poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Sierpniowe planowanie

Dawno już nie robiłam miesięcznych planów. Zauważyłam, że kiedyś, gdy spisywałam wszystko do kalendarza, albo wpisywałam na bloga realizowanie ich szło mi znacznie lepiej. Jestem typem człowieka, który uwielbia mieć masę kolorowych karteczek z różnymi zapiskami, pierdołkami. Lepiej mi się wtedy organizuje pracę i czas wolny.

W sierpniu wybieram się na długo wyczekiwany, letni urlop. W środę o 22.40 czasu polskiego wylatujemy do... Grecji :) Dobrze, że u nas obecnie mamy temperatury niemalże afrykańskie, to zmiana klimatu nie będzie tak drastyczna. Mam zamiar porządnie wypocząć, cieszyć się każdym dniem, aktywnie spędzać dzień na plaży, dużo spacerować i zwiedzać, jeść greckie przysmaki bez wyrzutów sumienia i pić czerwone wino pod oliwkowym drzewkiem.

Po powrocie do kraju zdecydowałam się na stałe wrócić do blogowania, treningów - nawet do biegania, gotowania. Do domu wracamy 15 sierpnia, więc będzie jeszcze połowa miesiąca by powoli zacząć realizować te najważniejsze założenia. Myślę, że zacznę od regularnej jazdy na rowerze, pływania i podstawowego treningu siłowego, który wykonywałam w domu. Jeśli chodzi o dietę to jest dobrze. Czasami trafiają się jakieś produkty o niskiej wartości odżywczej, ale zdarza się to naprawdę sporadycznie. Jedynym powtarzającym się grzechem jest spożywanie puszki, zimnej coca-coli ;D Czasami nachodzi mnie takie pragnienie, że nie jestem w stanie nad nim zapanować.

W sierpniu chciałabym również kontynuować naukę języka angielskiego.
Jako, że ten miesiąc ma jeszcze należeć do tych leniwszych myślę, że starczy. Nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam sportowe buty na nogach.

A jakie są Wasze plany na sierpień :) ?

niedziela, 3 sierpnia 2014

Oleje do ciała!

Latem moja skóra jest wybitnie wymagająca. Jeśli tylko kilka dni odpuszczę sobie codzienną pielęgnację pojawiają się tego efekty - przesuszona skóra, łuszcząca się - zwłaszcza na ramionach, w okolicach łokci. Traci swój blask i gładkość w dotyku. Aby utrzymać jej stałe nawilżenie w tym okresie stawiam głównie na olejki - naturalne, bogate w składniki odżywcze, o przepięknym zapachu. Dzisiaj pięć moich ulubionych olejków do ciała, jeden przedstawię Wam nieco bliżej.


O Orientanie pisałam między innymi tutaj. Przedstawiałam Wam masło shea i olejki do ciała. Do dnia dzisiejszego pamiętam intensywny zapach imbiru i radość po każdym stosowaniu. Tym razem postawiłam na olejek z jaśminem indyjskim. Ale w składzie kosmetyku znajdziemy również inne cenne olejki: olej sezamowy, olejek migdałowy i inne. Jest to nowość pośród moich olejków i póki co mogę o nim napisać jedno - ma obłędy zapach. Jednak jestem pewna, że Orientana i tym razem mnie nie zawiedzie.

Olej bursztynowy ze Starej Mydlarni jest olejem najrzadziej przeze mnie używanym. Głównie wcieram go w dłonie, paznokcie i stopy. Dodaję go również do kąpieli.

Alterrę migdały i papaja używam głównie do olejowania włosów. Jest to produkt przyjemny w zapachu, moje włosy dobrze na niego reagują, dość łatwo się zmywa i ''nie wychodzi'' następnego dnia. Jednak jeśli chodzi o włosy mam zamiar przerzucić się na olejki khadi - koleżanka stosuje i zauważyła pierwsze efekty zmniejszenia wypadania włosów po zaledwie kilku aplikacjach.

Olej kokosowy - jemu poświęcę oddzielny wpis, na pewno wszystkim olej dobrze znany.

Na sam koniec zostawiłam olejek zakupiony w H&M. Z olejkiem naturalnym nie ma on zbyt wiele wspólnego. W składzie parafina i sylikony, ale zaraz za nimi olejek arganowy i witamina E. Używam go rzadko, raczej na specjalne okazje, do podkreślenia opalenizny.



