po schodach, trenuje siad sumo, sprzątam i gotuję. A gdy mam gorszy dzień - średnio dwa dni wow, jeden dzień do dupy - leżę w łóżku i gapię się w sufit. Nie mamy jeszcze projektora hipcia z gwiazdkami, więc trochę nudny widok, ale zajmujący.

Zrobiłam pankejki. Po raz kolejny. O niebo lepsze niż poprzednio. I wiecie co? Nie zrobiłam zdjęcia....bo zanim mi się o tym przypomniało....to zdążyłam je zjeść.... dramat.


czwartek, 14 kwietnia 2016

Torba do szpitala spakowana - mogę rodzić ! :)

Kończymy powoli 37 tydzień ciąży. Kama! Możesz już rodzić - czekałam na te słowa całe 8 miesięcy. Nie mogłabym rodzić gdyby nie kilka istotnych spraw - skręcenie łóżeczka, skompletowanie wyprawki, kupno fotelika samochodowego i spakowanie torby do szpitala. Właśnie z tym spakowaniem torby był największy problem - nie pytajcie czemu, bo sama nie potrafię tego logicznie wytłumaczyć. Ale się udało! Torba dla maluszka i dla mnie stroją w gotowości. Tata ma spisane na kartce co jest w której torebeczce, co by się w tym wszystkim nie pogubił. Niby nie ma tego dużo, ale jednak.

Dużym ułatwieniem w spakowaniu torby była lista must have na stronie szpitala w którym będę rodzić. Gdyby nie to, napakowałabym całą masę niepotrzebnych rzeczy. Z drugiej strony - nie rodzę na Marsie - jeśli będę czegoś potrzebować, w każdej chwili ktoś z rodziny mi to podrzuci. Także bez spinki, na luzie.

1. DOKUMENTY

Na samym początku ciąży stworzyłam pomarańczową teczkę przeznaczoną na wszelkie dokumenty, kartę ciąży, papierki, zalecenia, recepty, broszury informacyjne dotyczące przebiegu ciąży. Od kilku tygodni noszę ją zawsze ze sobą.
Niezbędne dokumenty to: dowód osobisty, karta ciąży, ostatnie wyniki badań oraz oryginał wyniku grupy krwi. Do porodu nie potrzebujecie skierowania.




piątek, 8 kwietnia 2016

Akcja STOP POPLĄTANYM WŁOSOM - opaska Ivybands.

Z każdym dniem robi się coraz cieplej. Nic więc dziwnego, że na ulicach możemy spotkać coraz więcej osób biegających, maszerujących czy jeżdżących na rowerze. Ubieramy się komfortowo, z dużą uwagą wybieramy sportowe obuwie, odzież, gadżety. Czasami zdarza nam się zapomnieć o pewnych dodatkach, które zadbają o naszą wygodę. Nie wiem jak Wy, ale ja wiecznie zapominałam o kupnie opaski na głowę, która okiełznałaby moje wiecznie roztrzepane włosy. Tu pasemko, tam pasemko i do domu wracałam z włosami w oczach czy ustach. Opaska Ivybands zadba o to, aby każdy sportowiec czuł się w niej wygodnie i komfortowo. 


W odpowiedzi na potrzeby każdej aktywnej kobiety powstała opaska, która stanie się Twoim ulubionym sportowym gadżetem. Będzie towarzyszyć Ci w drodze na siłownię, pilates, w trakcie biegania, a nawet podczas ćwiczeń w domu. A i świeżo upieczonym mamom się przyda ;)

Co sprawia, że opaska Ivybands jest wyjątkowa? Ciekawe wzory, bogaty wachlarz kolorystyczny - idealne wykończenie sportowego look'u - nie oszukujmy się, my kobiety lubimy zawsze wyglądać dobrze - nawet w trakcie intensywnego treningu. Dodatkowo opaska doskonale spełnia swoją funkcję - podtrzymuje włosy, zatem niesforne kosmyki włosów, czy grzywka nie będą już stanowić problemu. 

Nie wiem jak Wy, ale ja zdecyduję się na opaski - zwłaszcza te brokatowe przypadły mi do gustu. Shine bright like a diamond :)



Już się nie mogę doczekać mojego pierwszego treningu :) 


środa, 6 kwietnia 2016

Bataty, marakuja, mango...czyli pierwsze doznania smakowe.