Olejek fajnie nawilża skórę pozostawiając na niej świecące drobinki, które utrzymują się dość długo. Ładnie pachnie, a dzięki aplikatorowi w postaci pompki jest łatwy do wydobycia pożądanej ilości kosmetyku. Mam wrażenie, że lekko brązuje skórę. Fajna propozycja wakacyjna.



Wracam do OCM, regularnego olejowania włosów i wszelakich maseczek z olejkami w składzie. Dobrze robiły mojej twarzy - którą teraz czeka poważna regeneracja ;)
W planach mam wzbogacenie się o olej ze słodkich migdałów, olej tamanu, kocanki i rózany.
Ale najpierw projekt denko - po zużyciu dwóch zdecyduję się na kupno nowego. Sprzątając w łazience odnalazłam wiele kosmetyków, część z nich powędrowała do kosza.

Jakie są Wasze ulubione oleje? Może jakieś polecacie? Wasze doświadczenia z OCM?

piątek, 1 sierpnia 2014

Nie samą piersią z kurczaka się człowiek żywi ...

Wspominałam Wam, że od Nowego Roku Rafał nie jada mięsa - no może nie trzyma się tego aż tak mocno rygorystycznie, zdarza mu się raz na dwa tygodnie zjeść potrawę mięsną - ale tylko wtedy gdy mięso pochodzi z dobrego, znanego źródła.

Ja również jadam zdecydowanie mniej mięsa. Co prawda w takie gorące dni w ogóle nie chce mi się gotować jakiś skomplikowanych dań. Stawiam na dania łatwe, szybkie i smaczne. A czasami jestem też pozytywnie zaskoczona obiadem podanym pod sam nos ;)

Dzisiaj propozycja kilku dań wegetariańskich!

Kasza gryczana z ciecierzycą


Składniki: 

- kasza gryczana
- ciecierzyca
- cukinia
- papryka chilli
- pietruszka
- cebula
- zółta papryka
- marchewka
- pomidory świeże lub z puszki
- zioła i przyprawy - u mnie kurkuma, tymianek i rozmaryn.

Przygotowanie:

Ciecierzycę zostawiamy na noc w wodzie. Ciecierzyce gotujemy. Wszystkie warzywa kroimy, smażymy na oleju rzepakowym, pod koniec smażenia dodajemy pomidory i taki sos dusimy do momentu kiedy rozpadną się pomidory i uzyskamy jednolity sos. Dodajemy ugotowaną ciecierzycę i pietruszkę. Przyprawy według uznania. Ja dodaję łyżkę kurkumy, odrobinę tymianku i rozmarynu.


Risotto bardzo serowe

Składniki:

- ryż do risotto - polecam firmy Uncle Ben's
- papryczki chilli
- cebula
- cukinia
- koper
- śmietana
- masło
- parmezan
- przyprawy: tymianek

Przygotowanie:

Ryż podsmażamy na łyżce masła i dodajemy wodę - gotujemy według instrukcji na opakowaniu. Warzywa kroimy  i smażymy. Pod koniec gotowania ryżu dodajemy do niego warzywa. Następnie dodajemy śmietanę i posiekany koper. Całość chwilę gotujemy, pamiętając o ciągłym mieszaniu. Zdejmujemy z ognia, chwilę studzimy i dodajemy starty ser energicznie mieszając.



Spaghetti warzywne

Składniki:

- cukinia
- cebula
- czerwona fasola
- marchewka
- pomidory świeże lub z puszki
- makaron spaghetti - polecam Malmę - u mnie biały - posiłek potreningowy więc można sobie pozwolić ;)
- ser do posypania
- czosnek
- przyprawy: bazylia, oregano, suszone papryczki chilli, tymianek

Przygotowanie:

Makaron gotujemy. Warzywa kroimy i smażymy. Dodajemy pomidory, czosnek i suszone przyprawy, pod koniec gotowania dodajemy czerwoną fasolę. Wykładamy na makaron i całość posypujemy startym serem.


Smacznego!



poniedziałek, 28 lipca 2014

Lato, idealny czas na zmiany!

Przez ostatnie miesiące wiele się u mnie zmieniło. Niestety niekoniecznie na lepsze. Faktycznie cel który sobie założyłam został osiągnięty. Z wagą zeszłam do 58 kilogramów, ale coraz częściej mam wrażenie, że zafundowałam sobie skinny fat, a nie osiągnęłam sylwetkę o której zawsze marzyłam. Przestałam zatem ćwiczyć bo przecież po co się męczyć skoro jest już tak dobrze. Jedynie nawyki żywieniowe nie zmieniły się aż tak bardzo, chociaż ostatnio coraz częściej dopuszczalne się małych i większych grzeszków.  Czuję, że na zdrowiu nieco podupadłam. Wczoraj po 20 minutach intensywnej gry w siatkówce na plaży czułam jak uchodzi ze mnie energia, brakowało oddechu, robiło się ciemno przed oczami. No i zasłabłam. O rety co za fatalne uczucie. Już jakiś czas temu czułam się wiecznie zmęczona, senna, snu było mało. Źle, źle, wszystko źle.

Na pewno mój nałóg w tym wszystkim nie pomaga, wręcz przeciwnie - szkodzi. Ma wpływ na każdy aspekt mojego życia. To fatalne uczucie być niewolnikiem 'czegoś', co działa na Ciebie w sposób destrukcyjny. Myślę, że w końcu - na nowo - przewartościowałam swoje życie, zwolniłam i paradoksalnie w tej całej bieganinie odnalazłam czas by coś napisać. By znowu zacząć, próbować...

Zdjęcie z 19 lipca.

Dzisiaj brzuch jakiś wzdęty, napompowany, bolesny. Chyba czas coś zmienić...

niedziela, 22 czerwca 2014

Pomidory i rower.

Cały czas przewija się szczęście, jego poczucie, miara. I niech się przewija. Próbuję przypomnieć sobie siebie sprzed dwóch lat, roku, analizuję jak to wtedy było. Jak przez tak krótki czas z radosnej, uśmiechniętej, sympatycznej dziewczyny stałam się wrzeszczącą, warczącą, nerwową, smutną, labilną emocjonalnie histeryczką?
Zmęczenie, eksploatacja organizmu, brak wystarczającej ilości snu, witamin, świeżego powietrza, stres i o.
Przestałam biegać, spacerować, jeździć na rowerze, gotować. Zamykałam się w 4 ścianach, robiłam solidny trening, mocno uważałam z dietą, a raczej z ilością pokarmu. Osiągnęłam co chciałam. Ale ta radość gdzieś się ulotniła. I jakby energia opuściła.

Dlatego postanowiłam znów robić to, co się sprawdzało.
Zaczęłam gotować. Przyrządzać potrawy, kolorowe, pachnące, zdrowe i smaczne.
Na początek coś łatwego - caprese.


Zawsze wychodzi. Zawsze smakuje. Zawsze wygląda wyśmienicie. Bazylia z domowego ogródka, pomidory pachnące i soczyste od zaprzyjaźnionego dostawcy warzyw.

A Rafał przygotował dla mnie włoską zapiekaną bułę :) Niby taka prosta, taka zwyczajna... ale jaka smaczna!


W ogóle mój narzeczony jest mistrzem w kuchni, muszę się od niego jeszcze dużo nauczyć. A najlepiej człowiek się uczy poprzez obserwację i doświadczenie. Więc od dzisiaj obiecuję być bardziej aktywna w kuchni :) Czasami pomagałam, ale jednak szczerze mówiąc, gdy już moja lepsza połowa zabierała się za gotowanie, ja starałam się po prostu nie przeszkadzać, wspierać, podpowiadać i nie podjadać :)
Obecnie niemal całkowicie zrezygnował z mięsa i mówi, że czuje się doskonale - ale o tym w weekend :)

Kolejną rzeczą, która sprawiła mi radość była samotna wycieczka rowerowa. Piękne, wiejskie widoki, płynący z nich spokój, harmonia. Bliskość natury. W uszach ulubiona muzyka, we włosach wiatr i robaki :)
16 kilometrów zrobiłam dość szybko, mój miejski rower dał radę.



Mam wrażenie, że bardzo się postarzałam przez te dwa lata. Mam nadzieję, że od lipca moje życie się zmieni :)

niedziela, 8 czerwca 2014

Krok po kroku...