Pamiętam doskonale smak świeżej figi. Pamiętam moje pierwsze spotkanie z tym owocem. Spacerowaliśmy ( wtedy jeszcze z narzeczonym) i rodzicami uliczkami małej miejscowości Loutraki, w Grecji. Tam handlarze z owocami i warzywami stoją na ulicy, głośno zachęcając do spróbowania i wybrania właśnie ich produktu. Figi były mocno fioletowe na zewnątrz, mięsiste i słodkie w środku.  Zakochałam się w ich smaku, wyglądzie - serio, niesamowicie fotogeniczny owoc. Niczym nie przypominały fig dostępnych w naszych sklepach. Ale wiadomo - jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Obecnie egzotyczne owoce są dla nas na wyciągnięcie ręki.

W ciągu ostatnich kilku dni doświadczyłam kilku pierwszych razy kulinarnych/ spożywczych - o dziwo wszystkie udane ;D

Po pierwsze.... bataty !
Serio - dopiero dwa tygodnie temu miałam okazję spróbować ich po raz pierwszy. Nie wiem czemu tak późno, bo są genialne w smaku! Mąż przygotował je na ostro. Połączenie ostrości i słodyczy - mmm niebo w gębie. Pewnie większość z Was bataty jadła, ale jeśli jest ktoś kto jeszcze nie miał okazji ich spróbować to gorąco zachęcam - wciąż dostępne w Biedronce.


wtorek, 29 marca 2016

Słodyczowy detoks.

Pewnie rok temu napisałabym, że te Święta były aktywne. Że nie siedziałam tylko za stołem i zajadałam się babcinymi przysmakami, że nie skusiłam się na ciasto mamy. Pewnie napisałabym o tym, że poszłam pobiegać. I o tym, że wcale nie leżałam na kanapie z napompowanymi nogami w górze. No cóż, napiszę, że w ciągu tych dwóch dni przytyłam chyba tonę w trakcie maratonu od jednego stołu rodzinnego do drugiego, a nawet trzeciego. Nogi przypominają dwie kłody, zakończone balonami. Na twarzy spuchłam jak po użądleniu pszczoły, albo całego roju. Sińce pod oczami sięgają wysokości nosa (troszkę przypominam pana Terleckiego), a przekręcenie się z boku na bok odbywa się z efektami dźwiękowymi (obożeobożeobożeniedamradyobożemojeplecyyyy).


Wkroczyłam w 3 trymestr ciąży, a w zasadzie zbliżamy się do mety - leci 35 tydzień, czas dłuży się niesamowicie, a żeby go troszkę umilić zaczęłam rozkoszować się w słodkościach. Ptasie mleczko od dziadka, Rafaello od przyjaciółek, lizaki i cukierki w zapasach, lody od męża, ciasta od mamy... A, że przyjęliśmy w domu zasadę, że jedzenia nie wolno marnować i trzeba jeść to co jest...no sami wiecie jaki jest koniec tej smutnej historyjki. Lody na wykończeniu, ciast dawno nie ma, tylko czekolady szyderczo zachęcają do skosztowania. I gdyby nie poranne postanowienie, prawdopodobnie właśnie w tym momencie pożerałabym kolejne kostki, rozkoszując się głębokim smakiem mlecznej czekolady z nadzieniem truskawkowym.


Dzieci w brzuszku lubią słodkie wody płodowe, bardzo lubią gdy mamusie jedzą słodkości. Mój syn nie należy do wyjątków, zawsze po zjedzeniu czegoś słodkiego okłada mnie kopniakami albo pojawia się u niego czkawka  - znak, że nażłopał się wód płodowych, które wybitnie mu smakowały. Ostatni miesiąc będzie jednak początkiem detoksu od słodyczy. Dzisiaj, teraz jest najlepszy moment, choć każdy mi mówi, że po ciąży. Nie. Dzisiaj.

Wiadomo - nie zrezygnuję z miodu czy z syropu klonowego. Do wypieków używam tylko cukru brązowego. Największym złem które popełniam są ciasta kupowane w cukierniach i inne sklepowe słodycze, które nie dostarczają żadnych wartości odżywczych. Gwarantują za to kilka dodatkowych kilogramów. Czas przestać przypominać ciasteczkowego potwora, bo potem będzie już tylko gorzej :D Ale co poradzić na te ciążowe zachcianki? Serio, są takie momenty, że można oszaleć, gdy lody miętowe nie są w zasięgu wzroku, albo ręki.


Także zaczynam słodyczowy detoks :) Jeśli przechodziliście przez to samo, będę wdzięczna za wskazówki :) Przy pierwszym (udanym ) podejściu zaczęłam od wyrzucenia wszystkiego do kosza i trenowałam systematycznie. Teraz to niemożliwe.





Pozdrawiamy razem z brzuszkiem :)