Za tydzień będę dyplomowanym psychodietetykiem, wow, jak to szybko zleciało. Praca podyplomowa napisana, na 5 oceniona. Wiedza dużo większa, zwłaszcza z bloku psychologicznego. Będę ten czas wspominać dobrze, aczkolwiek był to bardzo kiepski i męczący etap w życiu. Nie wiele wolnego w weekendy, tydzień po tygodniu wstawanie o 5.00. Jedzenie gdzieś w pośpiechu, każda wolniejsza chwila wykorzystywana na sen. Chciałabym by już wszystko wróciło do normalności....

Cierpię fizycznie. Cierpi moje ciało, cierpią moje włosy, skóra...
Cierpię psychicznie...

Za dwa miesiące planujemy urlop. Dobry moment by zacząć troszkę nad sobą popracować. Ale to już może jutro coś więcej w tym temacie. Dzisiaj znów jestem przemęczona, nogi mam spuchnięte jak u słonia, ale jeden raz w życiu jedna z najlepszych przyjaciółek wychodzi za mąż :)


Wszystko powoli wraca do normy. Krok po kroku...

Chcę być szczęśliwa. Muszę wrócić do tego, co szczęście mi dawało...każdego dnia.

niedziela, 25 maja 2014

Czym jest szczęście?

Wikipedia podaje, że szczęście to emocja, która przez osobę ją doświadczaną jest oceniania za pozytywną. Psychologia dodaje, że towarzyszą jej takie stany jak zadowolenie, radość, rozbawienie. Zawsze wydawało mi się, że emocja trwa chwilę - przynajmniej u mnie. Gdy pojawia się jakiś silny bodziec często nasz mózg idzie na skróty do ciała migdałowatego, czyli drogą dolną omijając korę czuciową. Nie pozwala na świadome przetworzenie bodźca, ciężko też zapanować nad naszą reakcję emocjonalną. Często tak mam, że gdy coś się stanie pojawia się smutek, reakcja fizjologiczna - czyli łzy, a ja tak naprawdę nie wiem, nie rozumiem co się dzieje, czemu tak naprawdę płaczę. Nierzadko jest to błahostka i nie wracam do niej nigdy więcej. I nie wynika to z mojej małej świadomości, brakiem wglądu czy samoobserwacji. To mój mózg mnie oszukuje i robi to często, z premedytacją. Skubany spryciarz.

Odczuwanie szczęścia, na które każde z nas ma pewnie inną definicję może być krótkotrwałe albo długotrwałe. Bezgraniczna radość, euforia, mania wręcz, czy upojenie towarzyszą nam w jakiś momentach, ulotnych chwilach, tak ciężko czasami do uchwycenia. Ale to właśnie te chwile nas tworzą, tworzą wspomnienia do których wracamy i znów odczuwamy wszystko na nowo. Może nie jest to tak silne odczucie jak pierwotnie, ale wciąż wywołuje jakieś emocje, które nami targają - over and over again.
Szczęście długotrwałe to nic innego jak zadowolenie ze swojego życia, uczucie pełni satysfakcji z tego co robimy, jak nam się układa. To nadanie życiu wartości, głębszego sensu.

Ostatnio dużo myślę o szczęściu. Poszukuję odpowiedzi czy jestem szczęśliwa i co to w ogóle dla mnie znaczy. Skąd mam wiedzieć, że to już teraz? Co sprawia, że przepełnia mnie radość? Dlaczego tak ciężko osiągnąć mi stan długotrwały? Czy to prawda, że najbardziej cierpią Ci, którzy nie wiedzą czego chcą? Czy to, że nie zauważam swojego szczęścia oznacza, że jestem nieszczęśliwa? Co sprawia, że się cieszę? Co daje mi radość i spokój i harmonię?
Szczęście to ta chwila co trwa?
Umrzeć ze wspomnieniami, nie marzeniami?
Jak zatrzymać wspomnienia?
Czy można być szczęśliwym samotnie a nieszczęśliwym wśród ludzi?
Skąd ta samotność, wyobcowanie i pustka?

Poszukuję.



Jesteście szczęśliwi?
Czym dla Was jest szczęście?
Co robicie by było. SZCZĘŚCIE.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...